Byłam w trzydziestym ósmym tygodniu ciąży, pociłam się w koszulce ciążowej w połowie lipca, kiedy w moim salonie odbył się wielki szczyt w sprawie wyboru imienia. Moja mama spojrzała mi prosto w oczy i powiedziała, że muszę wybrać solidne, biblijne imię, żeby dzieciak nie wylądował w więzieniu. Moja teściowa, niech ją Bóg błogosławi, upierała się przy czymś, co będzie brzmiało dumnie z tytułem „doktor” z przodu. Wtedy wtrąciła się z podłogi moja kuzynka z pokolenia Z, każąc mi całkowicie je zignorować i skupić się wyłącznie na aurze dziecka oraz na tym, co sylaby manifestują we wszechświecie. Ja po prostu siedziałam tam i płakałam nad podartą księgą imion, bo żadne nie wydawało się odpowiednie, a zgaga dawała mi się we znaki.
Ostatecznie naszemu najstarszemu daliśmy na imię Hunter. Pomyślałam, że to brzmi mocno i zaradnie, wyobrażając sobie twardego chłopaka, który kocha naturę. Cóż, rzeczywistość jest taka, że mój pięciolatek aktualnie poluje na rozmiękłe chrupki pod kanapą i pije wodę z psiej miski, jeśli tylko odwrócę wzrok na dwie sekundy. Tyle w temacie tego silnego, zaradnego przeznaczenia.
Będę z tobą szczera – wybór imienia dla tego małego człowieka to najbardziej ostateczna, przerażająca rzecz, jaką zrobisz, zanim w ogóle wręczą ci wypis ze szpitala. Próbujesz rozkminić, czy zależy ci na pochodzeniu tego słowa, czy pasuje do klimatu waszej rodziny, czy też wybierasz je po prostu dlatego, że usłyszałaś je w serialu na Netflixie, kiedy próbowałaś nie zwymiotować w pierwszym trymestrze. Przejdźmy przez tę całą presję razem, bo szczerze mówiąc, przez połowę z tych trendów można stracić zmysły.
Dlaczego nagle wszystkich interesuje historia i znaczenie imienia
Za czasów mojej babci po prostu dawało się dziecku imię po jakimś zmarłym krewnym, który nie został jeszcze w ten sposób upamiętniony, i na tym kończył się problem. A teraz? Rodzice traktują to tak, jakby przeprowadzali wielki rebranding korporacyjny. Prowadzę mały sklepik na Etsy, w którym personalizuję rzeczy dla maluchów, i liczba wiadomości, które dostaję, z wyjaśnieniem głębokiego, duchowego znaczenia imienia dziecka, to po prostu kosmos. Ludzie wybierają słowa, które w wolnym tłumaczeniu oznaczają „eksperta” albo „boskie światło”, w nadziei, że ich dzieciak dorośnie i wynajdzie lekarstwo na jakąś chorobę, zamiast skupiać się na tym, jak odpiąć pasy w foteliku samochodowym, pędząc autostradą.
Zupełnie rozumiem chęć nadania imienia, które honoruje twoje dziedzictwo kulturowe albo ma po prostu piękne znaczenie. Jeśli chcesz dokopać się do celtyckich lub sanskryckich korzeni swojej rodziny, żeby znaleźć coś z bogatą historią, uważam, że to wspaniałe. Ale jeśli stresujesz się, bo podoba ci się imię „Kuba”, a ktoś ci powiedział, że nie brzmi wystarczająco ambitnie – to w tym miejscu ci przerwę. Twój dzieciak nie obleje matury z matmy tylko dlatego, że jego imię oznacza „z Lukanii”, a nie „wojownika mądrości”.
Skoro już mowa o szpitalu i tych wszystkich wczesnych dniach, kiedy po prostu wpatrujesz się w to dziecko, próbując rozgryźć, kim ono w ogóle jest – gorąco polecam mieć pod ręką kilka sprawdzonych, podstawowych ubranek, zanim zainwestujesz w te wszystkie wymyślne ciuszki na zamówienie. U nas prawdziwym wybawieniem przy drugim dziecku okazało się body niemowlęce z organicznej bawełny marki Kianao. Będę z wami szczera – organiczna bawełna oznacza, że nie możesz tak po prostu agresywnie potraktować wybielaczem plam po spektakularnych wpadkach z pieluszką, co bywa odrobinę irytujące. Ale ten materiał jest po prostu niewiarygodnie miękki. Mój lekarz trochę zlekceważył moje obawy dotyczące syntetycznych materiałów, mrucząc coś pod nosem o tym, że bariera ochronna skóry niemowląt wciąż się kształtuje i może być łatwo podrażniana przez mocne barwniki, choć w sumie chyba sam nie był do końca pewien. Wiem tylko tyle, że kiedy moje dziecko miało te dziwne, czerwone plamki, zmiana na te oddychające, elastyczne body naprawdę pomogła uspokoić skórę. Poza tym, znacznie lepiej pasuje do mojego portfela niż butikowe stylizacje za kilkaset złotych, które i tak zaraz będą całe ulepione.
