Siedzieliśmy w całkiem przyjemnym gastropubie na Highbury, kiedy Florence, która miała dokładnie jedenaście miesięcy i cztery dni, spojrzała mi prosto w oczy i odgryzła górną połowę darmowej czerwonej kredki. Przeżuwała ją z powolną, ostentacyjną premedytacją szefa mafii z wykałaczką w zębach. Jej siostra bliźniaczka, Matilda, obserwowała ten spektakl z głębokim akademickim zainteresowaniem, po czym spróbowała wbić własną niebieską kredkę prosto w lewą dziurkę od nosa.

To było moje oficjalne wprowadzenie do niezwykle ambitnego świata artystycznych zajęć dla maluchów. Jeśli wierzyć mediom społecznościowym, dawanie dzieciom przyborów do rysowania powinno być spokojnym, rozwijającym doświadczeniem, podczas którego siedzą przy robionym na zamówienie drewnianym stoliczku i starannie kolorują uśmiechniętą jesienną dynię, nie wyjeżdżając za linie. W rzeczywistości – przynajmniej w naszej okolicy – to raczej dramatyczna sytuacja z zakładnikami, w której nieustannie wygrzebujesz im z ust toksyczne pochodne ropy naftowej, próbując ocalić resztki godności przed obsługą kelnerską.

A jednak zewsząd wmawia się nam, że musimy to robić. Pełni dobrych chęci krewni podsyłają linki do stron z darmowymi szablonami do druku dla niemowląt. Liczba wyszukiwań prostych konturów zwierząt gospodarskich musi być astronomiczna, napędzana wyłącznie przez wyczerpanych rodziców, którzy desperacko liczą, że kartka z drukarki kupi im wystarczająco dużo czasu na wypicie jednej filiżanki letniej kawy.

Pułapka szczegółowych kolorowanek

Oto coś, o czym nikt ci nie mówi, kiedy pobierasz te niemożliwie urocze arkusze z alfabetem: danie roczniakowi bardzo szczegółowego rysunku księżniczki jest jak wręczenie arkusza kalkulacyjnego golden retrieverowi. Dzieci po prostu nie posiadają jeszcze biologicznego sprzętu, by przetworzyć to, czego od nich oczekujesz.

Przekonałam się o tym na własnej skórze, gdy moja teściowa z entuzjazmem wręczyła nam sześćdziesięcioczterostronicową książkę z mandalami, „żeby bliźniaczki mogły ćwiczyć uważność”. Uważność. Dla dwóch osób, które wciąż czasem budzą się z krzykiem, bo przez sen zgubiły skarpetkę. Spędziłam dwadzieścia minut, ostrożnie wyrywając dwie strony, przygotowując stanowisko i demonstrując, jak delikatnie kolorować w obrębie linii. Florence natychmiast podarła kartkę na pół, zjadła kawałek, a resztę rzuciła na legowisko psa. Matilda po prostu się rozpłakała, bo papier wydał dźwięk, który nie przypadł jej do gustu.

Okazuje się, że oczekiwanie, by przejmowały się granicami – zarówno tymi fizycznymi na papierze, jak i ogólnymi normami społecznymi – jest na tym etapie całkowicie absurdalne. To głęboko niesprawiedliwe dawać im coś, co wymaga chirurgicznej precyzji, gdy dosłownie w zeszły wtorek dopiero odkryły, jak zginać własne kolana.

Nie powiem absolutnie nic o osobach, które sugerują malowanie palcami prawdziwą, mokrą farbą w tym wieku, poza tym, że nasza służba zdrowia nie przepisuje obecnie silnych środków uspokajających, jakich potrzebowałby rodzic, by dojść do siebie po znalezieniu niebieskiego odcisku dłoni rozsmarowanego na kremowym, welurowym zagłówku łóżka.

Co pielęgniarka środowiskowa mruczała pod nosem o dłoniach

Poruszyłam temat incydentu z pubową kredką podczas naszej następnej wizyty kontrolnej, głównie dlatego, że pieluszki Florence od trzech dni wyglądały jak instalacja sztuki nowoczesnej, a ja byłam lekko przerażona. Nasza pielęgniarka, kobieta, która widziała już zdecydowanie za dużo i mówi niemal wyłącznie zmęczonymi westchnieniami, spojrzała na mnie jak na idiotkę.

What the health visitor mumbled about hands — The unvarnished truth about baby coloring pages and eating wax

Wyjaśniła mi z grubsza, że przed ukończeniem pierwszego roku życia większość z tych rzeczy jest i tak zupełnie pozbawiona sensu. Wymamrotała coś o tym, że dzieci zaczynają od „chwytu dłoniowego”, co w laickim tłumaczeniu oznacza, że łapią przedmioty całą pięścią, jak mali, wkurzeni bywalcy pubów trzymający kufel piwa. Końcowym celem biologicznym jest „chwyt szczypcowy” – używanie kciuka i palca wskazującego – ale mocno wątpiła, by jakiekolwiek dziecko poniżej piętnastego miesiąca życia celowo próbowało narysować obrazek, zamiast po prostu badać fizykę przyczyny i skutku poprzez wielokrotne dźganie stołu.

