Kiedy byłam w ciąży z Leo, moja teściowa dopadła mnie na parkingu pod supermarketem, żeby mnie uświadomić, że w błękicie na własnym baby shower będę wyglądać na „klinicznie wyczerpaną”. Dwie godziny później moja znajoma, fotografka ślubna, napisała do mnie ni z tego, ni z owego, że po prostu muszę włożyć błękitną sukienkę, bo „w kadrze działa jak szlachetny kolor neutralny”. Potem popełniłam błąd i zapytałam o to na fejsbukowej grupie dla mam. Dziewczyny natychmiast na mnie naskoczyły, że błękitne sukienki dla kobiet to praktycznie grzech, chyba że dosłownie rodzisz chłopca na scenie, a i wtedy i tak lepiej włożyć pudrowy róż.
Stałam tam przy moim minivanie, trzymając w połowie pustą mrożoną latte na mleku owsianym, którą na bank zdążyłam już wylać na legginsy ciążowe, gapiąc się w telefon na tę przepiękną, zwiewną, jasnoniebieską sukienkę kopertową i myśląc sobie... co z nami, jako społeczeństwem, jest do cholery nie tak? Dlaczego jeden kolor sprawia, że ludzie tracą rozum?
Czuję, że muszę o tym pomówić, bo presja znalezienia idealnego stroju na te wszystkie dziwne etapy macierzyństwa wymknęła się spod kontroli. Niby masz wyglądać na promienną i opiekuńczą matkę, ale też stylowo, a do tego nie spałaś od trzech lat i właśnie przecieka ci lewa pierś. W każdym razie, chodzi o to, że kupiłam tę sukienkę. Zignorowałam teściową. A potem dostałam bardzo bolesną, fotograficzną nauczkę.
Wielka katastrofa z fleszem
Mam taką teorię, że baby blue – przepraszam, ciągle go tak nazywam, błękitny, jasnoniebieski, zwał jak zwał – to najbardziej obciążony psychologicznie odcień w całym rodzicielskim wszechświecie. Oznacza klasykę. Oznacza spokój. Ale oznacza też, że na zdjęciach z użyciem flesza możesz wyglądać, jakbyś była zupełnie naga.
Pozwólcie, że wyjaśnię to ze szczegółami, bo do dziś śni mi się to po nocach. Kupiłam tę błękitną sukienkę na sesję noworodkową Mai. Była zrobiona z takiego błyszczącego, satynowego materiału. Kosztowała zdecydowanie za dużo, szczerze mówiąc więcej niż moje buty ślubne. Mój mąż, Dave, spojrzał na nią, gdy wisiała na drzwiach, i stwierdził, że wygląda jak elegancka koszula szpitalna. Zignorowałam go, bo dla Dave'a szczyt mody to czysty polar z Patagonii i buty, na których nie ma błota.
No więc ją założyłam. Fotografka przyszła do naszego domu. Użyła lampy błyskowej, bo nasz salon ma oświetlenie rodem ze średniowiecznych lochów. A kiedy dostaliśmy zdjęcia? O rany. Wyglądałam jak lewitująca głowa bez tułowia.
Okazuje się, że błękitny pigment na gładkich, błyszczących materiałach działa jak gigantyczne lustro. Flesz całkowicie „wypalił” kolor, a satyna odbiła światło jako surową, oślepiającą biel. Wyglądałam, jakbym brała udział w spotkaniu jakiejś sekty. Moja cera wyglądała tak blado, że usta całkowicie stopiły się z twarzą. Jeśli kiedykolwiek będziecie kupować błękitne sukienki, proszę was, na miłość do kawy, kupujcie coś o wyraźnej fakturze. Najlepiej od razu wyrzucić wszystko, co gładkie i błyszczące, i modlić się, żeby prążkowana dzianina lub teksturowana bawełna organiczna złapała światło, zamiast zamieniać was w ducha.
Co tak naprawdę mój pediatra powiedział o wymyślnych strojach
A skoro już mowa o rzeczach, które okropnie wychodzą na zdjęciach – internet naprawdę chce ci wmówić, że powinnaś ubrać noworodka w ogromną, drapiącą balową suknię z organzy na jego pierwszą Wielkanoc albo do rodzinnych zdjęć. Poważnie, algorytm ciągle podrzuca mi reklamy niemowlaków w dosłownych strojach wieczorowych.

Na wizycie kontrolnej w drugim miesiącu życia Leo zapytałam o to dr. Millera. Dr Miller to cudownie bezpośredni człowiek, który zawsze wygląda, jakby nie spał od 1998 roku, a w jego gabinecie zawsze delikatnie pachnie spirytusem i krakersami. W zasadzie błagał mnie, żebym przestała ubierać dzieci w fikuśne sukienki z cekinami, malutkimi perełkami czy tymi dziwnymi ozdobnymi guzikami.
