Stojąc w samym środku alejki z pieluchami w wielkim markecie, mając na sobie te okropne lniane szorty ciążowe, w które jakimś cudem wciąż się wciskam trzy lata po porodzie, i trzymając w ręku letnią mrożoną kawę za dwanaście dolarów, poczułam wibrację telefonu. Przyszły trzy kompletnie sprzeczne wiadomości o naszej zbliżającej się podróży na Arubę. Moja mama stwierdziła, że miejsce zwane Baby Beach to jedyne bezpieczne miejsce na ziemi, gdzie moja sześciomiesięczna Maya może dotknąć wody. Bratowa ostrzegła mnie, że tamtejsze prądy oceaniczne dosłownie zniosą nas do Wenezueli, jeśli choć na chwilę zamknę oczy. A moja przyjaciółka Jessica napisała tylko: „O rany, rezerwuj Secrets Baby Beach, to istny raj!”

Więc oczywiście wróciłam do domu, założyłam moje najbardziej poplamione dresy i przez kolejne trzy godziny obsesyjnie przekopywałam internet, podczas gdy Dave w tle próbował nakarmić Leo makaronem z serem. Bo kiedy podróżujesz za granicę z niemowlakiem, nie idziesz po prostu na żywioł. Planujesz wszystko tak obsesyjnie, aż zaczyna drgać ci powieka.

I pozwólcie, że od razu wyjaśnię największe źródło tego mojego drgania powieki.

Całe to zamieszanie z kurortem

Tutaj zupełnie straciłam głowę. Siedziałam na kanapie o 23:00, desperacko przeglądając zdjęcia secrets baby beach aruba w telefonie, mrużąc oczy przed malutkim ekranem w poszukiwaniu choćby jednego krzesełka do karmienia czy brodzika. Wszędzie były tylko baseny typu infinity i pary pijące martini w plażowych altanach. Dave zajrzał mi przez ramię ze słowami: „Wow, ten klub dla maluchów wygląda naprawdę ekskluzywnie, może mają też spa”. TAAAK, DAVE. Ponieważ to kurort tylko dla dorosłych. Ta nazwa to właściwie okrutny żart dla zmęczonych rodziców, którzy szukają w Google wakacji, ponieważ hotel po prostu znajduje się w pobliżu plaży, ale absolutnie, pod żadnym pozorem nie wpuszczą waszego krzyczącego niemowlaka w pobliże ich nieskazitelnego lobby.

Musiałam przeczytać chyba z pięćdziesiąt różnych opinii o secrets baby beach aruba, zanim w końcu uświadomiłam sobie swój błąd, czując się jak kompletna idiotka. Tak czy inaczej, chodzi o to, że nie da się tam zatrzymać z dzieckiem. Po prostu się nie da. Musisz zarezerwować hotel gdzieś indziej, na przykład w Palm Beach, gdzie są te wszystkie wieżowce, a potem wynająć samochód i jechać czterdzieści pięć minut na południe do San Nicolas, żeby w ogóle odwiedzić tę plażę.

Mętne ostrzeżenia mojego pediatry przed słońcem

Kiedy tuż przed podróżą zabrałam Mayę na bilans półroczniaka, zapytałam naszego pediatrę, dr. Millera, o karaibskie słońce. Westchnął ciężko, potarł skronie i wymamrotał coś o tym, że Aruba leży w zasadzie na równiku i teoretycznie powinnam trzymać ją całkowicie z dala od bezpośredniego światła słonecznego. No jasne, super. Powodzenia w tym, biorąc pod uwagę, że cała wyspa to w gruncie rzeczy jedna wielka powierzchnia odbijająca światło z białego piasku i turkusowej wody. W zasadzie powiedział mi, żebym po prostu kupiła najgęstszy krem z filtrem mineralnym, jaki można legalnie dostać, wysmarowała ją nim grubą warstwą i się modliła.

