Była dokładnie 17:14 we wtorek, co w naszym domu jest historycznie najgorszą porą na cokolwiek, kiedy moja siedmioletnia Maja weszła do kuchni z moją drogą czarną kredką do oczu rozsmarowaną na całych powiekach. Ja pociłam się już nad trzecią filiżanką letniej kawy, próbując lulać czteromiesięcznego Leosia, który akurat krzyczał w tonacji, która najprawdopodobniej łamała lokalne przepisy o zakłócaniu ciszy. Maja spojrzała na swojego rzucającego się małego brata, nonszalancko oparła się o lodówkę i zapytała, czy on też niedługo zmieni się w demoniczną formę baby saja.
Dosłownie upuściłam swój ulubiony kubek.
Zanim zostałam mamą, wierzyłam w bardzo proste rzeczy. Wierzyłam, że dzieci płaczą tylko wtedy, gdy są głodne. Wierzyłam, że nigdy nie posadzę dziecka przed ekranem, żeby mieć chwilę spokoju. A kiedy usłyszałam słowa baby saja, założyłam, że to jakieś przerażające, nowe schorzenie, którego jeszcze nerwowo nie wygooglowałam. Albo gorzej – że mój dom jest nawiedzony, a moja drugoklasistka jako jedyna to widzi. Doskonale pamiętam, jak w panice wpisywałam jednym kciukiem w telefon „baby saja demon”, podczas gdy Leo agresywnie uderzał głową w mój obojczyk.
Ale to, w co wierzyłam wtedy, a to, co wiem teraz, to dwie zupełnie różne sprawy. Głównie dlatego, że rodzicielstwo to po prostu seria odkryć, że myliłaś się dosłownie we wszystkim.
O czym tak naprawdę mówiła moja drugoklasistka
Więc pozwólcie, że oszczędzę wam tego przerażającego nurkowania w czeluściach internetu, które ja zaliczyłam, płacząc w spiżarni. Jeśli wasze starszaki o tym mówią, to nie ma nic wspólnego z prawdziwą demonologią i na pewno nie jest to żaden termin medyczny.
Okazuje się, że istnieje teraz ogromny fandom wokół popkulturowego serialu internetowego o nazwie K-pop Demon Hunters. Cała historia jest strasznie skomplikowana, ale w skrócie: „Saja” to koreańscy żniwiarze, a jedna z postaci w grupie ma na imię po prostu „Baby”. Postać ta ma demoniczną formę z dziwnymi ludzkimi źrenicami, którą wszystkie nastolatki i drugoklasiści obsesyjnie rysują i udają, że nią są. Jeśli więc twoje dziecko prosi cię o kupienie dziwnych kolorowych soczewek kontaktowych lub czarnej farby do twarzy, by mogło przebrać się za demoniczną formę baby saja na Halloween, upewnij się tylko, że makijaż ma odpowiednie atesty i jest nietoksyczny, żeby nie zniszczył im skóry. W każdym razie chodzi o to, że to czysta fikcja.
Co mnie strasznie bawi, bo choć zmiennokształtne popkulturowe demony nie istnieją, każda mama, która przetrwała godziny między 16:00 a 20:00 z noworodkiem, wie, że koncepcja demonicznego dziecka jest w rzeczywistości bardzo, ale to bardzo realna.
Prawdziwe opętanie następuje w porze kolacji
Kiedy Leo miał około sześciu tygodni, przechodził tę przerażającą, codzienną transformację – jego oczy stawały się mętne, piąstki zaciskały się w malutkie, gniewne głazy, a plecy wyginały się w łuk, jakby przygotowywał się do wystrzelenia w kosmos. To było okropne.

Moja pediatra, dr Miller, tylko wzruszyła ramionami i wymamrotała coś o okresie nasilonego płaczu niemowląt (z ang. PURPLE Crying). To rzekomo faza rozwojowa, w której ich układy nerwowe po prostu całkowicie wariują z powodu wyczerpania samym faktem życia. Powiedziała, że to nie moja wina i że zwykle nasila się to w okolicach drugiego miesiąca. Ale szczerze mówiąc, kiedy stoisz w ciemnym salonie, pachnąc ulanym mlekiem i strachem, usłyszenie, że „nawet 20% niemowląt ma kolki” zupełnie nie pomaga obniżyć tętna. Domyślam się, że to kwestia przeciążenia neurologicznego, gdzie ich małe mózgi po prostu nie mogą już przetwarzać bodźców sensorycznych ze świata. Dla mnie jednak wyglądało to tak, jakby mój słodki chłopiec został tymczasowo zastąpiony przez wściekłego, rzucającego się goblina, który mnie nienawidził.