Kryzys imion romantycznych i inspirowanych naturą
Porozmawiajmy o absolutnej obsesji milenialsów na punkcie imion inspirowanych naturą. Rzeka, Kos, Jaśmin, Jagoda. Każdy chce, żeby jego dzieciak brzmiał jak magiczne leśne stworzenie. Prawdę mówiąc, uwielbiam te imiona, ale musisz też pomyśleć o tym, gdzie mieszkasz. Jeśli nazwiesz swoje dziecko „Ocean”, a mieszkasz z dala od morza, na dusznej prowincji jak ja, to wzbudzi to lekkie uniesienie brwi u sąsiadów.

Do tego dochodzi fala popkultury. Dzięki serialom takim jak Bridgertonowie i tym wszystkim książkom z nurtu „romantasy”, które teraz każdy czyta na telefonie, mamy całe pokolenie dzieciaczków o imionach takich jak Eloise, Dafne czy Colin. Uwielbiam dobre romanse z epoki regencji równie mocno, co każda inna wykończona matka chowająca się w łazience, ale pamiętajmy, że te dzieci w końcu pójdą kiedyś do szkoły podstawowej.
Moim osobistym ulubionym trendem jest to, co internet nazywa „rustykalnym arystokratą”. To takie imiona, które brzmią bardzo dumnie i wytwornie, ale jednocześnie sprawiają wrażenie, jakby ich właściciel sam rąbał drewno na opał. Leopold. Roscoe. Wilhelmina. Od razu wyobrażam sobie malucha w tweedowej kamizelce, który wcina piasek z piaskownicy. Kładziemy na to stanowczo zbyt duży nacisk, oczekując, że imię zdefiniuje całą osobowość dziecka, zanim ono jeszcze w ogóle spróbuje stałego pokarmu.
Co się dzieje, gdy musisz to wykrzyczeć na placu zabaw
Możesz spędzić sześć miesięcy na poszukiwaniu idealnego znaczenia imienia, ale to nie będzie miało żadnego znaczenia, jeśli nie przejdzie ono testu placu zabaw. Wyjdź teraz na zewnątrz i wykrzycz swoje trzy ulubione typy z całych sił, tak jakbyś próbowała powstrzymać malucha przed wbiegnięciem na ulicę. Czy brzmi to jak kichnięcie? Czy wykrztuszenie go wymaga zbyt wielu sylab? Imię Huntera ma dwie sylaby i potrafię je wykrzyczeć w równe pół sekundy, kiedy próbuje on zrzucić na siebie całą piramidę z puszki fasoli w markecie. Potrzebujesz imienia, którym rzucisz z taką precyzją, jak werbalnym lassem.
Upewnij się też, że zapiszesz pełne imię i nazwisko i przeanalizujesz inicjały pod każdym możliwym kątem, żeby przypadkiem nie zrujnować dziecku życia w szkole. Znałam na studiach dziewczynę, której rodzice nadali piękne, pełne znaczenia pierwsze i drugie imię, ale nie zorientowali się, że jej inicjały układają się w słowo Z.Ł.E., dopóki nie przyniosła do domu pierwszego plecaka z monogramem. Moja własna ciotka prawie nazwała moją kuzynkę Samantha Teresa Thomas, kompletnie ignorując fakt, że inicjały będą brzmiały S.T.T., dopóki babcia nie zwróciła jej uwagi, że brzmi to jak jąkanie.
I na litość boską, proszę, zapisujcie te imiona normalnie. Widzę to bez przerwy przy zamówieniach na Etsy. Internet ukrył to pod pojęciem „Tragedeigh” (czyli tragedii w pseudounikalnej pisowni), kiedy bierzesz zwykłe imię i dodajesz do niego dwanaście niepotrzebnych samogłosek oraz myślnik, tylko po to, by być wyjątkowym. Oto niepisane zasady, o których rozważenie błagam moich klientów, zanim zatwierdzą monogram:
- Przestańcie zastępować litery „i” literą „y” (albo „v” zamiast „w”): Dodanie „y” czy „v” nie sprawia, że standardowe imię staje się egzotyczne, tylko wygląda jak literówka.
- Myślniki są dla nazwisk: Nie potrzebujesz myślnika w środku imienia, chyba że chcesz, żeby twoje dziecko wiecznie toczyło boje z formularzami online.
- Wymowa ma znaczenie: Jeśli napiszesz to „Phaeth”, nikt w życiu nie domyśli się, że miało to być „Faith”.
