Staliśmy w wąskim przedpokoju naszego londyńskiego mieszkania na drugim piętrze, trzymając dwa niesamowicie ciężkie foteliki samochodowe, w których znajdowała się dwójka bardzo małych, bardzo głośnych ludzi. Oczywiście padało. Bagażnik Ubera właśnie został opróżniony z masywnej, starannie spakowanej torby szpitalnej pełnej rzeczy, których nawet nie tknęliśmy w szpitalu św. Tomasza, a mój lewy but był pokryty czymś, co miałem głęboką nadzieję, że jest tylko błotem. Ostatnie siedem miesięcy spędziliśmy na najbardziej agresywnym wiciu gniazda znanym ludzkości, kupując każdy beżowy gadżet w internecie, by poczuć się przygotowanymi. To był ten dokładnie moment, w którym rzeczywistość przygotowań na przyjście dziecka brutalnie zderzyła się z faktem, że żadna ilość organicznego bambusowego muślinu nie uratuje cię przed jednoczesną, podwójną pieluchową eksplozją.
Jeśli obecnie jesteś w ciąży, prawdopodobnie znajdujesz się w fazie przesadnych przygotowań na pojawienie się malucha. Znam tę fazę od podszewki. To psychologiczny mechanizm obronny, w którym próbujesz kupić swoje rodzicielskie kompetencje przez Amazon Prime. Projektujesz pokoik. Malujesz główną ścianę na kolor o nazwie w stylu „Oddech Słonia”. Składasz malutkie kocyki o splocie komórkowym w idealne kwadraty i układasz je według gęstości nici. Jesteś przekonana, że posiadanie termometru pokojowego w kształcie uśmiechniętego jajka w jakiś magiczny sposób sprawi, że będziesz świetnym rodzicem.
A potem dzieci pojawiają się na świecie i zupełnie nie obchodzi ich twoja paleta kolorów. Mają gdzieś, że przeczytałaś książkę o cyklach snu niemowląt (strona 47 sugeruje, by po prostu odłożyć je do łóżeczka, gdy tylko zaczną trzeć oczka – co uznałem za wybitnie bezużyteczną radę w starciu z dwoma wrzeszczącymi ziemniaczkami, które nie wiedziały jeszcze nawet, że mają oczy). Musisz po prostu zaakceptować, że połowa bzdur, o których tak skrupulatnie czytałaś, trafi prosto do sklepu charytatywnego. Przestań próbować wciskać je w rutynę, na którą przysięgała jakaś influencerka, i po prostu skup się na myciu rąk oraz utrzymywaniu wszystkich przy życiu, aż wzejdzie słońce.
Wielkie złudzenie o mrożonych obiadach
Zanim dziewczynki przyszły na świat, moja żona i ja spędziliśmy trzy całe weekendy na gotowaniu na zapas. Ulegliśmy zbiorowej iluzji, że wrzucenie mrożonej zapiekanki wiejskiej do piekarnika rozwiąże miażdżący kryzys bycia świeżo upieczonym rodzicem. Kupiliśmy szklane pojemniki. Opisywaliśmy wszystko niezmywalnym markerem. Zamrażarka była tak szczelnie wypchana pożywnymi gulaszami, że wyglądała jak schron na koniec świata.
To, o czym nikt ci nie mówi w kontekście czwartego trymestru, to fakt, że nagle zabraknie ci rąk. Potrzebujesz dwóch dłoni, żeby wyciągnąć bulgoczące, ceramiczne naczynie z gorącego piekarnika, a kiedy masz bliźniaki, twoje ręce są permanentnie zajęte przez wiercące się, pachnące mlekiem stworzenia. Nie da się bezpiecznie obsługiwać piekarnika o trzeciej nad ranem, kiedy nie masz nawet pewności, jaki mamy rok, nie wspominając o pamiętaniu, by nagrzać go do 180 stopni z termoobiegiem.
