Mój telefon zaczął tak wibrować, że mało co nie spadł z kuchennego blatu prosto w stertę rozgniecionych bananów. Byłam po łokcie w pianie, agresywnie próbując zeskrobać wczorajszą zaschniętą owsiankę z tacki krzesełka do karmienia, kiedy nasz grupowy czat całkowicie wymknął się spod kontroli. Pierwsza wiadomość od mojej mamy: „Widziałaś tę dziewczynę, 'cash me outside'? Musisz natychmiast zacząć brać te drogie witaminy z żelazem”. Druga wiadomość od mojej najlepszej przyjaciółki: „Słyszałaś o tej sytuacji z Bhad Bhabie? Wyrzucam wszystkie moje plastikowe pojemniki i od razu wywalam mikrofalówkę na śmietnik”. Trzecia to moja teściowa, publikująca gigantyczny, kompletnie odklejony status na Facebooku o tym, jak to nowoczesne znieczulenia zewnątrzoponowe potajemnie powodują białaczkę. Boże, miej ją w opiece, ale absolutnie nie.
Trzy różne kobiety w moim życiu. Trzy całkowicie chaotyczne reakcje na dokładnie ten sam news. Ale rozumiem to. Kiedy siedzisz w zabałaganionym domu, trzymając w ramionach własne małe dziecko, czytanie o dwudziestojednoletniej matce, która słyszy przerażającą diagnozę tuż po porodzie, przypomina cios prosto w gardło.
Kiedy grupowy czat całkowicie traci rozum
Siedzę tu z trójką dzieci poniżej piątego roku życia, prowadzę sklep na Etsy z mojego garażu na teksańskiej wsi i nawet w dobry dzień ledwo udaje mi się ogarnąć rzeczywistość. Kiedy zobaczyłam, że u Danielle Bregoli zdiagnozowano raka krwi tuż po urodzeniu dziecka, poczułam taki ucisk w klatce piersiowej, że przez chwilę nie mogłam złapać tchu. Wszystkie mamy ten utrzymujący się poporodowy niepokój, który podpowiada nam, że coś okropnego czai się tuż za rogiem, a widok, że to faktycznie przytrafia się komuś tak młodemu, po prostu potwierdza każdy nasz atak paniki o 3 nad ranem.
Życie na takim odludziu oznacza, że do najbliższego porządnego szpitala jedzie się czterdzieści pięć minut, wlokąc się za traktorem pędzącym dziesięć kilometrów na godzinę. Kiedy jesteś świeżo upieczoną mamą, a twój niepokój i tak już wibruje na najwyższych częstotliwościach, ta odległość wydaje się być milionem kilometrów. Pamiętam, jak tuż po narodzinach mojego drugiego dziecka dostałam dziwnej, plamistej wysypki. Siedziałam na betonowej podłodze garażu, otoczona rolkami taśmy pakowej i w połowie złożonymi kartonami wysyłkowymi, będąc absolutnie przekonaną, że mam jakąś rzadką, nieuleczalną chorobę krwi. Internet śmiało poinformował mnie, że zostały mi na ziemi mniej więcej dwa tygodnie. Okazało się, że to reakcja alergiczna na tani lawendowy proszek do prania, który kupiłam na wyprzedaży w markecie, ale przerażenie, które czułam w tamtym garażu, było niesamowicie prawdziwe.
Co mój lekarz tak naprawdę powiedział o sprawach krwi
Z moim najstarszym synem – który jest obecnie chodzącą i krzyczącą przestrogą przed tym, co się dzieje, gdy pozwolisz maluchowi jeść gofry podniesione z podłogi – panikowałam z powodu każdego małego siniaka na jego goleniach. Zaciągnęłam go do naszego wiejskiego lekarza, przekonana, że cierpi na jakąś straszną chorobę immunologiczną. Doktor Miller, który wygląda, jakby dla zabawy siłował się z traktorami i nie wymieniał krzeseł w poczekalni od 1994 roku, tylko westchnął ciężko i powiedział mi, że białe krwinki robią dziwne rzeczy z miliona różnych powodów.
