Jest 3:14 w nocy, przypadkowy wtorek. Stoję boso na lodowatych kafelkach w kuchni, w szlafroku z sieciówki, który agresywnie pachnie kwaśnym mlekiem z piersi i czystą desperacją. W jednej ręce trzymam plastikowy lejek od laktatora, a w drugiej do połowy pusty kubek zimnej kawy. Mój mąż, Dave, siedzi w salonie i gra w Call of Duty na wyciszeniu – a przynajmniej tak mu się wydawało – dopóki nie słyszę, jak w środku nocy drze się do słuchawek: „Oh baby a triple!”. Prawie zamordowałam go silikonową szpatułką. Tu i teraz. Po prostu bym z tym skończyła.

W każdym razie, chodzi o to, że przed dziećmi to hasło było po prostu głupim internetowym memem dla graczy. Ale w prawdziwych, dosłownych okopach wczesnego macierzyństwa koncepcja „potrójnego” nabiera znacznie mroczniejszego i o wiele bardziej wyczerpującego wymiaru. Ciągle słyszy się, że największym mitem rodzicielstwa jest to, że przy trzecim dziecku w końcu wszystko ogarniasz, albo że za trzecim podejściem do treningu snu nagle stanie się cud. Kompletna bzdura. Największym kłamstwem na temat reguły trójek w rodzicielstwie jest to, że w jakiś sposób znajdziesz w sobie energię, by to przetrwać bez końskich dawek kofeiny, kilku sesji terapeutycznych i płaczu w samochodzie na czerwonym świetle.

Bo prawdziwe „trójki” w rodzicielstwie? To testy przetrwania. I nikt cię przed nimi nie ostrzega.

Witamy w siódmym kręgu piekieł, czyli w potrójnym karmieniu

Porozmawiajmy o absolutnie najgorszej trójce ze wszystkich. Kiedy urodziła się Maya, była malutka. Tak malutka, że tonęła w ubrankach dla noworodków, a kości miała jak u ptaszka. Na wizycie kontrolnej w drugim tygodniu moja lekarka, która jest dosłownym aniołem, ale ewidentnie nigdy nie była na nogach przez 72 godziny z rzędu w połogu, powiedziała mi, że musimy zacząć protokół „potrójnego karmienia”, bo Maya za bardzo traci na wadze. Domyślam się, że medyczny zamysł jest taki, by zmaksymalizować podaż kalorii u dziecka i jednocześnie oszukać ciało, by produkowało więcej mleka, ale jestem niemal pewna, że tak naprawdę to tajny rządowy test wytrzymałości psychicznej.

Oczekuje się od ciebie, że będziesz karmić dziecko piersią przez dwadzieścia minut, żeby nie spaliło zbyt wielu kalorii, potem natychmiast podłączasz się do plastikowej dojarki, żeby odciągnąć to, co zostało w twoich smutnych, sflaczałych piersiach, a następnie musisz gorączkowo dokarmić dziecko butelką z tym odciągniętym mlekiem lub mieszanką. Wszystko to w jednym okienku czasowym. Co dwie do trzech godzin. Przez całą dobę. To szczególny rodzaj tortur. Zanim skończysz myć te tysiące małych, plastikowych zaworków i lejków, zostaje ci równe czternaście minut snu, po czym musisz zacząć ten cały nieludzki cykl od nowa.

Miałam halucynacje. Tak naprawdę, autentycznie widziałam cienie poruszające się na korytarzu. Czytałam gdzieś, że deprywacja snu jest stosowana jako taktyka przesłuchań i szczerze mówiąc, gdyby CIA zapytało mnie o tajemnice państwowe w trzecim tygodniu potrójnego karmienia, wydałabym je w zamian za trzygodzinną drzemkę. Dave musiał całkowicie przejąć karmienie butelką i szorowanie sprzętu, bo fizycznie nie miałam już siły stać przy zlewie. Jeśli twój lekarz ci to zasugeruje, musisz zmusić swojego partnera do odwalenia czarnej roboty z butelkami, bo inaczej naprawdę postradasz zmysły.

Moja szwagierka, mama trojaczków, to prawdziwa superbohaterka

A potem jest dosłowna trójka. Ciąża mnoga. Ja mam tylko pojedyncze dzieci, dzięki Bogu, ale moja szwagierka Sarah (tak, mamy tak samo na imię, co czyni rodzinne czaty grupowe koszmarem) urodziła trojaczki dwa lata temu. Pamiętam, jak odwiedziłam ją, gdy jej dzieci miały około czterech miesięcy. Wejście do jej domu przypominało wejście w sam środek eksplozji w magazynie ze sprzętem dla niemowląt. Po prostu pasma górskie pieluch i wózki, które wyglądały jak autobusy komunikacji miejskiej.

My sister in law is an actual superhero with her triplets — Oh Baby, A Triple: Surviving the Rule of Threes in Parenting

Największym mitem w przypadku ciąż mnogich jest to, że należy „podążać za indywidualnymi sygnałami dziecka” w kwestii jedzenia i spania. Bzdura totalna. Jeśli Sarah pozwoliłaby tej trójce dyktować własne, niezależne harmonogramy, nigdy, przenigdy by nie usiadła. Musiała je zsynchronizować niczym w operacji wojskowej. Jeśli jedno budziło się głodne, pozostała dwójka była budzona i karmiona. Koniec, kropka.