Ostatecznie przeszliśmy całkowicie na jedzenie „jednoręczne”. Tosty. Banany. Zimne paróweczki koktajlowe jedzone prosto z lodówki, podczas gdy pustym wzrokiem gapiliśmy się w ścianę. Przez większą część tygodnia żyłem suchymi płatkami śniadaniowymi, bo nalanie mleka wymagałoby odłożenia dziecka, co natychmiast uruchamiało naszą domową, dziecięcą syrenę przeciwlotniczą (Bliźniaczka A). Mrożone gulasze po prostu tam leżały, oceniając mnie zza paczki mrożonego groszku, dopóki ostatecznie nie wyrzuciliśmy ich sześć miesięcy później. Ach, no i moja mama kazała nam dokładnie wyszorować listwy przypodłogowe przed wyjazdem do szpitala, co jest bez cienia wątpliwości najgłupszą radą, jaką kiedykolwiek w życiu usłyszałem.
Rzeczy, które kupiliśmy, a rzeczy, których faktycznie użyliśmy
Branża poradnictwa dziecięcego żeruje na panice. Kupiliśmy podgrzewacz do chusteczek, bo jakiś artykuł wmawiał mi, że zimne chusteczki straumatyzują noworodka. Wcale ich nie podgrzewał, za to wypiekał te na samym dole w chrupiącą, brązową, śmierdzącą chemią cegłę, podczas gdy te na górze pozostawały lodowate. Kupiliśmy kosz na pieluchy, którego opróżnianie wymagało tytułu magistra inżynierii mechanicznej. Kupiliśmy sterylizator do butelek, który wyglądał jak łazik marsjański i zajmował pół blatu w kuchni.

Czego tak naprawdę używaliśmy? Prawie niczego. Szybko nauczyliśmy się, że wszystko, co wymaga baterii, aplikacji albo połączenia z Wi-Fi, to tylko kolejna rzecz, która zepsuje się o czwartej rano.
Na początku kupiliśmy krzykliwy, plastikowy stojak edukacyjny – potworność, która agresywnie mrugała i grała Mozarta w ostrych tonach MIDI. Od razu zafundował dziewczynkom przebodźcowanie sensoryczne, a psa wyraźnie przyprawiał o niepokój. Wywaliliśmy go. Zamiast tego ostatecznie kupiliśmy drewniany stojak edukacyjny Kianao. To dosłownie ładna, prosta, drewniana konstrukcja w kształcie litery A, z której jeszcze nic nie zwisa. Żadnych migających świateł, żadnych przerażających, mechanicznych owiec. Szczerze go uwielbiam, bo mogę do niego przywiązać, co tylko chcę – drewniane kółko, bezpieczną, miękką zabawkę, a nawet po prostu błyszczącą łyżkę, kiedy jestem zdesperowany i dzieci potrzebują rozrywki. Po prostu stoi sobie cichutko w kącie salonu, wygląda skandynawsko i jest całkowicie niewzruszony chaosem naszego życia.
Z drugiej strony, wylądowaliśmy również z zestawem silikonowych szczoteczek na palec od Kianao. Moja żona kupiła je, kiedy wpadła w wir czytania o higienie jamy ustnej niemowląt. Są absolutnie w porządku. Wkładasz ten silikonowy gadżet na palec i próbujesz masować dziąsła ząbkującego dziecka, nie tracąc przy tym palca. Na razie nie używam ich zbytnio do samego szczotkowania, ale wykorzystuję je, żeby Bliźniaczka B mogła agresywnie żuć mój palec wskazujący, podczas gdy ja gorączkowo zmieniam pieluchę Bliźniaczce A. To bardzo specyficzne zastosowanie, ale kupuje mi to około czterdziestu sekund ciszy, co w „czasie bliźniaków” równa się w zasadzie dwóm tygodniom.