Powiedział, że najczęściej wysoki poziom białych krwinek to po prostu przypadkowy żłobkowy wirus walczący o życie z naszym układem odpornościowym. Próbował mi wytłumaczyć cały ten proces produkcji w szpiku kostnym, ale szczerze mówiąc, mój niewyspany mózg ledwo pojął połowę z tego. Z tego co z grubsza rozumiem, ten rodzaj raka nie jest zazwyczaj czymś, czemu można zapobiec dzięki ekologicznej diecie czy leczniczym kryształom, to po prostu się dzieje, kiedy komórki wymykają się spod kontroli. Jest to zarówno głęboko przerażające, bo nie masz na to wpływu, jak i dziwnie pocieszające, bo oznacza, że nie możesz winić siebie za to, że dałaś dziecku nieekologiczną truskawkę.
Oczekiwanie, że będziemy po prostu cierpieć w milczeniu
Porozmawiajmy o tym, jak bardzo społeczeństwo oczekuje od matek, że będą cierpieć w całkowitym milczeniu. Rodzisz dziecko, całe twoje ciało zostaje rozerwane i przemeblowane, a potem po prostu wypychają cię przez rozsuwane drzwi szpitala z siateczkowymi majtkami i protekcjonalnym poklepywaniem po plecach. Jeśli odważysz się poskarżyć, że co noc przepacasz prześcieradło, tracisz na wadze o wiele za szybko albo czujesz się tak wykończona do szpiku kości, że ledwo patrzysz na oczy, ludzie po prostu posyłają ci napięty uśmiech i mówią „witamy w macierzyństwie”. Sprawia to, że mam ochotę krzyczeć prosto w ozdobną poduszkę.

Jesteśmy całkowicie uwarunkowane, by ignorować ogromne, świecące czerwone flagi dotyczące naszego własnego zdrowia, ponieważ zakładamy, że poczucie bycia wydrążonym zombie to po prostu cena, jaką płaci się za posiadanie dzieci. Moja babcia, która całe życie spędziła na zakurzonym ranczu z bydłem i wychowała pięciu niesfornych chłopców, mawiała, że ciało matki jest jak pożyczony traktor. Każdy chce go używać, nikt nie chce go zatankować, a od ciebie oczekuje się, że będziesz dalej orać pole, nawet gdy z silnika dymi. Uważała, że współczesne mamy za bardzo narzekają na trywialne sprawy, ale nawet ona wiedziała, że z głębokim wyczerpaniem, przenikającym do szpiku kości, nie ma żartów. Czasem zgadzam się z jej podejściem "surowej miłości", ale innym razem przewracam oczami, bo przecież żeby przetrwać macierzyństwo, nie powinnyśmy musieć być twardsze niż ciężka maszyna rolnicza.
Doprowadza mnie do absolutnej furii fakt, że młoda mama musiała znosić cyberprzemoc ze strony milionów obcych ludzi na temat utraty wagi, zanim jeszcze zdążyła w spokoju przetrawić poważną diagnozę medyczną. Nawet nie zaczynajcie tematu tych cudownych programów treningowych obiecujących powrót do formy zaraz po porodzie, które sprawiają, że czujemy się tylko gorzej, podczas gdy nasze ciało dosłownie leczy się po ogromnym wydarzeniu medycznym.
Utrzymanie dzieci przy życiu, gdy czujesz się fatalnie
Pozwólcie, że opowiem wam o realiach zabawy na podłodze. Kiedy jestem zbyt wyczerpana, by sformułować pełne zdanie, albo gdy zmagam się z migreną, od której aż bolą mnie zęby, przysuwam Tęczowy stojak edukacyjny Baby Gym nad mojego najmłodszego malucha i po prostu kładę się płasko na dywanie. Będę z wami szczera – kupiłam go specjalnie dlatego, że nie wygrywa tej irytującej elektronicznej muzyczki rodem z wesołego miasteczka.
