„Nie potrzebujesz niczego oprócz paczki pieluch i kilku body” – oznajmiła moja teściowa, popijając Pinot Grigio na moim baby shower, co było wyjątkowo mało pomocne, biorąc pod uwagę, że już pociłam się w moich ciążowych legginsach. Potem, o 23:00, moja najlepsza przyjaciółka Jessica wysłała mi oznaczony kolorami arkusz kalkulacyjny z wiadomością: „Jeśli nie użyjesz tej uniwersalnej aplikacji, żeby kupić ten konkretny szwedzki kosz Mojżesza za 1500 zł, już nigdy się nie wyśpisz”. A na koniec moja redakcyjna koleżanka Brenda po prostu poklepała mnie po ramieniu przy biurowym ekspresie do kawy i szepnęła: „Po prostu zrób listę w Target, kochana, zwroty są mega proste, kiedy płaczesz z bezsilności”.
Byłam w szóstym miesiącu ciąży z Leo, całkowicie wyczerpana i trzymałam w dłoni letnią bezkofeinową kawę, która smakowała jak sam smutek. Nie miałam pojęcia, kogo słuchać. Cały ten proces tworzenia listy wyprawkowej dla małego człowieka, którego jeszcze z nami nie ma, to jak jakieś dziwaczne ćwiczenie z przewidywania przyszłości. Czy temu dziecku spodobają się smoczki w kształcie wisienek, czy te przypominające kciuk? Kto to wie!
W każdym razie, skończyło się na tym, że posłuchałam rady Brendy, bo i tak byłam w markecie trzy razy w tygodniu, kupując rzeczy, których nie potrzebowałam, więc to miało sens. Ale patrząc na to teraz, jako mama 7-latka i 4-latki, zdaję sobie sprawę, że istnieje ogromna różnica między tym, co internet każe ci wpisać na listę, a tym, co faktycznie ratuje cię przed utratą zmysłów o 3 nad ranem. Porozmawiajmy więc o tym, jak to wygląda w rzeczywistości.
Wielki przekręt ze zniżką na wyprawkę
Okej, więc wszyscy mówią o tej słynnej 15-procentowej zniżce na skompletowanie wyprawki, którą dostajesz w tym wielkim sklepie z czerwoną tarczą. Kiedy byłam w ciąży z Leo w 2016 roku, całkowicie źle zrozumiałam, jak to działa i zmarnowałam mój kupon na, powiedzmy, cztery urocze, mikroskopijne ubranka dla noworodka, które ubrudził aż po pachy w trzy sekundy, oraz wymyślny podgrzewacz do butelek, który podgrzewał mleko przez dwanaście minut, podczas gdy moje dziecko wrzeszczało jak opętane.
To, co tak naprawdę powinnaś zrobić, to zupełnie inna bajka, i odkryłam to dopiero w ciąży z Mayą. Zamiast marnować zniżkę na stertę estetycznych bawełnianych ubranek, które i tak poplamią się mlekiem, zachowaj kupon na te wielkie, przerażająco drogie rzeczy, jak fotelik samochodowy. Albo po prostu poczekaj do trzeciego tygodnia po porodzie, kiedy zdasz sobie sprawę, że twoje dziecko nienawidzi tych drogich śpiworków, które kupiłaś, i w środku nocy gorączkowo zamawiasz osiemnaście różnych rodzajów.
Oto największy sekret: z kuponu można tak naprawdę skorzystać dwa razy. Zazwyczaj raz online i raz w sklepie stacjonarnym, choć trzeba sprawdzać aplikację, bo czasami zmieniają zasady. Dosłownie siedziałam w samochodzie na parkingu, pijąc mrożoną kawę, która była już głównie stopionym lodem, dodając do mojej listy wyprawkowej każdą najnudniejszą rzecz do domu — papier toaletowy, płyn do prania, kapsułki do kawy — tylko po to, żeby dostać 15% zniżki na moje zwykłe zakupy spożywcze i chusteczki nawilżane. W grze o zniżki nie ma miejsca na wstyd.
