Walczę ze standardowym, sztywnym, czterokołowym wózkiem miejskim, próbując przepchać go przez masywny, sękaty korzeń drzewa we wtorek o 7 rano. Mam na sobie czarne legginsy Lululemon — te z dziwną plamą po jogurcie na lewym udzie, której nie mogę sprać od trzech tygodni — a w prawej ręce trzymam otwarty kubek z letnią kawą, bo jestem idiotką, która uznała, że kubek termiczny to oznaka słabości. Maya ma cztery miesiące i gwałtownie trzęsie się w swoim siedzisku, bo wózki miejskie nie mają amortyzatorów. Wygląda, jakby obsługiwała młot pneumatyczny.
Przednie koło blokuje się w pęknięciu chodnika. Wózek nagle się zatrzymuje. Moje biodro uderza w rączkę, letnia kawa widowiskowo wylatuje w powietrze jak smutny, brązowy fajerwerk, lądując idealnie na moim lewym bucie, a ja wykrzykuję coś, czego naprawdę nie powinno się krzyczeć w publicznym parku obok szkoły podstawowej.
Maya zaczyna wyć. Golden retriever po drugiej stronie ulicy zatrzymuje się, żeby mnie ocenić.
Fatalny pomysł. Kompletna beznadzieja.
To było moje pierwsze podejście do bycia „aktywną mamą”. Widziałam te kobiety na Instagramie, w dopasowanych, pastelowych dresach, zdające się gładko sunąć po ziemi ze swoimi śpiącymi niemowlętami, i pomyślałam: jasne, też tak potrafię. Ale na Instagramie nie powiedzą ci, że bieganie z dzieckiem wymaga planowania logistycznego na poziomie małej operacji wojskowej oraz sprzętu, który kosztuje więcej niż mój pierwszy samochód. Zmierzam do tego, że zrobiłam wszystko źle, żebyś ty już nie musiała.
Co mój lekarz tak naprawdę powiedział o kręgosłupach
Po incydencie z kawą zabrałam Mayę na wizytę kontrolną i mimochodem wspomniałam dr Evans, że próbujemy zacząć biegać. Dr Evans po prostu przestała pisać na klawiaturze, zsunęła okulary na czubek nosa i spojrzała na mnie z tym specyficznym wyrazem litości i przerażenia, który pediatrzy rezerwują dla świeżo upieczonych mam.
Powiedziała mi, że muszę poczekać, aż Maya skończy co najmniej sześć miesięcy. Podobno wcześniej ich małe mięśnie szyi i cokolwiek tam się dzieje w ich rozwijających się kręgosłupach nie są wystarczająco silne, aby amortyzować wstrząsy i wyboje podczas biegu.
Zapewne ma to związek z tym, że ich kręgi jeszcze się nie zrosły, czy coś w tym stylu, ale szczerze mówiąc, słyszałam tylko szum w uszach, gdy moje poczucie winy wywaliło poza skalę. Przecież mogłam skręcić jej ten mały kark na tamtym korzeniu. O rany.
Więc czekałyśmy. Po prostu chodziłyśmy bardzo szybko. Szybki marsz to w zasadzie to samo co bieganie, pod warunkiem, że założysz na siebie wystarczającą ilość lycry i będziesz odpowiednio głośno sapać. Używałyśmy gondoli, dopóki nie urosła na tyle, by samodzielnie siedzieć, a potem, w okolicach tej magicznej granicy sześciu miesięcy, kiedy potrafiła już trzymać swoją wielką, ciężką niemowlęcą główkę w pionie jak mała mistrzyni, w końcu zaczęliśmy rozglądać się za prawdziwymi wózkami do biegania.
Mój mąż Dave był aż nazbyt entuzjastycznie nastawiony do tego etapu. Stworzył głęboko żenującą playlistę na Spotify, zatytułowaną dosłownie „run baby run”, którą uparł się puszczać na maksa z głośnika telefonu w uchwycie na kubek. Trochę nienawidzę tej playlisty, głównie dlatego, że jest tam za dużo techno z wczesnych lat dwutysięcznych, ale z czasem sama zaczęłam mruczała pod nosem to hasło jako dziwną, małą mantrę w chwilach paniki, tylko po to, żeby zmotywować się do podbiegów. Biegniemy mała, nie zwymiotuj, biegniemy, byle do następnej latarni.
