Cokolwiek zrobisz, nie leż w ciemności o drugiej w nocy, pokryty cienką, ale niezwykle lepką warstwą czegoś, co – mam nadzieję – jest tylko ulanym mlekiem modyfikowanym, tocząc zaciętą walkę z nieznajomym w internecie o pluszową jaszczurkę. Myślałem, że jestem absolutnym, troskliwym tatą-milenialsem, biorąc udział w trendzie na „urodzinowego bliźniaka”. Pomysł jest na tyle prosty, by zrujnować ci życie: znajdujesz zabytkową pluszową zabawkę, która dzieli datę urodzenia z twoim dzieckiem, kupujesz ją i tworzysz cenną, rodzinną pamiątkę. Zamiast tego przypadkowo wydałem 45 funtów na niewłaściwą wersję zabawki z 1995 roku, podczas gdy Bliźniaczka A ciągnęła mnie za ucho z siłą małego, wściekłego goryla.

W końcu odkryłem, co tak naprawdę działa: to nie traktowanie poszukiwań zabytkowych zabawek jak aukcji o wysoką stawkę, w której na szali leży twoja wartość jako rodzica. Lepiej po prostu zajrzeć do lokalnego second-handu lub na spokojnie przejrzeć aplikacje z używanymi rzeczami, gdy nie cierpisz na skrajny brak snu, i pozwolić wszechświatowi zesłać ci lekko poturbowaną pamiątkę, która będzie mogła bezpiecznie stanąć na wysokiej półce, poza zasięgiem małych rączek.

Absurdalny świat odmian pluszowych gadów

Jeśli twoje dziecko akurat urodziło się 11 maja, natychmiast zostajesz wrzucony w dziwaczny zakątek nostalgii za latami 90. Nagle oczekuje się od ciebie, że będziesz głęboko przejmować się dokładnymi datami produkcji maskotek wypełnionych groszkiem. Najsłynniejszym pluszakiem z 11 maja jest jaszczurka Lizzy. Można by pomyśleć, że zakup zabawkowej jaszczurki będzie banalnie prosty, ale to tragiczna pomyłka.

Istnieje oryginalna, niebiesko-czarna Lizzy, Lizzy w wersji tie-dye, Lizzy z metką, na której wierszyk zawiera literówkę, i Lizzy, która rzekomo ma różne kolory oczu w zależności od tego, w której fabryce w 1995 roku ktoś na nią kichnął. Spędziłem trzy kolejne wieczory, próbując odszyfrować bloga kolekcjonerskiego, który wyglądał, jakby nie był aktualizowany od czasów internetu wdzwanianego, starając się ustalić, czy wzór tie-dye był autentyczny, czy po prostu jakiś facet w szopie potraktował niebieską jaszczurkę domowym wybielaczem. Sama ilość kłótni na forach o dokładny odcień niebieskiego na zabawce przeznaczonej dla niemowląt wystarczy, by zwątpić w podstawową poczytalność naszego pokolenia.

A to wszystko zanim w ogóle dotkniesz tematu misiów na Dzień Matki. Ponieważ 11 maja często wypada w okolicach Dnia Matki, firma Ty wypuściła całą serię okolicznościowych misiów, więc nieuchronnie natkniesz się na rzeczy w stylu misia MOM-e z 2003 roku, co tylko dodaje zupełnie nową warstwę skomplikowanych kryteriów dotyczących metek i datowania do i tak wyczerpanego już mózgu.

Zakładam, że mógłbyś po prostu kupić pingwina Waddles, ale pingwiny nie mają absolutnie nic wspólnego z majem, więc całkowicie zignorujemy tę opcję.

Co położna myśli o twojej estetyce

Kiedy w końcu zdobędziesz upragnionego urodzinowego bliźniaka, twoim pierwszym instynktem jest zrobienie pięknego, utrzymanego w stonowanych barwach zdjęcia śpiącego dziecka przytulającego ten zabytkowy skarb w łóżeczku. Kiedy zasugerowałem to Brendzie, naszej położnej środowiskowej, która ma supermoc sprawiania, że czuję się jak kompletny idiota za pomocą jednego uniesienia brwi, po prostu wybuchnęła śmiechem w mojej kuchni.

