„Trzymaj je z dala od ekranów do osiemnastki” – powiedziała mi mama w zeszłą niedzielę nad letnią herbatą, patrząc na mojego smartfona jak na niewybuch, który zaraz zdetonuje w salonie. „Po prostu włącz blokady rodzicielskie na wszystkim i miej nadzieję na najlepsze, stary” – doradził mój sąsiad Dawid, który kiedyś zablokował sobie dostęp do własnego smart TV na bite trzy miesiące. A potem usłyszałem bardzo zadowolonego z siebie autora poradników dla rodziców w podcaście (do którego słuchania sam się zmusiłem), który zasugerował, że zapewnienie maluchom całkowicie nieograniczonego dostępu do internetu buduje „cyfrową odporność i wrodzone wyznaczanie granic”.

Mam dwuletnie bliźniaczki. Ich obecna forma cyfrowej odporności polega na próbach fizycznego wrzucenia pilota od telewizora do kosza na pieluchy, bo bawi je, kiedy ciężko wzdycham. Daleko nam do momentu, w którym będą miały bez nadzoru dostęp do dzikich ostępów internetu, ale jako były dziennikarz, który spędza stanowczo zbyt dużo czasu na czytaniu, ukrywając się przed światem w łazience, wpadłem ostatnio w prawdziwą króliczą norę, próbując zrozumieć, co nas czeka za dekadę.

Pozornie chciałem tylko poczytać o bezpieczeństwie algorytmów, ale zamiast tego wpadłem po uszy w dziwaczną, głęboko niepokojącą subkulturę internetową. Skupia się ona wokół dwudziestoletniej osobowości internetowej znanej pod bardzo mylącym pseudonimem – ksywką brzmiącą tak nieszkodliwie, że niewyspany rodzic mógłby przez pomyłkę wziąć ją za postać z rymowanki albo markę ekologicznej kaszki. Ten cały fenomen o nazwie „baby stickley” nie ma absolutnie nic wspólnego z niemowlętami, a wszystko z nastoletnimi chłopcami, którzy próbują brutalnie przebudować własne twarze.

Moja podróż do dziwnego świata obsesji na punkcie linii szczęki

Jeśli nie słyszałaś o „looksmaxxingu”, zazdroszczę Ci spokojnego, niezaśmieconego umysłu. O ile mój zmęczony mózg potrafi to pojąć, jest to trend, w którym młodzi mężczyźni i nastoletni chłopcy próbują zmaksymalizować swój wygląd fizyczny, by stać się hiper-męskimi karykaturami samych siebie. Nie mówimy tu o użyciu odrobiny wody po goleniu i ułożeniu włosów. Sprzedają sobie nawzajem kursy – jak tak zwana metoda stickley – które promują ekstremalne, graniczące ze średniowiecznymi taktyki modyfikacji struktury kości.

To, przez co dosłownie upuściłem moje ciastko do herbaty, nazywa się „thumb-pullingiem” (pociąganiem kciukiem). Podobno młodym chłopakom każe się wkładać kciuki do ust i gwałtownie ciągnąć do przodu własne podniebienie. Teoria, głoszona przez nastolatków z TikToka (którzy mają takie same kwalifikacje medyczne jak domowy kwiatek w doniczce), zakłada, że to przesunie kość szczękową do przodu i zapewni im mocniej zarysowaną linię szczęki.

Zużyłem mnóstwo energii mentalnej, próbując po prostu przetworzyć absolutny absurd tej sytuacji. Wyobraź sobie chłopców, którzy całkiem dosłownie próbują rozerwać własne czaszki od wewnątrz, bo algorytm powiedział im, że ich podbródek jest zbyt miękki. Oglądałem wideo, na którym nastolatek ze spokojem opowiadał, jak bardzo boli go codzienne szarpanie górnego podniebienia, traktując to jak zupełnie normalne wtorkowe hobby, a nie akt agresywnego samookaleczenia. Sama desperacja tego zachowania i niewiarygodna presja, jaką te dzieciaki muszą czuć, uciekając się w zasadzie do domowych tortur ortodontycznych, są przerażające. Masz ochotę sięgnąć przez ekran, wręczyć im kubek soku i powiedzieć, żeby wyszli na dwór pograć w piłkę.

Szczerze mówiąc, wolę nawet nie wiedzieć, na czym polega ten drugi trend, zwany „bone smashing” (rozbijaniem kości).

Kiedy prawdziwe ząbkowanie masz tuż przed sobą

Wielką ironią w czytaniu o nastolatkach agresywnie manipulujących własnymi ustami jest to, że obecnie patrzę, jak dwa maluchy robią to całkowicie naturalnie, choć z zupełnie innych powodów. Moim dziewczynkom wyrzynają się dwuletnie trzonowce, co oznacza, że w naszym mieszkaniu nieustannie rozbrzmiewają dźwięki marudzenia i zalanej śliną niedoli.

