Kiedy miałam dwadzieścia dziewięć lat, siedziałam w agresywnie klimatyzowanym Starbucksie, mając na sobie legginsy, które nie widziały wnętrza pralki od wtorku, i płakałam do mojego mrożonego macchiato w rozmiarze venti, ponieważ w ciągu czterdziestu ośmiu godzin otrzymałam trzy całkowicie sprzeczne życiowe porady.

Moja ciotka Susan, która ma za sobą trzy rozwody i mieszka na łodzi, powiedziała mi, żebym absolutnie nie spieszyła się z dziećmi, bo czas przed trzydziestką jest po to, by „odnaleźć siebie”. Potem mój dawny ginekolog – facet, który zawsze wyglądał, jakby spóźniał się na partyjkę golfa – mimochodem wspomniał, że jeśli nie zacznę starać się o dziecko przed trzydziestką, moje komórki jajowe w zasadzie obrócą się w pył. A potem, jakby chcąc ładnie podsumować moją narastającą panikę, mój mąż Mark (który jest wspaniały, ale czasem kompletnie nie ma pojęcia o kobiecej biologii) spróbował mnie pocieszyć słowami: „Hej, nie martw się, George Clooney miał dzieci po pięćdziesiątce!”.

Faceci. Jak tu ich nie kochać.

W każdym razie, zmierzam do tego, że presja dotycząca tego, kiedy dokładnie kobieta powinna się rozmnożyć, to istny koszmar. I właśnie dlatego ciśnienie mi skacze za każdym razem, gdy biorę do ręki telefon i widzę, jak cały internet zbiorowo traci rozum na punkcie obecnej obsesji dekady w popkulturze.

Błagam, przestańcie analizować jej brzuch

Jeśli jesteś tu, bo wpadłaś w czarną dziurę TikToka i desperacko próbujesz ustalić, czy największa gwiazda popu na świecie potajemnie urodziła dziecko między kolejnymi koncertami trasy, pozwól, że oszczędzę ci nocnego googlowania.

Nie, Taylor Swift nie ma dziecka.

Nie ukrywa małego dziecka w posiadłości w Rhode Island, nie ma dziecka z Travisem Kelce'em i nie ukrywa obecnie ciąży pod swoimi cekinowymi body. Szczerze mówiąc, sam logistyczny koszmar zagrania trzygodzinnego koncertu w pierwszym trymestrze ciąży sprawia, że robi mi się niedobrze na samą myśl o tym.

Ale fakt, że miliony ludzi tak głęboko angażują się w to, czy trzydziestoczteroletnia, niezamężna kobieta ustatkuje się i wyda na świat potomstwo, niesamowicie mnie wkurza. To tak, jakbyśmy dosłownie nie potrafili znieść tego, że kobieta odnosi gigantyczne sukcesy i jest w pełni szczęśliwa, nie domagając się wiedzy o tym, kiedy spełni swoje „ostateczne biologiczne przeznaczenie”. Szczerze mówiąc, to jakieś bzdury.

Pamiętam, jak kiedyś czytałam taki artykuł – może z Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego, a może po prostu zobaczyłam bardzo przekonującą infografikę na Instagramie o trzeciej nad ranem, karmiąc Leo – który mówił o tym, jak presja społeczna dotycząca „terminów” wywołuje uzasadniony, kliniczny wręcz niepokój u kobiet przed i po trzydziestce. Oczekuje się od nas, że zbudujemy karierę, znajdziemy partnera, kupimy dom i urodzimy dziecko przed trzydziestymi piątymi urodzinami, inaczej społeczeństwo potraktuje nas jak przeterminowane mleko.

Mój lekarz, dr Miller, który zawsze wygląda, jakby desperacko potrzebował drzemki, powiedział mi kiedyś, gdy płakałam w jego gabinecie z powodu powrotu do pracy, że ludzki mózg tak naprawdę nie jest przystosowany do znoszenia takiego poziomu współczesnej presji czasu. W zasadzie powiedział, że wszystkie chodzimy w stanie lekkiej paniki, bo każdy ma opinię na temat naszych macic. I miał rację. Kiedy Taylor zbliżała się do trzydziestki, reporterzy naprawdę mieli czelność pytać ją, kiedy ma zamiar się ustatkować i założyć rodzinę, a ona ucięła temat, zauważając, że nikt nie zadaje mężczyznom takich pytań, kiedy kończą trzydzieści lat. Bam. Koniec kropka.