What the health visitor thinks about your aesthetic — The chaotic truth about hunting down a May 11th beanie baby

Wymamrotała coś o Amerykańskiej Akademii Pediatrii, SIDS i o tym, że te stare zabawki to w zasadzie tylko worki z materiału wypełnione malutkimi, plastikowymi, polietylenowymi kulkami śmierci. Nie do końca rozumiem dokładną medyczną fizykę blokady dróg oddechowych, ale przez moją pozbawioną snu mgłę dotarło do mnie to, że jeśli dwudziestopięcioletni szew pęknie, podczas gdy bliźniaczki będą go żuć, pędzilibyśmy na SOR, żeby wyciągać koraliki z PVC z ich malutkich nosków. Poza tym twarde, plastikowe oczy w tych starych zabawkach są podobno nie do odparcia dla ząbkujących dzieci, które mają siłę szczęk żarłacza białego. Jaszczurka mieszka więc teraz wyłącznie na wiszącej półce, wygnana z fizycznego wymiaru pokoju dziecięcego, pełniąc wyłącznie funkcję zrównoważonego, nietykalnego wystroju, przynajmniej dopóki dziewczynki nie skończą trzech lat.

Rzeczy, które naprawdę potrafią zająć moje bliźniaczki

Skoro cenna jaszczurka z 1995 roku nie nadaje się do zabawy, musiałem znaleźć rzeczy, które dziewczynki mogą bezpiecznie brać do buzi, bez groźby ze strony Brendy, że zadzwoni do opieki społecznej. Moją absolutnie ulubioną rzeczą, jaką obecnie posiadamy, jest Drewniany Stojak Edukacyjny ze Zwierzątkami. Kupiłem go głównie w reakcji na to, że moja teściowa sprezentowała nam kolosalnego, plastikowego potwora, który migał neonowymi światłami i grał zniekształconą, przerażającą wersję „Stary Donald farmę miał” za każdym razem, gdy ktoś obok niego przechodził.

Drewniany stojak jest genialny, ponieważ po prostu... tam stoi. Jest całkowicie bezgłośny. Zwisają z niego mały, rzeźbiony słonik i ptaszek, i nie trzeba w nim wymieniać baterii o północy. Nie byłem do końca pewien, czy dziewczynki zainteresują się czymś tak bardzo niestymulującym, ale naprawdę go uwielbiają. Leżą pod nim, uderzając w drewniane kółka, całkowicie zahipnotyzowane organicznymi kształtami. Dzięki niemu czuję się, jakbym wychowywał głęboko intelektualne, świadome ekologicznie obywatelki, a nie maleńkie, chaotyczne wampiry mleczne. Poza tym wygląda spektakularnie na dywanie, tuż pod półką, na której mieszka zakazana jaszczurka.

Możesz przejrzeć resztę drewnianych akcesoriów dziecięcych marki Kianao, jeśli ty również próbujesz systematycznie uwalniać swój dom od plastikowych rzeczy, które pikają.

Rzeczywistość w okopach ząbkowania

Oczywiście, patrzenie na ładne, drewniane przedmioty pomaga tylko do momentu, gdy przez dziąsła zaczynają przebijać się pierwsze zęby. Jestem głęboko przekonany, że ząbkowanie wcale nie jest krokiem w rozwoju, ale raczej średniowieczną techniką tortur zadawaną współczesnym rodzicom. Obie dziewczynki zaczęły ząbkować w dokładnie tym samym tygodniu, zamieniając nasze mieszkanie w chór rozpaczy.

The reality of the teething trenches — The chaotic truth about hunting down a May 11th beanie baby

W tym mrocznym okresie zaopatrzyliśmy się w Gryzak Pandę. Szczerze mówiąc, daje radę. Robi dokładnie to, co do niego należy. Bliźniaczka B (Thea) nadal zdecydowanie woli żuć pilota od telewizora albo piętę mojego kapcia, ale Bliźniaczka A (Maya) na poważnie używa pandy. Wykonana jest z tego miękkiego silikonu spożywczego, co jest o tyle fajne, że gdy Maya nieuchronnie rzuca nim w ataku wściekłości przez całą kuchnię, po prostu się odbija, zamiast rozsypywać na kawałki. Zazwyczaj po prostu wrzucam go do zmywarki razem z kubkami po kawie, co stanowi mniej więcej ten poziom wysiłku przy sprzątaniu, na jaki mogę się obecnie zdobyć.

Ubieranie ich na wyjścia

W końcu trzeba kiedyś wyjść z domu, choćby po to, by udowodnić listonoszowi, że wciąż się żyje. Moja mama ma obsesję na punkcie kupowania dziewczynkom tych sztywnych, tradycyjnych, skórzanych bucików do wózka, które wyglądają jak ortopedyczne chodaki z lat 40. Próba wciśnięcia wierzgającej stópki wrzeszczącego malucha w sztywny skórzany but jest fizycznie niemożliwa.

