Moja teściowa upiera się, że każdy spór z byłym partnerem należy rozwiązywać przy mocnej filiżance Earl Greya i pasywno-agresywnym herbatniku, podczas gdy kurier z Amazona uważa, że najlepiej po prostu zablokować numer i wyprowadzić się do odległej wioski w Bieszczadach. Z kolei znajoma mama z klubu malucha pewnego razu powiedziała mi z przerażającą, pozbawioną mrugania intensywnością, że wszystkie rodzicielskie żale muszą być zapisywane we wspólnym dokumencie Google, z podziałem na kolory odpowiadające nasileniu emocjonalnemu.
Więc, kiedy siedziałam na kanapie wpół do pierwszej w nocy, umazana czymś, co z całych sił miałam nadzieję było tylko jogurtem, mój telefon wyświetlił kolejne plotkarskie powiadomienie o publicznej kłótni Ricka Rossa z matką jego dziecka. Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu na myśl o tym powszechnym absurdzie, jakim jest zarządzanie patchworkową rodziną. Widzisz te gigantyczne awantury celebrytów – milionerów kłócących się na portalach społecznościowych, angażujących prawników, całe zespoły PR piszące oświadczenia – i uświadamiasz sobie, że gdy odrzucisz sportowe samochody i wille, sedno sporu jest dokładnie takie samo, jak w bliźniakach na polskich przedmieściach.
Niezależnie od tego, czy jesteś międzynarodowym potentatem hip-hopowym, czy zwykłym tatą próbującym zrozumieć, dlaczego jego bliźniaczki nagle postanowiły jeść wyłącznie pomarańczowe potrawy, radzenie sobie z byłym partnerem i jednoczesne wychowywanie małego człowieka to wyjątkowo chaotyczny rodzaj wyczerpania.
Absolutne pole minowe cyfrowej zgody
Jeśli jest jedna rzecz, którą cała ta saga z Rickiem Rossem doskonale podkreśla, to jest to współczesny koszmar granic w mediach społecznościowych. Kilka tygodni temu internet zapłonął, ponieważ jego nowa dziewczyna opublikowała zdjęcie jego nowo narodzonego dziecka, co ze zrozumiałych względów doprowadziło matkę malucha do absolutnej furii. To klasyczny dramat o dziecko – ktoś przekracza niewidzialną granicę, ktoś inny wybucha, a nagle każdy w sekcji komentarzy uważa, że ma dyplom z psychologii.
Szczerze mówiąc, całkowicie rozumiem tę złość, bo próba kontrolowania cyfrowego śladu twojego dziecka, gdy dzieli ono czas między dwa różne domy, przypomina próbę przybicia galaretki do ściany z zawiązanymi oczami. Moja położna wspomniała kiedyś od niechcenia, że dzieci tak naprawdę nie przejmują się tym, czy ich rodzice mieszkają w osobnych domach. Bardzo stresują się za to, gdy dorośli ciągle robią im ukradkiem zdjęcia, by zdobyć punkty na Instagramie – co miało dla mnie przerażająco dużo sensu. W zasadzie musisz zbudować fortecę stawiania granic, w której zgadzacie się, że nikt nie publikuje zdjęć dziecka w sieci, chyba że oboje biologiczni rodzice wyraźnie powiedzą „tak”. Jest to koncepcja równie łatwa do wyegzekwowania, jak poproszenie malucha, by potrzymał owocowego loda i nie nakapał na dywan.
Kiedy do tego równania dodajesz nowego partnera – „dodatkowego rodzica”, jak upiera się nazywać go internet – pokusa, by zgrywać szczęśliwą rodzinę w sieci, jest ogromna. Prawda jest jednak taka, że budowanie prawdziwej więzi nad klockami Duplo i zimnymi tostami jest znacznie ważniejsze niż udowadnianie swoim obserwatorom, że świetnie radzicie sobie jako rodzina patchworkowa. Wymaga to bolesnej ilości powściągliwości, by odłożyć telefon i po prostu być tu i teraz z dzieckiem, które i tak prawdopodobnie ma do czoła przyklejony zaschnięty kawałek makaronu.
Jeśli właśnie wyposażasz dwa różne pokoje dziecięce i próbujesz zachować spójność, aby Twoje dziecko nie czuło, że żyje na walizkach, warto zapoznać się z naszą kolekcją kocyków dziecięcych, aby upewnić się, że pod oboma adresami będzie otulone tym samym znajomym i kojącym materiałem.