Nie znoszę migających światełek, gdy źle się czuję. Drewno jest gładkie, małe szydełkowe zwierzątka dają mu coś, w co może uderzać rączkami, i zajmują go na dokładnie tyle czasu, ile potrzebuję, żeby wypić letnią kawę i sprawdzić swój puls. Jasne, nie nauczy go to rachunku różniczkowego, ale powstrzymuje go przed wyjadaniem karmy psa, a w tym momencie to jedyna miara sukcesu, jaka mnie interesuje. Jeśli jedziesz na oparach i potrzebujesz chwili wytchnienia, sprawdź kolekcję stojaków edukacyjnych Kianao i kup sobie ten maleńki skrawek spokoju.
Przestań wyrzucać plastikowe widelce
Wracając do mojej przyjaciółki, która gorączkowo wyrzucała wszystkie pojemniki na żywność. Nie da się kontrolować każdej pojedynczej substancji chemicznej w domu. Po prostu się nie da. Jeśli spróbujesz, zbankrutujesz, stracisz zmysły i zrazisz do siebie męża. Kupuję trochę ekologicznych rzeczy, jasne. Body niemowlęce z bawełny organicznej od Kianao jest super. Taka jest prawda: jest niesamowicie miękkie i nie wywołało u mojego średniego dziecka tej dziwnej, grudkowatej wysypki, którą zazwyczaj dostaje od tanich, syntetycznych materiałów. Naprawdę czułam się lepiej wiedząc, że nie wchłania tych wszystkich dziwnych chemikaliów, którymi spryskuje się dziecięce ubranka z sieciówek.
Bądźmy jednak realistkami. To jasne body, a mojemu dziecku udało się zrobić trwałą plamę ze słodkiego ziemniaka na kołnierzyku po zaledwie dwunastu minutach noszenia. To trochę drogi interes jak na coś, co posłuży za ludzką serwetkę. Próbowałam też Body niemowlęcego z bawełny organicznej z falbankami, gdy moja córka była malutka. Jest urocze, nie zrozumcie mnie źle, ale szczerze, kto ma siłę użerać się z ozdobnymi falbankami, kiedy o drugiej w nocy musisz zmienić pieluchę po gigantycznej awarii? Są piękne na szybką sesję zdjęciową, ale jeśli akurat paranoicznie nakręcasz się na temat toksyn i potrzebujesz poczuć, że dokonujesz zdrowego wyboru, trzymaj się podstaw i nie stresuj się, jeśli coś się poplami.
Jedna rzecz, która uratowała moje zdrowie psychiczne
A teraz, jeśli chcecie wiedzieć o czymś, co naprawdę uratowało moje zdrowie psychiczne podczas poważnego lęku o zdrowie, opowiem wam o Silikonowym gryzaku Panda. Mój najstarszy gryzł dosłownie wszystko. Mówię tu o żuciu psiego ogona, krawędzi drewnianego stolika kawowego i moich własnych kluczyków do samochodu. Patrzyłam, jak wkłada do buzi brudne, lepkie monety, a moje ciśnienie krwi gwałtownie rosło, bo wciąż byłam przerażona, że nałyka się farby ołowiowej lub złapie jakąś okropną chorobę.

Kiedy zaczęły mu wyżynać się zęby trzonowe, był nieszczęśliwy, i szczerze mówiąc, ja również. Walczyłam z własnym poporodowym zmęczeniem, próbowałam odpowiadać na e-maile od klientów mojego sklepu i użerałam się z krzyczącym maluchem, który nie chciał spać. Ten gryzak panda po prostu uratował mi życie. To po prostu solidny kawałek silikonu spożywczego, co oznacza, że nie budziłam się zlana zimnym potem, zastanawiając się, czy truję własne dziecko tanim plastikiem. Wrzucasz go do zmywarki z talerzami umazanymi sosem do spaghetti i gotowe. Żadnych dziwnych, ciemnych szczelin, gdzie mogłaby ukryć się pleśń, żadnych irytujących piszczałek, od których masz ochotę wyrywać sobie włosy z głowy. Najlepsza część? Jest naprawdę tani. Kupiłam od razu trzy sztuki, żeby zawsze mieć jedną chłodzącą się w zamrażarce. Wręczenie tej lodowato zimnej małej pandy mojemu wściekłemu maluchowi kupowało mi godzinę ciszy na to, by po prostu usiąść na kanapie i tępo gapić się w ścianę.
