Była 3:14 w nocy, w połowie sierpnia, i klimatyzacja w naszym mieszkaniu całkowicie skapitulowała. Byłam w 37. tygodniu ciąży z Mayą, miałam na sobie beznadziejnie poplamioną uczelnianą koszulkę mojego męża Marka i płakałam w poduszkę ciążową tak bardzo, że myślałam, iż zaraz zwrócę całą paczkę słonych krakersów, którą trzymałam na szafce nocnej na wypadek nagłych mdłości.

Świecący ekran mojego telefonu oświetlał naszą ciemną sypialnię apką do wybierania imion w stylu Tindera, ale zamiast profili randkowych były tam tylko niekończące się, drwiące ze mnie listy. A Mark, mężczyzna, za którego wyszłam, który miał być moim partnerem we wszystkim, właśnie przesunął w lewo i odrzucił imię Hazel.

HAZEL.

Pękłam. Mam na myśli pełnoobjawowy, paskudny atak płaczu. Zażądałam wyjaśnień, co jest nie tak z Hazel. Czyż nie było klasyczne? Urocze? Czy nie brzmiało jak imię dziewczynki, która czytałaby książki pod drzewem i była miła dla tych dziwnych dzieciaków w szkole? Mark tylko zamrugał do mnie w ciemności i wyszeptał: "Dziewczyna o imieniu Hazel zwymiotowała mi na buty na wycieczce w czwartej klasie i po prostu nie dam rady".

O Boże.

Właśnie w tym momencie dotarło do mnie, że wybieranie imienia dla dziecka to w rzeczywistości narzędzie psychologicznych tortur, zaprojektowane tak, by wydobyć na światło dzienne każde dziwne uprzedzenie, każdego zapomnianego wroga z podstawówki i każdą głęboko ukrytą traumę, jakiej kiedykolwiek doświadczyliście ty i twój partner. Przecież nie wybierasz tylko słowa. Przypisujesz stałą tożsamość małemu nieznajomemu, który pewnego dnia będzie miał kredyt hipoteczny i profil na LinkedIn.

W każdym razie, przeglądanie imion dla dziewczynek było w zasadzie ćwiczeniem polegającym na unikaniu czegoś, co brzmiałoby jak nazwa leku na receptę lub dziewiętnastowieczny duch.

Kogo obchodzą rankingi popularności?

Po "Incydencie z Hazel" wpadłam w potężną króliczą norę. O 3 w nocy czytałam o socjologii nadawania imion. I najwyraźniej zaszła ogromna zmiana kulturowa: pokolenie naszych rodziców chciało po prostu, żebyśmy wtapiali się w tłum – dlatego w mojej klasie maturalnej były aż cztery dziewczyny o imieniu Sarah – ale teraz millenialsi są przerażeni tym, że ich dziecko będzie "zwyczajne". Wszyscy chcemy, żeby nasze dzieci się wyróżniały. Chcemy imienia, które mówi: "jesteśmy obyci w świecie, ale też blisko natury i może mamy drewnianą chatkę w górach".

Spędziłam tygodnie, mając obsesję na punkcie setki najpopularniejszych imion, przekonana, że jeśli wybiorę coś z pierwszej dziesiątki, moje dziecko zostanie odarte z indywidualności. Chyba czytałam gdzieś, że w latach 50. jakaś 1/3 wszystkich dzieci dostawała imię z pierwszej dziesiątki. John, Mary czy coś w tym stylu.

Ale moja przyjaciółka Jess (która ma troje dzieci i jest nieskończenie mądrzejsza ode mnie) dosłownie zaśmiała mi się w twarz znad swojej mrożonej kawy, kiedy powiedziałam jej, że odrzucamy imię "Charlotte", bo jest zbyt popularne. Zwróciła uwagę, że imię numer jeden w dzisiejszych czasach reprezentuje tylko maleńki ułamek faktycznie urodzonych dzieci, ponieważ w obiegu jest po prostu o wiele *więcej* imion. Więc nawet jeśli wybierzesz najpopularniejsze imię w kraju, prawdopodobieństwo, że twoje dziecko będzie w grupie przedszkolnej z pięciorgiem innych dzieci o tym samym imieniu, jest statystycznie super niskie. Zbyt dużo o tym myślisz, po prostu wybierz imię, które ci się podoba, i odpuść, zanim skończysz nazywając swoje dziecko od jakiejś przyprawy.

Absolutna konieczność "Krzyku na Korytarzu"

Imiona wyglądają niezwykle pięknie i wyrafinowanie, kiedy zapisujesz je uroczą kursywą w swoim małym ciążowym pamiętniku, ale muszą też sprawdzać się w prawdziwym świecie, w którym maluchy biegną w stronę ruchliwej ulicy, a ty musisz na nie wrzeszczeć, żeby się zatrzymały.

