Czujnik dymu w naszym londyńskim mieszkaniu wydaje z siebie bardzo specyficzny, przeraźliwy pisk, który zazwyczaj rozlega się tylko wtedy, gdy próbuję swoich sił kulinarnych przed 7 rano. Wtorkowy poranek nie był wyjątkiem. Stałem w kuchni, mrużąc oczy przez mgłę spalonego masła, i bezradnie patrzyłem, jak moje pierwsze podejście do porannych przekąsek do rączki na zawsze zespaja się z dnem rzekomo nieprzywierającej patelni. Bliźniaczka A uderzała silikonową łyżką w tackę krzesełka niczym mały, roszczeniowy więzień, podczas gdy Bliźniaczka B z entuzjazmem wcierała sobie we włosy kawałek wczorajszego tosta.

Przeczytałem wszystkie blogi. Internet obiecywał, że rozgniecenie owoców z jajkiem i odrobiną mąki zaowocuje wspaniałym, bezproblemowym śniadaniem, które jednocześnie rozwinie ich motorykę małą i sprawi, że poczuję się jak Ojciec Roku. Zamiast tego, skończyłem zeskrobując nożem do masła zwęglony owocowy cement z moich naczyń, jednocześnie gorączkowo dmuchając na czujnik dymu.

Jeśli właśnie wpatrujesz się w brązowy, plamisty owoc na blacie i zastanawiasz się, czy podjąć próbę zaliczenia tego tak wychwalanego kamienia milowego w metodzie BLW, pozwól, że zaoszczędzę ci odrobiny żalu. Zdecydowanie powinieneś spróbować, ale musisz obniżyć swoje oczekiwania do samej podłogi – czyli dokładnie tam, gdzie i tak wyląduje połowa twojego kulinarnego arcydzieła.

To idealne okno dojrzałości zniszczy twoje zdrowie psychiczne

Porozmawiajmy o samych owocach, ponieważ złote okno idealnej dojrzałości to bez wątpienia najbardziej stresująca część całego tego przedsięwzięcia. W niedzielę kupujesz w supermarkecie kiść bananów, a one są wręcz agresywnie zielone. Kpią z ciebie z miski na owoce, twarde jak kamień, absolutnie nie do rozgniecenia. Czekasz cierpliwie.

W poniedziałek są już żółte, ale nadal uparte. We wtorek wyglądają obiecująco, ale po ściśnięciu jednego zdajesz sobie sprawę, że wciąż z zaciekłą determinacją trzymają się swojej strukturalnej integralności. Mrugasz, idziesz spać, a w środę rano całkowicie omijają etap „idealnie dojrzałych” i przeistaczają się w przerażającą, poczerniałą, przyciągającą muszki owocówki papkę, która pachnie trochę jak tani browar.

Masz do dyspozycji około dwunastominutowe okno w przypadkowe wtorkowe popołudnie, kiedy owoce są wystarczająco miękkie, by rozgnieść je widelcem, ale jeszcze nie zaczęły fermentować na blacie. Jeśli przegapisz ten moment, twoje ciasto będzie albo pełne grudek, przez co dzieci będą badać każdy kawałek jak saperzy na misji, albo tak płynne, że w zasadzie wylejesz na gorącą patelnię słodką zupę.

Syrop klonowy, tak przy okazji, istnieje tylko po to, by zrujnować mi kuchenną podłogę i przyciągnąć mrówki, więc całkowicie go pomijamy.

Błagam, nie serwuj ich suchych jak wiór

Kilka tygodni po rozpoczęciu naszej przygody z rozszerzaniem diety, wpadła do nas położna, by zważyć dziewczynki, i mimochodem wspomniała, że suche jedzenie to ogromne ryzyko zadławienia u niemowląt. Przytaknąłem, jakbym jeszcze wczoraj nie nakarmił ich czymś, co przypominało czerstwą gąbkę kąpielową. Suche jedzenie jest przerażające. Kiedy robisz te małe poranne placuszki, wilgoć jest twoim absolutnie najlepszym przyjacielem.

