Stałam przy wyspie kuchennej, próbując spakować cztery spóźnione zamówienia z Etsy, jednocześnie balansując z wrzeszczącym noworodkiem na biodrze, kiedy to usłyszałam. Wysoki, udawany brytyjski akcent dobiegający z salonu. "Mamo Świnko! Chcę soczek, natychmiast". Wychyliłam się zza rogu, a tam stał mój najstarszy syn, z rękami na biodrach, domagając się obsługi, jakby nagle stał się księciem, tylko dlatego, że pozwoliliśmy mu na bajki, próbując przetrwać ten noworodkowy poligon. A kiedy mój mąż wszedł z garażu, ten mały tyran wycelował w niego lepkim palcem i nazwał jego brzuch "głupiutkim, grubym brzuszkiem".
Prawie upuściłam dyspenser do taśmy. Mój najstarszy zawsze był moim małym królikiem doświadczalnym – to na nim popełniłam wszystkie błędy początkującej mamy, zanim nauczyłam się trochę wyluzować – ale to był zupełnie nowy poziom. Oficjalnie wkroczyliśmy w strefę Świnki Peppy, a ja zupełnie nie byłam przygotowana na to, jak wielką dawkę bezczelności ta dwuwymiarowa animowana świnka potrafi wnieść do naszego teksańskiego domu.
Będę z wami szczera: wychowywanie trójki dzieci poniżej piątego roku życia to w zasadzie chaotyczny cykl prób utrzymania wszystkich przy życiu i powstrzymywania ich przed staniem się najgorszymi współlokatorami na świecie. A pozwolenie, by marudna brytyjska świnka robiła za nianię, wydawało się świetnym pomysłem, kiedy byłam zbyt zmęczona, żeby patrzeć na oczy – dopóki nie obróciło się to spektakularnie przeciwko mnie.
Body-shamingowa świnka w moim salonie
Słuchajcie, nie jestem jedną z tych instagramowych mam, które pozwalają dzieciom oglądać tylko czarno-białe francuskie dokumenty przyrodnicze. Czasami po prostu przetrwamy dzięki włączonemu ekranowi. Ale Peppa? Z całym szacunkiem, to mała terrorystka. Ciągle marudzi, rzuca słuchawką, gdy obraża się na przyjaciół, i rzadko mówi „proszę” czy „dziękuję”. A sposób, w jaki odzywa się do taty? Gdyby moje dzieci kiedykolwiek mówiły do nas tak, jak Peppa do Taty Świnki, moja babcia zmartwychwstałaby tylko po to, by wręczyć mi pas.
Pozwalałam na to stanowczo zbyt długo, bo byłam w ciąży z trzecim dzieckiem i padałam z nóg. Ale punktem krytycznym wcale nie było wyśmiewanie wagi czy roszczeniowy ton. To były błotniste kałuże. Mój najstarszy syn uznał, że skakanie po błotnistych kałużach to największa radość w życiu, co w teorii jest okej, ale mieszkamy w Teksasie, a połowa naszego podwórka to czerwona glina. Postanowił więc przenieść tę radość do domu, prosto na dywan w salonie, który kupiłam na wyprzedaży trzy lata temu. Przysięgam, że całe życie mignęło mi przed oczami, gdy patrzyłam, jak czerwone błoto rozbryzguje się na listwach przypodłogowych.
Moja mama, która wpada do nas we wtorki, by pomóc mi złożyć górę prania, tylko pokręciła głową. Powtarzała, że telewizja i tak lasuje im mózgi i że kiedy byłam mała, bawiłam się na zewnątrz zwykłym patykiem. Co po pierwsze nie jest prawdą, bo doskonale pamiętam, jak w 1996 roku oglądałam Nickelodeon przez trzy godziny dziennie. Ale po drugie, miała rację, jeśli chodzi o naśladowanie zachowań. Dzieci to w zasadzie takie małe papugi z zerową kontrolą impulsów.