Oczywiście, jest też cała dyskusja o tym, że publikowanie zdjęć swoich dzieci w sieci to współczesny odpowiednik paparazzi śledzących celebrytów, ale szczerze mówiąc, to spore nadużycie, a ja nie mam teraz siły psychicznej na debaty o etyce mojego rodzinnego czatu grupowego, więc mniejsza z tym.

Magia ery "Supercioci"

Oto co tak naprawdę kocham w całej tej dyskusji.

The magic of the auntie era — The Truth About Taylor Swift and the Pressure on Women to Have Kids

Nawet jeśli nie jest matką, Taylor słynie z tego, że jest wręcz ostateczną „ciocią” dla dzieci swoich przyjaciół. Używa imion dzieci Blake Lively w swoich piosenkach, jest wsparciem dla swoich przyjaciół, głęboko angażuje się w ich życie, bez konieczności wstawania o czwartej rano, żeby uporać się z awarią w pieluszce.

To jest takie ważne. Te wszystkie Ciocie.

Moja najlepsza przyjaciółka Jess jest dla naszej grupy kimś takim, jak ciocia Taylor. Jess ma trzydzieści pięć lat, jest szczęśliwą singielką, lata do Włoch dla przyjemności i jest absolutnie najważniejszym elementem mojej wspierającej „wioski”. Kiedy urodził się Leo, tonęłam. Tak dosłownie, nie pamiętałam, kiedy ostatnio myłam zęby. Mark wrócił do pracy, a ja po prostu siedziałam na kanapie, z przeciekającym mlekiem, płacząc na reklamach karmy dla psów.

Jess zjawiła się z mrożoną kawą, zabrała dziecko i kazała mi iść spać na trzy godziny. Nie oceniała mojego zabałaganionego domu ani tłustych włosów. Dr Miller zawsze mgliście rozwodzi się o tym, że zdrowie psychiczne matek jest całkowicie zależne od wsparcia społecznego i chociaż zwykle wyłączam się, gdy zaczyna rzucać żargonem medycznym, w tej kwestii ma całkowitą rację. Potrzebujesz kogoś, kto po prostu potrzyma dziecko, żebyś mogła przypomnieć sobie, że jesteś człowiekiem.

No i Ciocie dają absolutnie najlepsze prezenty, bo dysponują własnym dochodem i nie wydały wszystkich swoich pieniędzy na absurdalnie drogie pieluchy.

Kiedy urodziła się Maya, Jess kupiła nam ten Kolorowy Bambusowy Kocyk z Jeżykami od Kianao i o mój Boże, stał się on absolutnym świętym Graalem w naszym domu.

Mam w głowie takie konkretne wspomnienie z pewnej śmiesznej ekologicznej farmy dyń w październiku. Miałam na sobie za dużą flanelową koszulę, w której myślałam, że wyglądam jak fajna, jesienna mama, a tak naprawdę wyglądałam jak drwal, i Maya upuściła kocyk w jeżyki prosto w kałużę błota. Prawdziwego błota. Prawie się popłakałam. Ale magia tej mieszanki bambusowej polega na tym, że pierze się ją niesamowicie dobrze. Przez kolejne trzy lata musiałam wrzucić ten kocyk do pralki z czterysta razy, a on jakimś cudem stawał się tylko coraz bardziej miękki?

Nie bardzo rozumiem włókienniczą technologię, która za tym stoi – zgaduję, że połączenie organicznego bambusa i organicznej bawełny po prostu sprawdza się o niebo lepiej niż te tanie syntetyczne polary, które robią się okropne i zmechacone już po pierwszym praniu. Poza tym te małe niebieskie i zielone jeżyki są urocze do granic możliwości, ale w taki nienachalny sposób, wiecie o co chodzi?