Skoro już jesteśmy przy temacie frustracji, porozmawiajmy o ząbkowaniu, czyli fazie, w której zaczniesz kwestionować każdy życiowy wybór, jakiego kiedykolwiek dokonałaś. Z moim trzecim dzieckiem ząbkowanie było absolutnym koszmarem. Mówimy tu o braku snu, rozpalonych policzkach i poziomie zrzędliwości, z którym głęboko się utożsamiałam, ale którego po prostu nie byłam w stanie ogarnąć po dwóch godzinach snu. Z czystej desperacji kupiłam w końcu drewniany gryzak z grzechotką w kształcie misia i szczerze go uwielbiam. W przeciwieństwie do tych plastikowych kółek wypełnionych płynem, które wyglądają, jakby miały zaraz pęknąć i wlać dziecku do buzi jakiś tajemniczy żel, to jest po prostu proste, nielakierowane kółko z drewna bukowego z dołączonym mięciutkim, szydełkowym misiem. Mój najmłodszy potrafił gryźć to drewniane kółko jak mały bóbr przez wiele godzin, co właściwie uratowało resztki mojego zdrowia psychicznego podczas długich podróży samochodem do miasta.
Dziwne zasady dotyczące tego, czego prawo ci zabrania
Czy wiedzieliście, że istnieją przepisy regulujące to, jak można nazwać dziecko? Tutaj, w Stanach, mamy sporą swobodę, ale zdarzało się, że sędziowie wkraczali do akcji, gdy sprawy całkowicie wymykały się spod kontroli. Czytałam o sądzie we Francji, który zabronił parze nadania córce imienia Nutella. Szczerze? Brawa dla sędziego. Zostawcie swoje zachcianki kulinarne za drzwiami sali porodowej. Ja też bywam głodna o trzeciej nad ranem, ale nie zamierzam nazywać mojego kolejnego dziecka Dorito.

Był też przypadek, kiedy sędzia próbował wymusić zmianę imienia dziecka o imieniu Messiah (Mesjasz), chociaż wydaje mi się, że później to unieważniono ze względu na wolność słowa. To tylko pokazuje, jak bardzo ludzie potrafią się oburzyć, jeśli chodzi o postrzegany autorytet lub bluźnierstwo ukryte w danym tytule.
Mój lekarz mimochodem wspomniał kiedyś, że dzieci z niezwykle skomplikowanymi lub łatwymi do wyśmiania imionami często kończą z niższą samooceną z powodu odrzucenia przez rówieśników. Nie wiem, czy stoją za tym twarde dowody naukowe, czy to tylko zdrowy rozsądek, ale dzieci bywają bezlitosne. Jeśli imię twojego dziecka rymuje się z jakąś funkcją fizjologiczną, od razu wyrzuć je do kosza. Nie obchodzi mnie, czy po starogrecku znaczy ono „wojownicza księżniczka” – dzieciaków na wuefie w trzeciej klasie nie będzie interesować etymologia.
Małe ostrzeżenie, zanim wykupisz wszystkie spersonalizowane gadżety
Oto moja najważniejsza rada, prosto z okopów macierzyństwa i prowadzenia małej firmy: nie zamawiaj spersonalizowanej drewnianej tabliczki z imieniem, otulacza z monogramem i czapeczki szpitalnej z nadrukiem na trzy miesiące przed terminem porodu. Syndrom żałowania wybranego imienia istnieje naprawdę.
Mogłaś spędzić całą ciążę, mówiąc do swojego brzucha per „Eliasz”, ale kiedy w końcu się rodzi, patrzysz na tę małą, wymiętą buźkę i zdajesz sobie sprawę, że to niezaprzeczalnie jest wypisz-wymaluj „Franek”. Celebryci robią to teraz bez przerwy. Kylie Jenner zmieniła imię swojego dziecka po urodzeniu i nagle wszyscy poczuli się usprawiedliwieni, mogąc przyznać, że chyba też popełnili błąd. Jeśli włączył ci się syndrom wicia gniazda i po prostu musisz kupić coś do pokoju dziecięcego, znacznie lepiej wyjdziesz decydując się, by przejrzeć bezpieczne i zrównoważone wyprawkowe must-have właśnie tutaj, a wstrzymasz się z niestandardowym haftem, dopóki akt urodzenia nie zostanie oficjalnie podpisany.
