„Kup tego gadającego psa, to on nauczył twojego kuzyna liczyć” – napisała do mnie mama we wtorek rano, kiedy akurat próbowałem skompilować kod. „Nawet nie wpuszczaj tego plastikowego koszmaru do domu, to dosłownie usmaży mu receptory dopaminy” – ostrzegła mnie siostra w kawiarni w Pearl District trzy godziny później. „Po prostu zaklej głośnik taśmą pakową i pogódź się z losem” – poradził gość o nicku DadOps99 na forum dla rodziców, które gorączkowo scrollowałem o 2 w nocy.

Przebijanie się przez rady dotyczące wyprawki jest jak próba analizy nieudokumentowanego kodu z czasów dinozaurów, napisanego przez stu różnych programistów. Kiedy moja ciotka podarowała nam Szczeniaczka Uczniaczka Fisher-Price z technologią Poziomy Nauki na półrocze mojego syna, zupełnie nie wiedziałem, co z nim zrobić. Moja ciocia to klasyczna fanka Fisher-Price, która święcie wierzy, że jeśli zabawka nie miga podstawowymi kolorami i nie śpiewa piskliwych piosenek o kształtach, dziecko z pewnością nie poradzi sobie w przedszkolu.

Teraz, gdy nasz 11-miesięczny syn aktywnie próbuje zdemontować nam salon, spędziłem zdecydowanie za dużo czasu na analizowaniu tego specyficznego formatu niemowlęcej rozrywki edukacyjnej. Oto, czego faktycznie się dowiedziałem w przerwach między migającymi światełkami a zapętlonymi melodyjkami.

Dekodowanie algorytmu Poziomów Nauki

Jeśli nie znacie ekosystemu zabawek typu „Ucz się i śmiej”, Fisher-Price korzysta z autorskiej technologii o nazwie „Poziomy Nauki” (Smart Stages). Jako inżynier oprogramowania początkowo doceniłem ten koncept, bo brzmiał trochę jak instalowanie aktualizacji oprogramowania zabawki, w miarę jak użytkownik (mój syn) zwiększa swoją moc obliczeniową.

Okazuje się, że to trzyetapowy proces. Poziom 1 to w zasadzie testowanie zasady przyczyny i skutku przez młodsze niemowlęta. Naciskasz niebieską łapkę, a zabawka mówi „Niebieski!”. Poziom 2 wprowadza polecenia – robot-pies prosi dziecko o znalezienie konkretnego koloru lub kształtu. Poziom 3 ma za zadanie uruchomić wyobraźnię i zabawę w odgrywanie ról. Tego etapu jeszcze nie osiągnęliśmy, ponieważ aktualna wersja zabawy polega na udawaniu, że pies jest młotkiem, którym można walić w mój stolik kawowy.

Przez tydzień faktycznie śledziłem dane z jego interakcji z psem. Chciałem sprawdzić, czy zabawka rzeczywiście czegokolwiek go uczy. Na 142 odrębne naciśnięcia przycisków, w 130 przypadkach po prostu uderzał w to samo świecące serce raz za razem, aż matryca dźwiękowa zabawki całkowicie się zacięła. On wcale nie przyswajał pojęcia koloru czerwonego; po prostu cieszył się natychmiastowym efektem (outputem) swojego fizycznego działania (inputu). Moja żona delikatnie zasugerowała, że chyba za bardzo analizuję wartość edukacyjną pluszaka za kilkadziesiąt złotych. Ma trochę racji, ale nadal uważam, że marketing mocno przecenia możliwości tego sprzętu.

Hack na głośność z użyciem taśmy izolacyjnej

Muszę tu wspomnieć o wyjściu audio w tych urządzeniach. Kiedy po raz pierwszy uruchomiliśmy szczeniaka, przywitał nas poziomem głośności, który mogę opisać tylko jako intensywność rockowego koncertu stadionowego. Serio pobrałem aplikację decybelomierza na telefon, bo jestem teraz właśnie takim typem faceta. Wskazała około 82 decybeli przy samym mikrofonie.

The duct tape volume hack — My Honest Review of the Fisher-Price Laugh and Learn Baby Toys

Okazuje się, że niemowlęta mają niewiarygodnie krótki zasięg ramion, co jest faktem, którego nigdy nie rozważałem matematycznie, dopóki nie zacząłem obserwować bawiącego się syna. Ponieważ ich rączki są maleńkie, trzymają źródło dźwięku zaledwie kilka centymetrów od własnych błon bębenkowych. Głośność, która wydaje mi się w porządku, gdy stoję przy kuchennej wyspie, jest jak startujący odrzutowiec, gdy zabawkę przyłoży się do policzka malucha.

