Byłam po łokcie w jogurcie greckim i soku z buraków, desperacko próbując ukręcić z tego idealne, nietoksyczne farbki do malowania palcami rodem z Pinteresta, kiedy mój najstarszy synek – na potrzeby tej historii nazwijmy go Małym M, choć ma już pięć lat i przypomina raczej chodzące tornado – zaczął przeraźliwie piszczeć przy kuchennym stole. Wcześniej w tym tygodniu poprosiłam moją nastoletnią siostrzenicę o pomysły na domowe prace plastyczne, a ona wymamrotała coś o swoich ulubionych komiksach w sieci. Jak kompletna amatorka, wpisałam w wyszukiwarkę na iPadzie hasło „paint adventures homestuck baby mspfa”, z pełnym przekonaniem, że znajdę uroczy blog dla mam o zabawach sensorycznych dla maluchów. Zamiast tego, mój Mały M wpatrywał się w jakiś chaotyczny, apokaliptyczny komiks internetowy z gatunku sci-fi, pełen szarych kosmitów-nastolatków z rogami z cukierków. Biedaczek, nie przespał spokojnie ani jednej nocy przez okrągły tydzień – zresztą, ja też nie.
Będę z wami całkowicie szczera. Internet to istne pole minowe dla rodziców, którzy funkcjonują na trzech godzinach snu i zimnej kawie. Myślisz, że szukasz uroczej zabawy sensorycznej, która wspomoże rozwój mózgu twojego maluszka, a bum, nagle wpadasz w sam środek piętnastoletniego fandomu, do którego zrozumienia potrzeba co najmniej doktoratu z internetowej popkultury.
W końcu doszłam do tego, że MSPFA to skrót od MS Paint Fan Adventures, co szczerze mówiąc, brzmi dokładnie jak coś, co można by robić z maluchem i zmywalnymi kredkami w deszczowy wtorek. Zapewniam was, że tak nie jest. To pełen nastoletniego buntu, dziwnych alternatywnych wymiarów i makabry świat. Kiedy gorączkowo próbowałam zamknąć siedemdziesiąt dwa wyskakujące okienka internetowych trolli, moja domowa farba z soku z buraków przewróciła się i zalała blat w kuchni. Kochani, soku z buraków nie da się zmyć z białych fug. Po prostu się nie da.
Moja mama ostrzegała mnie przed robieniem własnych materiałów plastycznych. Jest głęboko przekonana, że do szczęścia dzieciom wystarczy drewniana łyżka i ciężki garnek do uderzania, a szczerze mówiąc, stojąc z fioletowymi rękami, podczas gdy mój synek płakał przez komiks internetowy, dotarło do mnie, że prawdopodobnie miała rację.
Co tak naprawdę powiedział lekarz o tych wszystkich zabawach sensorycznych
Mój pediatra, doktor Evans, to cudownie zmęczony człowiek, który zazwyczaj tylko cierpliwie kiwa głową, podczas gdy ja wpadam w panikę z powodu kolejnego kamienia milowego w rozwoju, który rzekomo omijają moje dzieci. Na kolejnej wizycie kontrolnej pokazałam mu body trwale zafarbowane kurkumą i zapytałam, czy to całe tworzenie sztuki naprawdę jest warte dewastacji mojego domu. Uśmiechnął się lekko i zaczął opowiadać o tym, jak dotykanie śliskich, brudzących tekstur pomaga maluchom budować złożone ścieżki neuronowe. Chyba chodziło mu o to, że kiedy dzieci uderzają w kałużę mokrej farby i widzą magicznie pojawiającą się smugę koloru, w ich małych główkach powstaje zupełnie nowe połączenie dotyczące przyczyny i skutku.
Ale potem spojrzał mi prosto w oczy i powiedział, żebym z góry założyła, że 90 procent tego, co przed nimi położę, wyląduje prosto w ich buziach. Zatem zapomnijcie o sklepowych farbkach dla maluchów. Nawet tych z oficjalnym, małym znaczkiem „nietoksyczne” na butelce. Lekarz uświadomił mi, że te etykiety są tak naprawdę przeznaczone dla starszaków, które rozumieją, że farba to nie popołudniowa przekąska, co – bądźmy szczerzy – zazwyczaj nie ma miejsca, dopóki dziecko nie skończy trzech lub czterech lat.
Czyli w skrócie, medyczna porada sprowadza się do tego, by pozwolić im robić ogromny bałagan za pomocą jedzenia, ponieważ oficjalnie bezpieczne farby wcale nie nadają się do jedzenia, a one i tak na pewno spróbują ich zasmakować.