When actual teething is right in front of you — Toxic Internet Trends: What Parents Must Know About Baby Stickley

W przeciwieństwie do chłopaków z internetu, moje córki nie martwią się o swój profil; chcą tylko, aby pulsujący ból w ich dziąsłach minął. Kupiłem niedawno Silikonowy Gryzak Dla Niemowląt Panda z Bambusa ze zwykłej desperacji o trzeciej nad ranem, a stał się on najzacieklej strzeżonym przedmiotem w naszym domu. Bliźniaczka A uznała go za swoją osobistą pandę wsparcia emocjonalnego. Wędruje po mieszkaniu, agresywnie gryząc jej małe silikonowe uszka i zostawiając za sobą ślad śliny. Naprawdę uwielbiam ten gryzak. Jest na tyle płaski, że mała może go trzymać, nie upuszczając co pięć sekund (co zwykle kończy się wielką histerią), a ja mogę po prostu wrzucić go do zmywarki, gdy nieuchronnie wyląduje w kałuży czegoś niezidentyfikowanego w kuchni. Zapewnia on bezpieczny, naturalny opór dla rozwijającej się buzi – co jest uderzającym kontrastem wobec tego, co internet każe robić starszym dzieciom.

Przy okazji wziąłem też Zestaw Miękkich Klocków Edukacyjnych dla Niemowląt. Są w porządku. Obiektywnie rzecz biorąc, świetnie nadają się do nauki kształtów i miło się je ściska, ale uwierz mi: kiedy o czwartej rano nadasz bosą stopą na róg sześciokątnego klocka, niosąc jednocześnie krzyczące dziecko, które odmawia snu, przeklniesz samą koncepcję geometrii. To przyzwoite zabawki, ale zdecydowanie wolę gryzaki, które nie pełnią jednocześnie funkcji nocnych min lądowych.

Co o tym wszystkim powiedziała moja znajoma lekarka

Naturalnie, ponieważ moim stanem wyjściowym jest ciągła lekka panika, podczas lunchu w pubie wziąłem w obroty moją znajomą Sarę, która pracuje jako lekarka rodzinna. Próbowałem tak po prostu, przy okazji, wyjaśnić dietę promowaną przez tych internetowych influencerów – która najwyraźniej polega na ekstremalnych głodówkach, by „wymusić testosteron” – jednocześnie wycierając zgniecionego banana ze spodni.

Sara spojrzała na mnie ze znużonym wyrazem twarzy pracownika służby zdrowia, który widział już zbyt wiele. Z tego, co wyłapałem przez zgiełk pubu, wynikało, że manipulowanie kośćmi twarzy w domu wcale nie sprawia, że zaczynasz wyglądać jak grecki bóg. Naraża Cię to głównie na ciężkie zaburzenia stawu skroniowo-żuchwowego, co brzmi niesamowicie boleśnie i jest ekstremalnie drogie w leczeniu. Wspomniała, że zaburzenia odżywiania i dysmorfofobia u nastoletnich chłopców rosną w zastraszającym tempie, a wiele z tego zjawiska wydaje się mieć związek z algorytmami. Algorytmami, które zaczynają od pokazania dziecku filmu o robieniu pompek, a w ciągu dwóch godzin potrafią je przekonać, że musi zmienić całą strukturę swojego szkieletu, by zasłużyć na ludzką miłość.

Przerażająca prędkość algorytmu

To właśnie ten element autentycznie nie pozwala mi zasnąć w nocy. Chodzi nie tylko o dziwaczny charakter tych treści; przeraża to, jak agresywnie są one narzucane. Patrzę na moje dziewczynki, ubrane w pasujące Niemowlęce Body z Bawełny Organicznej z Falbankami. Wyglądają niesamowicie słodko, całkowicie nieświadome miażdżącego ciężaru społecznych oczekiwań. Kupiłem te body, ponieważ bawełna organiczna nie podrażnia lekkiej egzemy Bliźniaczki B, a małe rękawki z falbankami sprawiają, że wygląda jak lekko zrzędliwy cherubinek. Największa fizyczna presja, z jaką muszą się teraz mierzyć, to próba włożenia obu nóg w tę samą nogawkę.

The terrifying speed of the algorithm — Toxic Internet Trends: What Parents Must Know About Baby Stickley

Niestety, w końcu internet dopada każdego. Jeśli dziś szukasz w sieci czegoś zupełnie nieszkodliwego, niewidzialna maszyna po drugiej stronie ekranu od razu próbuje Cię zradykalizować. Chłopak szuka podstawowego planu treningowego, a platforma z miejsca zakłada, że nienawidzi samego siebie i podrzuca mu filmy dwudziestoletnich facetów krzyczących o liniach szczęki, utwierdzając go w przekonaniu, że tylko znikomy odsetek hiper-męskich mężczyzn kiedykolwiek zazna szczęścia.