Pamiętam, że mówił coś o ponownym nakładaniu kremu co kilka godzin, ale przefiltrowane przez mój poporodowy niepokój zamieniło się to w agresywne malowanie mojego dziecka na biało tlenkiem cynku co dwadzieścia minut, aż zaczęła wyglądać jak malutki, śliski duch. Na Arubie i tak trzeba używać kosmetyków bezpiecznych dla raf koralowych, bo zakazano tam chemikaliów, które je zabijają (co zresztą bardzo mi się podoba), ale próba wsmarowania tej gęstej pasty w wiercące się niemowlę, które aktywnie próbuje jeść piasek, to jakiś szczególny rodzaj piekła.

Jeśli zastanawiacie się, jak spakować się na tak intensywne słońce i nie zwariować, polecam wam przejrzeć letnie kolekcje z bawełny organicznej od Kianao, żeby zyskać kilka oddychających warstw, ponieważ materiały syntetyczne w takim upale sprawią, że wasze dziecko dostanie wysypki w pięć sekund.

Igrzyska o kawałek cienia

Pozwólcie, że opowiem wam, jak wygląda sytuacja z cieniem na tej plaży. Właściwie nie, pozwólcie mi na to ponarzekać. Rosną tam te kultowe, poskręcane drzewa Divi Divi, które pięknie wyglądają na pocztówkach, ale dają mniej więcej tyle samo cienia, co parasolka do drinków. Po piasku rozsiane jest kilka darmowych drewnianych chatek dających cień, ale jeśli nie zjawisz się tam koło 8:00 rano, to już po nich. Zostają upolowane i zajęte przez ludzi, którzy najwidoczniej śpią na plaży tylko po to, by ich pilnować.

The Shade Hunger Games — The Honest Truth About Taking A Baby To Baby Beach Aruba

Zajechaliśmy na miejsce o 9:30 naszym wypożyczonym Hyundaiem Tucsonem, całkiem dumni z siebie, że udało nam się wyjść z hotelu przed 10:00, tylko po to, by zastać opustoszałe pustkowie z oślepiającym słońcem. Dave próbował skonstruować prowizoryczne schronienie przy użyciu naszego wózka, trzech ręczników plażowych i linki bungee, którą znalazł w bagażniku. Wyglądało to niezwykle żałośnie i natychmiast zwaliło się Leo na głowę, gdy tylko zawiał najlżejszy wiaterek.

Skończyło się na tym, że musieliśmy zapłacić niebotyczną sumę w gotówce, żeby wypożyczyć od faceta na plaży wielki parasol i kilka parawanów, więc szczerze mówiąc: po prostu przywieźcie własny namiot UV pop-up. Wciśnijcie go do bagażu rejestrowanego. Bez względu na to, ile kosztuje nadanie bagażu, wasz spokój ducha jest tego wart. Lepsze to, niż spędzenie wakacji na gonieniu uciekających ręczników po brzegu, podczas gdy twój mąż przeklina wiatr.

Jeśli chodzi o jedzenie, na samym piasku jest restauracja Big Mama's Grill, ale szczerze – po prostu spakujcie torbę termiczną na mleko dla dziecka, bo w tym upale mleko modyfikowane zamieni się w toksyczny szlam, zanim w ogóle zdążycie rozpakować torbę plażową.

Co naprawdę ze sobą wzięliśmy i co się sprawdziło

Dobra, jestem niezwykle wybredna, jeśli chodzi o sprzęt, który taszczę przez ocean. Odmawiam bycia tą mamą, która ciągnie przez odprawę celną dosłownie wóz pełen plastikowego badziewia. Ale wzięłam kilka rzeczy, które naprawdę uratowały mi życie.

Po pierwsze, od Kianao – Duża wodoodporna mata do zabawy z wegańskiej skóry. Początkowo kupiłam ją w kolorze szałwiowej zieleni (Sage Green) do naszego salonu, bo miałam już dość patrzenia na piankowe puzzle w podstawowych kolorach, ale pod wpływem impulsu złożyłam ją i wcisnęłam na dno walizki. Najlepsza. Decyzja. W życiu. Ponieważ ręczniki plażowe od razu przemakają i pokrywają się piaskiem, a ta rzecz z wegańskiej skóry jest na tyle ciężka, że wiatr jej nie porywa. Po prostu rzuciłam ją pod nasz wypożyczony parasol i stworzyła dla Mayi idealną, łatwą do zmycia strefę bez piasku, gdzie mogła się do woli turlać, podczas gdy ja w panice obserwowałam przypływ.