Pojawia się tajemniczy nowy przybysz
Mniej więcej w czasie, gdy byłam gotowa na stałe zablokować tę bajkę w naszych aplikacjach, lekarz wspomniał o czymś podczas bilansu mojego średniego dziecka. Narzekałam na zbliżające się przejście z dwójki na trójkę dzieci, a on mruknął coś o tym, że dzieci lepiej radzą sobie z dużymi zmianami w życiu, jeśli najpierw zobaczą odpowiedni wzorzec, i wspomniał ogólnikowo, że pojawiły się nowe odcinki opowiadające właśnie o relacjach z nowym rodzeństwem. Chyba nazwał to „rodzicielstwem błotnistych kałuż” czy jak tam teraz psycholodzy to określają. Naukowe podstawy zawsze brzmią dla mnie trochę mętnie – coś o tym, że ich rozwijające się mózgi potrzebują wizualnego powtarzania empatii – ale pomyślałam, że spróbuję wszystkiego, byle tylko powstrzymać mojego średniaka przed próbami odesłania nowego rodzeństwa z powrotem do szpitala.

Tak więc, bardzo ostrożnie, cofnęliśmy zakaz oglądania świnki, żeby obejrzeć odcinki wprowadzające nowe niemowlę. Jeśli sami siedzicie ostatnio w tych domowych okopach, pewnie słyszeliście o debiucie małej siostrzyczki Peppy, Evie (albo kuzynki, szczerze mówiąc, już się gubię w ich drzewie genealogicznym). Cały sens tej fabuły polega na pokazaniu, jak starsze dzieci radzą sobie z krzyczącym, wymagającym niemowlakiem, który psuje im zabawę.
I słuchajcie, nie cierpię tego przyznawać, ale to jakoś zadziałało. Siedzenie na kanapie z najstarszym i średnim dzieckiem, wskazywanie na telewizor i mówienie: „Zobaczcie, Evie płacze tak samo jak nasz maluszek, to trochę denerwujące, ale przecież wszystko jest w porządku”, najwyraźniej dotarło do ich małych główek lepiej, niż którakolwiek z tych drogich książek o byciu starszym bratem, które kupiłam. Zatrzymywaliśmy bajkę i rozmawialiśmy o tym, jak nowy dzidziuś potrzebuje dużo czasu mamy, i przez całe trzy dni mój średniak przestał rzucać resorakami w kołyskę.
Ten dziwny internetowy trend, który omijam szerokim łukiem
Muszę jednak powiedzieć jedno: internet posuwa się z pewnymi rzeczami o wiele za daleko. Pewnej nocy, karmiąc piersią, przeglądałam telefon i ciągle trafiałam na trend ujawniania płci dziecka w stylu Świnki Peppy. Ludzie dosłownie mieszali różowy lub niebieski proszek z błotem i kazali swoim maluchom w nim skakać, żeby ogłosić płeć nowego dziecka. Zaufajcie mi, nie mam ani budżetu, ani energii, ani takiego odplamiacza na tego typu teatralne bzdury. Poznaliśmy płeć naszego trzeciego dziecka w sterylnym gabinecie USG, w drodze do domu kupiliśmy pizzę na znak świętowania i to było dla mnie absolutnie wystarczające szaleństwo.
Jeśli chcecie naprawdę przetrwać dołączenie do rodziny nowego malucha, odpuśćcie sobie wiralowe trendy i po prostu spróbujcie przetrwać śniadanie bez niczyjego płaczu. A skoro o śniadaniu mowa, ponieważ moje dzieci były w tej świńskiej fazie, skończyło się na tym, że kupiłam Silikonową miseczkę z przegródkami w kształcie uroczej świnki. Będę z wami szczera – jest po prostu w porządku. Kosztuje więcej, niż zazwyczaj wydałabym na miseczkę, ale przyssawka jest naprawdę mocna, co jest super, bo mój średniak uwielbia testować grawitację. Głównym problemem, jaki mam, jest to, że przez małe świńskie uszka strasznie niewygodnie układa się ją w zmywarce. Przez połowę czasu kończę, myjąc ją ręcznie, co mnie denerwuje. Ale on ją uwielbia, a do tego miseczka sprawia, że jego groszek nie dotyka nuggetsów z kurczaka, więc jakoś to znoszę.