Mój mąż, Dave, twierdzi, że nie słyszał tej konkretnej zmiany tonu, która sygnalizowała, że właśnie zaczyna się „godzina duchów”. To oczywiście wygodne kłamstwo, które powtarza, żeby móc dłużej zostać na zewnątrz i grzebać przy koszach na śmieci. Ale ja wiedziałam. O Boże, ja wiedziałam.
Jedyną rzeczą, która pomagała uspokoić Leosia, kiedy tak się rzucał, było odłożenie go pod coś bardzo prostego i naturalnego. Dostaliśmy w prezencie te wszystkie chaotyczne, plastikowe, świecące i hałasujące potworki, które tylko pogarszały jego ataki złości. W końcu upchnęłam to wszystko w szafie i kupiłam Drewniany Stojak Edukacyjny ze Zwierzątkami od Kianao.
Wiem, wiem, estetyczne drewniane zabawki to taki milenialski banał, ale przysięgam wam, że ta rzecz uratowała moje zdrowie psychiczne. W surowym drewnie jest coś niezwykle uspokajającego. Stojak jest na tyle ciężki, że kiedy Leoś uderzał łapką wyrzeźbionego ptaszka czy słonia, zabawki nie odskakiwały i nie uderzały go w twarz, tak jak robiły to te plastikowe. Minimalistyczne akcenty z materiału i naturalne słoje drewna nie przebodźcowywały jego i tak już nadwyrężonego układu nerwowego. Kładzenie go pod tą prostą, niemalowaną konstrukcją bywało jedynym sposobem, żeby rozluźnił pięści na tyle długo, bym mogła wziąć oddech. To stało się naszą bezpieczną przystanią.
Jak przetrwać ząbkowanie, które sprawia, że szaleją
Właśnie wtedy, gdy przetrwaliśmy fazę wieczornych płaczów i myślałam, że moje dziecko znów stało się normalnym człowiekiem, zaczęło się ząbkowanie. I powiem wam, że ząbkowanie powoduje tak drastyczne wahania nastroju, że moglibyście przysiąc, iż demon powrócił.

One po prostu żują wszystko. Stolik kawowy. Twój podbródek. Ogon psa. Zdesperowana urządziłam sobie nocny szał zakupów, próbując znaleźć rzeczy, które mogłabym włożyć mu do buzi bez ryzyka, że go otruję.
Kupiliśmy Gryzak Pandę i był w porządku. To w 100% silikon spożywczy wolny od BPA. Dave uznał, że jest zabawny, ale szczerze mówiąc, u nas sprawdził się tylko średnio. Leoś na początku nie bardzo potrafił utrzymać ten płaski kształt; dopiero jak był trochę starszy, wreszcie załapał. Wcześniej ciągle zrzucał go na podłogę i krzyczał.
Za to Gryzak Tapir Malajski? To był strzał w dziesiątkę! Ma w środku to dziwne, urocze wycięcie w kształcie serca, które było wprost idealne do chwytania dla jego malutkich, nieskoordynowanych paluszków. W dodatku ma kształt zagrożonego gatunku, więc czułam się jak bardzo mądra, światowa mama, patrząc, jak moje dziecko agresywnie żuje twarz tapira. Wypustki na jego tylnej części zdawały się idealnie docierać do tylnych zębów trzonowych, kiedy był w swojej najbardziej dzikiej fazie gryzienia. Zazwyczaj wrzucałam go do lodówki na dwadzieścia minut przed nadejściem wieczornego marudzenia, a zimny silikon działał jak magia.
Jeśli właśnie tkwicie pod rzucającym się niemowlakiem, który moczy wam koszulę śliną, może sprawdźcie kolekcję gryzaków Kianao swoim jedynym wolnym kciukiem, próbując przetrwać to popołudnie.
Dlaczego wszystko wydaje się o wiele trudniejsze tuż przed zachodem słońca
Podczas tamtych koszmarnych popołudni spędzałam mnóstwo czasu na obwinianiu samej siebie. Myślałam, że może jadłam za dużo nabiału, albo za słabo go owijałam w rożek, albo wysyłałam złe wibracje, bo byłam taka zestresowana.