Porady medyczne, które mgliście pamiętam
Zabraliśmy dziewczynki do naszej przychodni na wizytę kontrolną w drugim tygodniu życia. Pani doktor, urocza kobieta, która wyglądała na równie zmęczoną, jak ja się czułem, patrzyła, jak przez około pięć minut próbuję wcisnąć nasz masywny, podwójny wózek przez standardową futrynę w jej gabinecie, po czym zlitowała się nade mną. Wymamrotała coś o tym, że ich układ odpornościowy w zasadzie nie istnieje aż do pierwszych szczepień, co oznaczało, że prawdopodobnie powinniśmy unikać zatłoczonych, zamkniętych przestrzeni, takich jak galerie handlowe.

Dla mnie to było jak najbardziej w porządku. Czysty koszmar logistyczny związany z wciśnięciem dwóch noworodków w zimowe kombinezony i wyjściem za próg zajmował około czterech godzin, do którego to czasu jedno z nich niechybnie robiło w pieluchę i tak czy owak musieliśmy odwoływać całą ekspedycję. Jestem niemal pewien, że nie opuściłem promienia trzech kilometrów od mojego kodu pocztowego przez cały kwartał.
Położna środowiskowa też wpadła do nas i zrobiła nam wykład o śnie i temperaturze. Mówiła coś o kontakcie skóra do skóry regulującym ich oddech. A może chodziło o tętno? Nie do końca pamiętam dokładne dane naukowe, które przytaczała, bo miałem halucynacje z niewyspania, ale mogę potwierdzić, że zdjęcie koszuli i pozwolenie dwóm maleńkim, wściekłym niemowlakom na spanie bezpośrednio na mojej nagiej klatce piersiowej faktycznie zatrzymywało płacz. Oznaczało to, że spędziłem większość listopada uwięziony na własnej kanapie, pokryty śliną i przerażony perspektywą sięgnięcia po herbatę, żeby ich nie obudzić, ale to działało.
W końcu dzieci przestają być całkowicie stacjonarne i zaczynają kombinować, jak łapać przedmioty. Mamy teraz na dywanie te mięciutkie, makaronikowe klocki od Kianao. Opakowanie twierdzi, że rozwijają one logiczne myślenie i umiejętności matematyczne, co jest dość szalonym optymizmem w przypadku dwóch brzdąców, które obecnie próbują zjeść pilota od telewizora. Ale są zrobione z miękkiej gumy, więc kiedy Bliźniaczka A nieuchronnie rzuci cyfrą 4 w głowę Bliźniaczki B podczas kłótni o ciastko, nikt nie ląduje na SOR-ze. To samo w sobie w pełni uzasadnia ten zakup.
Jeśli jesteś teraz w środku internetowej spirali i próbujesz wykupić się z noworodkowej paniki zakupami, może po prostu sprawdź kolekcję dziecięcych drobiazgów Kianao, które są wykonane z naprawdę miłych materiałów, a nie przerażającego, zasilanego bateriami plastiku.
Absolutny mit noworodkowego harmonogramu
Gdzieś przeczytałem, że odpowiednie przygotowanie się na dziecko oznacza sztywny harmonogram karmienia. Ktokolwiek to napisał, jest kłamcą, albo nigdy nie spotkał dziecka. Książki mówią ci, że noworodki jedzą co dwie do trzy godziny. To, czego nie wyjaśniają, to fakt, że zegar startuje na początku karmienia. Jeśli nakarmienie, odbicie (czyli w zasadzie poklepywanie małego człowieka po plecach, dopóki nie zrujnuje ci koszulki) i uspokojenie zajmuje czterdzieści pięć minut, masz dokładnie godzinę i piętnaście minut, zanim cały cyrk zacznie się od nowa.
Nie ma dnia. Nie ma nocy. Jest tylko Cykl. Nasze próby odkładania ich, gdy były „senne, ale wciąż obudzone”, zazwyczaj kończyły się hałasem, który mógłby zdzierać farbę ze ścian. Przeżywasz to, biorąc zmiany. Jeśli masz partnera, dzielicie się nocą. Wkładasz słuchawki z redukcją szumów, kiedy nie jest twoja kolej, i śpisz jak zabity. Dajesz sobie gigantyczny margines błędu, pijesz herbatę, która wystygła trzy godziny temu, i śmiejesz się, kiedy dziecko nasika omijając przewijak prosto na świeżo wypraną pościel, ponieważ jedyną alternatywą jest szloch.