Później wylądował u nas też Kolorowy Bambusowy Kocyk w Dinozaury, który szczerze mówiąc jest po prostu okej. Materiał to dokładnie ta sama niesamowicie miękka jakość, ale Leo po prostu niespecjalnie był dzieckiem dinozaurów. Miał krótki etap, kiedy lubił ryczeć na psa, ale potem przerzucił się na samochody, więc kocyk z dinozaurami większość czasu spędza teraz w bagażniku mojego Subaru, czekając na awaryjne pikniki w parku. Sprawdza się super, ale to ten w jeżyki jest prawdziwą gwiazdą naszego domu.

Jeśli jesteś teraz w głębokiej fazie bycia Ciocią i chcesz kupić coś, z czego niewyspana matka będzie autentycznie i z miłością korzystać, możesz sprawdzić kolekcję organicznych kocyków Kianao tutaj.

Nie wszystko musi być na baterie

A skoro mowa o "wiosce", o Ciociach i o presji, którą wszystkie odczuwamy... czy możemy na chwilę porozmawiać o estetycznej presji współczesnych akcesoriów dla niemowląt?

Not everything needs batteries — The Truth About Taylor Swift and the Pressure on Women to Have Kids

Bo podczas gdy wszyscy zajmują się analizowaniem macic celebrytek, zwykłe matki dostają tu ataków paniki na myśl o tym, czy ich salon wygląda jak eksplozja plastiku w barwach podstawowych.

Przy Mayi, moim pierwszym dziecku, kupowałam te wszystkie głośne, świecące, śpiewające plastikowe zabawki, bo myślałam, że tak trzeba. Myślałam, że jeśli nie będzie agresywnie stymulowana przez mrugającą fioletową krowę, jej mózg nie rozwinie się prawidłowo. Chyba przeczytałam jakiegoś przerażającego bloga dla mam, który w zasadzie sugerował, że jeśli nie stymulujesz ich non stop, nigdy nie dostaną się na studia.

Zanim pojawił się Leo, miałam ochotę wystrzelić w stronę słońca każdy najmniejszy kawałek plastiku. Ten hałas. O mój Boże, ten hałas.

Jeśli masz przyjaciółkę, która właśnie spodziewa się dziecka, i chcesz być tą świetną ciocią, która uratuje jej zdrowie psychiczne, musisz rzucić okiem na ten Drewniany Stojak Edukacyjny dla Niemowląt. To przepiękna, prosta drewniana konstrukcja w kształcie litery A, z której zwisają małe materiałowe listki, księżyce i drewniane koraliki.

Jest taki cichy. Po prostu sobie stoi, wyglądając jak kawałek minimalistycznego skandynawskiego mebla, a maluch radośnie uderza łapkami w małe drewniane kółka. Żadnych baterii. Żadnych koszmarnych elektronicznych melodyjek, które wchodzą ci do głowy, gdy próbujesz zasnąć. Po prostu szanuje naturalne tempo rozwoju dziecka, co – jak sądzę – jest głównym celem tych wszystkich zabawek w duchu Montessori? Nie udaję eksperta od wczesnego rozwoju dzieci, ale dr Miller stwierdził, że niemowlęta bardzo łatwo przebodźcowują się sztucznymi światłami i dźwiękami, więc coś naturalnego i stonowanego naprawdę pomaga im się wyciszyć.

Wracając do tematu.

Niezależnie od tego, czy jesteś globalną ikoną popu wyprzedającą stadiony, trzydziestoletnią Ciocią rozpieszczającą dzieci swojej najlepszej przyjaciółki, czy mamą pijącą zimną kawę w swoim minivanie, musimy wszystkie zbiorowo opuścić ramiona i przestać wywierać na siebie nawzajem tak gigantyczną presję.

Kobiece ciała to nie własność publiczna, by mogli nad nimi debatować internetowi detektywi. Harmonogramy zakładania rodziny są zawiłe, głęboko osobiste i zazwyczaj i tak nie idą zgodnie z pięcioletnim planem, który zapisałaś w pamiętniku w liceum. I to jest całkowicie w porządku.