Ale patrząc na to z perspektywy czasu, uświadamiam sobie, jakie to było absurdalne. Niemowlęta są tu po prostu nowe. Światła są rażące, trawienie jest dziwne, a dziąsła ciągle bolą. Wszystko jest kryzysem, ponieważ wszystko dzieje się po raz pierwszy w życiu. One nie próbują wami manipulować, nie zmieniają się w prawdziwe potwory i na pewno nie są opętane przez k-popowych ponurych żniwiarzy. Są po prostu malutkimi, przytłoczonymi ludźmi, którzy potrzebują, żebyście byli dla nich kotwicą, kiedy ich własne ciała wymykają się spod kontroli.
Kiedy Maja była mała, starałam się rygorystycznie kontrolować jej otoczenie. Ale kiedy pojawił się Leoś, cała moja rodzicielska filozofia sprowadziła się do kładzenia go pod drewnianym stojakiem, podawania mu zimnego gryzaka z tapirem i po prostu... przetrwania do pory spania. Naprawdę trzeba przestać naprawiać ich florę bakteryjną drogimi kropelkami czy kupować trzy różne skomplikowane maszyny do białego szumu, płacząc w łazience. Zamiast tego po prostu przytulcie ich na kanapie, bo pewnego dnia ta faza płaczu dosłownie mija sama z siebie.
Będzie bałagan, będzie głośno i z pewnością zaczniecie kwestionować swoje życiowe wybory, ale to nie znaczy, że robicie coś źle.
Jeśli potrzebujecie czegoś prostego i cichego, co pomoże wyciszyć wasze maluchy, gdy świat staje się zbyt głośny, obejrzyjcie naturalne akcesoria dla niemowląt od Kianao i dajcie sobie dzisiaj odpocząć.
Trudne pytania, które słyszę na ten temat
Czy powinnam martwić się tą całą historią z demonicznym baby saja?
Nie, mówię serio, to tylko internetowa legenda z fikcyjnego serialu. O ile wasze dziecko nie próbuje zamawiać podejrzanych kolorowych soczewek z internetu, by się za niego przebrać, możecie to całkowicie zignorować. Jeśli jednak zdecydują się na takie przebranie, po prostu upewnijcie się, że kupujecie im bezpieczne farby do twarzy.
Skąd mam wiedzieć, czy to tylko kolka, czy z moim dzieckiem naprawdę dzieje się coś złego?
Moja pediatra zawsze mówiła mi, bym ufała swojej intuicji. W skrócie – jeśli krzyki zaczynają się codziennie o tej samej porze (zazwyczaj późnym popołudniem), a poza tym maluch normalnie je, robi kupki i przybiera na wadze, to prawdopodobnie tylko faza „godziny duchów”. Ale oczywiście, jeśli wpadacie w panikę, po prostu zadzwońcie do lekarza. Od tego w końcu są. Przy Leosiu ja dzwoniłam do mojego chyba z osiem razy w tygodniu.
Czy drewniane zabawki naprawdę są lepsze, czy to tylko taki trend u milenialsów?
Szczerze mówiąc, myślałam, że chodzi w nich tylko o estetykę na Instagramie, dopóki nie urodziłam wysoko wrażliwego dziecka. Ciężar i naturalne drewno w dotyku wyciszają dzieci w sposób, którego lekki, pusty plastik po prostu nie potrafi zapewnić. Nie mają mrugających światełek ani dziwnych elektronicznych głosów, co oznacza, że wasze dziecko naprawdę musi zaangażować własną wyobraźnię, zamiast jedynie korzystać z rozrywki napędzanej bateriami.
Czy mogę wkładać silikonowe gryzaki do zamrażarki?
No cóż, ja wkładałam tam wszystko, kiedy byłam zdesperowana, ale technicznie rzecz biorąc, powinno się je wkładać tylko do lodówki. Kiedy silikon ulegnie zamrożeniu, może stać się naprawdę zbyt twardy i mocniej zranić ich małe dziąsła, albo wywołać dziwne odmrożenia. Wystarczy 20 minut w zwykłej lodówce – to odpowiednia temperatura, by schłodzić i znieczulić ból.
Kiedy ten płacz z „godziny duchów” w końcu się kończy?
Dla nas to było tak, jakby miało potrwać co najmniej do studiów, ale w rzeczywistości nasilenie przypadało na około 6 do 8 tygodnia życia, po czym wszystko zaczęło powoli słabnąć, a gdy Leo miał 4 miesiące – minęło całkowicie. Któregoś dnia nagle zdasz sobie sprawę, że jest 18:00, nikt nie krzyczy, i to będzie dosłownie cud.





Udostępnij:
Dlaczego wiralowy trend Baby Saja tak bardzo mnie przeraził
Droga Jess z przeszłości: Jak przetrwaliśmy koszmar z demonem Baby Saja