Mruczał coś o wytrzymałości na rozciąganie i wytycznych Amerykańskiej Akademii Pediatrii, ale mój pozbawiony snu mózg przetłumaczył to po prostu na: te małe plastikowe koraliki odpadają po jakichś czterech sekundach i natychmiast stają się śmiertelnym zagrożeniem zadławienia. Wygłosił też długi wywód o tym, jak syntetyczny tiul zatrzymuje ciepło. Nie znam dokładnie biologicznej strony tego zjawiska, ale z tego co zrozumiałam, niemowlęta nie potrafią się prawidłowo pocić, prawda? Ich gruczoły potowe są niedojrzałe, czy coś takiego? Więc kiedy ubierzesz je w tani poliestrowy tiul, niewyobrażalnie szybko się przegrzewają, co według niego stanowi ogromne zagrożenie, zwłaszcza podczas snu. Szczerze mówiąc, napędził mi tym niezłego stracha.
Więc teraz agresywnie sprawdzam metki, szukając w 100% naturalnych włókien. Te gigantyczne, przesadzone kokardy na głowę, które ludzie dopasowują do pastelowych ubranek? Zdecydowanie podziękuję.
Alternatywa dla sukienek, która naprawdę się sprawdza
Ponieważ kategorycznie odmawiam użerania się z drapiącym tiulem, musiałam znaleźć dla Mai jakieś rozwiązanie na jej fazę pt. „chcę być piękna, ale będę krzyczeć, jeśli jakikolwiek szew dotknie mnie pod złym kątem”. Wymyślne sukienki dla dzieci to czyste zło, więc poszłyśmy na kompromis.
Kupiliśmy jej Body Dziecięce z Bawełny Organicznej z Rękawkami Motylkami od Kianao. Technicznie to body, ale te urocze, falbaniaste rękawki sprawiają, że wygląda w 100% jak sukienka. A ponieważ ma ten śliczny, błękitny kolor, ale jest zrobione z bawełny organicznej, wyszło pięknie na zdjęciach. Bawełna w rzeczywistości pochłania światło, a nie odbija go jak tani poliester, więc mała nie wyglądała blado.
Szczerze mówiąc, to był mój absolutnie ulubiony zakup tamtego roku. Nie żartuję, gdy mówię, że nosiła to tak długo, aż zatrzaski ledwo trzymały. Oto dlaczego to body naprawdę uratowało moje zdrowie psychiczne:
- Nie wywołało wysypki: Maya miała okropną egzemę na ramionach, a to było jedyne ubranko wystarczająco miękkie, żeby jej nie podrażnić.
- Mogła swobodnie się ruszać: Widzieliście kiedyś niemowlę próbujące raczkować w tiulowej spódnicy? Wygląda, jakby topiło się w myjce do kąpieli.
- Zero drapiących metek: Jest bezmetkowe, co oznacza, że nie musiałam ślęczeć z malutkimi nożyczkami do paznokci i wycinać szorstkiej etykiety, podczas gdy dwulatka wrzeszczałaby, uwieszona mojego kolana.
To po prostu genialne rozwiązanie. Jeśli szukacie czegoś, przez co wasze dziecko nie dostanie potówek, a jednocześnie będzie wyglądało uroczo na wizycie u babci, zobaczcie ich kolekcję ubranek z bawełny organicznej. To prawdziwe wybawienie.
Wielka awaria pieluchowa z 2019 roku
Nie można rozmawiać o jasnych ubrankach dla dzieci i pominąć tematu płynów ustrojowych. To po prostu prawo natury. Raz w życiu spróbowałam tej całej estetyki pasujących do siebie ubrań "Mommy & Me". Miałam na sobie moją teksturowaną niebieską sukienkę kopertową (nauczka wyciągnięta), a Leo ubrałam w bladorurkusowy Pajacyk Dziecięcy z Bawełny Organicznej ze Stopkami.

Będę z wami szczera w kwestii tego pajacyka. Jest to bardzo funkcjonalny element garderoby. Dave go uwielbia, bo zapina się go z przodu na guziki, a Dave pała gorącą nienawiścią do zatrzasków – twierdzi, że zapinanie wierzgającego niemowlaka przypomina układanie kostki Rubika po ciemku. Więc guziki są super. Ale na jasnym niebieskim widać wszystko.
Byliśmy w kawiarni. Dosłownie przed chwilą wcisnęłam go w ten nieskazitelny, piękny pajacyk z bawełny organicznej. Cztery sekundy później zdążył wysmarować sobie cały przód purée ze słodkich ziemniaków. A potem, jakby wszechświat uznał, że to za mało zabawne, zdarzyła się awaria z pieluchą. Taka gigantyczna, aż po same plecy.
Musieliśmy odbyć spacer wstydu do publicznej toalety, niosąc go jak pojemnik na odpady radioaktywne. Udało mi się to potem sprać, ale mówię wam, jasnoniebieski nie wybacza. Więc tak, to świetny pajacyk, materiał jest absurdalnie miękki, ale po prostu nie dawajcie dzieciom w nim jedzenia w kolorze pomarańczowym, jeśli jeszcze kiedykolwiek chcecie, żeby dobrze wyglądał.