Przyniosłam jej ogromny stos tych ubranek: Niemowlęce body bez rękawów z bawełny organicznej od Kianao. Mam na ich punkcie absolutnego bzika. Kiedy Leo przechodził przez swoją epicką fazę wybuchowych kup lądujących na plecach, to były jedyne body z tymi zakładkowymi ramionami, które rozciągały się na tyle, by zdjąć je w dół przez ciało zamiast przez głowę, ratując mnie przed rozsmarowaniem toksycznej kupy noworodka we włosach mojego syna. Kupiłam z czternaście sztuk w różnych kolorach.

Ale dla Sarah były to prawdziwe narzędzia przetrwania, ponieważ oznaczała dzieci kolorami. Dziecko A zawsze nosiło szałwiową zieleń, Dziecko B rdzawy brąz, a Dziecko C neutralny kremowy. To był dosłownie jedyny sposób, w jaki jej pozbawiony snu mózg mógł ogarnąć, kto już jadł, kto miał zmienioną pieluchę, a kto krzyczał tak po prostu, bez powodu. Poza tym, gdzieś czytałam, że chyba prawie 90% trojaczków rodzi się przedwcześnie, więc mają niesamowicie wrażliwą skórę. Bawełna organiczna, z której są wykonane, jest nieziemsko miękka i nie ma tych okropnych, drapiących metek, które zaogniają egzemę. W każdym razie, dzieciaki praktycznie w nich mieszkały.

Potrzebujesz też miejsca, żeby bezpiecznie odłożyć dzieci, kiedy masz tak dużą przewagę liczebną wroga. Sarah miała ten potężny zabudowany kojec zajmujący cały salon, ale ja, kiedy Leo był mały, wypróbowałam Drewniany stojak edukacyjny | Tęczowy zestaw gimnastyczny ze zwierzątkami. Jest... okej. Szczerze mówiąc, wygląda w salonie jak przepiękna, mała, minimalistyczna instalacja artystyczna, co rzadko się zdarza w przypadku niemowlęcych gratów, które zazwyczaj wyglądają, jakby wyrzygała je plastikowa tęcza. Ale Leo dosłownie gapił się na drewnianego słonia przez trzy miesiące, a potem agresywnie próbował zdemontować stelaż w sekundę po tym, jak nauczył się przewracać na brzuszek. Zestaw jest estetyczny, ale nie oczekuj, że w magiczny sposób zajmie dziecko na długie godziny, żebyś mogła posprzątać dom. Kupił mi może trzy minuty, żebym mogła w spokoju sikać.

Jeśli właśnie toniesz w fazie noworodkowej i chcesz po prostu ubranek, po których twoje dziecko nie dostanie wysypki, prawdopodobnie powinnaś przejrzeć kolekcje odzieży organicznej Kianao, zanim kupisz kolejne sztywne, drapiące body z marketu.

Jak przetrwać furię dwulatka i metodę Triple P

Gdy już myślisz, że wyszłaś na prostą, a twoje dziecko wreszcie je stałe pokarmy i przesypia całą noc, zamienia się w rozjuszonego dwulatka, a ty obrywasz behawioralną trójką. Programem Triple P.

Surviving toddler rage and the Triple P method — Oh Baby, A Triple: Surviving the Rule of Threes in Parenting

Mój pediatra mgliście wspomniał mi o Programie Pozytywnego Rodzicielstwa (Triple P), kiedy Maya weszła w bunt dwulatka i uznała, że alejka z warzywami w supermarkecie to idealne miejsce na krzyczący, tarzający się po podłodze protest z powodu koloru banana. Ponoć to jakiś wielki, oparty na dowodach naukowych system, za który ręczą szpitale pediatryczne, ale z tego, co mój wyczerpany mózg zdołał pojąć, to po prostu system wyznaczania granic i stosowania pozytywnych wzmocnień bez całkowitego wychodzenia z siebie, kiedy twoje dziecko zachowuje się jak dzikie zwierzę.

Podobno masz w jakiś sposób uprawomocnić ich irracjonalne uczucia, jednocześnie stawiając twarde granice, co brzmi NIESAMOWICIE w kontrolowanym badaniu klinicznym, ale jest NAPRAWDĘ trudne, kiedy masz na sobie legginsy z tajemniczą plamą z jogurtu na kolanie, a twoje dziecko rzuca ekologicznymi truskawkami w starszą panią.

Jest to szczególnie trudne, bo przez połowę czasu te problemy z zachowaniem to tak naprawdę po prostu ból fizyczny w przebraniu złości malucha. Na przykład u Mayi faza wyrzynania się trzonowców nałożyła się dokładnie na szczyt jej ataków histerii. Była po prostu nieustannie wściekła. Skończyło się na tym, że mocno ratowaliśmy się gryzakiem Silikonowy gryzak Panda z bambusem dla niemowląt. Ma takie płaskie, teksturowane krawędzie, które mogła naprawdę wcisnąć na sam tył buzi, tam gdzie przebijały się trzonowce, a ten mały bambusowy detal sprawiał, że jej pulchnym, wściekłym piąstkom łatwo było go chwycić, podczas gdy ona dramatycznie rzucała się na dywan.