Ta medyczna ambiwalencja była w rzeczywistości niezwykle pocieszająca. Oznaczała, że nie zawodzę moich dzieci, nie mając lodówki obwieszonej rozpoznawalnymi szkicami naszej rodziny. Oznaczała, że Florence, agresywnie bazgrząca jedną gwałtowną czarną linię w poprzek kartki, a następnie rzucająca kredkę na podłogę, w rzeczywistości dokonywała triumfalnego pokazu rozumowania poznawczego.

Akceptowalne sposoby na opanowanie bałaganu

Zatem, jeśli zaakceptujemy fakt, że będą trzymać narzędzia jak broń i mieć zerowy szacunek dla krawędzi papieru, strategia musi całkowicie zmienić się z „tworzenia sztuki” na „przetrwanie tej aktywności bez dzwonienia na pogotowie ratunkowe”.

Pierwszym objawieniem była dla mnie taśma malarska. Jeśli po prostu położysz kartkę papieru na tacce krzesełka do karmienia, sama siła chaotycznych ruchów rąk malucha natychmiast pośle ją na podłogę, co wywoła histerię o katastrofalnych rozmiarach. Ocal swoje zdrowie psychiczne, przyklejając na tacce obrazek o grubych konturach za pomocą pętli z taśmy pod spodem, jednocześnie modląc się, by dzieci nie wpadły na to, jak go odkleić i zjeść klej. Ja zazwyczaj po prostu rysuję jeden wielki okrąg grubym markerem na szarym papierze do pakowania. I tyle. Jeden okrąg. To jedyna rzecz, z którą mogą sobie wizualnie poradzić bez zwarcia w mózgu.

Jeśli chodzi o same narzędzia, standardowe kredki to w zasadzie idealnie wyprofilowane ryzyko zadławienia, wykonane z okropnych substancji. Po incydencie w Highbury całkowicie zakazaliśmy ich w domu.

Zamiast tego przeżyliśmy niesamowicie dziwny przełom z Miękkim Zestawem Klocków dla Niemowląt. Wiem, że technicznie rzecz biorąc służą one do układania i gryzienia, ale posłuchajcie mnie. W pewien wyjątkowo mroczny, deszczowy wtorek, kiedy skończyły mi się pomysły i cierpliwość, wyciągnęłam z mojego starego biurka poduszeczkę z tuszem (nietoksycznym, którego używaliśmy do odbijania stópek na zawiadomieniach o narodzinach). Te klocki mają wypukłe geometryczne kształty oraz cyferki ze zwierzątkami i są wręcz idealnie dopasowane do niezdarnego uścisku pięści rocznego dziecka. Florence zaczęła wciskać silikonowe klocki w tusz i stemplować nimi papier.

Matilda, w swoim stylu, po prostu siedziała i agresywnie przeżuwała klocek z numerem cztery, ale ponieważ są one wykonane z całkowicie bezpiecznej, pozbawionej BPA miękkiej gumy, w ogóle się tym nie przejmowałam. To były najspokojniejsze czterdzieści dwa minuty, jakie mieliśmy od miesięcy, co w czasie bliźniaczym odpowiada mniej więcej dekadzie. Klocki błyskawicznie myje się w zlewie, można je potem wrzucić do kąpieli i nikt nie skonsumował przy okazji parafiny. To absurdalne i niezgodne z przeznaczeniem wykorzystanie klocków, ale jestem zbyt zmęczona, by dyskutować z sukcesem.

Jeśli szukasz sposobów na zajęcie dziecka, które nie wiążą się z widmem wizyty na izbie przyjęć, możesz spokojnie przejrzeć naszą kolekcję zabawek edukacyjnych, w której przedmioty są zazwyczaj zbyt duże, by dało się je połknąć.

Artystyczny mundurek

Innym ważnym elementem tego cyrku są ubrania. Nie można uprawiać żadnej formy kolorowania, stemplowania czy niechlujnego jedzenia w ubraniach, do których masz jakikolwiek emocjonalny stosunek.

The art uniform — The unvarnished truth about baby coloring pages and eating wax

Nasze dziewczynki dosłownie żyją w Niemowlęcym Body Bez Rękawów z Organicznej Bawełny, za każdym razem, gdy próbujemy jakichkolwiek prac ręcznych. Słuchajcie, powinnam wam teraz powiedzieć, że to luksusowy fundament zrównoważonej garderoby i że jest cudownie miękki, ale będę z wami brutalnie szczera: jego najlepszą cechą są kopertowe ramiona.

Kiedy Florence nieuniknienie upaprze sobie całą szyję zmywalnym flamastrem lub rozgniecionym bananem, nie chcę przeciągać tego bałaganu przez jej twarz i brudzić jej włosów. Rozciągliwe ramiona w tym body pozwalają mi zsunąć je w dół po jej ciele jak skórkę od banana, zamykając cały brud w środku, i wrzucić prosto do pralki. To po prostu bardzo solidny, praktyczny element odzieży, który tak się składa, że jest uszyty z organicznej bawełny, więc nie mam wyrzutów sumienia, kładąc go na ich wrażliwą skórę. Wytrzymuje pranie w sześćdziesięciu stopniach, kiedy muszę agresywnie wyszorować z niego tajemniczą zieloną plamę, a to szczerze mówiąc największy komplement, jaki mogę sprawić jakiemukolwiek produktowi dla niemowląt.