Zagłębiłem się w internetową króliczą norę i dowiedziałem się, że organizacje zajmujące się ochroną słuchu i wzroku rutynowo ostrzegają przed elektronicznymi zabawkami, które przekraczają bezpieczne limity słuchowe. Jeśli chcesz ocalić swoje własne zdrowie psychiczne i rozwijające się uszy dziecka, spróbuj przykleić trzy warstwy przezroczystej taśmy pakowej na maskownicę głośnika zabawki, jednocześnie modląc się, by twoje dziecko nie rozwinęło zbyt szybko motoryki małej potrzebnej do jej odklejenia i zjedzenia.

Istnieje również cały podgatunek takich zabawek elektronicznych, które mają wyglądać jak sprzęt dla dorosłych do pracy zdalnej, np. niemowlęcy laptop czy plastikowy kubek na kawę. Uważam to za mocno dystopijne, więc absolutnie nie będziemy trzymać czegoś takiego w domu.

Co dr Lin powiedziała mi o outsourcingu języka

Na wizycie kontrolnej w dziewiątym miesiącu życia, zapytałem naszą pediatrę o czas przed ekranem i elektroniczne zabawki. W głębi duszy miałem nadzieję, że powie mi, że gadający pies jest wysoce zaawansowanym narzędziem edukacyjnym. Zamiast tego całkowicie obaliła moją teorię.

Pediatra wyjaśniła mi, że kiedy zabawka mówi lub śpiewa, rodzice podświadomie milkną. Słyszymy hałas wypełniający pomieszczenie i nasze mózgi stwierdzają, że norma językowa na tę godzinę została już wyrobiona. Powiedziała, że jeśli zabawka śpiewa, to Marcus prawdopodobnie tego nie robi.

Z tego co zrozumiałem, dominująca teoria naukowa głosi, że przyswajanie języka przez niemowlęta w ogromnym stopniu opiera się na obserwowaniu ruchów ust prawdziwego człowieka w czasie rzeczywistym. Maluchy muszą widzieć, jak twoje wargi formują słowa. Kiedy więc mechaniczny głos wykrzykuje cyfrę „trzy” z drugiego końca pokoju, w pewnym sensie robi to zwarcie w ich procesie nauki mowy, bo brakuje wizualnych ludzkich danych, do których można by przypiąć ten dźwięk. Po tamtej wizycie zacząłem praktykować „wspólną zabawę” (co-playing), co w praktyce oznacza, że siedzę obok i niezgrabnie powtarzam to, co mówi plastikowy pies, pokazując niebieskie rzeczy w naszym salonie, podczas gdy mój syn całkowicie mnie ignoruje.

Powrót do sprzętu analogowego

W zeszłym miesiącu zabraliśmy go na spacer do Mt. Tabor podczas klasycznej jesiennej mżawki. Ubrałem go w tyle warstw, że przypominał sztywną małą kostkę lodu, po czym po prostu usiedliśmy pod drzewami w kompletnej ciszy. Żadnych migających diod LED. Żadnych zrobotyzowanych głosów proszących o znalezienie fioletowego trójkąta. To był moment, w którym po raz pierwszy w całym tygodniu tak długo potrafił skupić się na jednej rzeczy – po prostu obserwował, jak mokre liście poruszają się na wietrze.

Reverting to analog hardware — My Honest Review of the Fisher-Price Laugh and Learn Baby Toys

Tego popołudnia moja żona i ja zdecydowaliśmy się na twardy reset (hard reset) jego kącika zabaw. Nie wyrzuciliśmy rzeczy od Fisher-Price, ale zaczęliśmy je mocno rotować na korzyść analogowych, ekologicznych zabawek, które nie wymagają ode mnie kupowania baterii AA w ilościach hurtowych.

Chcecie odejść od plastikowych, świecących zabawek? Obejrzyjcie kolekcję ekologicznych stojaków edukacyjnych (play gym) od Kianao na spokojniejsze chwile zabawy.

Zanim zaczął raczkować, moim absolutnie ulubionym sprzętem w naszym domu był Zestaw stojaków edukacyjnych z drewnianymi kółkami w kształcie rybek. Moja żona zamówiła go, ponieważ pasował do jej neutralnej estetyki pokoju dziecięcego, ale ja go pokochałem, bo to system zamknięty o zerowej zawartości elektroniki. Kładłem go pod nim, a on po prostu wpatrywał się w drewniane kółka, przeprowadzając podstawowe obliczenia fizyczne, gdy tylko w nie uderzał. To naprawdę wymagało od niego skupienia i naturalnego budowania umiejętności śledzenia wzrokiem, zamiast bycia po prostu biernym konsumentem głośnego, plastikowego widowiska.

Ponieważ ma obecnie 11 miesięcy i agresywnie przeżuwa każdy mebel w domu, mocno polegamy też na Silikonowo-bambusowym gryzaku dla niemowląt Panda. Kiedy próbuje żuć twardy, plastikowy pojemnik na baterie swoich elektronicznych zabawek, szybko podmieniam go na ten gryzak. Jest wykonany z silikonu spożywczego, co w praktyce oznacza, że nie muszę wpadać w panikę, kiedy przez czterdzieści pięć minut z rzędu agresywnie gryzie uszy pandy, a ja próbuję w tym czasie odpowiadać na maile w telefonie.