Jeśli zostawisz je na patelni zbyt długo (być może dlatego, że rozproszyła cię jedna z bliźniaczek próbująca zjeść porzuconą skarpetkę), zamienią się w suche, małe krążki hokejowe. Nasz pediatra powiedział mi, że dzieci potrzebują miękkich, wilgotnych konsystencji, aby mogły bezpiecznie połykać, co wpędziło mnie w lekką panikę i kazało kwestionować wszystko, co kiedykolwiek ugotowałem. Jeśli partia wyjdzie zbyt sucha, musisz je gorączkowo czymś posmarować, żeby uratować poranek. Zwykle ratuję się, topiąc je w niesłodzonym jogurcie, albo – jeśli jestem w akcie desperacji – po prostu rozgniatam więcej owoców i używam ich jako swoistego dżemu ratunkowego.

Do tego dochodzi zasada dotycząca miodu. Lekarz napędził mi niezłego stracha w związku z botulizmem niemowlęcym, wyraźnie stwierdzając, że miód jest absolutnie zakazany aż do ukończenia przez nie pierwszego roku życia. Pamiętam, jak potem przez bite dziesięć minut gapiłem się na słoik w szafce, traktując go z podejrzliwością zwykle rezerwowaną dla niewybuchów. Więc, żadnego miodu. Zero. Nawet nie patrz na słoik z miodem podczas gotowania.

Moje całkowicie nienaukowe pojęcie o ekspozycji na alergeny

Zanim pojawiły się u nas dzieci, ledwo rozumiałem swój własny układ odpornościowy, a co dopiero jak zbudować go od zera. Kiedy zaczęliśmy rozszerzać dietę, lekarz mruknął coś o znaczeniu wczesnej ekspozycji na alergeny, wspominając konkretnie o jajkach i pszenicy. Wydaje mi się, że ogólny konsensus naukowy jest taki, że wczesne wprowadzanie tych produktów może zapobiec alergiom w późniejszym życiu, choć pewnie źle zrozumiałem połowę ulotki, wycierając jednocześnie ślinę z dżinsów.

My completely unscientific grasp of allergen exposure — Banana pancakes for baby: Why my first twin batch was a disaster

Piękno tego prostego ciasta polega na tym, że mimochodem wprowadzasz jajka i jakąkolwiek mąkę lub płatki owsiane, których używasz, bez konieczności robienia z tego ogromnej, stresującej produkcji. Po prostu wszystko mieszasz i masz nadzieję na najlepsze.

Sytuacja z mlekiem jest równie zagmatwana. Oficjalne wytyczne jasno mówią, że mleko krowie nie powinno być podawane jako główny napój przed ukończeniem pierwszego roku życia. Ale najwyraźniej wlanie odrobiny do ciasta i upieczenie go jest w absolutnym porządku? Nauka za tym stojąca przypomina mi czarną magię, więc dla bezpieczeństwa zazwyczaj używam odrobiny napoju owsianego, głównie dlatego, że i tak piję go do kawy, a to oszczędza mi otwierania dwóch różnych kartonów o 6 rano.

Sposób, w jaki je pokroisz, zależy od twojej tolerancji na bałagan

Kiedy dziewczynki miały około sześciu miesięcy, nie tyle jadły jedzenie, co agresywnie chwytały je w piąstki i uderzały się nim w twarz. To podobno nazywa się chwytem dłoniowym. W tej fazie powinno się kroić jedzenie na grube, długie paski – mniej więcej wielkości palca wskazującego dorosłego. Chodzi o to, by dolną połowę trzymały w swojej pulchnej małej rączce, a obgryzały fragment wystający od góry.

To, co dzieje się w rzeczywistości, to fakt, że ściskają pasek tak mocno, że natychmiast zamienia się on w papkę, przeciekając przez ich palce, podczas gdy one patrzą na ciebie z wyrazem głębokiej zdrady.

Bałagan podczas tej fazy jest astronomiczny. Zdecydowanie polecam rozbieranie ich do samej pieluszki albo używanie odpowiednich ubranek. Kupiłem te body dla niemowląt z bawełny organicznej bez rękawów w stanie wywołanej brakiem snu paniki, ponieważ bliźniaczki dostawały dziwnych, czerwonych wysypek od tanich, syntetycznych tkanin. Szczerze mówiąc, są genialne. Rozciągają się przez ich nieproporcjonalnie duże niemowlęce głowy bez żadnego brutalnego przeciągania liny i przetrwały już około czterystu cykli w pralce. Plamy po owocach w końcu się spierają, co w naszym domu zakrawa o mały cud.