Wywód o blokadzie koła, o który nie prosiłaś
Słuchaj, zwykły wózek to nie jest wózek do biegania. Nie możesz po prostu szybko biec z codziennym wózkiem i liczyć na najlepsze. Dave spędził cztery noce z rzędu na studiowaniu systemów zawieszenia na Reddicie, a ja dowiedziałam się o wiele za dużo na temat opon pneumatycznych.

Ale jest jedna rzecz, o której naprawdę muszę opowiedzieć: blokada przedniego koła.
Wydaje się to całkowicie sprzeczne z intuicją, prawda? Chcesz mieć możliwość skręcania, więc zakładasz, że przednie koło powinno być obrotowe. BŁĄD. Popełniłam ten błąd dokładnie raz. Kiedy poruszasz się w tempie biegowym — nawet w moim żałosnym, powłóczącym nogami, poporodowym tempie — obrotowe przednie koło to śmiertelna pułapka. Jeśli uderzy w kamyk, gałązkę lub nierówność chodnika, koło gwałtownie szarpnie w bok i cały wózek spróbuje wywinąć fikołka.
Musisz zablokować przednie koło w stałej, prostej pozycji. Tak, oznacza to, że aby zakręcić, w zasadzie musisz nacisnąć rączkę, podnieść przednie koło i obrócić wózek na tylnych kołach. Czujesz się przy tym idiotycznie. Wyglądasz, jakbyś agresywnie próbowała wystrzelić swoje dziecko na orbitę za każdym razem, gdy skręcasz w lewo. Ale to jedyny sposób, żeby nie zaliczyć katastrofy.
Na początku tego nienawidziłam. Wymaga to mnóstwa siły górnych partii ciała, co jest zupełnie niesprawiedliwe, biorąc pod uwagę, że moje nogi robiły już wystarczająco dużo. Ale w końcu łapiesz ten rytm. Naciskasz, obracasz, biegniesz dalej.
I noś ten cholerny pasek bezpieczeństwa na nadgarstku. Jedziemy dalej.
Jak ubrać swojego małego kompana do ćwiczeń
Okej, wymyślenie, w co powinnam się ubrać, było wystarczająco trudne (staniki sportowe po karmieniu piersią to temat na osobny, tragiczny esej), ale wymyślenie, w co ubrać Mayę, było prawdziwą zagadką. Ponieważ biegałam i pociłam się jak prosię, zawsze zakładałam, że jej też jest gorąco. Ale ona dosłownie tylko tam siedziała. Była VIP-em z szoferem, podczas gdy ja odwalałam całą robotę fizyczną.
Na własnej skórze przekonałam się, że wychłodzenie od wiatru w jadącym wózku to nie przelewki.
Moim absolutnym faworytem, jeśli chodzi o ubieranie jej na nasze poranne biegi, były Niemowlęce spodnie dresowe retro z organicznej bawełny z kontrastową lamówką. Mam na punkcie tych spodni jakąś dziwną obsesję. Mieliśmy je w kolorze Indigo Blue, a te małe, kontrastujące białe ściągacze przy kostkach sprawiały, że Maya wyglądała jak malutki, zadziorny Rocky Balboa trenujący do walki o tytuł. Mają lekko obniżony krok, co było super, bo do czasu zakończenia naszej trasy jej pielucha była zazwyczaj dość pełna, i miały w sobie wystarczająco dużo luzu, by mogła gwałtownie kopać nóżkami z ekscytacji, kiedy mijałyśmy wiewiórkę.
Szczerze mówiąc, najlepsze w nich było to, że dzięki elastycznym ściągaczom nogawki nie podciągały się do jej kolan przy podmuchach wiatru. Nic nie sprawia, że czujesz się gorszym rodzicem, niż uświadomienie sobie, że łydki twojego dziecka marzły przez ostatnie trzy kilometry.