Jak szczerze radzić sobie z tym całym bałaganem
Co więc robimy, kiedy internet krzyczy do nas o okropnych chorobach, a nasze własne ciała wydają nam się zupełnie obce? Po prostu musisz zmusić swojego partnera, żeby przejął cały ten mentalny ciężar na weekend, a ty sama wleczesz się do przychodni i odmawiasz wyjścia, dopóki lekarz uczciwie nie pobierze ci krwi, zamiast tylko kazać ci się zdrzemnąć.
Zrób sobie badania, wypij ogromną szklankę wody, a jeśli potrzebujesz zaopatrzyć się w sprzęt, który naprawdę sprawia, że przetrwanie tych brutalnych wczesnych lat jest odrobinę łatwiejsze, sprawdź gryzaki i kolekcje niemowlęce od Kianao, zanim całkowicie stracisz zmysły.
Prawdziwe odpowiedzi dla zestresowanych mam
Jak przestać obsesyjnie myśleć o najgorszych scenariuszach zdrowotnych po urodzeniu dziecka?
Dziewczyny, gdybym znała na to idealną odpowiedź, siedziałabym na jachcie, a nie składała pranie w Teksasie. Szczerze mówiąc, musiałam fizycznie usunąć wszystkie moje aplikacje medyczne i zmusić się, by przestać googlować objawy o 2 w nocy podczas karmienia w ciemnościach. Musisz po prostu zmusić się do zadzwonienia do swojego prawdziwego lekarza zamiast pytania obcych ludzi na fejsbukowych grupach dla mam, które na pewno stwierdzą, że umierasz.
Czy przez te wszystkie najnowsze wiadomości powinnam wyrzucić wszystkie plastikowe rzeczy mojego dziecka?
Proszę, nie rób tego. Zbankrutujesz do reszty, próbując wymienić każdą najmniejszą rzecz w domu z dnia na dzień, a stres zaszkodzi ci prawdopodobnie bardziej niż ten cały plastik. Jeśli naprawdę się stresujesz, wybierz jedną prostą rzecz do zmiany – jak chociażby zmianę gryzaków na silikonowe, jeśli chodzi o rzeczy, które faktycznie lądują w dziecięcej buzi – a resztę kuchni na razie zostaw w spokoju.
Jak radzisz sobie z chorobą, mając małe dzieci?
Nielimitowany czas przed ekranem i zero poczucia winy. Kiedy w zeszłym roku miałam potworną grypę, moje dzieci obejrzały nieprzyzwoitą liczbę filmów animowanych, podczas gdy ja leżałam płasko na podłodze z poduszką na głowie. Nie zrujnujesz ich rozwoju, pozwalając, by świecący prostokąt zabawił się w nianię na trzy dni, podczas gdy twój układ odpornościowy próbuje wziąć się w garść.
Co, jeśli mój lekarz zbagatelizuje moje ekstremalne zmęczenie, nazywając to „po prostu byciem mamą”?
Musisz być głośna i uparta. Zabierz ze sobą na wizytę partnera lub swoją najbardziej waleczną, pyskatą przyjaciółkę i odmów wyjścia z gabinetu, dopóki nie zlecą pełnego panelu badań z krwi. Nikt nie zna twojego normalnego stanu lepiej niż ty sama, więc jeśli intuicja podpowiada ci, że coś jest naprawdę nie tak, nie daj się poklepać po ramieniu i odprawić do domu z ulotką o higienie snu.





Udostępnij:
Jak wybrać najlepsze ekologiczne mleko modyfikowane (i nie zwariować)
Wychowanie w erze cyfrowej i przerażające realia dorastania