Moja mama wtaszczyła wielkie, nieprzezroczyste plastikowe pudło przez drzwi wejściowe dokładnie w momencie, gdy próbowałam odkleić od piersi krzyczącego noworodka. Zrzuciła buty i ogłosiła, że w końcu znalazła mój spadek. Była połowa grudnia na teksańskiej prowincji, co oznaczało, że klimatyzacja wciąż chodziła na pełnych obrotach, a ja pociłam się w koszulce, ale moja mama miała misję. Ściągnęła pokrywkę z pudła, uwalniając ten bardzo specyficzny, lekko słodkawy zapach kurzu ze strychu z 1998 roku, i wyciągnęła nieskazitelnego, zabezpieczonego metką misia Mistletoe. „Spójrz, Jess” – powiedziała, niemal wibrując z ekscytacji. „Urodził się 18 grudnia! Urodzinowy bliźniak dla maleństwa!”
Nie miałam serca powiedzieć jej, że moja najmłodsza pociecha tak naprawdę urodziła się 16 grudnia. Głównie dlatego, że byłam zbyt zajęta wpatrywaniem się w twarde, plastikowe oczy tego pluszaka z epoki i obliczaniem, ile dokładnie sekund zajęłoby mojemu najstarszemu synowi, Beau, ich wydłubanie i połknięcie. Kochana mama, całkowicie wkręciła się w ten wielki internetowy trend, w którym milenialsi polują na konkretną pluszową zabawkę, która dzieli datę urodzin z ich dzieckiem. Zupełnie jednak zapomniała, że nasze standardy dotyczące tego, co dajemy do rączek niemowlęciu, odrobinkę się zmieniły od lat 90.
Uwielbiam odrobinę nostalgii i szczerze mówiąc, trzymanie tego małego misia z obciążonym dnem przywołało wspomnienia mojej babci, która groziła mi szlabanem, jeśli oderwę z mojej kolekcji te urocze metki w kształcie serca. Ale patrząc na to przez pryzmat chronicznie wyczerpanej mamy trójki dzieci poniżej piątego roku życia, widziałam tylko ryzyko zadławienia owinięte w syntetyczne futerko.
Fundusz emerytalny mamy w plastikowym pudle
Jeśli spędziłaś ostatnio więcej niż pięć minut w mediach społecznościowych, prawdopodobnie widziałaś filmy, na których mamy aranżują te wyszukane sesje zdjęciowe w pokoiku ze swoim niemowlakiem i jego „urodzinowym bliźniakiem”. Data 18 grudnia to najwyraźniej gorący towar w świecie kolekcjonerów, bo mamy wtedy misia Mistletoe, fokę Icing i całą masę nowszych bałwanów i skrzatów, które dzielą tę grudniową datę urodzin. Moja mama była przekonana, że wręcza mi rodzinną pamiątkę, która posłuży jako fundusz na studia dla dzieciaków, mimo że jestem prawie pewna, iż Mistletoe kosztuje obecnie w sieci jakieś sześć dolarów.
Próbowałam jej wytłumaczyć, że chociaż ten gest był niesamowicie uroczy, funkcjonowałam właśnie po trzech godzinach snu i nie byłam w stanie udźwignąć psychicznego ciężaru utrzymania dwudziestopięcioletniego pluszaka w nieskazitelnym stanie, próbując jednocześnie utrzymać przy życiu trzy małe istoty ludzkie. Nie obchodzą mnie błędy na metkach czy rzadkie wpadki w druku tych wszywek, bo szczerze mówiąc, to wszystko nie ma najmniejszego znaczenia, kiedy po prostu próbujesz przetrwać wieczorny kryzys.
Co mój pediatra tak naprawdę powiedział o zabawkach z lat 90.
Będę z tobą całkowicie szczera w kwestii tych uroczych, starych zabawek. Są one wypełnione dosłownie plastikowymi kamykami. Pamiętam, jak siedziałam w oświetlonym jarzeniówkami gabinecie w naszej przychodni, kiedy Beau był niemowlakiem, absolutnie przerażona, ponieważ wygryzł dziurę w pluszaku z lumpeksu. Moja pediatra, dr Miller, powiedziała mi wprost, że wszystko, co ma luźne wypełnienie z kulek, stanowi ogromne ryzyko zadławienia dla każdego malucha poniżej trzeciego roku życia.

Jestem pewna, że wspomniała coś o tym, jak szwy w tych kilkudziesięcioletnich zabawkach ulegają parceniu, co oznacza, że nawet jeśli zabawka wygląda idealnie z zewnątrz, nić, która trzyma ją w całości, to w zasadzie kurz trzymający się za ręce. W chwili, gdy ząbkujące dziecko zacznie memłać nóżkę pluszaka z lat 90., te maleńkie „fasolki” z PVC po prostu się z niego wysypią. Kojarzę też, że czytałam gdzieś, że plastik, którego wtedy używali, z czasem rozpada się w jakiś dziwny związek chemiczny, chociaż szczerze mówiąc, mój mózg przyswoił tylko informację: „małe elementy to zło”.
