Byłam dokładnie w 34. tygodniu ciąży z Leo, siedziałam na zimnej linoleowej podłodze w okropnie jasnej alejce w markecie Target o 21:00, mając na sobie legginsy ciążowe, które pachniały lekko starym serem wędzonym, i płakałam. Ryczałam jak bóbr obok przecenionych ręczników kąpielowych. Dlaczego? Ponieważ mój mąż Mark, niech Bóg błogosławi jego praktyczne, kochające arkusze kalkulacyjne serce, właśnie zasugerował imię „Garth”.
Garth.
Jak ten piosenkarz country. Albo ten facet ze „Świata Wayne'a”. Funkcjonowałam na trzech godzinach snu i mrożonym Americano, które było już głównie roztopionym lodem, a moje hormony podpowiadały mi, że jeśli się na to zgodzę, mój syn urodzi się w maleńkiej koszuli w kratę i od razu poprosi o gitarę. Po prostu... nie. Szukanie uroczych imion dla chłopców ma być tym magicznym, promiennym doświadczeniem, kiedy ty i twój partner popijacie bezkofeinową herbatę i wskazujecie na tablicę pełną pięknych, bogatych w tradycję opcji. Gówno prawda. To przypomina raczej negocjacje z porywaczem.
Płacz w supermarkecie przez imię Garth
Zanim faktycznie zaszłam w ciążę z chłopcem, miałam całą tę fantazję o tym, jak łatwo będzie mu wybrać imię. Po prostu wybierasz coś silnego, prawda? Coś klasycznego. Jan albo William. Ale potem tak naprawdę patrzysz w lufę perspektywy powołania do życia całego człowieka i nagle „Jan” brzmi, jakbyś nazywała księgowego średniego szczebla, a nie swój cenny, malutki, pulchny cud.
Więc zmieniasz taktykę. Zaczynasz szukać uroczych imion dla małych chłopców. Chcesz czegoś z osobowością. Czegoś, co brzmi jak dzieciak, który będzie zbierał fajne kamyki i będzie dobry dla zwierząt, ale jednocześnie nie będzie brzmiało całkowicie absurdalnie, gdy skończy trzydzieści pięć lat i będzie ubiegał się o kredyt hipoteczny. To TYLE presji. Mark ciągle otwierał listę najpopularniejszych imion jakby to była Biblia, podczas gdy ja o 3 nad ranem przewijałam tablice na Pintereście zatytułowane „Ziemiste i artystyczne leśne imiona dla chłopców”. Żyliśmy w dwóch zupełnie różnych rzeczywistościach.
Błagam, przestańcie wciskać literę X tam, gdzie nie pasuje
Pozwólcie, że trochę zboczę z tematu, bo nie mogę już tego w sobie dusić. Myślę, że absolutnie najgorszą rzeczą, jaka ma miejsce we współczesnym nadawaniu imion dzieciom, jest „podatek od oryginalności w pisowni”. Wiecie, co mam na myśli. Kiedy rodzice biorą idealnie dobre, całkowicie akceptowalne imię i decydują, że muszą je uczynić „wyjątkowym”, masakrując je niepotrzebnymi spółgłoskami.
Na przykład Jackson to świetne imię. Solidne. Urocze. Ale Jaxxson? Jaxsyn? Kael zamiast Cale? Co my tu wyprawiamy, ludzie? Skazujecie to biedne dziecko na całe życie literowania swojego imienia każdemu bariście, nauczycielowi i przedstawicielowi obsługi klienta, jakiego kiedykolwiek spotka. „Cześć, jestem Jackson, ale przez dwa X i z Y na końcu”. O rany. Po prostu tego nie róbcie. To wcale nie sprawia, że imię jest ładniejsze, po prostu utrudnia papierkową robotę. Przez jakieś trzy tygodnie miałam obsesję na punkcie tego, czy powinniśmy napisać imię Leo z „x” na końcu, żeby być bardziej oryginalnymi, i dzięki Bogu Mark sprowadził mnie na ziemię, bo żałowałabym tego każdego dnia mojego życia.
Aha, i nie nazywajcie go imieniem waszego taty, chyba że wasz tata jest naprawdę fajny.
Wielka obsesja na punkcie samogłosek naszego pokolenia
W każdym razie chodzi o to, że ostatecznie odkryliśmy, że to, co sprawia, że chłopięce imię brzmi dla naszego współczesnego ucha naprawdę „uroczo”, to samogłoski. Mój pediatra wspomniał mi o tym kiedyś podczas wizyty kontrolnej – a może przeczytałam to na jakimś forum o 4 rano, jedząc suche płatki Cheerios prosto z pudełka, moja pamięć z tamtego okresu przypomina szwajcarski ser. Ale rzekomo ludzkie mózgi po prostu lepiej reagują dziś na łagodniejsze dźwięki.