Sprawdź pełną ofertę ubranek z bawełny organicznej i niezbędników do ząbkowania od Kianao, jeśli – tak jak ja – desperacko starasz się utrzymać swoje dzieci w tej radosnej, puszystej, analogowej fazie życia tak długo, jak to tylko po ludzku możliwe.

Jak możemy poradzić sobie z tym bałaganem

Zamiast wrzucać nasz bezprzewodowy router do Tamizy i zmuszać dziewczynki do komunikowania się za pomocą gołębi pocztowych aż do trzydziestki, prawdopodobnie będziemy musieli po prostu nieustannie z nimi rozmawiać, gdy podrosną – tłumaczyć im, dlaczego ci ludzie w internecie na nie krzyczą. Podejrzewam, że oznacza to niezręczne, trudne rozmowy o tym, że większość z tych dramatycznych fizycznych metamorfoz w sieci to tak naprawdę efekt drogich operacji plastycznych, sztuczek ze światłem i filtrów, a nie tylko ciągnięcia się za zęby.

Na stronie 47 pewnego poradnika dla rodziców sugerowano utrzymanie „spokojnej, autorytatywnej obecności w kwestii cyfrowych granic”, co uważam za wybitnie bezużyteczną radę. Szczerze wątpię, bym zachował spokój, gdy moje dzieci będą nastolatkami. Prawdopodobnie będę jednym wielkim, krążącym nad nimi kłębkiem nerwów. Ale może, jeśli zaczniemy wystarczająco wcześnie – skupiając się na tym, co potrafią ich ciała, np. biegać, skakać i w końcu samodzielnie nosić własne plecaki (żebym ja nie musiał) – to nie będą aż tak podatne na faceta z ekranu, który wmawia im, że muszą zmienić swoją strukturę kości, by cokolwiek znaczyć.

Zanim wpadniesz w swoją własną spiralę internetowych lęków, może warto przekierować tę energię na coś praktycznego. Skompletuj wyprawkę dla malucha i poznaj kolekcję mat edukacyjnych oraz kocyków z bawełny organicznej od Kianao – dla o wiele bezpieczniejszych i zdecydowanie przyjemniejszych zakupów.

Pytania, które wciąż zadaję sobie o 2 w nocy

Czy za tymi ćwiczeniami na linię szczęki z internetu kryje się jakakolwiek nauka?
Z tego, co powiedziała mi moja znajoma lekarka między łykami letniego piwa – absolutnie nie. Konsensus medyczny wydaje się być taki, że nie da się bezpiecznie zmienić kształtu czaszki gołymi rękami, a próby zrobienia tego tylko niszczą zęby i stawy żuchwowe. To w zasadzie pseudonauka przebrana za samorozwój.

Jak powstrzymać algorytm przed pokazywaniem tych bzdur moim dzieciom?
Szczerze mówiąc, nie sądzę, by dało się to całkowicie powstrzymać – i to jest w tym wszystkim najstraszniejsze. Możesz włączyć wszystkie dostępne blokady rodzicielskie, ale dzieci rozmawiają w szkole, a algorytmy są zaprojektowane tak, by prześlizgnąć się przez każdą szczelinę. Wychodzę z założenia, że w końcu to zobaczą, a moim zadaniem jest bycie tym irytującym głosem z tyłu ich głowy, który przypomina im, że to totalne bzdury.

Czy mam powody do obaw, jeśli mój maluch ma obsesję na punkcie gryzienia rzeczy?
Nie, dzięki Bogu. Jeśli Twój dwulatek gryzie stolik kawowy, własne palce czy silikonową pandę, to po prostu ząbkuje lub poznaje świat. Z biologicznego punktu widzenia gryzienie u niemowląt i małych dzieci jest całkowicie normalne. Kryzysem psychologicznym staje się to dopiero wtedy, gdy mają szesnaście lat i robią to dla fejmu w internecie.

Jak najlepiej rozmawiać z dziećmi o wizerunku ciała w sieci?
Wciąż próbuję wymyślić, jak skłonić moje dziewczynki do jedzenia groszku bez rzucania nim o ścianę, więc nie jestem w tej kwestii żadnym ekspertem. Ale ze wszystkiego, co przeczytałem, wynika, że kluczem jest wczesne demaskowanie iluzji. Pokazanie im, jak działa światło, wyjaśnienie, czym są filtry, i ogólne obalanie mitów o mediach społecznościowych, zanim dzieci przyswoją je jako rzeczywistość.