Jest 4:17 rano, świecący ekran telefonu oświetla mi połowę twarzy, podczas gdy druga połowa jest rytmicznie kopana przez dwuletnią stopę. W panice próbuję wygooglować, dlaczego jedna z moich bliźniaczek nagle dorobiła się brody wyglądającej wypisz wymaluj jak marna pizza pepperoni, ale z niewyspania moje kciuki zmieniły się w serdelki. Próbuję wpisać w wyszukiwarkę „czerwona gniewna twarz dziecka”, ale przez jakieś upiorne połączenie autokorekty i skrajnego wyczerpania, ostatecznie szukam „baby face nelson”. Nagle, zamiast łagodnych porad pediatrycznych, których tak desperacko szukałam, wpadam w wikipedyczną króliczą norę i czytam o Lesterze Josephie Gillisie, wybuchowym rabusiu bankowym z Chicago lat 30.

Największym mitem na temat Baby Face Nelsona jest to, że był najbardziej przerażającym i nieprzewidywalnym stworzeniem, jakie kiedykolwiek stąpało po ziemi, tylko dlatego, że J. Edgar Hoover postanowił porozklejać jego twarz na plakatach z napisem „Wróg publiczny numer jeden” w całej Ameryce. To totalna bzdura. J. Edgar Hoover wyraźnie nigdy nie spotkał mojej córki Florence w deszczowy wtorkowy poranek, kiedy na stole śniadaniowym pojawiła się miseczka w niewłaściwym kolorze. Gdyby FBI kiedykolwiek było świadkiem ataku szału dwulatki zmagającej się z ząbkowaniem, grzecznie poprosiliby pana Nelsona o potrzymanie płaszcza, podczas gdy oni zajęliby się prawdziwym zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego.

Gangster kontra współczesny maluch

Podobieństwa między gangsterem z czasów prohibicji a maluchem mieszkającym w mieszkaniu w Londynie są właściwie dość uderzające, zwłaszcza kiedy nie spałaś od 2021 roku. Według internetu, Nelson został nazwany „Baby Face” (Dziecięca Twarz) przez swoich kolegów z półświatka ze względu na swój młodzieńczy wygląd i wyjątkowo niski wzrost (miał podobno tylko 163 cm). Szczerze nienawidził tego przezwiska i reagował agresją, jeśli ktoś go użył, woląc, by mówiono do niego „Jimmy”. Moje bliźniaczki są mniej więcej wielkości hydrantu, mają policzki, które starsi krewni ciągle chcą szczypać, i absolutnie nie znoszą, gdy nazywa się je dzidziusiami. „Jestem duśią dziewcynką!” – krzyczy Florence, zaledwie sekundy przed potknięciem się o całkowicie nieruchomy dywan i zażądaniem, bym zaniosła ją na kanapę.

Nelson podobno rozpoczął swoją kryminalną karierę w wieku dwunastu lat od włamań do domów, podczas gdy moje córki zaczęły demolować nasz dom w momencie, gdy zorientowały się, jak raczkować, systematycznie opróżniając każdą niską szafkę kuchenną z pojemników Tupperware z wydajnością wysoce zorganizowanej grupy przestępczej. Po śmierci swojego szefa Johna Dillingera, Nelson wpadł w szał, który zakończył się krwawą strzelaniną z agentami federalnymi, zwaną „Bitwą o Barrington” w listopadzie 1934 roku. Czytałam to wszystko o czwartej rano, podczas gdy Florence agresywnie uderzała głową w mój obojczyk, uświadamiając sobie, że moja własna Bitwa o Salon jest daleka od zakończenia.

Ale dość o historycznych rabusiach bankowych. Jeśli złapałaś się na tym, że szukasz czegokolwiek związanego z twarzą dziecka, prawdopodobnie nie masz ochoty na lekcję historii amerykańskiej mafii. Zapewne gapisz się na swojego własnego maleńkiego, wściekłego współlokatora, zastanawiając się, jak tak mała powierzchnia może wyprodukować tyle śliny, tyle tajemniczych czerwonych krostek i tyle ogólnego chaosu.