Jeśli to czytasz i czujesz ten okropny niepokój tykającego zegara, weź proszę głęboki oddech, może napisz do przyjaciółki, która sprowadza cię na ziemię, i pamiętaj, że nie jesteś winna światu żadnych wyjaśnień na temat swoich życiowych wyborów reprodukcyjnych.

A jeśli przypadkiem robisz w ten weekend zakupy na baby shower i chcesz bezapelacyjnie wygrać w grę o najlepszy prezent, nie kupując czegoś, co wymaga czterech baterii AA...

Odkryj pełną kolekcję zrównoważonych, ratujących zdrowie psychiczne wyprawek od Kianao właśnie tutaj, zanim w panice kupisz plastikowy ksylofon.

Bez owijania w bawełnę: szczere FAQ

Czy Taylor Swift kiedykolwiek będzie miała dzieci?

Dosłownie nikt tego nie wie oprócz niej i szczerze mówiąc, to nie nasz interes. Może chce mieć ich piątkę, może zero, a może jest jeszcze całkowicie niezdecydowana. Ta obsesyjna potrzeba dojścia do prawdy jest tylko odzwierciedleniem naszych własnych, dziwnych społecznych paranoi na temat starzenia się i kobiecości, więc powinniśmy chyba po prostu zająć się własnym życiem i pozwolić jej pisać piosenki.

Jak radzić sobie z rodziną, która ciągle pyta, kiedy będę miała dziecko?

O matko, to jest najgorsze. Moją strategią zawsze było wprawienie ich w tak gigantyczne zakłopotanie, by przestawali pytać. Kiedy wujek mojego męża w Święto Dziękczynienia ciągle wiercił mi dziurę w brzuchu na ten temat, po prostu spojrzałam na niego pustym wzrokiem i powiedziałam: „Skupiamy się teraz bardzo mocno na naszej sekcie, rytuały inicjacyjne zajmują nam mnóstwo weekendów”. Już nigdy nie zapytał. Ale tak na poważnie: po prostu wyznacz granicę. Powiedz im: „To bardzo osobisty temat i dam wam znać, jeśli będą jakieś nowości do przekazania”, po czym po prostu odejdź.

Jaki będzie dobry prezent, jeśli chcę być „Ciocią” dla nowego dziecka mojej przyjaciółki?

Nie kupuj ubranek w rozmiarze noworodkowym. Dzieci noszą je przez dokładnie cztery sekundy. Kup coś praktycznego, ale pięknego, na co sama mama by się nie wykosztowała. Bambusowe kocyki Kianao sprawdzają się tu wręcz idealnie, bo są obłędnie miękkie i naprawdę dają radę milionom prań w pralce. Albo przynieś ze sobą wielką blachę pieczonego makaronu i po prostu potrzymaj dziecko, żeby twoja przyjaciółka mogła wziąć gorący prysznic. To jest właśnie ta prawdziwa magia bycia Ciocią.

Dlaczego bambusowe kocyki są tak szczerze mówiąc lepsze od tych zwykłych?

Z mojej bardzo nienaukowej perspektywy kogoś, kto robi tony prania: one po prostu lepiej oddychają. Kiedy Leo spał pod zwykłymi polarowymi kocykami, budził się w kałuży własnego potu, co jest obrzydliwe i dodatkowo oznaczało, że budził się z krzykiem. Tkanina bambusowa w pewien sposób stabilizuje temperaturę, więc dzieci się nie przegrzewają, a do tego nie robi się taka dziwnie sztywna w dotyku po wyjęciu z suszarki.

Czy niemowlęta naprawdę potrzebują tych świecących plastikowych zabawek?

Nie. Absolutnie nie. Obiecuję wam, że nie. Niemowlę będzie równie doskonale bawić się drewnianym kółkiem, cieniem na ścianie czy drewnianym stojakiem edukacyjnym. Oszczędźcie sobie nerwów. Estetyczne, ciche drewniane zabawki są nie tylko po to, żeby ładnie wyglądały na Instagramie, one dosłownie chronią wasz układ nerwowy przed usmażeniem się od powtarzających się elektronicznych dźwięków.