Na przykład, do naszego salonu kupiłam drewniany stojak edukacyjny Baby Gym. Będę szczera: to piękny dodatek w stylu Montessori, a mały, wiszący drewniany słonik jest uroczy. Dziecko zdecydowanie wolało wpatrywać się w naturalne tekstury zamiast w migające, plastikowe światełka. A jak to wygląda z perspektywy prawdziwego życia? Stojak zajmuje całkiem sporo miejsca na dywanie i nawet nie zliczę, ile razy mój mąż potknął się o ten stojak w kształcie litery A, niosąc kosz z brudnym praniem. Musieliśmy wdrożyć surową zasadę „sprzątnij-stojak-przed-zmrokiem”, by po prostu przetrwać przemieszczanie się po salonie. Jest świetny dla rozwoju, ale z pewnością będziecie omijać go szerokim łukiem przez kilka miesięcy. Mimo to wygląda sto razy lepiej niż te neonowe, plastikowe potwory, które miałam przy moim najstarszym dziecku.
Szczerze mówiąc, to ty jesteś osobą, która będzie musiała wpisywać to imię na milionie formularzy szkolnych, wykrzykiwać je w parku i szeptać o 3 nad ranem, lulając malucha do snu. Po prostu wybierz to, co podpowiada ci intuicja, zamiast stresować się magicznym ukrytym znaczeniem – pod warunkiem, że da się je normalnie zapisać.
Gotowa, by przygotować się na przyjście maleństwa bez stresu związanego z permanentnymi monogramami? Odkryj naszą pełną kolekcję bezpiecznych, neutralnych akcesoriów z wyprawki, a personalizację zostaw sobie na później!
Odpowiedzi na wasze kłopotliwe pytania o imiona
Jak sobie radzić z członkami rodziny, którzy nienawidzą wybranego przeze mnie imienia?
Szczerze mówiąc? Przestajesz im cokolwiek mówić. Przy pierwszym dziecku wymieniłam mamie naszą wielką trójkę faworytów, a ona znalazła coś nie tak w absolutnie każdym z nich. Przy dziecku numer dwa trzymaliśmy buzie na kłódkę, dopóki dokumenty nie zostały wypełnione. Oto mój niezawodny, trzyetapowy proces przetrwania rodzinnych kłótni o imiona:
- Uśmiechaj się i przytakuj: Po prostu udawaj, że bierzesz ich beznadziejne sugestie pod uwagę.
- Zrzuć winę na partnera: Powiedz mamie, że twój mąż absolutnie zawetował jej ulubione imię.
- Zmień temat: Zacznij opowiadać o tym, jak bardzo puchną ci stopy – to działa za każdym razem.
Czy to wielki problem, jeśli historia kryjąca się za imieniem jest negatywna?
Znaczy, moja przyjaciółka nazwała swoją córkę Kennedy, co podobno w jakimś starym języku celtyckim oznacza "zniekształconą głowę". Czy jej dziecko ma zniekształconą głowę? Nie. Czy kogoś to obchodzi? Absolutnie nie. O ile znaczenie nie jest powszechnie obraźliwe w języku używanym w twojej społeczności, nie spędzałoby mi to snu z powiek. I tak większość ludzi nigdy tego nie sprawdzi.
Czy powinnam martwić się o to, jak imię brzmi w środowisku zawodowym?
Moja teściowa miała na tym punkcie obsesję, ale świat tak szybko się zmienia. Dzieci w grupie przedszkolnej mojego syna mają na imię Kosma, Gniewko i Dobrawa. Zanim te dzieci skończą trzydziestkę i zaczną ubiegać się o pracę, CV z imieniem „Jaśmin” w ogóle nie będzie wyglądać dziwnie, bo połowa ich współpracowników będzie nosić imiona inspirowane drzewami i zjawiskami pogodowymi. Po prostu skup się na wychowaniu porządnego człowieka.
Co jeśli ja i mój partner całkowicie się nie zgadzamy?
Musicie znaleźć system weta, który u was zadziała. My ściągnęliśmy jedną z tych aplikacji, w których przesuwa się propozycje imion w prawo lub w lewo, i która pokazuje tylko te, na które oboje się dopasowaliście. To odarło cały proces z niepotrzebnych emocji i powstrzymało nas przed kłótnią o to, dlaczego on uważał, że "Zdzisław" to świetne imię dla nowoczesnego noworodka. Przerzucajcie się pomysłami tak długo, aż znajdziecie złoty środek.
O co chodzi ze wstrzymywaniem się z wyborem imienia do momentu w szpitalu?
W niektórych miejscach masz kilka dni, a nawet tygodni na sfinalizowanie dokumentów po wyjściu ze szpitala. Jeśli naprawdę wahasz się między dwoma imionami, po prostu poczekaj. Spójrz na dziecko i zobacz, jaki ma "klimat". O wiele łatwiej jest wziąć dodatkowe trzy dni na podjęcie decyzji, niż przechodzić przez prawny ból głowy związany ze zmianą imienia i dokumentów pół roku później.





Udostępnij:
Dlaczego pozwoliłam komputerowi wybrać imiona moich dzieci i pozbyłam się grubych ksiąg
Wybór imienia dla chłopca: brutalnie szczery poradnik