Droga Sarah sprzed dokładnie sześciu miesięcy,

Siedzisz właśnie za kierownicą Hondy, koszmarnie zaparkowana na dwóch miejscach pod lokalnym supermarketem. Klimatyzacja działa na pełnych obrotach, ale ty i tak pocisz się w swojej za dużej ciążowej koszulce, bo hormony poporodowe to jakiś koszmar. A twoja mrożona kawa – za którą zapłaciłaś krocie i której tak rozpaczliwie potrzebowałaś – na tym etapie jest w zasadzie tylko ciepłą, beżową wodą. Przewijasz ekran telefonu, pozwalając algorytmowi serwować sobie filmik za filmikiem. Widzisz te absolutnie nieskazitelne, promienne kobiety, kołyszące się w swoich monochromatycznych, idealnie oświetlonych pokoikach dziecięcych.

I ten dźwięk. O Boże, ten dźwięk.

To ta piosenka Connie Francis z lat sześćdziesiątych, w której śpiewa pretty little baby I'm just so completely in love with you, i leci ona w niekończącej się, nieuniknionej pętli. Patrzysz na te kobiety wpatrzone w swoje całkowicie ciche, idealnie owinięte w rożki noworodki. Każde z nich wygląda jak starannie wyselekcjonowane wirtualne dziecko z internetu, jeden z tych dziwnych rekwizytów estetycznych, które nigdy nie krzyczą, nie wymiotują ani nie drapią twojego obojczyka do krwi.

A ty, moja droga, siedzisz na parkingu w samochodzie i po prostu ryczysz.

Bo chociaż twoje dzieci są teraz starsze – Leo ma cztery lata, Maya siedem – ten dźwięk wywołał coś głębokiego, mrocznego i ciężkiego w twojej piersi. To wsteczne poczucie winy to dławiąca świadomość, że kiedy przyniosłaś swoje dzieci do domu, nie poczułaś tej natychmiastowej, pochłaniającej duszę, magicznej miłości rodem z filmowego montażu. Trzymasz to śliczne, małe dziecko w ramionach na szpitalnym łóżku, pielęgniarki się uśmiechają, Dave płacze, a ty czujesz... po prostu pustkę. Przysięgam, że kiedy pojawia się nowe dziecko, twój mózg pęka na milion małych, niespokojnych kawałków. Patrzysz na tego malucha i myślisz sobie: „Okej, chyba muszę teraz utrzymać tego oddychającego ziemniaczka przy życiu”. Siedzisz w samochodzie i płaczesz, bo myślisz, że coś jest z tobą nie tak.

Absolutna pułapka internetowej estetyki

Musimy porozmawiać o tym, jak chore stało się to całe przedstawienie zwane macierzyństwem. Dave, niech Bóg błogosławi jego do bólu praktyczne serce, często znajdował mnie płaczącą w pralni o 3 nad ranem, kiedy Maya miała trzy tygodnie. Zazwyczaj próbowałam wtedy uprać te malutkie skarpetki dla noworodków, które i tak nigdy nie trzymają się na stópkach – właściwie po co oni w ogóle je produkują? Zsuwają się w wózku, gubisz jedną, a potem masz całą szufladę pełną pojedynczych, bezużytecznych skarpet. W każdym razie, chodzi o to, że znajdował mnie we łzach, pytał co się stało, a ja nie potrafiłam mu wytłumaczyć, że opłakuję uczucie, które powinnam była w sobie mieć, a którego wcale nie czułam.

Jesteśmy pierwszym pokoleniem matek, które muszą patrzeć, jak tysiące innych kobiet odgrywają swój czwarty trymestr przy dosłownej ścieżce dźwiękowej idealnego życia. To szaleństwo, naprawdę. Widzisz te dopasowane lniane ubranka, drewniane tęczowe zabawki, które wyglądają, jakby ich miejsce było raczej w muzeum sztuki nowoczesnej, a nie w pokoju dziecięcym, i te matki, którym włosy nie wypadają garściami, i po prostu bierzesz to wszystko do siebie. Zakładasz, że skoro mają perfekcyjnie opanowaną estetykę, to z pewnością równie perfekcyjnie opanowały też więź emocjonalną. Zakładasz, że poczuły te mityczne fajerwerki.

Prawda jest taka, że nikt nie nagrywa siebie, gdy nie brał prysznica od czterech dni, sutki krwawią, a on gapi się w ścianę, zastanawiając się, czy właśnie nie zrujnował sobie życia. Porównujesz swoją brutalną, przerażającą, przeciekającą rzeczywistość do czyjegoś piętnastosekundowego zlepku najlepszych momentów.

Ludzie mówią, że w fazie noworodkowej powinno się po prostu usunąć wszystkie aplikacje społecznościowe z telefonu, ale bądźmy szczerzy – nikt tak naprawdę tego nie robi. Bo co innego miałabyś robić, żeby nie zasnąć, podczas gdy w ciemności mały człowiek używa cię jako ludzkiego smoczka?