Mamy również Zestaw miękkich klocków dla niemowląt, które rozsypane są po całym dywanie w salonie. Są okej. W opisie produktu jest napisane, że mogą uczyć podstawowych pojęć matematycznych, ale obecnie jego jedynym działającym dowodem matematycznym jest to, że rzut miękkim klockiem w kota równa się natychmiastowe opuszczenie pokoju przez zwierzaka. Najczęściej po prostu burzy każdą wieżę, którą zbuduję, ale przynajmniej używa rąk do manipulowania fizycznymi obiektami w przestrzeni 3D, zamiast tylko wciskać płaski przycisk 2D, by uruchomić wcześniej nagrany plik dźwiękowy.

Ostateczna diagnostyka systemu

Słuchajcie, nie będę udawał, że jestem jakimś idealnym ojcem-purystą, który wpuszcza do domu tylko ręcznie rzeźbione, pamiątkowe drewno. Czasami, gdy mam niebezpiecznie niski poziom kofeiny we krwi i potrzebuję dokładnie czterech minut, aby zrobić sobie kanapkę bez malucha wiszącego mi u nogawki, z pewnością dam mu tego elektronicznego psa i pozwolę wcisnąć to świecące serduszko.

Zrozumiałem jednak, że te mocno reklamowane elektroniczne zabawki edukacyjne to w dużej mierze tylko rozrywka. To podprogram, który ma chwilowo zająć jego uwagę, a nie solidny, edukacyjny framework. Prawdziwa nauka zachodzi wtedy, gdy zrzuca drewniane klocki na podłogę, sprawdzając, jak działa grawitacja, albo kiedy z żoną całkiem na poważnie dyskutujemy z nim, dlaczego kot uciekł.

Jeśli mierzysz się z chaosem pierwszego roku życia i chcesz stworzyć przestrzeń do zabawy, która nie będzie nieustannie żądać uwagi Twojego dziecka migającymi światłami i nagłymi hałasami, weź głęboki oddech i zrób krok w tył. Odkryj pełną kolekcję starannie zaprojektowanych, analogowych zabawek od Kianao, zanim zagłębisz się w sekcję FAQ poniżej.

Moje bardzo osobiste FAQ na temat elektronicznych zabawek

Jak sprawić, żeby pies Fisher-Price zamilkł na zawsze?
Jeśli nie ufasz wspomnianemu wyżej hackowi z taśmą, najlepszym wyjściem jest po prostu wyjęcie baterii i powiedzenie dziecku, że piesek śpi. Mój syn autentycznie bawił się psem odłączonym od zasilania przez trzy dni, zanim w ogóle zorientował się, że matryca audio jest offline. Po prostu lubił nosić go za ucho.

Czy Poziomy Nauki naprawdę czegokolwiek go uczą w wieku 11 miesięcy?
Z moich mocno nienaukowych obserwacji wynika, że nie. Zdecydowanie uczy się przyczyny i skutku (wciskam tutaj = pojawia się hałas), ale nie ma bladego pojęcia, że ten hałas odpowiada kolorowi niebieskiemu. Jestem w 100% pewien, że uważa psa po prostu za dziwaka o bardzo nieprzewidywalnym słownictwie.

Czym jest „wspólna zabawa” (co-playing) i czy naprawdę muszę to robić?
Zgodnie ze słowami naszej pani pediatry – tak. Wspólna zabawa oznacza, że nie możesz po prostu zostawić dziecka samego z gadającą zabawką i w rogu pokoju scrollować z zaangażowaniem telefonu. Jeśli zabawka śpiewa o pająku, podobno masz robić małe ruchy rękami i opowiadać o pająkach, by dziecko powiązało ten elektroniczny dźwięk z autentyczną ludzką interakcją. Jest to wyczerpujące, ale wydaje się angażować malucha na dłużej.

Czy te elektroniczne zabawki są szkodliwe dla słuchu mojego dziecka?
Nie jestem lekarzem, ale z tego, co wyczytałem nocami w internecie, poziom decybeli w urządzeniach z nowymi bateriami może być zdecydowanie za wysoki w stosunku do tego, jak blisko twarzy maluchy trzymają te gadżety. Bardzo mocno uważam, że warto poświęcić dwie sekundy i stłumić maskownicę głośnika mocną taśmą, byle tylko złagodzić najgłośniejsze, wysokie częstotliwości.

Dlaczego eksperci w ogóle preferują zabawki drewniane lub analogowe?
Z tego, co wydebugowałem, wynika to faktu, że pasywne zabawki wymagają od niemowląt aktywności. Drewniane kółko nie robi absolutnie niczego, dopóki dziecko nie wpadnie na to, jak wprawić je w ruch, podczas gdy elektroniczna zabawka wykonuje całą pracę za nie. Dodatkowo, analogowe zabawki nie budzą się nagle z pudełka, śpiewając przerażającą piosenkę o trzeciej w nocy, gdy tylko obok nich przejdziesz.