Medyczne sprawy, przez które panikowałam w środku nocy
Kiedy tworzysz listę wyprawkową, nagle musisz stać się ekspertem od bezpieczeństwa niemowląt, co jest przerażające. Mój pediatra, dr Miller, podczas wizyty kontrolnej w ciąży powiedział mi, że twarde materace i spanie na plecach zmniejszają ryzyko SIDS. Szczerze mówiąc, to mnie tak przeraziło, że kupiłam do łóżeczka najtwardszy, najbardziej niewygodnie wyglądający kawałek pianki, jaki udało mi się znaleźć. Nie do końca rozumiem medyczne detale, ale chyba chodzi o to, że ich malutkie, wiotkie drogi oddechowe mogą się zablokować, jeśli wtulą swoje ciężkie małe główki w puszysty kocyk lub miękki materac.
W zasadzie brzmiało to tak: spać na plecach, płaska powierzchnia, żadnych kocyków, niczego uroczego w łóżeczku. Co brzmi niesamowicie prosto, dopóki naprawdę nie spróbujesz położyć machającego rączkami, przebodźcowanego noworodka na twardym jak skała materacu, a on natychmiast się budzi i wrzeszczy, jakbyś go torturowała.
Więc co tak naprawdę wpisać na listę? Otulacze. WSZYSTKIE OTULACZE ŚWIATA. Nie kupuj luźnych kocyków do spania, po prostu weź te zapinane na rzepy. Nie łudź się, że nauczysz się zwijać kocyk jak burrito o 4 nad ranem. Po prostu kup te z rzepami. Głośny dźwięk odrywanego rzepu może i obudzi twojego męża, ale szczerze mówiąc, Mark potrafiłby przespać huragan, więc zasłużył na to, żeby czasem brutalnie go wyrwać ze snu.
Poza tym dr Miller był dziwnie entuzjastycznie nastawiony do termometrów doodbytniczych. Wiem, to brzmi okropnie, i odwlekałam zakup takiego, bo byłam nim przerażona, ale powiedział, że termometry douszne i czołowe są w zasadzie bezużyteczne w przypadku niemowląt poniżej trzeciego miesiąca życia. Kiedy Maya miała dwa tygodnie i wydawała się rozpalona, byłam niesamowicie wdzięczna, że miałam go w apteczce, chociaż przy jego użyciu pociłam się obficie z czystej paniki.
Polityka zwrotów, która dosłownie uratowała moje zdrowie psychiczne
Porozmawiajmy o absolutnie najlepszej części robienia listy wyprawkowej w dużej sieciówce. Okno zwrotu to okrągły rok. 365 dni. Nawet nie potrafię wytłumaczyć, jak bardzo to uratowało mi życie.

Kiedy urodził się Leo, wpisaliśmy na listę te wysoko oceniane, super drogie szklane butelki. Wyglądały wspaniale. Bardzo europejsko. Bardzo estetycznie. Leo ich szczerze nienawidził. Nie potrafił chwycić smoczka, krztusił się, mleko leciało wszędzie, ja płakałam, on płakał, pies schował się pod kanapą. Ponieważ były na mojej liście i zostały oznaczone jako kupione, dosłownie zebrałam nieotwarte pudełka, pojechałam do sklepu w zaplamionych mlekiem dresach i bez problemu zwróciłam je w zamian za środki na karcie podarunkowej.
Potem był Wielki Incydent Odparzenia Pieluszkowego z 2017 roku. Zrobiliśmy zapasy na ogromną górę noworodkowych pieluszek konkretnej marki. Tyłek Leo natychmiast zamieniał się w ognistoczerwonego pomidora w sekundę po tym, jak te pieluchy go dotknęły. Możliwość zawiezienia z powrotem do sklepu czterech gigantycznych, nieotwartych pudeł sześć miesięcy po moim baby shower bez nikogo, kto by mnie przesłuchiwał, była błogosławieństwem. Po prostu podeszłam do kasy, zeskanowałam kod kreskowy i kupiłam zamiast nich markę dla skóry wrażliwej.
Aha, i najwyraźniej mają teraz funkcję grupowego kupowania droższych prezentów (zrzutki), ale nikt jej dla nas nie użył, więc nie mam pojęcia, czy to naprawdę działa, nieważne.
Co tak naprawdę wpisać na listę (a co odpuścić)
Tak łatwo jest spacerować alejkami z tym małym skanerem (albo po prostu scrollować telefon na kanapie, wyjadając masło orzechowe ze słoika) i dodawać wszystko, co wygląda uroczo. Ale oto moja chaotyczna, całkowicie subiektywna lista tego, co naprawdę ma znaczenie.