Wraz z Markiem wprowadziliśmy "Test Korytarzowego Krzyku". Polegał dokładnie na tym, na co wskazuje nazwa. Stawaliśmy na przeciwległych końcach naszego wąskiego przedpokoju i po prostu wrzeszczeliśmy do siebie kombinacje imienia i nazwiska, sprawdzając, jak naturalnie się je wymawia. To niesamowite, jak imię, które w twojej głowie brzmi poetycko, nagle zaczyna plątać ci język, kiedy próbujesz je szybko wykrzyczeć.

I absolutnie musicie sprawdzić inicjały. Moja kuzynka o mało nie nazwała swojego syna Paul Ian Geller, dopóki jej mąż dosłownie nie odciągnął jej ręki od formularza aktu urodzenia, uświadamiając jej, że dzieciak do końca życia będzie miał inicjały P.I.G. (z ang. świnia). I nawet nie wspominajcie mi o firmowych adresach e-mail. Jeśli dacie swojemu słodkiemu chłopczykowi na imię Cameron Rapp, dział IT w jego przyszłej pracy przydzieli mu "CRapp@company.com" (od ang. crap - gówno), a on nigdy wam tego nie wybaczy.

Po prostu powiedzcie to na głos. Wykrzyczcie. Szepnijcie. Wyobraźcie sobie, że jesteście zmęczonym baristą w Starbucksie, który musi to wykrzyczeć, by przebić się przez dźwięk ekspresu do kawy. Jeśli imię przetrwa to wszystko, mamy kandydata.

Trzymajcie język za zębami, dopóki atrament na dokumencie nie wyschnie

Jeśli jest jedna rzecz, którą chciałabym wykrzyczeć prosto z dachu każdej osobie w ciąży na naszej planecie, to to: nie zdradzajcie rodzinie swoich pomysłów na imię, dopóki dziecko fizycznie nie opuści waszego ciała.

Keep your mouth completely shut until the ink is dry — The 3 AM Meltdown That Finally Taught Me How to Name a Human

Imiona są niezwykle subiektywne. Są jak sztuka. A ludzie, zwłaszcza teściowe, nie mają absolutnie żadnego filtra, dopóki z imieniem nie wiąże się jeszcze prawdziwy, żywy noworodek. Kiedy byłam w ciąży z Leo, moim najstarszym, głupio napomknęliśmy na rodzinnym grillu, że skłaniamy się ku "Arthurowi". Ciotka Marka natychmiast zmarszczyła nos, zrobiła minę, jakby właśnie powąchała zepsute mleko, i powiedziała: "Arthur? Naprawdę? Brzmi jak stary, zakurzony dziadek, który ciągle narzeka na swój artretyzm".

To całkowicie zrujnowało mi to imię. Nie mogłam o tym zapomnieć.

Ale oto magiczny sekret, który odkryłam przy drugim dziecku, przy Mayi: kiedy maluch już się urodzi i wyślecie rodzinie to zdjęcie rozkosznej, pomarszczonej, czerwonej buźki zawiniętej w szpitalny kocyk z podpisem "Witaj na świecie, [Imię]", nikt nie piśnie ani słowa. To działa jak psychologiczna tarcza. Dziecko *jest* już tym imieniem. "Dziecięcy Bufor Ochronny" działa naprawdę, a ludzie natychmiast się dostosują i powiedzą ci, że to najpiękniejsze imię, jakie kiedykolwiek słyszeli, ponieważ alternatywą byłoby obrażenie małego, żywego noworodka.

Jak oswoić się z imieniem, gdy padasz ze zmęczenia

Kiedy Maya w końcu się pojawiła i oficjalnie podpisaliśmy dokumenty, poczułam przemożną potrzebę zobaczenia jej imienia dosłownie na wszystkim. Spędzasz dziewięć miesięcy, żyjąc w stanie "co by było gdyby", a nagle ten mały człowiek tu jest, ma swoje imię i to jest po prostu... ostateczne.

Wtedy wpadłam w szał zakupów i odkryłam cały uroczy świat personalizowanych kocyków. Ostatecznie kupiłam przepiękny, robiony na zamówienie kocyk z imieniem dziecka i nie przesadzam, gdy mówię, że popłakałam się, otwierając paczkę. (Żeby być w pełni szczerą, byłam trzy tygodnie po porodzie i potrafiłam płakać, bo skończyło nam się mleko owsiane, ale i tak). Jest coś niezwykle utwierdzającego w widoku imienia, nad którym tak długo się głowiliście, które wywołało awanturę o 3 w nocy z powodu Hazel, teraz pięknie wplecionego w materiał. To sprawia, że nowa tożsamość staje się w pełni realna.

