Był to jakiś przypadkowy wtorek w październiku, chyba w 2018 roku? Maya miała około siedmiu miesięcy, a my siedzieliśmy przed absurdalnie hipsterską kawiarnią na Brooklynie – z tych, gdzie zwykłe mrożone latte na mleku owsianym kosztuje krocie, a bariści wyglądają, jakby aktywnie oceniali twój potargany matczyny kok. Miałam na sobie za dużą bluzę z college'u Dave'a i legginsy z tajemniczą plamą na kolanie, która prawdopodobnie była rozgniecionym batatem, ale szczerze mówiąc, mogła być wszystkim. Maya wprost zdzierała sobie gardło w wózku. Wydawała z siebie absolutnie obłąkane wrzaski pterodaktyla, bo swędziały ją dziąsła, a ja desperacko próbowałam znaleźć dosłownie cokolwiek w mojej torebce bez dna, żeby ją uspokoić.
Wyciągnęłam klucze. Przypięta do nich była moja ówczesna duma i radość: breloczek BAPE Baby Milo. Podałam to ciężkie, brzęczące coś mojemu płaczącemu niemowlakowi, a ona natychmiast wepchnęła sobie małą plastikową głowę małpki do buzi i natychmiast ucichła. Wzięłam łyk kawy i poczułam się jak najmądrzejsza, najfajniejsza mama na planecie. Przecież to się dosłownie nazywa "Baby Milo", prawda? Słowo "baby" (dziecko) jest w samej nazwie. Sugeruje, że to coś dla niemowląt. Zapłaciłam zawstydzająco dużo pieniędzy za ten malutki streetwearowy dodatek, bo chciałam poczuć się jak normalny człowiek, który ogarnia modę, a nie tylko jak chodzący, wykończony dystrybutor mleka.
Naprawdę myślałam, że świetnie mi idzie, dopóki znacznie później nie dotarło do mnie, że właściwie pozwalałam mojemu dziecku żuć niebezpieczny przedmiot grożący zadławieniem, przypięty do brudnego kluczyka od samochodu. Wyrzuty sumienia matki są tak niesamowicie prawdziwe, dziewczyny.
Jak zwiodła mnie streetwearowa małpka
Jeśli nie mieszkacie z mężem-sneakerheadem jak Dave, możecie nawet nie wiedzieć, o czym mówię. A Bathing Ape, czyli BAPE, to potężna japońska marka streetwearowa, a Baby Milo to ich urocza maskotka w kształcie małpki. To marka modowa stworzona w całości dla dorosłych i nastolatków, którzy mają za dużo wolnej gotówki i lubią stać w kolejkach po limitowane edycje. To NIE jest marka dla dzieci. W ogóle.
Kiedy później w tym samym tygodniu Dave zobaczył, jak Maya żuje breloczek, o mało nie dostał prawdziwego zawału serca. Nie z powodu przerażających konsekwencji dla jej bezpieczeństwa – do których, o rany, zaraz przejdziemy – ale dlatego, że był to „przedmiot kolekcjonerski”. Faceci są po prostu niesamowici.
Ale jego panika sprawiła, że w końcu sprawdziłam, co u licha Maya wkładała sobie do buzi. Według mojego gorączkowego, wyczerpanego googlowania o trzeciej nad ranem, podczas gdy byłam uwięziona pod śpiącym dzieckiem, te gumowate breloczki są robione z czegoś, co nazywa się ATBC-PVC. Z tego, co udało mi się wywnioskować z moją zerową wiedzą chemiczną, oznacza to plastik bez ftalanów. Co w sumie brzmi super, bo ftalany to te przerażające substancje zaburzające gospodarkę hormonalną, przez które drga mi powieka za każdym razem, gdy czytam blogi parentingowe. Więc jest to bezpieczniejsze niż standardowe, tanie PVC, ale – i tu pojawia się ogromne "ale" – to nie jest silikon spożywczy. To przemysłowy plastik stworzony po to, by powiesić go na plecaku. Tylko dlatego, że nie ma w nim najgorszego toksycznego syfu, nie oznacza, że powinien lądować w ustach ludzkiego niemowlęcia. Tak czy inaczej, chodzi o to, że poczułam się jak kompletna idiotka.