Często łączyłam je z Miękkim body niemowlęcym z długim rękawem z bawełny organicznej. Będę z tobą całkowicie szczera — to po prostu w porządku body. Bawełna organiczna jest mega miękka, co było dla nas bardzo ważne, bo przez kilka miesięcy Maya miała problem z dziwnymi, plackowatymi zmianami egzemy na łokciach. Ale wciskanie wiercącego się, poirytowanego niemowlaka, którego ramiona nagle zamieniły się w sztywny beton, w długie rękawy, gdy ja już pocę się w moim stroju do biegania, to swój własny, specyficzny krąg piekła. W niektóre dni po prostu zarzucałam na nią dużą koszulkę i na tym kończyłam, bo nie miałam siły użerać się z zatrzaskami.
Jeśli zastanawiasz się, jak ich ubrać, moja złota zasada brzmiała: to samo co ja mam na sobie, żeby było mi wygodnie, plus jedna warstwa, plus kocyk, który nieuchronnie wyleci z wózka i zmusi mnie do cofnięcia się o trzy przecznice.
Szukasz ubrań, po których twoje dziecko nie dostanie dziwnej wysypki? Przejrzyj naszą kolekcję organicznych i ekologicznych ubrań dla niemowląt, które naprawdę się rozciągają, kiedy tego potrzebujesz.
Przekupstwo i przystanki na placu zabaw w połowie biegu
Nie możesz po prostu wsadzić dziecka do wózka i oczekiwać, że będzie tam siedzieć w cichej kontemplacji natury przez 45 minut. To mit wymyślony na potrzeby zdjęć w bankach zdjęć.

Jeśli wychodzisz na trening, prawdopodobnie powinnaś poczekać, aż zjedzą, i zdecydowanie nie zapomnij o przekąskach, chyba że chcesz, aby wpadły w histerię dokładnie w punkcie najdalej oddalonym od twojego domu. Zawsze starałam się planować nasze biegi zaraz po jej porannej butelce. Najedzone, lekko pijane mlekiem dziecko to szczęśliwe dziecko, a rytmiczne podskakiwanie wózka zwykle usypiało ją przez pierwsze kilometry.
Ale kiedy się budziła? Och, domagała się rozrywki.
Kiedy na świecie pojawiło się moje drugie dziecko, Leo, było jeszcze gorzej. Odmawiał siedzenia w zamknięciu. Jeśli próbowałam biec bez przerwy przez ponad dwadzieścia minut, zaczynał wydawać z siebie ten okropny, piskliwy krzyk przypominający wrzask banshee, przez który ludzie na ulicy patrzyli na mnie, jakbym go porywała.
Więc zaczęłam dzielić ten dystans. Biegłam jakieś dwa kilometry do dużego parku w pobliżu biblioteki, zatrzymywałam się, wyciągałam go i pozwalałam mu zachowywać się jak dzikie zwierzątko przez dwadzieścia minut, a potem znów go przypinałam i biegliśmy do domu. Trzymałam Zestaw miękkich klocków niemowlęcych w koszu pod wózkiem. Wyrzucałam je na stół piknikowy i ponieważ są z miękkiej gumy, nie musiałam się martwić, że połamie sobie na nich zęby, kiedy nieuchronnie próbował zjeść ten z małym symbolem żabki. Co więcej, unoszą się na wodzie, co jest super losowe, ale okazało się pomocne, gdy upuścił jeden do ogromnej błotnistej kałuży, a ja musiałam go wyławiać.
Robisz to, co musisz. Zatrzymujesz się na placu zabaw. Przerzucasz chrupki przez daszek wózka, jakbyś karmiła fokę w zoo. Pozwalasz im trzymać przypadkowego liścia, którego znaleźli. Cokolwiek, co pomaga utrzymać pokój.
Pokoleniowa presja w tym wszystkim
Czasami zastanawiam się, po co w ogóle się w to pakuję. Pchanie dodatkowych dwudziestu kilogramów wózka, dziecka i wpół zjedzonych przekąsek pod górę sprawia, że płuca palą mnie w sposób, który wydaje się głęboko niesprawiedliwy.