Jeśli chodzi o ubrania, pod swoją gigantyczną koszulką UV, Maya właściwie mieszkała w Niemowlęcym body bez rękawów z bawełny organicznej. Posłuchajcie, kiedy łączycie ponad trzydziestostopniowe upały, słoną wodę i gęsty mineralny krem z filtrem, skóra waszego dziecka po prostu zwariuje. Bawełna organiczna była tak lekka i przewiewna, że tylko w niej nie płakała. Ponadto ma te sprytne zakładki na ramionach, które okazały się wybawieniem, gdy w drodze powrotnej do Palm Beach przydarzyła jej się gigantyczna awaria pieluchowa na tylnym siedzeniu wypożyczonego samochodu. Mogłam po prostu ściągnąć całe pobrudzone body w dół przez jej ciałko, zamiast przeciągać je przez głowę i wplątywać we włosy. Obrzydliwe, ale prawdziwe.

Zabrałam też Silikonowo-bambusowy gryzak Panda dla niemowląt, ponieważ akurat wyrzynał jej się dolny ząb i śliniła się jak bernardyn. Jest super uroczy i Maya z radością gryzła te małe, teksturowane bambusowe elementy podczas całej czterdziestopięciominutowej podróży na miejsce. Ale szczerze? W sekundzie, w której dotarliśmy na samą plażę, upuściła go w mokry piasek. Silikon to magnes na piasek. Gryzak stał się szorstką, zapiaszczoną bronią, którą musiałam spłukiwać naszą cenną butelkowaną wodą pitną chyba z tuzin razy, zanim w końcu go skonfiskowałam i wrzuciłam do wodoodpornego worka. Więc tak, to niesamowity gryzak do pokoju hotelowego czy samolotu, ale raczej zostawcie go w torbie na pieluchy, kiedy jesteście na samej plaży.

Jeśli przygotowujecie się na tego typu wyjazd i zdajecie sobie sprawę, że nie macie w szafie kompletnie nic przewiewnego, koniecznie wyposażcie się w kilka miękkich niezbędników jeszcze przed wylotem.

Prawda o wodzie

A więc tak naprawdę wygląda sprawa z wodą, która przecież jest głównym powodem, dla którego w ogóle jedziecie w to konkretne miejsce. Plaża ma kształt wielkiego półksiężyca, a wewnątrz tej małej zatoczki woda jest absurdalnie wręcz płytka. Przykładowo, Dave odszedł na odległość, która wydawała się liczyć z kilometr, trzymając Mayę na ramionach, a woda wciąż sięgała mu zaledwie do pasa. Jest całkowicie płasko. Żadnych fal. Żadnych prądów wstecznych. Tylko ciepła, czysta woda jak w wannie.

The Truth About The Water — The Honest Truth About Taking A Baby To Baby Beach Aruba

To autentycznie najbardziej bezstresowe środowisko, w jakim niemowlak może się pluskać. Siedziałam na płyciźnie z Mayą, pozwalając, by maleńkie falki obmywały jej paluszki u stóp, i przez jakieś dwadzieścia minut autentycznie czułam się, jakbym była na relaksujących wakacjach. Wypiłam nawet połowę mojego Mango Daiquiri, zanim Leo przewrócił je do piasku.

Ale – i to jest ogromne „ale” – na samym brzegu laguny, gdzie zatoka łączy się z otwartym oceanem, jest wyrwa w skałach. Moja bratowa nie myliła się tak do końca. Z otwartymi wodami na Arubie nie ma żartów. Powiedzą wam to miejscowi, powiedzą wam to znaki ostrzegawcze i powiem wam to ja: nie pozwalajcie starszym dzieciom pływać w pobliżu tego przejścia i sami też tam nie wchodźcie. Prądy za rafą są niezwykle silne. Po prostu zostańcie w tej płytkiej, nudnej, niewiarygodnie bezpiecznej sekcji dla maluchów, a nic wam nie grozi.