Po pierwsze, odpuść sobie podgrzewacz do chusteczek. Mark był przekonany, że go potrzebujemy, bo „nikt nie lubi zimnej chusteczki na tyłku”. Jasne, ale nikt też nie lubi podgrzewacza, który wysusza wszystkie twoje drogie chusteczki i zamienia je w szorstkie brązowe ręczniki papierowe, MARK. To była kompletna strata miejsca na blacie.
Zamiast tego skup się na rzeczach, które kupią ci pięć minut spokoju. Kiedy Maya była noworodkiem, dodałam do listy jedną z tych oślepiająco jasnych, plastikowych mat edukacyjnych, która grała agresywną, blaszaną muzykę niczym z wesołego miasteczka. Pewnej nocy w ciemności mój mąż przypadkowo kopnął część z pianinkiem, a ono zaczęło ryczeć „Stary niedźwiedź mocno śpi” o 3 nad ranem. Wyrzuciliśmy to do garażu.
Przy drugim dziecku zmądrzałam i szukałam rzeczy, które nie atakowałyby moich zmysłów. Znalazłam Zestaw edukacyjny Wild Western od Kianao i to było objawienie. To piękny, naturalny, drewniany stojak edukacyjny z miękkimi, szydełkowymi elementami — małym konikiem i drewnianym bawołem. Wiem, brzmi to prawie zbyt ładnie jak na rzecz dla dziecka, ale Maya miała na jego punkcie prawdziwą obsesję. Mój pediatra ciągle wiercił mi dziurę w brzuchu o to, żeby robić więcej czasu na brzuszku, bo Maya tego nienawidziła i po prostu wbijała twarz w dywan i wrzeszczała. Ale kiedy położyłam ją pod tym drewnianym bawołem, naprawdę zaczęła po niego sięgać. Kontrast gładkiego drewna i miękkiego szydełkowego konika przykuł jej uwagę, a przy okazji nie atakował mnie neonowymi światłami na obrzeżach pola widzenia, kiedy próbowałam wypić kawę. Poza tym wyglądało to w moim salonie o niebo lepiej niż ten plastikowy potwór.
Jeśli właśnie teraz kompletujesz swoją listę, możesz po prostu na spokojnie poszukać i sprawdzić organiczne ubranka dla niemowląt albo drewniane stojaki edukacyjne od Kianao. Naprawdę warto dodać kilka wysokiej jakości rzeczy, które przetrwają przy kilkorgu dzieciach.
Ząbkowanie już po ciebie idzie
Myślisz, że kompletujesz wyprawkę dla malutkiego, śpiącego ziemniaczka, ale za jakieś cztery miesiące ten ziemniaczek zamieni się w śliniącego się, wściekłego małego gremlina, którego nieustannie bolą dziąsła.

Dodałam do listy mnóstwo gryzaków. Niektóre były niesamowite, inne okazały się totalną klapą. Na przykład dostałam Silikonowo-drewniany gryzak Króliczek z Kianao. Szczerze? Jest w porządku. Jest super uroczy, nieobrobione drewno jest bardzo gładkie i uwielbiam to, że nie ma żadnych paskudnych chemikaliów. Ale z jakiegoś powodu Leo po prostu nie interesował się króliczkiem. Dosłownie wolał żuć mój obojczyk albo pilota do telewizora. Dzieci są po prostu dziwne, nigdy nie wiesz, co im przypadnie do gustu.
Ale Maya? Z Mayą było zupełnie inaczej. Kiedy zaczął wyrzynać się jej pierwszy ząbek, stała się prawdziwym koszmarem. Nie chciała ucinać sobie drzemek, tylko stękała i ocierała twarzą o moje ramię. Wyciągnęłam Silikonowy gryzak Krówka i to było jak magia. To taka jednoczęściowa krówka z silikonu spożywczego, która ma teksturowany pierścień — miał dokładnie taki rozmiar, żeby idealnie wpasować się w jej pulchne małe piąstki.
Oto sztuczka: Myłam go, wkładałam do lodówki na dwadzieścia minut (nie do zamrażarki, mój pediatra powiedział, że zamrożone mogą być zbyt twarde i uszkodzić dziąsła, o czym zupełnie nie miałam pojęcia) i dawałam jej, gdy był zimny. Ulga na jej twarzy była natychmiastowa. Ponadto, ponieważ to tylko jeden, jednolity kawałek silikonu, mogłam rzucić go na górną półkę zmywarki i nie martwić się, że w środku wyrośnie obrzydliwa pleśń. Poważnie, dodaj kilka różnych rodzajów gryzaków do swojej listy, bo później będziesz ich desperacko potrzebować.