Ale Dave przeczytał mi kiedyś te badania — bo Dave uwielbia badania — według których dzieci, mające dwoje aktywnych rodziców, mają jakieś sześć razy większą szansę, że same będą aktywne. Nie wiem, czy to do końca prawda, czy to tylko jedna z tych rzeczy, które publikują, by sprawić, że zmęczeni rodzice poczują się gorzej, ale często o tym myślę.
Chcę, żeby Maya i Leo widzieli, jak się pocę. Chcę, żeby widzieli mnie zupełnie pozbawioną tchu, z czerwoną twarzą i włosami przyklejonymi do czoła w obrzydliwych strąkach. Chcę, żeby wiedzieli, że dbanie o siebie to ciężka, chaotyczna robota, ale i tak to robimy. Kiedy skanduję w głowie to głupie biegniemy mała, nie zwymiotuj, mam cichą nadzieję, że zakorzenia się to również w ich małych, podświadomych umysłach.
Nawet jeśli oznacza to tylko, że nauczą się agresywnie podbijać przednie koło w wózku.
Gotowa spakować torbę z pieluchami i ruszyć w trasę bez utraty zmysłów? Sprawdź naszą pełną kolekcję niezbędnych akcesoriów dziecięcych, zaprojektowaną dla rodziców, którzy po prostu starają się pozostać w ruchu.
Często zadawane pytania o ten cały chaos
Czy bieganie z wózkiem całkowicie zniszczy mi kręgosłup?
Szczerze mówiąc, może, jeśli będziesz się garbić. Największym błędem, jaki popełniłam, było zgarbienie się nad kierownicą wózka jak gremlin. Musisz trzymać napięty brzuch, co brzmi, jakby krzyczała na ciebie entuzjastyczna instruktorka Pilatesu, ale to prawda. Biegnij blisko wózka i staraj się pchać go jedną ręką, a drugą pracuj naturalnie, a potem zmieniaj ręce. Jeśli kierownica wózka ma regulację wysokości, upewnij się, że jest mniej więcej na wysokości twojej talii, abyś nie trzymała barków na wysokości uszu.
Co jeśli moje dziecko będzie po prostu krzyczeć przez cały czas?
Wtedy się zatrzymujesz. Po prostu się zatrzymujesz. Było tak wiele dni, kiedy ubiegłam dwie przecznice, Leo zaczął płakać ze wściekłości, a ja po prostu zawróciłam i poszłam do domu napić się kawy siedząc na podłodze. Zdarza się. Możesz spróbować dać im wyjątkową zabawkę, którą dostają tylko podczas biegów z wózkiem, lub włączyć audiobooka na telefonie. Ale czasami mają po prostu gorszy dzień, a zmuszanie ich na siłę sprawi tylko, że oboje będziecie nieszczęśliwi.
Czy naprawdę muszę kupować specjalny wózek do biegania?
Tak, naprawdę musisz. Wiem, że to irytujące i że zajmują pół garażu, ale zwykłe wózki fizycznie wytrzęsą z twojego dziecka duszę, jeśli spróbujesz z nimi biegać. Pompowane opony i amortyzacja w prawdziwym wózku biegowym pochłaniają wszystkie wstrząsy. Poza tym pchanie zwykłego wózka w biegu przypomina pchanie wózka sklepowego przez gęste błoto. Nie rób sobie tego.
Jak ogarnąć wodę i przekąski w biegu?
Kup organizer do wózka, który zapina się na rączce. Wsadź tam swój bidon z wodą. W przypadku dziecka poczekaj, aż będzie na tyle duże, by pewnie trzymać kubek niekapek i pojemnik na przekąski bez rzucania nimi pod nadjeżdżające samochody. Przed tym wiekiem po prostu planuj biegi pomiędzy ich regularnymi porami karmienia. Nigdy nie wręczaj maluchowi otwartej tubki z musem owocowym w jadącym wózku, chyba że masz ochotę wyczesywać zaschnięte purée z pasów bezpieczeństwa za pomocą szczoteczki do zębów.





Udostępnij:
Błąd Ruka Baby Monster: Jak opanować histerie o 2 w nocy
Dlaczego trend na Scorsese Baby Daddy to prawdziwa pułapka rodzicielska