Oczywiście nie wyleczyło to napadów złości – bo małe dzieci to w zasadzie po prostu miniaturowi, pijani dyktatorzy – ale jestem niemal pewna, że pozwolenie jej na agresywne żucie silikonowej pandy uchroniło nas przed co najmniej trzema gigantycznymi, publicznymi załamaniami. Silikon jest przeznaczony do kontaktu z żywnością, więc nie musiałam się martwić, że nałyka się jakiejś dziwnej chemii, co było miłą odmianą, bo i tak martwię się już dosłownie o wszystko inne.

Rodzicielstwo to po prostu niekończąca się seria etapów, na których czujesz się całkowicie nieprzygotowana na to, co akurat rzuca w ciebie wszechświat. Niezależnie od tego, czy żonglujesz trójką wcześniaków, trzema wyczerpującymi krokami, by nakarmić jednego upartego noworodka, czy próbujesz wziąć trzy głębokie wdechy, zanim nakrzyczysz na dwulatka... musisz po prostu robić to, co działa, żeby przetrwać dzień. I pij kawę. Nawet jeśli jest zimna.

Gotowa, by wymienić dziecięce niezbędniki na rzeczy, które naprawdę działają i nie wyglądają w twoim domu potwornie? Sprawdź pełną kolekcję zrównoważonych, sprawdzonych przez rodziców produktów Kianao, dzięki którym chaos stanie się nieco bardziej znośny.

Chaotyczne, ale szczere FAQ o potrójnym rodzicielstwie

Czy potrójne karmienie da się na dłuższą metę utrzymać?

O Boże, nie. Błagam, nie próbujcie robić tego przez kilka miesięcy. Moja doradczyni laktacyjna powiedziała mi, że to ma być tylko tymczasowy pomost – powiedzmy kilka tygodni, nie więcej – żeby podnieść wagę dziecka i pobudzić laktację. Jeśli spróbujesz żyć w ciągłym stanie karmienia, odciągania i mycia części, wypalisz się w mgnieniu oka. To rozwiązanie awaryjne, a nie styl życia. Gdy to robisz, proś rodzinę o każdą możliwą przysługę.

Jak rodzice z ciążą mnogą dają radę z kupowaniem tych wszystkich pieluch?

Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, jak moja szwagierka nie zbankrutowała. Kupowali wszystko hurtowo w internecie, przez pierwszy rok prosili o subskrypcje na pieluchy zamiast zabawek i w dużej mierze posiłkowali się pieluchami wielorazowymi, przynajmniej przez część dnia, kiedy byli w domu. Chyba po prostu musisz ująć to w budżecie jak drugi kredyt hipoteczny.

Czy ta metoda rodzicielska Triple P naprawdę powstrzymuje ataki złości?

Nic nie powstrzymuje ich całkowicie, bo małe dzieci nie mają w pełni rozwiniętej kory przedczołowej, czy jak to tam nazywa nauka. Ale metoda Triple P naprawdę pomogła Dave'owi i mnie grać do jednej bramki, żebyśmy nie podważali swojego autorytetu. Daje ci scenariusz, którego możesz się trzymać, więc kiedy jesteś przebodźcowana w markecie, masz plan, zamiast po prostu panikować i kupować im batona, żeby ich uciszyć.

Skąd mam wiedzieć, czy zły nastrój dziecka to ząbkowanie, czy tylko faza?

U Mayi to było ślinienie się. Morze śliny. Potrafiła przemoczyć trzy śliniaki w godzinę. Zaczęła też gryźć drewnianą barierkę łóżeczka jak bóbr. Jeśli dzieci agresywnie wpychają ręce do buzi i zachowują się, jakby kończył się świat, wrzuć silikonowy gryzak do lodówki na dziesięć minut i podaj im. Jeśli się uspokoją i zaczną go memłać, to znaczy, że ząbkują.

Dlaczego bawełna organiczna jest lepsza od zwykłych ubranek?

Słuchajcie, w żadnym wypadku nie jestem idealną eko-mamą – moje dzieci jedzą fluorescencyjne pomarańczowe krakersy serowe – ale skóra niemowlaka jest taka cienka i wrażliwa. Zwykłe ubrania są traktowane wszelkiego rodzaju ostrymi barwnikami i formaldehydem (serio, sprawdźcie to, to obrzydliwe), żeby zapobiec gnieceniu. Kiedy tylko Leo zakładał tanie, syntetyczne mieszanki, dostawał pod kolanami czerwonych, zaognionych plam egzemy. Bawełna organiczna po prostu lepiej oddycha i nie ma chemicznych osadów. W dodatku o wiele lepiej trzyma fason po pięćdziesięciu praniach, co masz jak w banku.