Szukasz więcej rzeczy, które nie wylądują na podłodze? Sprawdź naszą kolekcję akcesoriów do karmienia.
Faza krzyków i ząbkowania
Podczas gdy starsza dwójka była zajęta kłótniami o świnkową miseczkę i ćwiczeniem udawanego akcentu, maluchowi zaczęły wyrzynać się pierwsze zęby. Nie ma to jak ten specyficzny, przeszywający mózg płacz niemowlaka, którego bolą dziąsła, zwłaszcza gdy i tak jesteś już przebodźcowana zapętloną piosenką z czołówki kreskówki.

Moja mama nazywa najmłodszego swoim małym „wielkim skarbem babci” (to taka trochę specyficzna, staroświecka sprawa, na którą tylko kiwam głową i się uśmiecham), a do tego nieustannie próbowała nacierać jego dziąsła whisky, jakbyśmy znów mieli 1985 rok. Musiałam fizycznie blokować jej rękę, gorączkowo szukając czegoś bezpiecznego, co maluch mógłby gryźć.
I tutaj naprawdę znalazłam produkt, który pokochałam. Sięgnęłam po Silikonowy gryzak Panda z elementami bambusowymi i okazał się on dla nas absolutnym wybawieniem. To szczerze mówiąc najlepiej wydane pieniądze od miesięcy. Jest na tyle płaski, że jego nieporadne, 4-miesięczne rączki mogą go bez problemu chwycić, a do tego ma mnóstwo różnych wypustek. Kiedy wpada w totalną histerię, wrzucam gryzak na dziesięć minut do lodówki, każę najstarszemu wyłączyć telewizor, a potem daję maluchowi zimną pandę. Krzyk ustaje niemal natychmiast. Poza tym to jeden solidny kawałek silikonu, więc po prostu wrzucam go do wody z płynem do naczyń i nie muszę się martwić, że w środku pojawi się pleśń.
Wyłączanie świnki
Ostatecznie, mimo pomocnych odcinków o adaptacji rodzeństwa, złe maniery znów zaczęły brać górę. Marudzenie przybrało na sile. Powróciły żądania soczków. Mąż i ja zdaliśmy sobie sprawę, że nie możemy używać tej bajki jako niani bez włożenia wysiłku w korygowanie ich zachowań.
Rady lekarza (oraz moja własna metoda prób i błędów) nauczyły mnie, że nie można po prostu oczekiwać, że dzieci obejrzą bajkę i wyciągną z niej tylko dobre morały, ignorując to bezczelne zachowanie. Jeśli chcecie zachować zdrowe zmysły, gdy dzieci oglądają, musicie właściwie usiąść obok i głośno komentować, jak niegrzecznie zachowują się postacie, jednocześnie odwracając uwagę maluchów czymś, co mogą wziąć do ręki, żeby nie zamieniły się w totalne ekranowe zombie.
Kiedy telewizor gaśnie i zaczyna się histeria z odstawienia, trzeba szybko zmieniać front. Zazwyczaj wysypuję kosz zabawek na dywan i uciekam do łazienki by przepakować pranie. Właśnie z tego powodu sprawiliśmy sobie Zestaw miękkich klocków dla niemowląt. To takie miękkie, gumowe klocki z cyferkami i zwierzątkami. Moja ulubiona rzecz z nimi związana? Gdy mój średniak nieuchronnie się wścieka i rzuca jednym w głowę brata, nikt nie dostaje wstrząśnienia mózgu, bo klocki są bardzo miękkie. Nie zawierają BPA i szczerze mówiąc, zajmują chłopców na co najmniej dwadzieścia minut, podczas których mogę w końcu wypić letnią kawę, a nie kompletnie lodowatą.