Zanim skończyły dziewięć miesięcy, Bliźniaczka A opanowała chwyt szczypcowy. Oznaczało to, że potrafiła delikatnie chwytać malutkie kostki kciukiem i palcem wskazującym. Bliźniaczka B jednak uparcie odmawiała przyswojenia tej nowej umiejętności, co doprowadziło do tygodni rywalizującego ojcowskiego niepokoju, kiedy łapałem się na tym, że demonstruję, jak chwytać jedzenie, wyolbrzymiając ruchy palców niczym artysta mim z załamaniem nerwowym.

Kiedy ząbkowanie rujnuje całe śniadanie

Czasami robisz wszystko dobrze. Łapiesz owoce w idealnym momencie dojrzałości. Perfekcyjnie odwracasz placki na patelni. Kroisz je w architektonicznie poprawne małe kostki. A one rzucają na to okiem, wybuchają płaczem i zaczynają wściekle żuć własne dłonie.

When teething derails the entire breakfast — Banana pancakes for baby: Why my first twin batch was a disaster

Ząbkowanie rujnuje wszystko. Kiedy te małe białe guzki przebijają się przez ich dziąsła, jedzenie jest ostatnią rzeczą, na którą mają ochotę. W takie nieszczęsne poranki mocno polegamy na rozpraszaczach uwagi. Po kuchni zawsze wala się ten Gryzak Panda. Jest w porządku. Robi dokładnie to, do czego został stworzony – daje im coś do gryzienia, co nie jest krawędzią mojego stołu w jadalni – ale dziewczynki głównie czerpią radość z rzucania nim z krzesełka, by patrzeć, jak się schylam i go podnoszę. W kółko. Przynajmniej można go myć w zmywarce, co jest w zasadzie jedynym parametrem, na jakim mi jeszcze zależy.

Jeśli to nie działa, zazwyczaj po prostu rozsypuję Zestaw miękkich klocków dla niemowląt na podłodze w salonie. Są na tyle miękkie, że nadepnięcie na nie bosą stopą nie wywołuje wiązanki wulgaryzmów, a zajmują dziewczynki wystarczająco długo, abym zdążył wypić letnią kawę, podczas gdy one zapominają o bolących dziąsłach.

Odkryj naszą kolekcję akcesoriów do karmienia z kolejnymi gadżetami, które prędzej czy później i tak zostaną pokryte owocową papką.

Wrzucanie losowych nasion do miski i liczenie na cud

W pewnym momencie pojawia się rodzicielskie poczucie winy i zaczynasz się zastanawiać, czy posiłek składający się wyłącznie z owoców, jajka i mąki jest wystarczająco odżywczy. To ten moment, kiedy w panice zaczynasz wykupować drogie nasiona z działu ze zdrową żywnością.

Przeczytałem gdzieś, że nasiona chia i siemię lniane są fantastyczne dla rozwoju mózgu, zapewne dlatego, że są pełne kwasów Omega-3. Teraz wrzucam garść do każdego ciasta, które robię. Czy naprawdę wpływają one na funkcje poznawcze moich maluchów? Nie mam absolutnie żadnego pojęcia. Bliźniaczka A nadal regularnie próbuje zjeść własne buty, więc intelekt na poziomie geniusza jeszcze do końca się nie ujawnił. Ale dodanie szczypty cynamonu i trochę łuskanych nasion konopi sprawia, że czuję się, jakbym robił coś proaktywnego, nawet jeśli połowa tych nasion na zawsze wyląduje w fugach moich kuchennych płytek.

Zamrażarka dosłownie uratuje ci życie

Jeśli masz zapamiętać z tych moich wywodów tylko jedną rzecz, niech to będzie to: nigdy, przenigdy nie rób tylko jednej porcji. Zdecydowanie wolisz podwoić lub potroić każdy znaleziony przepis, wrzucając nadmiar placuszków na blachę do zamrażarki na godzinę, a dopiero potem przerzucając je do woreczka strunowego, żeby nie zrosły się w jedną, lodową mega-bryłę.