Ten raz, kiedy mój pediatra delikatnie wpędził mnie w poczucie winy
Dr Gordon to absolutnie święty człowiek, który uspokajał mnie w kryzysowych momentach więcej razy, niż zdołam zliczyć, ale zdecydowanie posłał mi to spojrzenie na bilansie dziewięciomiesięcznym Mayi. Czekałyśmy w gabinecie, Maya siedziała na tym głośnym, szeleszczącym papierze na kozetce, radośnie obgryzając karabińczyk przypięty do małpki.

Nie krzyczał, ale mój lekarz bardzo delikatnie wyjaśnił mi, że Amerykańska Akademia Pediatrii w zasadzie uważa wszystko, co ma małe metalowe części, za gigantyczną czerwoną flagę dla dzieci poniżej trzeciego roku życia. Metalowe kółka, maleńkie łańcuszki, sprężynowe karabińczyki – to wszystko stwarza ogromne ryzyko zadławienia i przytrzaśnięcia. Opowiedział mi przerażającą historię o dziecku, którego warga utknęła w kółku od kluczy, co sprawiło, że serce podeszło mi do gardła. Nie cytował mi podręcznikowych zasad, bo wie, że wpadłabym w spiralę niepokoju, ale dał mi jasno do zrozumienia, że breloczki to dodatki modowe, a nie atestowane medycznie gryzaki.
Zdałam sobie wtedy sprawę, że dawanie dziecku pęku kluczy z ciężkim, metalowym brelokiem tylko dlatego, że jego plastikowa część wygląda jak urocza postać z kreskówki, to w zasadzie gra w rosyjską ruletkę z dziąsłami malucha.
Wielki kryzys ząbkowania 2021 roku
Zanim trzy lata później na świat przyszedł Leo, już wiedziałam, co robię. Mniej więcej. Głównie wiedziałam, czego *nie* robić, a to obejmowało trzymanie kluczy bezpiecznie ukrytych na dnie torby. Ale Leo był zupełnie innym stworzeniem, jeśli chodzi o ząbkowanie. Maya trochę marudziła, za to Leo był istnym demonem. Prześlinił cztery śliniaki dziennie i próbował gryźć psa, kanapę i moje ramię.
W końcu poszłam po rozum do głowy i kupiłam Silikonowo-bambusowy gryzak uśmierzający ból dziąseł Panda od Kianao i nie przesadzam mówiąc, że ten mały silikonowy miś uratował resztki mojego zdrowia psychicznego. Ma te małe teksturowane wypustki na bambusowej części, o które Leo wściekle pocierał dziąsłami przez bitych trzydzieści minut, podczas gdy ja w końcu mogłam wypić kubek kawy, dopóki była jeszcze gorąca.
Najlepsze jest to, że to w 100% silikon spożywczy, całkowicie wolny od BPA i ftalanów, celowo zaprojektowany bez żadnych dziwnych, małych części, które mogłyby odpaść w jego buzi. A do tego, kiedy nieuchronnie wylądował na podłodze w publicznej toalecie w centrum handlowym – bo przecież jakżeby inaczej – mogłam po prostu zabrać go do domu i dosłownie wrzucić na górną półkę zmywarki. Nie stopił się ani nie wypaczył. Poważnie, jeśli macie ząbkujące dziecko, które właśnie rujnuje wam życie, sprawcie sobie jeden z nich i trzymajcie w zamrażarce.