Zupełnie się poddałem i zamiast tego kupiłem te Trampki Dziecięce. Mają całkowicie miękką, elastyczną podeszwę, co oznacza, że mogę je normalnie założyć na stopy dziewczynek bez doprowadzania kogokolwiek do płaczu. Są antypoślizgowe, co jest kluczowe, ponieważ nasza podłoga w kuchni to obecnie strefa podwyższonego ryzyka, pokryta rozgniecionymi płatkami Cheerios i śliną. Wyglądają jak malutkie mokasyny dla dorosłych, co jest przezabawne, i naprawdę trzymają się na stopach przez więcej niż trzy minuty. Nie twierdzę, że para miękkich bucików uratowała moje zdrowie psychiczne, ale z pewnością opóźniła moje całkowite załamanie nerwowe.

Szczerze mówiąc, udział w tych wiralowych trendach rodzicielskich – takich jak polowanie na konkretnego pluszaka z odpowiednią datą – jest w porządku, jeśli traktujesz to z przymrużeniem oka. Gdy zaczynasz się stresować metkami i licznikami na aukcjach, podczas gdy twoje prawdziwe, żywe dziecko płacze, dopominając się przytulenia, całkowicie tracisz sens tego wszystkiego. Po prostu kup używaną zabawkę, gdy na nią trafisz, postaw ją na półce, gdzie nikogo nie zabije, i skup się na przetrwaniu do pory snu.

Sprawdź naszą pełną kolekcję zrównoważonych, przetestowanych w prawdziwej zabawie zabawek, zanim zanurzysz się w dziwnym świecie kolekcjonowania zabawek w stylu vintage.

Pytania, które zadałem, cierpiąc na skrajny brak snu

Dlaczego wszyscy nagle oszaleli na punkcie dokładnej daty urodzin tych zabawek z lat 90.?
Bo jesteśmy milenialsami i zastępujemy szczere przepracowywanie emocji agresywną nostalgią. A tak na poważnie, to po prostu fajny trend, który zaczął się w mediach społecznościowych. Ludziom podoba się pomysł, że ich dziecko ma zabawkowego „urodzinowego bliźniaka”, który został wyprodukowany jeszcze zanim załamał się rynek mieszkaniowy. To uroczy i zrównoważony sposób na kupowanie rzeczy z drugiej ręki, o ile nie traktujesz tego zbyt poważnie.

Czy mogę wrzucić do pralki pluszaka w stylu vintage?
Absolutnie nie. Spróbowałem tego raz z inną zabawką i wyszła z pralki wyglądając jak utopiony szczur, który przeszedł przez niszczarkę. Stary materiał niszczeje, a jeśli szwy pękną, twoja pralka wypełni się drobnymi, plastikowymi kulkami. Musisz czyścić je punktowo wilgotną ściereczką z odrobiną delikatnego detergentu, traktując je z ostrożnym szacunkiem należnym muzealnym eksponatom.

Czy te stare zabawki są naprawdę bezpieczne dla mojego dziecka?
Nie, naprawdę nie są. Mój lekarz popatrzył na mnie jak na kosmitę, kiedy o to zapytałem. Twarde, plastikowe oczy mogą zostać łatwo odgryzione, a wypełnienie stwarza ogromne ryzyko zadławienia, jeśli zabawka się porwie. Traktuj je wyłącznie jako dekorację pokoju, dopóki dziecko nie będzie na tyle duże, by nie wkładać natychmiast do buzi wszystkiego, co zobaczy. Zazwyczaj to okolice trzeciego roku życia, a przynajmniej tak mi mówią.

Jak najlepiej czyścić drewniane zabawki, którymi moje dzieci naprawdę MOGĄ się bawić?
Po prostu przecieraj je wilgotną szmatką. Jeśli zamoczysz drewniany stojak edukacyjny w zlewie, drewno się wypaczy i zrujnuje całą tę naturalną estetykę, za którą zapłaciłeś ciężkie pieniądze. Czasami wcieram w nasz odrobinę oleju bezpiecznego do kontaktu z żywnością, gdy zaczyna wyglądać na lekko wyschnięty, co sprawia, że przez jakieś pięć minut czuję się niesamowicie zaradnym panem domu.