Pomyślcie o wszystkich imionach, które zyskują teraz ogromną popularność. Milo. Theo. Luca. Ezra. Arlo. Wszystkie kończą się na te duże, miękkie, otwarte samogłoski. Nie kończą się twardymi, urwanymi spółgłoskami. Zanim miałam dzieci, myślałam, że imię chłopca musi być twarde, jak u drwala albo faceta, który naprawia skrzynie biegów. Ale kiedy trzymasz delikatnego, trzykilogramowego ziemniaczka, który właśnie się na siebie zsikał, nie chcesz twardego imienia. Chcesz imienia, które jest słodkie. Imienia, które brzmi jak przytulenie. Właśnie dlatego wybraliśmy Leo. Po prostu wydawało się takie ciepłe.
Wicie gniazda i kupowanie rzeczy dla człowieka, którego jeszcze nie poznałaś
W sekundzie, w której w końcu zatwierdziliśmy imię – co stało się w samochodzie w drodze na wizytę u lekarza, zupełnie bez fajerwerków – w moim mózgu przełączył się jakiś szalony guzik. Instynkt wicia gniazda uderzył we mnie jak pociąg towarowy. Nagle nie mogłam po prostu urodzić dziecka; musiałam stworzyć świat dla „Leo”. Musiałam kupować rzeczy, które wyglądały, jakby należały do Leo.
Wtedy wpadłam w wielką internetową czarną dziurę i kupiłam bambusowy kocyk niemowlęcy w kolorowe dinozaury od Kianao. Będę z wami całkowicie szczera, kupiłam go wyłącznie ze względu na klimat. Wyobraziłam sobie mojego małego chłopca o imieniu Leo, turlającego się po tych uroczych, radosnych dinozaurach. Ale szczerze mówiąc, okazało się, że to była najlepsza rzecz, jaką kupiłam. Kocyk jest w 70% z organicznego bambusa i w 30% z organicznej bawełny i jest tak niesamowicie miękki, że autentycznie rozważałam noszenie go jako szalika w chłodne poranki. Dinozaury nie są z tych przerażających, hiperrealistycznych potworów; są przyjazne i pogodne. Leo ciągał ten kocyk ze sobą dosłownie wszędzie przez bite dwa lata. Przetrwał apokaliptyczne incydenty z ulewaniem, błoto na placu zabaw i pranie około miliarda razy, a mimo to nigdy nie stracił swojej miękkości. To jedna z tych rzadkich dziecięcych rzeczy, która naprawdę dorasta do oczekiwań.
Jeśli obecnie jesteście w tej dziwnej, gorączkowej fazie wicia gniazda, w której próbujecie upewnić się, że macie wszystko idealnie przygotowane, naprawdę powinniście rozważyć zakup kilku rzeczy z solidnej, ekologicznej kolekcji artykułów dla niemowląt. To daje poczucie kontroli, kiedy czujesz, że całkowicie nad wszystkim nie panujesz.
Rzeczywistość ząbkowania i dlaczego znaczenie imion przestaje mieć znaczenie
Spędzasz całe mnóstwo czasu, szukając głębokich, historycznych znaczeń imion. „Och, Asher oznacza szczęśliwego i błogosławionego! Feliks oznacza szczęściarza!” No jasne, przenieśmy się pół roku do przodu, kiedy twój szczęśliwy, błogosławiony chłopak ząbkuje i zamienia się w zdziczałego szopa pracza, który chce tylko gryźć pilota od telewizora i na ciebie wrzeszczeć.

Kiedy Leo zaczął ząbkować, wpadłam w panikę i kupiłam kilka różnych rzeczy. Kupiłam gryzak wiewiórkę. Jest okej. To znaczy, to miętowo-zielona silikonowa wiewiórka z żołędziem. Spełniała swoje zadanie, kiedy próbował obgryzać krawędzie naszego drewnianego stolika kawowego i łatwo ją umyć, ale to wciąż tylko kawałek silikonu. Nie naprawił magicznie mojego życia, ale powstrzymał krzyki na dziesięć minut, podczas których zdążyłam wypić kawę, więc uznaję to za wygraną.
Ale potem przyjaciółka podarowała nam gryzak grzechotkę w kształcie zebry, i ta rzecz jest po prostu genialna. Ktoś mi kiedyś powiedział, że na początku niemowlęta widzą tylko w mocno kontrastowej czerni i bieli, a ich mózgi szybko przebodźcowują się zbyt dużym szumem wizualnym. Ta grzechotka zebra ma wyraźny, czarno-biały szydełkowy wzór, i Leo po prostu gapił się na nią całymi wiekami. Ma kółko z naturalnego, nieobrobionego drewna bukowego, które uwielbiał gryźć, ponieważ dawało to twardy opór jego dziąsłom, w przeciwieństwie do miękkiego silikonu. Połączenie dźwięku grzechotki, kontrastu wizualnego i faktury drewna naprawdę utrzymywało jego uwagę na dłużej. To nie był tylko gryzak; to było idealne odwrócenie uwagi. A kiedy masz do czynienia z ząbkującym małym chłopcem, odwrócenie uwagi to twój najlepszy przyjaciel.