Wielka powódź ślinowa i zrujnowana broda

Kiedy w końcu zebrałam się, żeby zapytać naszą lekarkę rodzinną o tę nieszczęsną pizzę pepperoni na brodzie Florence, posłała mi to głęboko współczujące spojrzenie, które pediatrzy rezerwują dla spanikowanych, świeżo upieczonych rodziców, i mruknęła coś o tym, że skóra niemowląt jest znacznie cieńsza niż u dorosłych. Wydaje mi się, że mówiła o dwudziestu czy trzydziestu procentach różnicy w grubości, co mogłoby tłumaczyć, dlaczego lekko szorstki ręcznik sprawia, że wyglądają, jakby właśnie stoczyły dziesięć rund na ringu bokserskim. Albo dlaczego łagodny jesienny wietrzyk sprawia, że ich policzki pękają jak stary pergamin.

The great drool flood and the ruined chin — Why Baby Face Nelson Has Nothing on My Toddler

Głównym winowajcą naszego nieszczęścia było ząbkowanie, ewolucyjna wada konstrukcyjna, która zmusza ludzkie niemowlę do wyprodukowania ilości śliny wystarczającej do napełnienia baseniku ogrodowego, podczas gdy jednocześnie z dziąseł wyrastają mu ostre małe kości. Ponieważ ich skóra jest tak cienka i fatalnie radzi sobie z zatrzymywaniem wilgoci, twarz nieustannie moczona w kwaśnej ślinie prowadzi do czegoś, co środowisko medyczne grzecznie nazywa „wysypką od ślinienia”, a co ja nazywam „czerwonym pierścieniem ognia”. Kończy się to na niedorzecznym, niekończącym się tańcu wycierania ich brody jakimkolwiek na wpół czystym materiałem w zasięgu ręki, z nadzieją, że gruba warstwa balsamu ochronnego magicznie odeprze tę niekończącą się rzekę plwociny.

Przeczytałam post na forum (47. strona głęboko bezużytecznego wątku parentingowego), który sugerował po prostu utrzymywanie twarzy dziecka w czystości i suchości za pomocą miękkiej ściereczki i ciepłej wody. Brzmi cudownie prosto, dopóki nie spróbujesz przyłożyć ciepłej, wilgotnej ściereczki do ząbkującego malucha, który reaguje tak, jakbyś próbowała umyć go kwasem z akumulatora. Spędziłam tygodnie na desperackim kupowaniu każdego gadżetu do ząbkowania na rynku, mając nadzieję, że choć jeden z nich powstrzyma bliźniaczki przed żuciem własnych rączek, moich palców, krawędzi stolika kawowego i paska od wózka.

W końcu kupiłam Silikonowo-bambusowy gryzak Panda pod wpływem impulsu, czekając w kolejce w aptece. Okazał się absolutnie genialny, głównie dlatego, że jest całkowicie płaski i ukształtowany w taki sposób, że nawet wysoce nieskoordynowane niemowlę potrafi go chwycić i nie upuścić natychmiast na podłogę. Jest wykonany z silikonu spożywczego (co doceniam, bo nie robi się od razu ohydny jak te dziwne materiałowe pierścienie do gryzienia) i ma małe fakturowane wypustki, o które dziewczynki zdają się agresywnie pocierać przednie dziąsła. Najlepsze jest to, że kiedy pokryje się kłaczkami i starymi okruchami herbatników z dna torby do przewijania, po prostu wrzucam go do zmywarki razem z kubkami do kawy. To jedyna rzecz, której udało się przekierować powódź śliny z dala od ich bród i zamienić ją w coś, nad czym da się zapanować, pozwalając wysypce wreszcie się zagoić.