Szczerze mówiąc, dzieci i tak podłapią dziwne nawyki ze wszystkiego, co oglądają, czy to od apodyktycznej świnki, czy od jakiegoś dzieciaka otwierającego zabawki na YouTubie. Sztuka nie polega na całkowitym zakazaniu wszystkiego i życiu w jaskini, ale na podchodzeniu do tego realistycznie. Zwracajcie uwagę na złe zachowanie, gdy tylko je zauważycie, nie pozwalajcie im odzywać się do was jak do służących, a gdy wszystko inne zawiedzie, wręczcie niemowlakowi zimny gryzak z pandą i zamknijcie się w spiżarni z czekoladą na trzy minuty. Radzicie sobie świetnie.
Gotowi, by odzyskać salon we władanie z rąk postaci z kreskówek? Zaopatrzcie się w ratunkowe zajęcia niezwiązane z ekranami z naszej kolekcji zabawek edukacyjnych, zanim nadejdzie kolejny atak histerii.
FAQ Zabieganej Mamy: Problem z Peppą
Dlaczego przez Świnkę Peppę moje dziecko zachowuje się tak niesamowicie niegrzecznie?
Bo ta bajka została stworzona dla małych dzieci, ale pokazuje zachowania starszaków. Twój trzylatek patrzy na postać, która marudzi, domaga się różnych rzeczy i obraża swoich rodziców, nie ponosząc za to żadnych realnych konsekwencji. Dla maluchów kopiowanie takich zachowań to świetna zabawa, bo te małe szkraby to w zasadzie agenci chaosu, którzy tylko sprawdzają, jak daleko mogą się posunąć. Trzeba na bieżąco stawiać im granice i powtarzać, że w tym domu tak się do nikogo nie odzywamy.
Czy odcinki o nowym niemowlaku naprawdę pomogły waszym dzieciom się przystosować?
W pewnym sensie tak. Dały nam to punkt odniesienia. Kiedy nasz prawdziwy dzidziuś płakał, mogłam spojrzeć na mojego najstarszego syna i powiedzieć: „Pamiętasz, jak mała Evie nie przestawała płakać, a George był sfrustrowany? Właśnie tak się teraz czujemy”. Nie zdziałało to cudów, ale pomogło im nazwać to irytujące uczucie, z którym się mierzyli.
Jak powstrzymać dziecko przed wyśmiewaniem wagi mojego męża, tak jak robi to Peppa w stosunku do Taty Świnki?
Musieliśmy po prostu zapauzować telewizor i odbyć z nimi bardzo stanowczą rozmowę o tym, że niczyje ciało nie jest powodem do żartów. Za każdym razem, gdy mówili „głupiutki gruby brzuszek”, telewizor zostawał wyłączony na resztę dnia. Zrozumienie, że ten żart przestał być zabawny, zajęło im około tygodnia utraty przywileju oglądania bajek.
Co zrobić, gdy potrzebujesz po prostu 20 minut na nakarmienie niemowlaka, ale nie chcesz włączać telewizora?
Mam specjalne „pudełko na czas karmienia” pełne zabawek, których starsze dzieci mogą dotykać TYLKO wtedy, gdy karmię maleństwo. W tym pudełku mieszkają właśnie miękkie klocki, o których wspominałam wcześniej. Ponieważ nie widzą ich przez cały dzień, zabawa nimi jest dla nich czymś wyjątkowym. A to daje mi wystarczająco dużo spokoju, by nakarmić najmłodsze, by w tym czasie nikt nie próbował skakać po kałużach na moim dywanie.
Czy całkowity zakaz oglądania bajki to jedyne wyjście?
Jeśli masz na to ochotę, śmiało! Zauważyłam jednak, że po wprowadzeniu całkowitego zakazu moje dzieci jeszcze bardziej chciały ją oglądać, gdy szły do kuzynów. My po prostu mocno ograniczyliśmy oglądanie. Czasami mogą obejrzeć jakiś odcinek, ale tylko pod warunkiem, że jestem w pokoju i mogę pełnić rolę komentatora, na głos wytykając momenty, gdy Peppa zachowuje się bezczelnie.





Udostępnij:
Grypa żołądkowa u niemowlaka: co chciałabym wiedzieć o podawaniu elektrolitów
Dlaczego ujawnienie płci dziecka u Świnki Peppy wywołało u mnie istny mętlik