Co doktor Miller naprawdę powiedział mi o hormonach miłości

Pamiętam, jak siedziałam w gabinecie doktora Millera, kiedy Leo miał może miesiąc. W pomieszczeniu unosił się przytłaczający zapach spirytusu i starych magazynów dla rodziców, a ja po prostu pękłam. Leo krzyczał wniebogłosy, bo papier na kozetce głośno szeleścił, a ja spojrzałam na pediatrę i wyznałam, że w zasadzie nie czuję nic poza czystym przerażeniem. Powiedziałam mu, że czuję się jak policyjny negocjator, który właśnie ponosi klęskę w swojej misji.

What Dr. Miller actually told me about the cuddle chemicals — Pretty Little Baby I'm So In Love With You: The Reality

Nie wyciągnął żadnych tabelek. Nie posłał mi smutnego spojrzenia. Po prostu poprawił okulary i powiedział, że u ogromnej części kobiet miłość nie pojawia się pierwszego dnia.

Próbował mi to wytłumaczyć z naukowego punktu widzenia, coś o tym, że bliskość fizyczna wyzwala oksytocynę – to podobno ten hormon przytulania, który sprawia, że tworzysz więź, nie wiem do końca, ledwo zdałam biologię w liceum. Powiedział jednak, że skrajne wyczerpanie, gigantyczne spadki poziomu estrogenu i absolutna fizyczna trauma po porodzie po prostu na jakiś czas blokują te receptory. Twój mózg przechodzi w tryb ścisłego przetrwania. Dosłownie nie masz biologicznych rezerw, by odczuwać wyidealizowaną miłość, ponieważ twoje ciało próbuje wymyślić, jak zagoić w macicy ranę wielkości talerza obiadowego, jednocześnie produkując mleko.

Powiedział mi, że responsywna opieka – czyli po prostu branie ich na ręce, kiedy płaczą, karmienie, kołysanie, nawet jeśli w środku czujesz się całkowicie pusta – fizycznie buduje z czasem połączenia nerwowe w ich małych mózgach. To nie magia. To po prostu powtarzalność. Wykonujesz fizyczną pracę bycia matką i ostatecznie uczucia doganiają twoje działania. Tworzy to bezpieczne przywiązanie, bez względu na to, czy czujesz fajerwerki, czy nie. Szczerze mówiąc, poczułam tylko wielką ulgę, że nie dzwonił po Opiekę Społeczną.

Jeśli jesteś teraz uwięziona pod śpiącym niemowlakiem i chcesz po prostu znaleźć coś, co może nieco ułatwić fizyczną rzeczywistość tego etapu, możesz przejrzeć te organiczne kocyki dla niemowląt i mieć nadzieję, że kupią ci one dwadzieścia minut spokoju.

Rzeczy, które naprawdę pomogły nam przetrwać to czekanie

Posłuchaj, więzi z dzieckiem nie da się kupić. Postawmy sprawę jasno. Ale absolutnie możesz kupić rzeczy, które sprawią, że fizyczny akt utrzymywania ich przy życiu będzie nieco mniej żałosny, podczas gdy ty czekasz, aż twoje hormony same się uporządkują, a miłość wreszcie się pojawi.

The gear that actually helped us survive the wait — Pretty Little Baby I'm So In Love With You: The Reality

Kiedy w zeszłym miesiącu moja siostra urodziła dziecko i zadzwoniła do mnie z płaczem, dręczona dokładnie tym samym poczuciem winy, co ja, kupiłam jej bambusowy kocyk dla niemowląt Kolorowy Łabędź. Ta rzecz to mój prawdziwy Święty Graal wśród akcesoriów dla dzieci. Kiedy Leo był malutki, miał podobny bambusowy kocyk z tej firmy, który całkowicie zniszczył, bo ciągał go absolutnie wszędzie – przez błoto w parku, po lepkiej podłodze w kuchni, aż prosto do psiego legowiska. Podobno materiał bambusowy w naturalny sposób reguluje temperaturę, co chyba wyjaśnia, dlaczego zatrzymał te okropne czerwone potówki, które Maya miewała na karku, gdy spała na tanim poliestrze. Naprawdę staje się coraz bardziej miękki za każdym razem, gdy wrzucasz go do prania, co i tak robisz na okrągło.

Kupiłam jej również body z organicznej bawełny z falbankami na rękawkach. Jest... w porządku. To znaczy, jest naprawdę urocze, a organiczna bawełna jest bardzo miła dla skóry, z kolei zatrzaski naprawdę łatwo zapiąć, kiedy funkcjonujesz przy zerowej ilości snu i oczy ci się zamykają. Ale bądźmy szczerzy, to tylko ubranko i w końcu na pewno przydarzy im się w nim pieluszkowa katastrofa. Generalnie nie jestem wielką fanką rękawków z falbankami, ponieważ dziwnie się zwijają pod ciasnym rożkiem, ale nadają się na bardzo urocze zdjęcie do wysłania dziadkom, zanim zrujnuje je nieunikniona powódź ulewania.