Jeśli Ty również dzielisz teraz dom z maleńkim gangsterem, który demoluje Ci mieszkanie, bo bolą go zęby, może zechcesz spojrzeć na nasze inne, ratujące zdrowie psychiczne akcesoria na ząbkowanie, zanim całkowicie postradasz zmysły.

Ochrona przeciwsłoneczna i inne rzeczy, które robię źle

Kiedy już rozwiążesz problem ze śliną, od razu wpadasz w koszmar, jakim jest wyjście z twarzą dziecka na zewnątrz. Przypominam sobie jak przez mgłę położną środowiskową, która rzuciła mimochodem, że dzieci poniżej szóstego miesiąca życia w ogóle nie powinny nosić kremów z filtrem. Wpadłam w absolutną panikę, kiedy po raz pierwszy w Londynie wyszło słońce (to rzadkie zjawisko, ale nadal przerażające, gdy pchasz podwójny wózek). Podobno ich skóra jest tak przepuszczalna, że smarowanie ich chemicznymi balsamami to zły pomysł, więc po prostu masz je całkowicie chronić przed słońcem.

Sun protection and other things I get wrong — Why Baby Face Nelson Has Nothing on My Toddler

To doprowadziło do tego, że niezdarnie rozwieszałam różne części garderoby na budce wózka, aby stworzyć mobilną jaskinię, co nieuchronnie kończyło się wściekłymi krzykami dobiegającymi z ciemności wewnątrz. Mamy Bambusowy Kocyk Dziecięcy we wzór w kolorowe liście, którego używamy głównie w tym właśnie celu lub do leżenia na trawie w parku. To naprawdę świetny kocyk, a bambus jest ponoć super, bo ma jakieś naturalne właściwości odprowadzania wilgoci, które zapobiegają przegrzewaniu się niemowląt. Co prawda, moja wiedza z zakresu włókiennictwa ogranicza się głównie do sprawdzania, czy materiał przetrwa pranie w wysokiej temperaturze po gigantycznej awarii pieluchy. Jest niesamowicie miękki, muszę jednak przyznać, że przez uroczy akwarelowy wzór w liście dość trudno jest zauważyć zabłąkaną, zgniecioną rodzynkę, zanim się na niej usiądzie.

Kiedy trochę podrosły i faktycznie mogliśmy zacząć używać kremów z filtrem przeciwsłonecznym, ich nakładanie stało się dyscypliną olimpijską. Jeśli kiedykolwiek próbowałaś wetrzeć gęsty mineralny krem w twarz malucha, który ewidentnie sobie tego nie życzy, wiesz, że to jak próba lukrowania płonącego ciasta, które w dodatku aktywnie z tobą walczy. Rozmazujesz białą smugę na jego nosie, próbujesz ją wetrzeć, gdy on się miota, i nieuchronnie kończysz z palcem w jego oku, co wywołuje łzy, które i tak zmywają ten nieszczęsny filtr. Syzyfowa praca.

Wielka debata o smoczkach i rezerwowa wiewiórka

Kolejnym ogromnym winowajcą, jeśli chodzi o zrujnowaną dziecięcą twarz, jest smoczek. W dużej mierze polegaliśmy na smoczkach przez pierwsze osiemnaście miesięcy, ponieważ alternatywą było stanie w kuchni o 2 w nocy i płakanie do mikrofalówki. Ale smoczki zatrzymują ślinę przy samej skórze, tworząc idealną małą szklarnię dla bakterii i zaczerwienień. Łapałam się na tym, że nieustannie staram się wymieniać ich smoczki na gryzaki, żeby dać ich skórze szansę na oddychanie.