Ulubiony sweter Dave'a
Żeby uratować motyw pasujących do siebie ubrań, nie ryzykując kolejnej błękitnej katastrofy od stóp do głów, zaczęłam ubierać dzieciaka na cebulkę. Kupiliśmy Dziecięcy Sweterek z Bawełny Organicznej w Stylu Retro z Kontrastową Lamówką.
To taki niebieski sweterek w stylu vintage z białą obwódką, w którym Leo wygląda jak maleńki, wyrafinowany trener tenisa z lat 70. Jest naprawdę przeuroczy. Po prostu narzucam go na jakąkolwiek poplamioną koszulkę, którą ma pod spodem, i nagle wygląda, jakby wybierał się do elitarnego klubu, a nie na mosh pit dla przedszkolaków. Rozciągliwość kołnierzyka też jest świetna, co ma znaczenie, bo głowa Leo znajduje się w 99. centylu, a zakładanie na nią bluzek zazwyczaj wiąże się z głośnym sapaniem i przeprosinami.
W każdym razie, cały morał tego mojego chaotycznego wywodu jest taki, że nie musicie pakować ani siebie, ani swojego dziecka w niewygodne, błyszczące i łatwopalne sztuczne tkaniny tylko po to, żeby mieć dobre zdjęcie. Flesz aparatu i tak je zepsuje. Po prostu kupujcie miękkie ubrania. Pijcie kawę. I zaakceptujcie ten chaos.
Zanim wpadniecie w szał kupowania kolejnej sztywnej, okropnej tiulowej sukienki, której wasze dziecko będzie nienawidzić, zróbcie sobie przysługę i weźcie coś, w czym maluch będzie mógł normalnie oddychać. Kupcie niezbędniki z bawełny organicznej od Kianao tutaj i uratujcie swoje zdrowie psychiczne.
Pytania, które zwykle słyszę, stojąc w kolejce w supermarkecie
Czy w jasnoniebieskiej sukience naprawdę będę wyglądać tak blado?
Szczerze mówiąc, tak, jeśli wybierzesz zły materiał. Jeśli włożysz lśniącą satynę albo tanią błękitną sukienkę z poliestru, flesz aparatu po prostu się od niej odbije i zamieni cię w dosłownego ducha. Na własnym baby shower wyglądałam jak żywy trup. Jeśli naprawdę chcesz ubrać się na niebiesko, poszukaj czegoś o wyraźnej fakturze – na przykład prążkowanej dzianiny albo grubiej bawełny – żeby materiał pochłaniał światło, zamiast zamieniać cię w ludzki odblask.
Czy te wszystkie strojne sukienki dla dzieci są bezpieczne dla noworodków?
Według mojego wiecznie wyczerpanego pediatry: nie. Powiedział mi, że wszystkie te małe koraliki, cekiny i luźne kokardki stwarzają gigantyczne ryzyko zadławienia, bo potrafią bardzo szybko odpaść. Poza tym, w syntetycznym tiulu dzieci przegrzewają się w mgnieniu oka. Ja w zasadzie trzymam się teraz wyłącznie ubranek z bawełny organicznej z uroczymi falbankami na ramionach, bo zwyczajnie nie mam siły psychicznej na to, żeby jeszcze się martwić, czy moje dziecko nie zadławi się dekoracyjną perełką.
Jak sprać plamy z jasnoniebieskich ubranek dziecięcych?
Przy pomocy modlitwy i agresywnego szorowania. Ale tak całkiem serio: na jasnoniebieskim widać absolutnie wszystko. Kiedy Leo zrujnował swój pajacyk z bawełny organicznej batatami, musiałam od razu namoczyć go w zimnej wodzie i zużyć tonę naturalnego odplamiacza. Bawełna organiczna świetnie znosi pranie, ale musicie po prostu zaakceptować fakt, że niemowlęta bywają obrzydliwe, a jasne kolory to ryzykowna gra.
Czy bawełna organiczna naprawdę tak bardzo różni się od zwykłej?
Myślałam, że to tylko chwyt marketingowy, dopóki Maya nie dostała okropnej egzemy. Przy produkcji zwykłej bawełny używa się tych wszystkich pestycydów i ostrych barwników, a chemiczne pozostałości najwyraźniej zostają w ubraniach? Nie jestem ekspertką, ale wiem jedno: kiedy zmieniłam jej garderobę na body z bawełny organicznej od Kianao, te wielkie, zaognione czerwone plamy na jej ramionach naprawdę zniknęły. Więc tak, teraz jestem ich wyznawczynią.





Udostępnij:
Dlaczego błękit w pokoju dziecka to coś więcej niż stereotyp z lat 90.
Cała prawda o baby blues: dlaczego płaczesz na podłodze