Mój wybitnie nienaukowy test krzyku na placu zabaw
Jeśli nadal utknęliście, próbując zawęzić swoją listę uroczych imion dla chłopców, dam wam jedyną radę, która naprawdę ma znaczenie. Zapomnijcie o historii rodziny. Zapomnijcie, co to imię znaczy w starożytnej łacinie. Po prostu weźcie swoje trzy najlepsze propozycje, idźcie na pusty parking (ja użyłam parkingu pod Targetem, naturalnie) i krzyknijcie je na całe gardło.
Mówię śmiertelnie poważnie. Zamierzacie spędzić następne dziesięć lat swojego życia, wykrzykując to imię przez place zabaw, na korytarzach i przez zamknięte drzwi łazienki. Musi łatwo spływać z języka, gdy panikujecie, bo właśnie włożył sobie do buzi martwego robaka. Jeśli potykacie się o sylaby, wykrzykując je, skreślcie to imię z listy.
Nie siedźcie tam, zadręczając się inicjałami, chyba że układają się w przekleństwo, i przestańcie pozwalać swojemu mężowi przekonywać was, że „Maverick” to dobry pomysł tylko dlatego, że podoba mu się „Top Gun”. Po prostu zamknijcie oczy, wyobraźcie sobie małego chłopca w kocyku z dinozaurem, krzyknijcie wybrane imię w pustkę i zobaczcie, co wam w duszy gra.
A teraz przestańcie stresować się urzędowymi rankingami popularności, wybierzcie imię, które naprawdę kochacie, i skupcie się na przygotowaniu pokoiku na jego przybycie. Aby dobrze zacząć, możecie sprawdzić pełną kolekcję zrównoważonych, pięknie zaprojektowanych akcesoriów dziecięcych od Kianao.
Niewygodne pytania, które zawsze słyszę o wybieraniu imienia dla chłopca
Jak iść na kompromis, gdy twój mąż ma okropny gust do imion?
O rany, to takie trudne. Mark wciąż proponował imiona mało znanych sportowców i kolesi, z którymi chodził na studia. W końcu po prostu ustaliłam twardą zasadę: każde z nas robi listę 20 imion, wymieniamy się listami i wykreślamy te, na które absolutnie się nie zgadzamy, bez konieczności tłumaczenia „dlaczego”. Żadnych kłótni. To, co przetrwa proces weta, staje się nową główną listą. To całkowicie pozbawiło sprawę niepotrzebnych emocji i powstrzymało mnie od awantury o imię Garth.
Czy powinnam się przejmować, jeśli moje ulubione imię jest w top 10?
Szczerze? Nie. Kiedyś myślałam, że spłonę ze wstydu, jeśli moje dziecko będzie miało takie samo imię jak trójka innych w jego grupie w przedszkolu. Ale popularne imiona są popularne właśnie dlatego, że to są super imiona! Jeśli kochacie imię Liam albo Noah, po prostu go użyjcie. Jedynym minusem jest to, że od czasu do czasu odwrócicie głowę na placu zabaw, gdy krzyknie je ktoś inny. To naprawdę nie jest koniec świata.
Co jeśli wybiorę urocze imię, a potem znienawidzę je, gdy on się urodzi?
To był mój największy strach. Ciągle myślałam, co jeśli on się urodzi i po prostu nie będzie *wyglądał* jak Leo? Mój pediatra szczerze powiedział mi, że noworodki i tak przez pierwszy miesiąc życia wyglądają głównie jak zrzędliwi starcy. Dorasta się do imienia. Albo imię wrasta w dziecko. Tak czy inaczej, dajcie temu kilka tygodni, zanim wpadniecie w panikę i złożycie wniosek o zmianę aktu urodzenia.
Czy „urocze” imię nadal pasuje do dorosłego mężczyzny?
Pewnie, że tak, ponieważ pokolenie, z którym on dorasta, też będzie miało takie imiona! Zanim mały Arlo i Finn skończą trzydzieści lat, będą pracować w biurach z facetami o imionach Milo i Jasper. Koncepcja tego, co brzmi „profesjonalnie”, bardzo się teraz zmienia. Chociaż, jeśli naprawdę się martwicie, zawsze możecie wybrać formalne imię, na przykład Teodor, i po prostu używać Theo jako uroczego zdrobnienia. Idealny kompromis.
Ile czasu tak szczerze zajęło wam wybranie imienia dla Leo?
Kłóciliśmy się o to przez bite sześć miesięcy. Miałam arkusze kalkulacyjne z kolorowymi zakładkami, kupiłam trzy różne księgi imion i płakałam w co najmniej dwóch różnych wielkich hipermarketach. W końcu zdecydowaliśmy w samochodzie, gdy byłam w 36. tygodniu ciąży. Więc jeśli jesteście w trzecim trymestrze i nadal nie macie wybranego imienia, błagam, nie panikujcie. Z pewnością ogarniecie to, zanim każą wam podpisać dokumenty w szpitalu. Prawdopodobnie.





Udostępnij:
Jak przetrwać skazę białkową: szczery list do mojej dawnej, wyczerpanej siebie
Czego skomplikowana sytuacja rodzinna DaBaby'ego nauczyła mnie o stawianiu granic