Jak tworzyć sztukę i nie zrujnować sobie przy tym życia
Jeśli chcesz pominąć szorowanie wanny i ubrań z trwałych plam, po prostu wyciśnij trochę zwykłej farby plakatowej na kawałek grubego kartonu, wsuń całość do dużego worka strunowego i przyklej go na płasko do podłogi solidną taśmą klejącą. Dzięki temu maluchy będą mogły do woli ugniatać i mieszać kolory, a ani jedna kropla nie zabrudzi Twojego domu.

Ale jeśli chcesz zafundować im te prawdziwe doznania dotykowe, o których mówił doktor Evans, musisz pogodzić się z chaosem. Moją sprawdzoną metodą jest teraz coś, co nazywam pułapką krzesełka do karmienia. Rozbieram malucha do samej pieluszki, mocno zapinam pasami w krzesełku i nakładam kilka łyżek mojej jadalnej, jogurtowej farby prosto na plastikową tackę.
Aby przygotować takie farbki, po prostu rozdzielam kubeczek zwykłego, niesłodzonego jogurtu do formy na muffinki. Czerwony kolor uzyskuję dzięki szczypcie sproszkowanego buraka. Zielony to odrobina spiruliny. Żółty to szczypta kurkumy – ale uwaga, kurkuma zafarbuje im paznokcie na żółto na kilka dni, a teściowa na pewno zapyta, czy dziecko nie ma żółtaczki. Pozwól maluchowi rozsmarować to wszędzie, gdzie tylko zechce. Kiedy skończy, po prostu bierzesz tego całego lepkiego, śliskiego bobasa na ręce i wędrujesz z nim prosto do wanny.
Kocyki i akcesoria, które przetrwają ten chaos
Nie da się bawić w brudzące zabawy, jeśli ciągle stresujesz się o swoje dobre meble albo o to, w co owiniesz dziecko po kąpieli. Przez te wszystkie lata nakupowałam mnóstwo bezużytecznych akcesoriów dziecięcych – głównie rzeczy, które rzuciły mi się w oczy na Instagramie o drugiej w nocy.

Moim absolutnie ulubionym sposobem na zajęcie mojego najmłodszego malucha, gdy przygotowuję kuchnię do malowania, jest Drewniany Stojak Edukacyjny Baby Gym | Zestaw z Pandą. Rozstawiam go na dywanie w salonie i powiem wam, że to prawdziwe wybawienie. To prosty, drewniany stojak w kształcie litery A, z którego zwisa szydełkowa panda, gwiazdka i małe drewniane tipi. Jest niezwykle spokojny, całkowicie różny od tych okropnych, plastikowych, świecących potworności, które brzmią jak kasyno w Las Vegas. Kiedy Mały M był niemowlakiem, babcia kupiła nam taką elektroniczną matę edukacyjną, z której już po dwóch dniach w tajemniczych okolicznościach „zgubiłam” baterie. Ten drewniany stojak z pandą jest cichy, nie przebodźcowuje malucha i kupuje mi dokładnie te siedem minut, których potrzebuję na zmiksowanie jogurtowych farbek bez dziecka wspinającego się po mojej nodze.
Nie będę jednak udawać, że każdy zakup to strzał w dziesiątkę. Kupiłam też Kolorowy Bambusowy Kocyk Dziecięcy w Dinozaury, myśląc, że ten jaskrawy wzór będzie wielkim hitem. To miła mieszanka bambusa i bawełny, kocyk jest niezaprzeczalnie miękki i świetnie spełnia swoją funkcję. Ale, szczerze mówiąc, te neonowo-zielone i czerwone dinozaury są odrobinę zbyt krzykliwe jak na mój gust, a po całej aferze z internetowym komiksem o kosmitach u mojego starszaka, mam trochę dość jaskrawych, chaotycznych postaci wpatrujących się we mnie. Ten kocyk na stałe zamieszkał teraz w bagażniku mojego auta jako kocyk ratunkowy na piknik. Piorze się rewelacyjnie, ale po prostu nie jest to moja ulubiona rzecz do oglądania.
Jeśli chcecie jednak prawdziwego zwycięzcę, potrzebujecie Kocyka z Bawełny Organicznej z Nadrukiem w Misie Polarne. Po prawdziwej sensorycznej przygodzie z farbami – czyli wtedy, gdy dziecko jest oblepione jogurtem, krzesełko to istna strefa katastrofy, a tobie w końcu udało się opłukać malucha w wannie, nie nabawiając się przy tym przepukliny kręgosłupa – potrzebujesz czegoś niesamowicie miękkiego, w co mogłabyś go owinąć. Ten organiczny kocyk bawełniany jest idealnie oddychający, wystarczająco duży, żeby otulić wijącego się malucha, i ma na sobie te słodkie, uspokajające misie polarne. Stał się naszym oficjalnym "uniformem" do po-kąpielowych przytulanek. Nie ma nic lepszego niż czysty maluszek pachnący lawendowym mydłem, otulony mięciutką bawełną wolną od chemii.