Po prostu weź głęboki oddech i kliknij „dodaj”
Zanim o 2 w nocy wpadniesz w internetową króliczą norę, czytając recenzje koszy na zużyte pieluchy, po prostu weź głęboki oddech, chwyć kawę i pamiętaj, że połowa tych rzeczy to i tak metoda prób i błędów. Jeśli chcesz dodać do swojej listy naprawdę piękne, bezpieczne rzeczy, sprawdź kolekcję gryzaków Kianao — twoja przyszła, niewyspana wersja ciebie podziękuje ci, kiedy pojawi się ten pierwszy ząb.
A jeśli wciąż stresujesz się całym tym procesem, oto kilka chaotycznych odpowiedzi na pytania, które dosłownie googlowałam o 3 nad ranem, kiedy byłam w ciąży.
Chwila, mam pytania...
Czy mogę po prostu dodać do listy rzeczy, które nawet nie są dla dziecka?
O boże, tak. Bardzo proszę. Dodałam ekspres do kawy, kubek termiczny (bo twoja kawa już nigdy nie będzie gorąca) i ogromną paczkę wytrzymałych papierowych talerzy, bo zmywanie naczyń po porodzie to jakiś żart. Użyj zniżki na wyprawkę na sprzęt domowego przetrwania. Nikogo to nie obchodzi.
Czy naprawdę potrzebuję sterylizatora do butelek?
Szczerze mówiąc, używałam naszego przez pierwszy miesiąc, bo byłam paranoiczną mamą po raz pierwszy, a potem zorientowałam się, że moja zmywarka ma cykl wyparzania. O ile twój pediatra nie zaleci konkretnie, że twoje dziecko potrzebuje absolutnie wszystkiego sterylizowanego medycznie z powodów zdrowotnych, po prostu używaj zmywarki lub gotuj garnek wody. To pozwala zaoszczędzić mnóstwo miejsca na blacie.
O co chodzi z darmowymi paczkami powitalnymi?
Okej, powitalne pakiety z sieciówek są szczerze mówiąc całkiem świetne, mają zniżki i próbki butelek. ALE dosłownie zawsze ich brakuje. Zawsze. Nie turlaj się do sklepu w dziewiątym miesiącu ciąży, oczekując, że będą miały jeden w punkcie obsługi. Zadzwoń wcześniej lub po prostu sprawdź, czy możesz go zamówić z dostawą do domu przez aplikację przy składaniu zamówienia. Nie warto ronić przez to łez na parkingu.
Czy powinnam wpisać na listę rozmiary noworodkowe (newborn) czy pieluchy w rozmiarze 1?
Odpuść sobie ogromne kartony pieluch dla noworodków! Maya ważyła 3900 g i nosiła pieluchy noworodkowe przez może dwanaście dni, zanim zaczęły przeciekać bokami. Śmiało dodawaj do listy rozmiar 1 i rozmiar 2. Jeśli urodzisz malutką kruszynkę, która będzie potrzebować rozmiaru noworodkowego przez miesiąc, zawsze możesz użyć aplikacji sklepowej, żeby zamówić kilka paczek z odbiorem osobistym.
Czy drewniane i silikonowe zabawki naprawdę są lepsze od plastikowych?
Słuchaj, nie jestem purystką, moje dzieci zdecydowanie mają plastikowe zabawki, które wydają irytujące dźwięki. Ale jeśli chodzi o rzeczy, które aktywnie wpychają do buzi przez wiele godzin, to tak, zdecydowanie preferuję silikon spożywczy i naturalne, nieobrabiane drewno z miejsc takich jak Kianao. To po prostu dawało mi spokój ducha, gdy wiedziałam, że żadna dziwna farba czy BPA nie odpryskuje do ust Mayi, gdy agresywnie żuła swój gryzak-krówkę.





Udostępnij:
Czego stalker z Netflixa nauczył mnie o cyfrowej ochronie malucha
Przetrwać panikę o 3 w nocy: Przewodnik taty po kremach na odparzenia