Szczerze mówiąc, kocyki z imieniem to jedyna spersonalizowana rzecz, którą naprawdę polecam kupić. Nie kupujcie personalizowanych naklejek na ścianę, które za dwa lata oderwą wam farbę, i zdecydowanie nie kupujcie spersonalizowanych body, które dziecko zaraz zabrudzi i z których wyrośnie w dziesięć dni. Wysokiej jakości kocyk z imieniem staje się piękną, namacalną pamiątką. Kocyk Mayi wciąż wisi przewieszony przez jej fotel bujany, a Leo używa swojego jako peleryny superbohatera – co w sumie jest całkiem akceptowalnym drugim życiem dla rodzinnej pamiątki.

Rzeczy, które z ręką na sercu przetrwają noworodkowe okopy

Skoro mowa o rzeczach, które naprawdę zostają z nami na dłużej, musimy porozmawiać o ząbkowaniu. Bo bez względu na to, jak piękne i poetyckie imię nadasz swojemu dziecku, prędzej czy później zmieni się ono w śliniącego się, dzikiego małego gremlina, który ma ochotę tylko obgryzać twój obojczyk.

Stuff that honestly survives the newborn trenches — The 3 AM Meltdown That Finally Taught Me How to Name a Human

Kiedy Leo miał około sześciu miesięcy, przeżyliśmy koszmarny lot do Denver, a jego dziąsła uznały, że to idealny moment, by zacząć puchnąć. Był niepocieszony. Ze mnie wręcz lał się pot. Miałam upchnięty na dnie torby z pieluchami ten silikonowo-bambusowy gryzak Panda od Kianao i wyciągnęłam go jak tajną broń.

Przysięgam, zadziałała czysta magia. Silikon jest w pełni bezpieczny, super przyczepny i ma takie małe fakturowane elementy, które młody od razu zaczął żuć. Zabawka jest na tyle lekka, że jego nieskoordynowane dziecięce rączki potrafiły ją utrzymać bez upuszczania co pięć sekund (co jest prawdziwym koszmarem w przypadku większości gryzaków). Ponadto można ją wrzucić do zmywarki, co obecnie jest moim podstawowym wymogiem wobec czegokolwiek, co trafia do mojego domu. To szczerze mówiąc moja ulubiona rzecz, jaką posiadamy.

Z drugiej strony spektrum noworodkowych gadżetów mieliśmy body niemowlęce z bawełny organicznej. Słuchajcie, to naprawdę rewelacyjne body. Jest niesamowicie miękkie, świetnie się rozciąga wokół ich gigantycznych, niemowlęcych główek (ale nie rozciąga się na stałe!), a organiczna bawełna sprawdza się znakomicie, jeśli wasze dziecko miewa takie dziwne, tajemnicze czerwone plamy jak Maya. Ale bądźmy szczerzy, to tylko zwykłe ubranko. Złapie ulanie, przetrwa pranie, robi swoje. Jest porządne, ale nie uratuje wam życia w samolocie tak jak gryzak panda.

Aha, a jeśli chcecie zyskać dokładnie 14 minut na wypicie gorącej kawy, podczas gdy wasze pięknie nazwane niemowlę wpatruje się w coś innego niż wy sami, kupcie drewniany stojak edukacyjny. My mieliśmy taki tęczowy z małymi zabawkowymi zwierzakami. Podobno różne wysokości i tekstury pomagają w rozwoju orientacji przestrzennej, ale mnie po prostu podobało się to, że jest wykonany z prawdziwego drewna, a nie z krzykliwego, jaskrawego plastiku, z którego wydobywa się agresywna melodyjka rodem z wesołego miasteczka. Maya potrafiła leżeć pod nim i klepać słonia przez dłuuuugi czas, a ja mogłam usiąść na kanapie i przypomnieć sobie, jak to jest nie trzymać non stop na rękach drugiego człowieka.

Dopasowane imiona rodzeństwa to tylko przedstawienie na potrzeby mediów społecznościowych

Nawet nie zaczynajcie tematu "zestawów dla rodzeństwa" i tej presji, żeby upewnić się, że imiona waszych dzieci brzmią jak nazwa ekskluzywnej kancelarii prawnej; po prostu nazwijcie drugie dziecko tak, jak wam się naprawdę podoba i cieszcie się życiem.