Jeśli obecnie próbujecie przeżyć na trzech godzinach przerywanego snu i okruszkach, które znaleźliście na dnie szuflady z przekąskami, prawdopodobnie powinnyście poświęcić chwilę i przejrzeć niezbędniki dla niemowląt od Kianao, zanim całkowicie stracicie zmysły.
Co szczerze mówiąc zrobić z tymi modnymi akcesoriami
Więc co zrobiłam z breloczkiem Baby Milo? Zdecydowanie go nie wyrzuciłam. Zapłaciłam za niego za dużo, a Dave by się popłakał. Po prostu znalazłam dla niego inne zastosowanie. Torby na pieluchy są zazwyczaj niesamowicie nudne, a kiedy zostajesz mamą, na jakiś czas tracisz swoją osobistą tożsamość. Stajesz się po prostu „mamą Mayi” albo „mamą Leo”. Przypięcie fajnego, streetwearowego breloczka do zamka torby na pieluchy albo do piankowej rączki wózka było moim małym, desperackim sposobem na zatrzymanie cząstki siebie sprzed pojawienia się dzieci.

Szczerze mówiąc, BAPE robi też wersje odblaskowych breloczków. Co jest naprawdę superpraktyczne, jeśli utknęliście na przerażającym popołudniowym spacerze z wózkiem o godzinie "duchów" w listopadzie, kiedy słońce zachodzi w zasadzie w porze lunchu, a wy tylko modlicie się, żeby samochody wycofujące z podjazdów was zobaczyły.
Musicie znaleźć sposoby, żeby rzeczy dla dzieci służyły również wam. Jak z ubraniami. My ciągle używaliśmy Niemowlęcego body bez rękawów z organicznej bawełny, kiedy Leo był mały. Jest w porządku. To body, wiecie? Nie sprawiło w magiczny sposób, że zaczął przesypiać całe noce, ani nie wyleczyło jego koszmarnych wahań nastrojów, ale jest naprawdę mięciutkie i całkowicie zapobiegło tym dziwnym, szorstkim plamom egzemy, które dostawał od syntetycznych materiałów, więc po prostu kupowałam je w każdym kolejnym rozmiarze, aż z nich wyrósł. Spełnia swoje zadanie i zapewnia dziecku ubranie.
A kiedy nie krzyczą z powodu ząbkowania albo nie niszczą swoich ubranek, wciąż musisz zająć je czymś bezpiecznym, żeby móc robić te wszystkie szalone, luksusowe rzeczy, jak mycie własnych zębów. Zwykle po prostu kładłam Leo na plecach pod Drewnianym stojakiem edukacyjnym | Zestawem Tęcza ze zwierzątkami i pozwalałam mu agresywnie uderzać w małego, drewnianego słonia. Stojak był na tyle estetyczny, że Dave ani razu nie narzekał, że psuje wystrój naszego salonu, a dźwięk uderzających o siebie drewnianych kółek był szczerze mówiąc dość kojący w porównaniu do tych plastikowych zabawek, które świecą i fałszują piosenki, dopóki nie masz ochoty rozwalić ich młotkiem.
Przed i po – mózg zmęczonej mamy
Zanim zmądrzałam, naprawdę żyłam w złudzeniu, że wszystko, co małe, kolorowe i przypominające postać z kreskówki, to w zasadzie zabawka dla niemowlaka. Myślałam, że breloczek z małpką jest okej. Myślałam, że moje metalowe klucze są okej. Myślałam, że po prostu staram się przetrwać.
Teraz wiem, że tylko dlatego, że coś wygląda niewiarygodnie uroczo, nie znaczy to, że nie wylądujesz na dziecięcym SOR-ze z ułamanym zębem czy połkniętym karabińczykiem. Po prostu zdejmijcie tę drogą streetwearową małpkę z kluczyków samochodowych, przypnijcie ją bezpiecznie poza zasięgiem dziecka na zamku torby na pieluchy, gdzie tak naprawdę jest jej miejsce, i wręczcie krzyczącemu maluchowi porządny kawałek silikonu spożywczego, modląc się jednocześnie do jakiejkolwiek siły wyższej o dziesięć minut nieprzerwanej ciszy.