O rany, i na litość boską, potrzebujesz dobrego narzędzia do odwracania uwagi, na wypadek gdy zaczną marudzić, a ty będziesz tracić zmysły. My używaliśmy czegoś bardzo zbliżonego do tej grzechotki-gryzaka Króliczek. Ma kółeczko z surowego drewna, które Maya obgryzała jak istny dziki termit, kiedy wychodziły jej zęby. To była jedyna rzecz, która potrafiła uciszyć ją w foteliku samochodowym na dłużej niż cztery minuty z rzędu. Uwielbiałam to, że jest to po prostu bawełna i drewno, a nie jakiś wrzeszczący, plastikowy, elektroniczny koszmar, który świeci i gra piskliwą wersję „Starego Macdonalda”, sprawiając, że masz ochotę wjechać samochodem do rowu. W każdym razie, chodzi o to, że akcesoria pomagają, ale nie naprawiają tego, co dzieje się w twojej głowie.

Harmonogram i tak jest całkowicie zmyślony

Droga Sarah sprzed sześciu miesięcy. Proszę, błagam cię, przestań płakać na parkingu z powodu wiralowego trendu dźwiękowego z internetu.

Miłość nadejdzie. Naprawdę. Zakrada się po cichu, gdy wcale jej nie szukasz. Będziesz siedzieć na dywanie w salonie w jakiś losowy wtorek, otoczona plastikowymi klockami, które wbijają ci się w kolana, pijąc kolejną zimną kawę, a oni spojrzą na ciebie i zaśmieją się po raz pierwszy, a twoja klatka piersiowa fizycznie zaboli z ogromu miłości do nich.

To nie musi przypominać niczego z wiralowych filmików. Nie musi być estetyczne ani idealnie pasować do beżowego kwadracika w internecie.

Musisz po prostu zamknąć aplikację, odetchnąć i pozwolić, by ta chaotyczna, pozbawiona blasku rzeczywistość bycia mamą noworodka cię otoczyła, bez prób zmuszania się do jakiegoś magicznego filmowego momentu, który nie istnieje. Dave miał rację, kiedy powiedział mi, że wykonuję kawał dobrej roboty, nawet kiedy czułam się całkowicie pusta w środku. Wykonujesz tę pracę. Miłość jest już obecna w twoich czynach, nawet jeśli twój mózg jeszcze nie zdążył ci o tym przypomnieć.

Zanim wpadniesz w kolejną króliczą norę idealnie urządzonych pokoików i zaczniesz kwestionować całe swoje macierzyństwo, może obejrzyj trochę praktycznych ubranek dla dzieci z bawełny organicznej i przypomnij sobie, że twoim jedynym zadaniem na teraz jest po prostu przetrwać.

Pytania, które słyszę, kiedy przyznaję to na głos

Czy to naprawdę normalne, jeśli nie mam od razu całkowitej obsesji na punkcie mojego dziecka?
Tak, o mój Boże, tak. Dosłownie nawet jedna piąta wszystkich matek nie odczuwa tego błyskawicznego uderzenia miłości. Twoje ciało właśnie przeszło przez coś, co można porównać do poważnego wypadku samochodowego, twoje hormony spadają szybciej niż akcje na giełdzie, a ty nie spałaś od dni. Brak tej „obsesji” to biologiczny mechanizm obronny, a nie wada charakteru. Daj sobie trochę luzu.

Jak mam szczerze zbudować z nimi więź, skoro jestem tak rozpaczliwie zmęczona?
Nie musisz robić niczego specjalnego. Nie potrzebujesz rutyny budowania więzi ani certyfikatu z masażu niemowląt. Po prostu trzymaj je, kiedy je karmisz. Pozwól im spać na twojej klatce piersiowej, podczas gdy ty oglądasz jakieś głupoty w telewizji. Bliskość fizyczna odwala za ciebie całą czarną robotę pod względem biologicznym. Nawet samo wykonywanie podstawowych czynności, by utrzymać je przy życiu, buduje tę więź, obiecuję.

Czy te wiralowe nagrania pogłębiają depresję poporodową?
Nie jestem psychologiem, ale z mojego osobistego doświadczenia? Jak cholera, tak. Kiedy i tak jesteś bezbronna ze względu na hormony, oglądanie niekończącego się strumienia kobiet udających, że faza noworodkowa to błogie, ciche, estetyczne marzenie, jest niesamowicie toksyczne. Ustanawia to niemożliwy do osiągnięcia emocjonalny punkt odniesienia, który sprawia, że czujesz, że zawodzisz, podczas gdy ty po prostu uczciwie żyjesz w prawdziwym świecie.

Czy te rzeczy z organicznych materiałów naprawdę mają znaczenie przy budowaniu więzi?
Nie bezpośrednio, nie. Dziecko nawiąże z tobą więź bez względu na to, czy ma na sobie bawełnę organiczną premium, czy tani, poliestrowy worek. Ale to, że nosi miękkie, oddychające materiały, takie jak ubranka od Kianao, sprawia, że fizycznie jest mu po prostu wygodniej, co oznacza, że płacze trochę mniej z powodu podrażnień skóry lub przegrzania, a to z kolei sprawia, że twój poziom niepokoju jest odrobinę niższy. Mniej krzyku to łatwiejszy powrót do poczucia się znowu człowiekiem, co zdecydowanie sprawia, że cały proces zakochiwania się przebiega o wiele sprawniej.