Jeśli właśnie znajdujecie się w samym środku paniki związanej z wyborem imienia, po prostu weźcie głęboki oddech. Wyłączcie aplikację. Zignorujcie teściową. W końcu coś wybierzecie. Przez pierwszy tydzień nazywanie tego krzyczącego ziemniaczka ludzkim imieniem może wydawać się trochę dziwne, ale potem pewnego dnia na niego spojrzycie i ono po prostu *stanie się* tym imieniem. A tak czy inaczej, nigdy nie wyobrazicie sobie, że mogłoby to być jakieś inne imię, na przykład Hazel.

Jeśli szukacie pięknych rzeczy, na których możecie umieścić to idealnie dobrane imię (albo po prostu sposobów na przetrwanie miesięcy ząbkowania), sprawdźcie ekologiczne niezbędniki dla niemowląt od Kianao. Wasze przyszłe, zmęczone „ja” z pewnością wam podziękuje.

Chaotyczne, szczere FAQ o wybieraniu imienia

Co, jeśli ja i mój partner dosłownie nie potrafimy zgodzić się na żadne imię?

O rany, czuję to do głębi duszy. Jeśli utknęliście w martwym punkcie, musicie zmienić zasady gry. Przestańcie odrzucać nawzajem swoje ulubione typy i zacznijcie z czystą kartą. My dosłownie musieliśmy wprowadzić zasadę, w której oboje przynosiliśmy na piątkową kolację trzy zupełnie nowe imiona i nie wolno nam było od razu mówić „nie”. Musieliśmy „przespać się” z nimi 24 godziny. Jeśli to zawiedzie, szczerze mówiąc, ktokolwiek fizycznie wypycha to dziecko z siebie lub przechodzi poważną operację jamy brzusznej, powinien prawdopodobnie zyskać 51% siły głosu. Tak tylko mówię.

Czy powinnam się martwić, jeśli wybrane imię nagle zyskuje na popularności?

Nie. Dosłownie zignorujcie te listy. Zmarnowałam tyle energii na płacz, że imię Maya nagle szybuje w górę w rankingach. Zgadnijcie, ile dziewczynek o imieniu Maya jest w jej czterdziestoosobowej grupie w przedszkolu? Jedna. Tylko ona. Dzisiaj „popularne” oznacza po prostu lubiane, nie oznacza to od razu, że twoje dziecko będzie jednym z siedmiu w jednej klasie. Jeśli kochasz to imię, użyj go. Nie poświęcaj imienia, na myśl o którym masz motyle w brzuchu, tylko po to, by udowodnić całemu światu, jak bardzo jesteś wyjątkowa.

Czy drugie imię naprawdę ma znaczenie, czy mogę wcisnąć tam byle co?

Drugie imię to absolutnie najlepsze wysypisko dla poczucia winy względem rodziny i dzikich kompromisów. Chcesz uczcić dziadka, ale miał na imię Bartłomiej i tego nie znosisz? Daj to jako drugie. Chcesz użyć super modnego, artystycznego imienia, ale boisz się, że za kilka lat źle się zestarzeje? Daj to jako drugie. Większość dzieciaków nie ma pojęcia, jakie nosi drugie imię, dopóki nie skończą, powiedzmy, pięciu lat. To najmniej wiążąca część aktu urodzenia.

Kiedy można bezpiecznie zacząć kupować spersonalizowane rzeczy z imieniem dziecka?

Poczekajcie, aż dziecko się urodzi. Wiem, że pokusa zamówienia personalizowanego kocyka z imieniem, by oficjalnie ogłosić ze szpitala tę cudowną nowinę, jest ogromna, ale z noworodkami bywa tak, że kiedy już wychodzą, patrzysz na ich twarz i nagle uświadamiasz sobie, że wcale nie wyglądają jak jakiś „Oliver”, wyglądają bardziej jak „Henry”. Poczekajcie na podpisanie aktu urodzenia, a potem spokojnie złóżcie zamówienie ze swojego szpitalnego łóżka, podczas gdy maluch wreszcie śpi.

Jak przetestować, czy imię z całą pewnością będzie do nas pasować?

Wykorzystajcie „test ze Starbucksa”. Idźcie do kawiarni, podajcie bariście imię, które rozważacie, i zobaczcie, jak będziecie się czuć, gdy ta osoba wykrzyczy je w zatłoczonym pomieszczeniu. Czy to brzmi jak imię prawdziwego człowieka? Czerwienicie się, gdy usłyszą je inni? Ponadto, zapiszcie wielkimi literami na kartce papieru inicjały pierwszego i drugiego imienia oraz nazwiska. Jeśli ułożą się w jakieś mało eleganckie, zawstydzające, czy zwyczajnie dziwne słowo, musicie zmienić strategię.