Wielka żonglerka bagażami między dwoma królestwami
Kiedy dziecko odbija się jak piłeczka pingpongowa między dwoma różnymi domami, fizyczne przedmioty, które ze sobą zabiera, nabierają niemal religijnego znaczenia. Mgliście pamiętam, jak czytałam o 3 w nocy jakieś badanie, z którego wynikało, że maluchy wykorzystują faktury i przedmioty, by zakotwiczyć się emocjonalnie w zmieniającym się otoczeniu, chociaż moje pojmowanie psychologii niemowląt opiera się głównie na obserwowaniu, jak moje bliźniaki wpadają w absolutną histerię, gdy na śniadanie dostaną łyżeczkę w niewłaściwym kolorze.

Potrzebujesz czegoś, co pachnie bezpieczeństwem, wygląda znajomo i potrafi przetrwać wleczenie po parkingu pod Biedronką. Dokładnie dlatego jestem niezdrowo przywiązana do kocyka z organicznej bawełny w jesienne jeże. Nie twierdzę, że kocyk naprawi zepsute relacje między współrodzicami, ale w tym konkretnym kawałku materiału jest coś głęboko uspokajającego. Ciemne, musztardowo-żółte tło jest absolutnym wybawieniem, bo całkowicie kamufluje nieuniknione plamy z mleka i tajemnicze lepkie ślady, które nieodłącznie wiążą się z wożeniem dziecka przez całe miasto. Kocyk jest utkany z tak absurdalnie miękkiej organicznej bawełny, która w niczym nie przypomina tych szorstkich, elektryzujących się materiałów z sieciówek. A małe, jasnoniebieskie jeżyki rozsiane po tkaninie dają dzieciom coś, w co mogą dłubać paluszkami, gdy są uwięzione w foteliku samochodowym przez czterdzieści minut.
Posiadanie takiego dedykowanego „obiektu przejściowego” sprawia, że nawet jeśli przekazanie malucha w drzwiach jest pełne napięcia, dziecko ma fizyczne przypomnienie, że jego świat wciąż jest bezpieczny i nienaruszony. Poza tym możesz go wrzucić do pralki na 40 stopni i po wyjęciu wygląda dokładnie tak samo, co dla mnie jest po prostu czystą magią.
Ustalanie zasad, gdy najchętniej puściłabyś wszystko z dymem
Koncepcja „świadomego rozstania” brzmi absolutnie cudownie, pod warunkiem, że masz prywatnego szefa kuchni, jurtę do medytacji i nieskończone pokłady cierpliwości. Dla reszty z nas oznacza to po prostu wpatrywanie się w ekran telefonu i liczenie do dziesięciu przed odpisaniem na wiadomość od eks.
Gdy tabloidy ekscytują się kolejną byłą partnerką rapera piorącą publicznie brudy, większość rodziców wzdryga się w duchu – bo doskonale znamy tę pokusę, by zacząć krzyczeć, gdy eks zrobi coś irytującego. Niestety, w mocno konfliktowych relacjach musisz odciąć emocje i przyjąć tryb "rodzicielstwa równoległego". Rozmawiacie niemal zmechanizowanym tonem: czysta logistyka, odbiory, wizyty u lekarza i czy dziecko wzięło dziś syrop na gorączkę. Przestajesz próbować kontrolować to, co dzieje się w drugim domu, bo zdalne zarządzanie stylem rodzicielskim innego dorosłego to prosta droga do wrzodów żołądka.
A skoro o braku kontroli mowa... Ząbkowanie. Kiedy przy przekazywaniu dziecka podskakuje ci ciśnienie, czasem jedyne czego potrzebujesz, to wręczyć krzyczącemu maluchowi coś do gryzienia. Mamy na to patent – Tęczowy silikonowy gryzak w kształcie miękkiej chmurki. Czy uratuje on waszą relację z byłym mężem? Nie. Nie spłaci raty kredytu, ale różnorodne wypustki z silikonu spożywczego autentycznie powstrzymają marudnego brzdąca przed wgryzaniem się w twój obojczyk przez dobre cztery minuty. A szczerze powiedziawszy, to jedyne, czego oczekuję od przedmiotów w moim domu.
Przejmij kontrolę nad stołem, gdy nie możesz kontrolować eks
Jedną z najtrudniejszych lekcji w dzieleniu się opieką jest to, jak niewiele w zasadzie zależy od nas samych przez połowę czasu, co prawdopodobnie jest powodem, dla którego wykazuję dyktatorskie zapędy tam, gdzie rządzę – czyli w moim domu, na przykład przy posiłkach.