I nawet nie wspominajcie mi o twardych plastikowych oczkach, które kiedyś do nich przyszywano. Beau to chodząca przestroga przed destrukcją – kiedyś rozmontował superwytrzymałą plastikową ciężarówkę za pomocą samej siły woli i kubka niekapka – więc wiem na pewno, że te przyszywane gałki oczne nie miałyby szans z zdeterminowanym maluchem. Dodajmy do tego fakt, że dr Miller dała mi wykład o tym, że niemowlęta poniżej pierwszego roku życia i tak nie powinny mieć żadnych pluszaków w łóżeczkach ze względu na ryzyko SIDS (zespołu nagłego zgonu niemowląt), a w efekcie łóżeczka moich dzieci przypominają sterylne więzienne cele, w których jest tylko prześcieradło z gumką i smoczek.
Rzeczy, które moje dzieci mogą bezpiecznie brać do buzi
Ponieważ miś w stylu retro miał tylko zakaz wstępu do łóżeczka i kojca, potrzebowałam czegoś bezpiecznego, co mogłabym dać dziecku, gdy uderzy nieuniknione marudzenie przy ząbkowaniu. Jeśli nigdy nie doświadczyliście ząbkowania pierwszego zęba u malucha, to przypomina to życie z małym, wściekłym borsukiem, który chce przegryźć ścianę z karton-gipsu. Zamiast pozwalać im gryźć kawałek historii, ja mocno polegam na Gryzaku Panda od Kianao.

Kupiłam ten gryzak specjalnie dlatego, że nie ma żadnych dziwnych, luźnych elementów ani wątpliwej jakości chemikaliów z lat 90. To po prostu jeden lity kawałek silikonu spożywczego, co oznacza, że mogę go wrzucić prosto do zmywarki, kiedy niechybnie wpadnie w piach podczas odprowadzania starszaka do przedszkola. Moje maleństwo może żuć małe uszka pandy przez cały dzień, a ja nie muszę siedzieć i dostawać ataku paniki, że zaraz pękną jakieś szwy. To po prostu zwykła, praktyczna ulga – czyli dokładnie to, czego potrzebujesz, gdy jesteś zbyt zmęczona, by ułożyć pełne zdanie.
Podczas gdy maluch z radością zajął się pandą, moja mama wciąż była zdeterminowana, by zorganizować w salonie swoją sesję zdjęciową z „urodzinowym bliźniakiem”. Nie zamierzałam pakować mojego biednego niemowlęcia w jakąś gryzącą, welurową świąteczną sukienkę tylko do zdjęcia, więc została w swoim Body Niemowlęcym z Organicznej Bawełny. Kupuję te body praktycznie hurtowo, bo bawełna organiczna to jedyna rzecz, która nie powoduje u moich dzieci tych dziwnych, tajemniczych czerwonych plam, a dekolt zakładkowy sprawia, że przy pieluszkowych awariach mogę ściągnąć całość w dół przez nóżki, zamiast przeciągać zrujnowane ubranko przez jej główkę.
Aby powstrzymać Beau i mojego średniaka przed wejściem w kadr, rzuciłam im Zestaw Miękkich Klocków dla Dzieci. Będę z tobą w pełni szczera – te klocki są w porządku. Zrobiono je z miękkiej gumy, co jest wspaniałe, bo nie bolą, kiedy Beau rzuca nimi w moją głowę, i doceniam, że są wolne od toksycznego dziadostwa. Ale moje dzieci nie używają ich do tej cichej, spokojnej „wczesnej edukacji przez zabawę”, którą reklamują na pudełku. Przeważnie budują z nich małe barykady, żeby pies nie wszedł do korytarza. Mimo to spełniły swoje zadanie i zajęły starszą dwójkę na dokładnie cztery minuty.
Półka rzeczy nietykalnych
Szczerze mówiąc, posiadanie pluszowej zabawki pasującej do daty urodzin dziecka jest w teorii uroczym pomysłem, ale rzeczywistość współczesnego rodzicielstwa oznacza, że musimy być tymi złymi, którzy psują zabawę w imię bezpieczeństwa. Skończyło się na tym, że stworzyłam w pokoju dziecięcym specjalne miejsce, które nazywam „półką rzeczy nietykalnych”.