Zanim przejdziemy do pytań, które kumple zazwyczaj wysyłają mi o nieludzkich porach, gdy rodzą się ich własne dzieci, może po prostu weź oddech, zamknij te pięć otwartych arkuszy kalkulacyjnych z treningiem snu i przejrzyj kilka prostych zabawek, które nie przyprawią cię o migrenę.
Spanikowane pytania z pubu
Czy naprawdę potrzebuję termometru pokojowego w kształcie świecącego zwierzaka?
Nie. Musisz po prostu wiedzieć, czy w pokoju jest w miarę komfortowo. Jeśli ty marzniesz, dziecko też marznie. Jeśli ty się pocisz, dziecko się poci. My mieliśmy taki, który świecił na czerwono, gdy w pokoju było „niebezpiecznie gorąco” (24 stopnie podczas londyńskiego lata), co tylko skąpało śpiące dziewczynki w złowrogim, demonicznym świetle, sprawiając, że wszystko wydawało się znacznie bardziej przerażające.
Ile pieluch tak szczerze zużywacie dziennie?
Przy bliźniakach? Przestałem liczyć, bo sama objętość ludzkich odchodów psuła mi zdrowie psychiczne. Ale w przypadku jednego noworodka mówimy o 10 do 12 dziennie. Nie kupuj wielkich kartonów pieluch w rozmiarze „Newborn” czy „Rozmiar 1”. Wyrosną z nich w dosłownie dziewięć dni, a ty zostaniesz z 400 maleńkimi pieluchami, z którymi nie masz co zrobić.
O co chodzi z tym całym sterylizowaniem wszystkiego?
NHS zaleca sterylizację butelek, dopóki dziecko nie skończy dwunastu miesięcy. Jak już mówiłem, kupiliśmy masywną maszynę parową, która wymagała odkamieniania co dziesięć minut. W czwartym miesiącu całkowicie straciłem wolę życia i po prostu wrzucałem wszystko do plastikowego wiadra wypełnionego zimną wodą i płynem Miltona, bo nie miałem siły czegokolwiek podłączać do prądu. Po prostu używaj tabletek do zimnej wody, uratujesz swoje zdrowie psychiczne.
Jak przestać panikować na każdy najmniejszy dźwięk, który wydają przez sen?
Nijak. Po prostu musisz zaakceptować fakt, że przez pierwsze trzy miesiące spędzisz dużą część nocy, gapiąc się w ciemnościach na małą, unoszącą się i opadającą klatkę piersiową. Noworodki śpią obłędnie głośno. Chrząkają, piszczą, chrumkają jak małe mopsy. W końcu nieuchronnie je szturchniesz, żeby upewnić się, że żyją, co je obudzi, a wtedy będą na ciebie wściekłe. To taki rytuał przejścia.
Kiedy ten absolutny chaos naprawdę staje się łatwiejszy do zniesienia?
Mam dwuletnie bliźniaczki, a jedna z nich wstała dziś o 4:15 rano, domagając się założenia kaloszy, żeby „zobaczyć księżyc”. Więc szczerze mówiąc – daj mi znać, kiedy się dowiesz. Ale to fizyczne wyczerpanie z etapu noworodka? Znacznie się poprawia w okolicach dwunastego tygodnia. Uśmiechają się do ciebie, co jest jednym wielkim biologicznym oszustwem, żeby cię powstrzymać przed porzuceniem ich w lesie, i jakoś tak, wbrew wszystkiemu, całe to absurdalne przedsięwzięcie zaczyna ci sprawiać całkiem niezłą frajdę.





Udostępnij:
Brutalne przed i po: cała prawda o przygotowaniach na dziecko
Moje starcie o 3 nad ranem z osławionym Gateron Baby Kangaroo