Jeśli potrzebujecie prawdziwych, zatwierdzonych przez pediatrów gryzaków uśmierzających ból, przez które wasz lekarz nie będzie ciężko wzdychał na następnej wizycie, zajrzyjcie do kolekcji gryzaków Kianao już teraz, żebyście mogły przestać się stresować tym, co trafia do buzi waszego dziecka.
Czy dziecko może gryźć brelok z PVC, jeśli na etykiecie jest napisane, że jest nietoksyczny?
Szczerze mówiąc, mój lekarz powiedział, że absolutnie nie, a ja ufam mu bardziej niż marketingowej etykiecie marki modowej. Nawet jeśli jest na niej napisane „bez ftalanów” lub „nietoksyczny”, PVC po prostu nie jest przeznaczone do dziecięcej buzi. Poza tym nie chodzi tylko o sam plastik – problemem są dołączone metalowe łańcuszki i klipsy. Stwarzają one ogromne ryzyko zadławienia i mogą zranić małe dziąsła. Breloczki zostawcie dla swoich torebek.
Jaki jest absolutnie najlepszy sposób na czyszczenie prawdziwych silikonowych gryzaków?
Jestem o wiele za leniwa, żeby gotować wodę za każdym razem, gdy Leo upuści swój gryzak na podłogę, co zdarza się średnio siedemdziesiąt razy dziennie. Silikon spożywczy jest praktycznie niezniszczalny, więc dosłownie po prostu wrzucam nasz na górną półkę w zmywarce. Jeśli jesteśmy w miejscu publicznym, myję go w umywalce ciepłą wodą z dodatkiem jakiegokolwiek mydła do rąk, które akurat jest pod ręką, bardzo dokładnie opłukuję i oddaję mu. Nie komplikujcie tego na siłę.
Dlaczego w ogóle ludzie wieszają breloczki na wózkach?
Bo jesteśmy zdesperowane i pragniemy choć odrobiny indywidualności, jasne? Kiedy pchasz dokładnie ten sam czarny lub szary wózek, co cztery inne mamy w parku, przypięcie breloczka Baby Milo lub fajnej zawieszki do rączki ułatwia znalezienie swojego wózka w chaotycznym morzu dziecięcych sprzętów. To po prostu bajer do wózka. Sprawia, że czujemy się fajne.
Czy marka BAPE naprawdę jest przeznaczona dla dzieci?
Nie, w zasadzie nie. BAPE ma wprawdzie linię ubrań dla dzieci (BAPE Kids), ale marka sama w sobie to z założenia wysokiej klasy marka streetwearowa dla dorosłych, którzy bardzo cenią kulturę hype'u i sneakersy. Akcesoria, a zwłaszcza breloki i figurki, to przedmioty kolekcjonerskie. Dave traktuje swoje rzeczy od BAPE lepiej niż własny samochód.
W jakim wieku twoje dzieci w końcu przestały próbować zjadać twoje klucze?
O rany, chciałabym mieć na to konkretną odpowiedź. Leo przestał próbować zjadać moje klucze, gdy miał około dwóch i pół roku, ale zamienił to na próby jedzenia prawdziwej ziemi z podwórka. Maya ma siedem lat i nadal bezmyślnie żuje sznurki od bluz, kiedy ogląda coś na iPadzie. Dzieci to po prostu dziwne stworzenia, które poznają świat buzią. Dajcie im bezpieczne rzeczy do gryzienia i miejcie nadzieję na najlepsze.





Udostępnij:
Brutalna prawda o podawaniu niemowlęciu jagnięciny w szóstym miesiącu
Drogi Tomku: odłóż kółko na szyję dla niemowląt i wyloguj się z Instagrama