W foteliku samochodowym używamy Gryzaka Wiewiórki jako stałego elementu odwracającego uwagę. Jest w porządku. Miętowy wzór z żołędziem jest uroczy i to również silikon, więc znosi moje agresywne metody czyszczenia, ale pewnego razu moja córka Alice wyrzuciła go z wózka, gdy przechodziliśmy przez ulicę, a on wylądował prosto w mętnej londyńskiej kałuży. Nawet po jego wygotowaniu nie mogę na niego patrzeć bez myślenia o linii metra Central Line, więc teraz mieszka wyłącznie w domu. Mimo to, posiadanie wielu kopii zapasowych to jedyny sposób, aby przetrwać etap ząbkowania, nie posuwając się samemu do zbrodni.

Szczerze mówiąc, utrzymanie twarzy dziecka we względnej czystości i bez gniewnych czerwonych krostek to wojna na wyczerpanie. Będziesz delikatnie wycierać, będziesz wsmarowywać drogie organiczne balsamy, kupisz dwanaście różnych gryzaków, a one czasami i tak obudzą się, wyglądając, jakby złapały średniowieczną zarazę. Po prostu pamiętaj, że w przeciwieństwie do gangstera z lat 30., Twój maluch w końcu z tego wyrośnie, jego skóra zgrubieje, a ślinienie ustanie. Do tego czasu, po prostu miej pod ręką miękką ściereczkę i staraj się niczego nie googlizować o 4 rano.

Jeśli jesteś wyczerpana i chcesz po prostu rzucać w problem pieniędzmi, dopóki Twoje dziecko nie przestanie płakać, przejrzyj naszą ofertę organicznych kosmetyków do pielęgnacji niemowląt, aby zaopatrzyć swoją wyprawkę.

Pytania, które często zadaję sobie o 3 nad ranem

Dlaczego twarz mojego dziecka jest ciągle obsypana czerwonymi krostkami?
Jeśli ząbkują, to prawie na pewno wysypka od ślinienia. Skóra dziecka jest komicznie cienka i fatalnie radzi sobie z wilgocią. Kiedy z buzi nieustannie wycieka kwaśna ślina na całą brodę i szyję, naskórek ulega uszkodzeniu. Lekarz ogólny powiedział mi po prostu, że to normalne, chociaż wygląda okropnie. Trzeba tylko cały czas osuszać buzię bez pocierania, co jest w zasadzie niemożliwe.

Czy mogę posmarować twarz dziecka zwykłym balsamem?
Spróbowałam tego kiedyś w chwili desperacji i wszystko znacznie się pogorszyło. Najwyraźniej balsamy dla dorosłych są pełne substancji zapachowych i chemikaliów, które absolutnie niszczą niemowlęcą skórę. Trzymam się każdego gęstego, niewymawialnego balsamu ochronnego, który apteka poleca dla niemowląt, albo po prostu pozwalam skórze pooddychać na wolnym powietrzu.

Czy gryzaki silikonowe naprawdę są lepsze od tych drewnianych?
W kwestii czystej, niczym niezmąconej ulgi dla rozpulchnionych dziąseł, myślę, że silikon wygrywa. Drewniane wyglądają przepięknie na półce w pokoju dziecięcym i sprawiają, że czujesz się niesamowicie bliskim natury, "eko" rodzicem, ale kiedy Twoje dziecko krzyczy w samochodzie, miękki silikonowy gryzak, który mogą naprawdę mocno ugryźć, wydaje się uspokajać je szybciej. Poza tym, te silikonowe możesz po prostu wrzucić do zmywarki.

Jak umyć twarz mojemu dziecku, jeśli nienawidzi wody?
Nie mam zielonego pojęcia, daj znać, jeśli na to wpadniesz. Oficjalne zalecenia mówią, żeby używać miękkiej szmatki i ciepłej wody, ale moje bliźniaczki zachowują się, jakbym je podtapiała. Zazwyczaj próbuję wziąć je z zaskoczenia wilgotną ściereczką, gdy są zafascynowane kreskówką, albo po prostu używam rękawa mojej koszulki, kiedy jesteśmy w miejscu publicznym. Wszyscy po prostu robimy tu, co w naszej mocy.