Jeśli w tym chaotycznym świecie chcesz poczuć, że masz nad czymś władzę, gorąco polecam silikonowy talerzyk z przyssawką. Kiedy jesteś wypruta z energii po pasywno-agresywnej wymianie SMS-ów o to, kto miał kupić o rozmiar większe kalosze, na pewno nie masz siły na zmywanie papki z marchewki ze ściany w kuchni. Ten talerzyk w kształcie misia ma na dnie przyssawkę o takiej przyczepności, o jakiej mogą jedynie pomarzyć moje mięśnie brzucha. W 100% bezpieczny (bez BPA), leci prosto do zmywarki, a uszka misia pełnią świetną funkcję przegródek – wprost idealnie dla dziecka, dla którego zetknięcie się marchewki z ziemniakiem stanowi zbrodnię wojenną. To ułatwia życie, trzyma jedzenie na miejscu i daje ci równe 5 minut na wypicie kawy, podczas gdy berbeć agresywnie – i bezskutecznie – próbuje oderwać swój obiad od stołu.
Na koniec dnia wszystko może być dobrze
Tym, co dziwnie krzepi w tych wszystkich celebryckich wojnach byłych partnerów, to fakt, że – mimo medialnych batali i skandali – dzieci potrafią to przetrwać. Ich syn nie tylko skończył liceum, ale też załapał się do uniwersyteckiej drużyny futbolowej. To piękny dowód na to, jak zadziwiająco odporne bywają maluchy.
One nie potrzebują perfekcyjnej harmonii przez 24 godziny na dobę. Potrzebują tylko jednego stabilnego, strasznie nudnego, ale absolutnie przewidywalnego i wspierającego dorosłego. Kogoś, kto robi im kanapki, uśmiecha się po przebudzeniu i nie udostępnia połowy ich dzieciństwa w sieci. Nie zmienisz byłego, ani nagłówków gazet, ale w pełni decydujesz o temperaturze we własnym salonie.
Zanim wybierzesz się na kolejne przekazanie dziecka pod skrzydła drugiego rodzica, upewnij się, że maluch ma zapewnione maksimum spokoju z naturalną, zmniejszającą stres linią akcesoriów dziecięcych od Kianao.
Często zadawane pytania o chaosie współrodzicielstwa
Czy powinniśmy zabronić "dodatkowemu rodzicowi" publikowania zdjęć naszego dziecka w mediach społecznościowych?
Krótka odpowiedź brzmi: tak, do momentu kiedy wszyscy nie usiądziecie i nie wypracujecie wspólnych zasad. Tu nie chodzi o odgrywanie się na nowym partnerze, a o uchronienie prywatności waszego malucha i zapobieganie awanturom, których da się uniknąć. Reguła podwójnego "Tak" (czyli "Oboje rodziców wyraża zgodę") potrafi być frustrująca, ale oszczędzi ci ona ataku serca podczas przeglądania Instagrama, gdy obca ci osoba wrzuca zdjęcie twojego kąpiącego się dziecka dla dwutysięcznej widowni.
Jak sprawić, by przeprowadzki między domami były mniej traumatyczne dla malucha?
Zabierając bezpieczne bodźce. Nie wrzucaj ulubionego kocyka dziecka do pralki w dniu wyjazdu – maluch chce, by pachniał jego rodzinnym azylem. Taki kocyk w jeże to "pomost", na którym dziecko opiera w wyobraźni kładkę między tymi dwoma światami. Przy samym pożegnaniu nie okazuj zniecierpliwienia i daruj sobie poruszanie z ekską/eksem drażliwych tematów harmonogramu, alimentów czy spóźnienia.
Mój były partner karmi je samymi śmieciami. Co mogę zrobić?
O ile w grę nie wchodzą poważne przeciwwskazania alergologiczne, wciągasz głęboko powietrze i odpuszczasz. Nie skontrolujesz co jedzą tam, u kogoś. Tym co leży w twoich kompetencjach to dbanie o zbilansowaną dietę u ciebie. Wciśnij do stolika talerzyk, napakuj dobrych rarytasów, weź głęboki oddech i załóż, że dwa dni z kurczakiem w panierce nie zniwelują całego ukształtowanego już zdrowego smaku dziecka.
Jak poradzić sobie z dzielonymi rzeczami, takimi jak drogie zimowe kurtki?
Jeśli budżet na to pozwala, kupuj dwa egzemplarze i zostawiaj je w obu miejscach docelowych – by berbeć nie wędrował w tę i we w tę obarczony walizką rozmiarów handlowca. Jeśli podwójne kupowanie nie wchodzi w rachubę – plecak między wami to od teraz akt notarialny. Kurtka idzie z nim – i po weekendzie koniecznie musi wrócić. Nastaw się jednak psychicznie: rzeczy i tak będą masowo ginąć, i to od twojej silnej woli zależy, czy awantura o wyparowany, mały lewy kalosz naprawdę warta jest skoku twojego ciśnienia.





Udostępnij:
Kiedy Twoje dziecko zaczyna śpiewać "Rich Baby Daddy"
Trzecie dziecko Rihanny i A$AP Rocky'ego: Szaleństwo z trójką w cztery lata