Jeśli szukacie rzeczy, które naprawdę przetrwają pranie po dniu pełnym brudzących artystycznych zmagań, sprawdźcie ofertę kocyków z bawełny organicznej od Kianao i oszczędźcie sobie frustracji z powodu kupowania tanich rzeczy, które mechacą się po pierwszym praniu.
Prawda o poczuciu winy milenijnej mamy
Wszyscy tak bardzo staramy się być perfekcyjnymi rodzicami, kreując dzieciom magiczne dzieciństwo rodem z Pinteresta, pełne rozwijających pudeł sensorycznych i nietoksycznych drewnianych zabawek, a przez większość dni czuję, że ponoszę w tym sromotną klęskę. Ale prawda jest taka: twojemu maluchowi jest absolutnie obojętne, czy jego farbki idealnie do siebie pasują kolorystycznie. Nie obchodzi go, czy spędziłaś godzinę, miksując ekologiczny szpinak, by uzyskać idealny odcień zieleni. Ono po prostu chce uderzyć gołymi rączkami w kałużę mokrej mazi i obserwować twoją reakcję.
Kiedy następnym razem wpadniesz na pomysł, by wyszukiwać w Google skomplikowane projekty plastyczne dla malucha, oszczędź sobie wpadania w tę internetową króliczą norę. Nie szukaj fanowskich opowieści ani cyfrowej popkultury. Po prostu otwórz lodówkę, chwyć jakiekolwiek bezpieczne, papkowate jedzenie, jakie masz pod ręką, i pozwól dziecku zaszaleć na plastikowej tacce.
Jesteś gotowa zmierzyć się z bałaganem? Sięgnij po zwykły jogurt, rozbierz malucha do pieluszki i upewnij się, że masz przygotowane miękkie i bezpieczne miejsce, gdy kąpiel w końcu dobiegnie końca. Zajrzyj do sklepu Kianao po absolutnie najmiększe niezbędniki z bawełny organicznej, które nie rozpadną się po jednej wizycie w pralce.
Pytania o zabawy z bałaganieniem, które ciągle słyszę
Czy barwniki spożywcze są naprawdę bezpieczne dla skóry niemowlaka?
Szczerze mówiąc, trzymam się naturalnych proszków, takich jak burak czy spirulina, ponieważ zwykłe, sztuczne barwniki spożywcze zafarbują skórę malucha na kilka dni. Raz użyłam czerwonego barwnika i do środy mój synek wyglądał, jakby miał przerażającą wysypkę. Naturalne składniki zmywają się o wiele łatwiej, nawet jeśli nie dają tak neonowego i jaskrawego efektu.
Co, jeśli podczas malowania dziecko zje papier?
Ono na pewno spróbuje zjeść ten papier. Dlatego całkowicie zrezygnowałam z używania papieru w przypadku dzieci poniżej osiemnastego miesiąca życia. Pozwalam im po prostu malować bezpośrednio na plastikowej tacce krzesełka do karmienia lub na ściankach wanny. W sekundę po tym, jak papier namoknie, staje się ryzykiem zadławienia, a potem musisz wydłubywać dziecku z buzi mokrą, obślinioną kulkę papki.
Czy mogę użyć po prostu zwykłych, zmywalnych farbek dla dzieci, jeśli będę ich uważnie pilnować?
Możesz spróbować, ale małe dzieci są szybsze niż grzechotniki, kiedy chcą włożyć coś do buzi. Doktor Evans uświadomił mi, że „zmywalne” nie znaczy wcale „jadalne”. Chyba że chcesz spędzić cały czas zabawy na siłowaniu się, żeby odciągnąć rączki dziecka od jego twarzy i sprawić, by wszyscy byli tylko sfrustrowani, lepiej zostań przy jogurcie.
Jak zmyć sok z buraków albo kurkumę z białego krzesełka do karmienia?
Zmieszaj sodę oczyszczoną z niebieskim płynem do naczyń, aby uzyskać gęstą pastę, wetrzyj ją w plamę i zostaw krzesełko na pełnym słońcu na kilka godzin. Słońce naprawdę świetnie wybiela naturalne plamy po jedzeniu. Brzmi to trochę jak dziwny babciny sposób, ale działa w stu procentach.
Czy kiedykolwiek dowiedziałaś się, czym tak naprawdę jest ten cały Homestuck?
Nie. Na stałe wykreśliłam to słowo z mojego domu, wyczyściłam historię wyszukiwania na moim iPadzie i zapowiedziałam siostrzenicy, że z moimi dziećmi wolno jej rozmawiać tylko o bajce Bluey. Chronię swój święty spokój, kochani.





Udostępnij:
Dlaczego zarwałem noc, by zgłębić afery z łóżeczkami dziecięcymi
Rozwój króliczków: Jak uczyć malucha bez chaosu