Powrót do hotelu

Do 13:00 byliśmy całkowicie upieczeni. Mieliśmy piasek w miejscach, o których istnieniu nawet nie wiedziałam, Maya dawno powinna była zasnąć, a Leo narzekał, że jego nogi czują się „zbyt słonecznie”. Podróż powrotna do dzielnicy z wysokimi hotelami zajmuje prawie godzinę, w zależności od korków w Oranjestad.

Podkręćcie klimatyzację w wypożyczonym aucie, włączcie z telefonu biały szum i pozwólcie, by delikatne wibracje arubańskich dróg ukołysały wasze dzieci do snu. Dave i ja dosłownie nie zamieniliśmy ze sobą słowa przez całą drogę powrotną. Po prostu piliśmy letnią wodę z butelki i słuchaliśmy cudownego dźwięku chrapania dwójki wykończonych dzieci na tylnym siedzeniu. I szczerze mówiąc, mimo całego stresu związanego z poszukiwaniem cienia i walkami o nałożenie kremu z filtrem, patrząc wstecz na zdjęcia pulchnych ud Mayi pluskających się w tej krystalicznie czystej wodzie, uważam, że cała ta chaotyczna wycieczka była tego warta.


Szczere odpowiedzi na wasze pytania o Arubę

Czy naprawdę da się popływać z niemowlakiem na Baby Beach?

Tak, ale „pływanie” to w tym przypadku duże słowo. To bardziej jak brodzenie w gigantycznej, ciepłej, słonej wannie. Woda wewnątrz falochronu jest tak niesamowicie płytka i płaska, że możecie po prostu usiąść na piaszczystym dnie z dzieckiem na kolanach i nie martwić się, że jakaś zabłąkana fala zrzuci was z nóg. Po prostu nie zbliżajcie się do skał, gdzie zatoka otwiera się na prawdziwy ocean, bo tam prądy stają się wręcz przerażające.

Czy naprawdę muszę wynajmować samochód, żeby tam dotrzeć?

Szczerze mówiąc, tak. Taksówki z Palm Beach będą was kosztować małą fortunę, a próba wepchnięcia do publicznego autobusu niemowlaka, wózka, torby na pieluchy i torby termicznej w takim upale to moja osobista definicja koszmaru. Po prostu wynajmijcie mały samochód na jeden dzień. Posiadanie klimatyzacji na drogę powrotną, gdy wszyscy są słoni i wyczerpani, jest warte każdego grosza.

Czy są tam łazienki, czy będę zmieniać pieluchy na piasku?

Są tam toalety publiczne i za kilka dolarów można skorzystać z łazienek i pryszniców na zewnątrz. Ale bądźmy szczerzy, prawdopodobnie i tak skończy się na tym, że będziecie zmieniać mokrą pieluszkę do pływania na ręczniku w bagażniku wypożyczonego samochodu, ponieważ jest to łatwiejsze, niż ciągnięcie krzyczącego, mokrego dziecka do kabiny w publicznej toalecie. Weźcie ze sobą woreczki na psie odchody na brudne pieluchy. Zaufajcie mi.

O co chodzi z tym słońcem? Czy jest aż tak źle?

Nie tylko jest źle, jest podstępnie. Przez to, że nad wyspą prawie zawsze wieje ten piękny, chłodzący wiatr zwany pasatem, zupełnie nie czujesz, jak bardzo się nagrzewasz. Myślisz, że wszystko jest w porządku, a potem wracasz do hotelu i uświadamiasz sobie, że wyglądasz jak ugotowany homar. Niemowlęta trzeba absolutnie bezwzględnie ubierać w odzież z filtrem UV, zakładać im kapelusiki i nieustannie smarować mineralnym kremem z filtrem. Nie dajcie się zwieść przyjemnej bryzie.

Czy to naprawdę warte takiej wycieczki ze strefy hotelowej?

Jeśli podróżujecie z dziećmi poniżej piątego roku życia, tak. Plaże na północy przy hotelach są wspaniałe, ale mają prawdziwe fale i nagłe spady głębokości, które przysporzą wam mnóstwo stresu, jeśli macie malucha, który uwielbia gnać w stronę wody. Baby Beach to jedyne miejsce, w którym mogłam na poważnie opuścić ramiona i wziąć oddech przez chociaż pięć minut, podczas gdy moje dzieci się bawiły.