To tam mieszkają te delikatne pamiątki. Tam stoją szklane kule śnieżne. I to tam obecnie urzęduje miś Mistletoe, patrząc z góry swoimi plastikowymi oczkami na niemowlę, które nie będzie mogło go dotknąć, dopóki nie pójdzie przynajmniej do przedszkola. Pamiętam, jak w ciąży z Beau patrzyłam na jakąś przypadkową wyprawkową listę w sieci, myśląc, że potrzebuję tych wszystkich uroczych dekoracji. Szybko jednak uczysz się, że jeśli zabawka nie jest w stanie przetrwać cyklu w pralce albo wizyty w zmywarce, nie ma racji bytu na podłodze w twoim domu.
Jeśli twoja mama zjawi się z plastikowym pudłem pełnym zabawek z twojego dzieciństwa, albo jeśli sama o trzeciej nad ranem będziesz scrollować internet w poszukiwaniu tego jednego pluszaka z 18 grudnia, upewnij się tylko, że sprawdzisz te małe szwy pod kątem parcenia materiału. Zaakceptuj fakt, że prawdopodobnie i tak nie sfinansuje to ich czesnego na studia, po czym wsadź misia tak wysoko na półkę, żebyś potrzebowała drabinki, by po niego sięgnąć, wręcz dziecku nowoczesny gryzak i miej problem z głowy.
Jeśli szukasz zabawek, którymi twoje maleństwo może bezpiecznie bawić się już teraz, sprawdź naszą kolekcję zabawek z materiałów organicznych i silikonu, które są stworzone do prawdziwego życia, a nie tylko do ładnego wyglądania na półce.
Kiedy będziesz gotowa zamienić kolekcjonerskie skarby z dawnych lat na rzeczy, które nie wywołają u ciebie ataku paniki za każdym razem, gdy dziecko włoży je do buzi, przejrzyj sklep Kianao, aby znaleźć zrównoważone, dokładnie przetestowane niezbędniki, które naprawdę ułatwiają życie.
Pytania, które mamy szczerze zadają o te rzeczy
Czy dawanie niemowlakowi moich starych pluszaków jest naprawdę tak niebezpieczne?
Szczerze? Tak, niestety trochę tak jest. Moja pediatra napędziła mi w tej kwestii niezłego stracha. Plastikowe kuleczki w środku starych zabawek z lat 90. mają dokładnie taki rozmiar, jak drogi oddechowe malucha, a nici użyte do ich zaszycia ulegały rozkładowi na strychu przez ponad dwie dekady. O ile twoje dziecko nie ma więcej niż trzy lata i nie wie, że nie powinno jeść przypadkowych plastikowych kamyków, trzymałabym je poza jego zasięgiem.
Czy nie mogę po prostu uprać zabytkowego pluszaka, żeby był bezpieczny?
Możesz spróbować, ale prawdopodobnie go zrujnujesz. Jeśli wrzucisz go do pralki, po kultowej metce nie zostanie śladu, a istnieje też spora szansa, że delikatne szwy popękają i zostawią w bębnie milion małych plastikowych kuleczek, które będą ci tam grzechotać już zawsze. Jeśli misiek jest po prostu brudny, po prostu postaw go na wysokiej półce albo w ogóle nie przynoś go do domu.
Dlaczego ludziom tak zależy na tych urodzinowych bliźniakach?
Myślę, że to czysta nostalgia. Wszyscy pamiętamy czytanie tych małych wierszyków na metkach w kształcie serduszek, gdy byliśmy dziećmi, a znalezienie takiego misia, który pasuje do urodzin twojego nowego dziecka, daje poczucie jakiejś dziwnej, magicznej więzi. To zdecydowanie uroczy pomysł na sesję z noworodkiem, ale na tym urok się kończy, a zaczyna niepokój przed zadławieniem.
Co w takim razie powinnam dać niemowlakowi do rączki?
Cokolwiek, co jest zrobione z jednego, solidnego kawałka i da się łatwo umyć. Mówię ci, gryzaki ze stuprocentowego silikonu spożywczego to jedyne słuszne wyjście dla maluchów poniżej roku. Dzieci potrzebują rzeczy, o które mogą bezpiecznie pocierać swoje obolałe dziąsła, bez konieczności twojego ciągłego ślęczenia nad nimi w gotowości, by w każdej chwili wykonać chwyt Heimlicha.
Czy moja mama się obrazi, jeśli nie pozwolę dziecku bawić się jej prezentem w stylu retro?
Pewnie tak, ale cóż począć. Po prostu powiedz jej, że pediatra kategorycznie zabronił kłaść pluszaków do łóżeczka ze względu na zasady bezpiecznego snu (co jest prawdą!) i dodaj, że chcesz zachować misia w nienaruszonym stanie na wysokiej półce, żeby się nie zniszczył. Zazwyczaj łatwiej im to przełknąć, gdy myślą, że po prostu chronisz ich cenną inwestycję.





Udostępnij:
Cała prawda o pluszakach Beanie Baby z 15 grudnia dla dzieci
Dlaczego zabawkowy bliźniak vintage mojego dziecka ma zakaz wstępu do łóżeczka