Kiedy są naprawdę za małe

Mam poczucie, że powinnam wspomnieć, iż jeśli twoje dziecko ma mniej niż sześć miesięcy, to wszystko w ogóle cię nie dotyczy. Błagam, nie pozwól, by internet zmusił cię do myślenia, że twój czteromiesięczniak musi obcować z kolorowanką.

W tym wieku ich wzrok ledwie sięga poza czubek własnego nosa. Kiedy nasze dziewczynki były malutkie, po prostu kładliśmy je pod Drewnianym Stojakiem Edukacyjnym | Tęczowym Zestawem Gimnastycznym ze Zwierzątkami. Geniusz tak porządnego, drewnianego stojaka tkwi w kontraście wizualnym. Zanim w ogóle będą potrafiły cokolwiek chwycić, po prostu patrzą. Kolory ziemi i wyraźne cienie rzucane przez drewnianego słonika oraz kółka na tle światła dawały ich rozwijającym się oczom mnóstwo punktów skupienia, bez konieczności mojego gorączkowego sprzątania wosku z kredek.

Po prostu sobie leżały, na oślep uderzając w zwisające drewniane kółka, całkowicie zahipnotyzowane. To ekologiczne rozwiązanie, które przyzwoicie wygląda w salonie zdominowanym przez plastik, i nie wymaga absolutnie żadnego aktywnego udziału od rodzica funkcjonującego na trzech godzinach snu i połowie zimnego tosta.

Rodzicielstwo to w dużej mierze po prostu przesuwanie granic tego, co uważasz za udany dzień. Czasem sukcesem jest to, że nauczą się nowego słowa. Innym razem sukcesem jest po prostu dotrwanie do pory snu bez spożycia przez nikogo artykułów biurowych.

Zanim całkowicie oddasz swój salon we władanie chaosowi zajęć plastycznych dla maluchów, upewnij się, że jesteś uzbrojona w sprzęt, który naprawdę zdoła przyjąć ten cios. Kup nasze ubranka z organicznej bawełny dla niemowląt, aby zyskać stroje, które znakomicie się dopierają.

Pytania, które naprawdę mogą ci chodzić po głowie

Kiedy potrafią szczerze mówiąc poprawnie trzymać kredkę?
Zgodnie z opinią każdego lekarza, którego o to męczyłam, większość dzieci nie będzie celowo próbować bazgrać aż do momentu między dwunastym a piętnastym miesiącem życia. A nawet wtedy trzymają ją jak sztylet. Właściwy, delikatny chwyt, na który czekasz, nie pojawi się, dopóki nie będą znacznie bliżej trzech lub czterech lat, więc odpowiednio dostosuj swoje oczekiwania wobec otrzymania rozpoznawalnego portretu.

Co się stanie, jeśli zjedzą standardowe kredki?
Nie jestem lekarzem, ale zdarzyło mi się w panice dzwonić z tym na infolinię medyczną. Większość głównych marek jest podobno nietoksyczna, co oznacza, że twoje dziecko nie jest w bezpośrednim niebezpieczeństwie chemicznym, ale są one wykonane z wosku naftowego. Może to wywołać rozstrój żołądka i z pewnością sprawi, że ich pieluszki będą wyglądać następnego dnia przerażająco. Znacznie większym problemem jest jednak ryzyko zadławienia, ponieważ standardowe kredki łatwo łamią się na idealne, blokujące drogi oddechowe walce.

Jak powstrzymać papier przed ślizganiem się po całym stole?
Użyj taśmy malarskiej. Przyklej górę i dół kartki bezpośrednio do stołu lub tacki krzesełka. Nie używaj zwykłej taśmy papierowej ani przezroczystej biurowej, chyba że masz ochotę spędzić wieczór na zeskrobywaniu kleju ze stołu w jadalni nożem do masła.

Jakie strony najlepiej drukować?
Zignoruj te skomplikowane, piękne wzory. Znajdź obrazki, które są dosłownie jednym wielkim kształtem – gigantyczną gwiazdą, potężnym jabłkiem, zwykłym kwadratem. Linie powinny być tak grube jak twój palec. Wizualna granica pomaga im zrozumieć koncepcję „wewnątrz” i „na zewnątrz”, nawet jeśli spędzają 99% czasu na agresywnym bazgraniu po zewnętrznej stronie.

Jak zmyć tajemnicze ślady z tacki krzesełka?
Pasta zrobiona z sody oczyszczonej i ciepłej wody to zazwyczaj delikatny środek ścierny, który usunie większość woskowych osadów bez rysowania plastiku. Jeśli to zawiedzie, najczęściej po prostu to ignoruję, dopóki plama ostatecznie nie wtopi się w chaotyczny krajobraz naszej kuchni.