Nie ma wspanialszego uczucia triumfu niż pobudka o 6 rano przy dźwiękach wrzeszczących maluchów i świadomość, że nie musisz nic gotować. Po prostu wydłubujesz z woreczka dwa zamrożone dyski, wrzucasz je do mikrofali na trzydzieści sekund i rzucasz na tacki krzesełek. Kupuje ci to dokładnie cztery minuty absolutnej ciszy. W chaotycznym krajobrazie bycia rodzicem bliźniaków, cztery minuty ciszy to w zasadzie wakacje w spa.

Jasne, kuchnia wciąż będzie wyglądać, jakby wybuchła w niej bomba. Tak, o 16:00 wciąż będziesz znajdować zaschnięte jedzenie we włosach. Ale przynajmniej jedzą coś, co sam zrobiłeś, i nie musiałeś w tym celu uruchamiać czujnika dymu.

Jesteś gotowy stawić czoła porannemu szałowi karmienia ze sprzętem, który faktycznie przetrwa ten bałagan? Sprawdź naszą kolekcję ubranek z bawełny organicznej przed swoją kolejną kulinarną katastrofą.

Często zadawane pytania (lub rzeczy, które gorączkowo googlowałem o 3 w nocy)

Czy mogę im to podać, jeśli nie mają jeszcze zębów?

Zdecydowanie. Dzieci mają zaskakująco silne, wręcz przerażające małe dziąsła. Dopóki zadbasz, by jedzenie było wystarczająco wilgotne i unikniesz przepieczenia go na wiór (niczym krążek hokejowy), z radością zmiażdżą je dziąsłami na miazgę. Tylko upewnij się, że paski są na tyle grube, by mogły je chwycić, jeśli nadal stosują ten niezdarny chwyt całą piąstką.

Jak długo wytrzymają w lodówce?

Zwykle trzymam je do trzech dni w szczelnym pojemniku, chociaż z każdym dniem stają się coraz smutniejsze i bardziej sflaczałe. Czwartego dnia pachną już trochę podejrzanie i ostatecznie je wyrzucam. Jeśli wiesz, że nie zjecie wszystkich w ciągu kilku dni, po prostu wrzuć je prosto do zamrażarki.

Czy mogę dodać do ciasta borówki lub inne owoce?

Możesz, ale ostrzegam, że po ugotowaniu borówki zamieniają się w płynną lawę. Raz podałem nieco za ciepłą wersję z borówkami Bliźniaczce B, a późniejsza histeria była epicka. Jeśli zdecydujesz się dodać całe owoce jagodowe, i tak musisz je najpierw rozgnieść na płasko, aby uniknąć ryzyka zadławienia, co sprawia, że całe ciasto przybiera dziwny, sinofioletowy kolor.

Co, jeśli moje dziecko ma odruch wymiotny (krztusi się) podczas jedzenia?

Odruch wymiotny jest czymś zupełnie normalnym, a jednocześnie to najgorszy, przyprawiający o zawał serca dźwięk na świecie. Nasza położna przypomniała mi, że to tylko sposób, w jaki ich malutkie ciała uczą się radzić sobie z jedzeniem w ustach. Prawdziwe zadławienie przebiega w ciszy; odruch wymiotny jest głośny i dramatyczny. Wciąż siedzę, kurczowo trzymając się krawędzi stołu i obficie się pocąc za każdym razem, gdy to się dzieje, ale staram się wyglądać na spokojnego, żeby ich nie wystraszyć.

Dlaczego moje placki zawsze przywierają do patelni?

Ponieważ wszechświat jest okrutny. Ponadto owoce mają w sobie mnóstwo naturalnego cukru, który karmelizuje się i przypala w ułamku sekundy, gdy tylko odwrócisz wzrok. Smaż je długo i na małym ogniu, użyj absurdalnej ilości masła lub oleju kokosowego i nie próbuj ich odwracać, dopóki nie będziesz w stanie bez problemu wsunąć pod nie łopatki tak, by całość nie zamieniła się w tragiczną, pogniecioną stertę papki.