Był wtorek, 7:00 rano. Stałam w kuchni, próbując nalać sobie kawy, kiedy mój czteroletni syn wcisnął mi prosto przed oczy kawałek bloku rysunkowego. Na kartce widniał nieudolny, narysowany kredkami obrazek czegoś, co wyglądało jak neonoworóżowy hot dog z pierzastymi czułkami. Poinformował mnie z tą absolutną, niczym nieuzasadnioną pewnością siebie, którą mają tylko przedszkolaki, że jedziemy do sklepu zoologicznego kupić „uśmiechniętego wodnego smoka”.

Nie miałam pojęcia, o czym on w ogóle mówi, dopóki nie przyniósł mojego iPada i nie odpalił filmiku z Minecrafta. Ach tak. Ten wiralowy płaz z TikToka. Ten wieczny uśmiech. Te urocze, małe skrzela. Pomyślałam sobie: jasne, ogarnę małą kulę za parę groszy i trochę kolorowego żwirku, jeśli to sprawi, że będzie cicho, a ja będę mogła zająć się dwójką młodszych dzieci.

Słuchajcie, byłam tak naiwna, że aż boli mnie na samą myśl o tym.

Będę z wami szczera – jeśli wasze dziecko błaga o jedno z tych stworzeń, usiądźcie i weźcie głęboki oddech, zanim zaczniecie cokolwiek googlować. Ponieważ przepaść między uroczym, pikselowym stworzonkiem z gry wideo a rzeczywistością utrzymania tego konkretnego meksykańskiego płaza przy życiu we własnym domu jest wielkości Wielkiego Kanionu.

Akwarystyczna królicza nora

Weszłam więc do internetu z myślą, że po prostu znajdę hodowcę, który ma na sprzedaż małego aksolotla i po sprawie. Trzydzieści minut później dostałam palpitacji serca, przeglądając fora akwarystyczne. Ci zafiksowani fani rybek w internecie dosłownie przeżują was i wyplują, jeśli nie rozumiecie cyklu azotowego, o którym, szczerze mówiąc, nie myślałam od czasu chemii w szkole średniej.

Po pierwsze, one potrzebują zimnej wody. Nie w temperaturze pokojowej. Zimnej. Takiej w okolicach 15 do 18 stopni Celsjusza. Mieszkam na teksańskiej prowincji. Od maja do października temperatura w moim domu przypomina wolnowar, bo klimatyzacja walczy o życie z 40-stopniowymi upałami na zewnątrz. Aby utrzymać taką temperaturę w akwarium, musisz kupić elektroniczną chłodziarkę do wody. Wiecie, ile kosztuje chłodziarka do akwarium? Czterysta dolarów. Dla jaszczurki, która żyje pod wodą. Mój własny, ludzki rachunek za prąd już teraz dorównuje racie za samochód, a teraz mam jeszcze chłodzić 80-litrowe akwarium w salonie, żeby ten różowy, uśmiechnięty hot dog nie dostał udaru cieplnego.

Podobno, jeśli zrobi im się za ciepło, ta ich przepuszczalna warstwa śluzu ulega zniszczeniu i dostają infekcji grzybiczych, które wyglądają jak waciki rosnące im na głowie. Brzmi to jak absolutny koszmar, który musiałabym tłumaczyć płaczącemu czterolatkowi przy śniadaniu.

Aha, i potrzebują akwarium z całkowicie pustym dnem lub z bardzo drobnym piaskiem. Jeśli użyjesz zwykłego żwirku akwarystycznego, zaczną agresywnie połykać kamyki i umrą z powodu niedrożności jelit. Do tego trzeba kupić specjalny filtr gąbkowy o niskim przepływie, ponieważ normalny ruch wody wywołuje u nich skrajne stany lękowe.

Mój pediatra dosłownie wybuchnął śmiechem

Moja mama zadzwoniła do mnie, kiedy byłam pochłonięta tymi badaniami. Wspomniałam o pomyśle z wodną jaszczurką, a ona natychmiast wpadła w panikę, bo – według niej – w 1994 roku mój kuzyn zaraził się durem brzusznym od żółwia. Przewróciłam tylko oczami (ach, te mamy), ale mimo wszystko zasiała we mnie ziarno niepewności. Następnego dnia, podczas wizyty kontrolnej mojego średniego dziecka, od niechcenia zapytałam doktora Evansa, czy płazy są bezpieczne w towarzystwie małych dzieci.

Przestał pisać na laptopie, spojrzał na mnie znad okularów, zaśmiał się cicho i powiedział, że eksperci od zdrowia dosłownie błagają rodziców, by nie trzymali płazów ani gadów w domach, gdzie są dzieci poniżej piątego roku życia. Podobno te zwierzęta po prostu pływają w salmonelli. Naturalnie bytuje ona na ich skórze i w przewodach pokarmowych, i po prostu unosi się w wodzie w ich akwarium.

Mój czterolatek nadal okazjonalnie liże szklane drzwi tarasowe, kiedy myśli, że nie patrzę. Moje średnie dziecko włoży do buzi wszystko, co tylko znajdzie na podłodze. Doktor Evans stwierdził, że jeśli nie jestem gotowa na chirurgiczne szorowanie rąk i sprzętu akwarystycznego przy każdej najmniejszej wymianie wody, to ktoś w moim domu na sto procent skończy z poważnymi problemami jelitowymi. Przekładając to na moje niedoskonałe rozumienie nauki: to urocze, uśmiechnięte wodne maleństwo to w zasadzie broń biologiczna w przebraniu postaci z kreskówki.

Część, o której w internecie nie wspominają

A oto szczegół, który mnie całkowicie dobił. Jackson chciał braciszków. Chciał dwa małe różowe smoki, żeby mogły się przyjaźnić i razem pływać w swoim chłodzonym, luksusowym apartamencie.

The part they leave out on the internet — The Messy, Honest Truth About Getting a Baby Axolotl

Jeśli wsadzisz dwa młode do jednego akwarium, zjedzą się nawzajem. Są kanibalami. Dosłownie odgryzą rodzeństwu nogi i te pierzaste skrzela, ponieważ reagują tylko na ruch i zakładają, że wszystko, co drgnie, to jedzenie. Musiałam posadzić mojego czterolatka i wytłumaczyć mu, że nie możemy kupić dwóch, bo jeden zrobiłby sobie z drugiego przystawkę. Naturalnie, ta garść makabrycznych ciekawostek sprawiła, że mój syn zapragnął ich jeszcze bardziej, bo czteroletni chłopcy to małe dzikusy. Ale to ostatecznie utwierdziło mnie w mojej kategorycznej odmowie wpuszczenia tego czegoś do domu.

A ich dieta? Nie wystarczy wsypać trochę karmy w płatkach do wody i zająć się swoimi sprawami. Musisz karmić je mrożonymi ochotkami, albo – co gorsza – musisz hodować żywe nicienie, czy siekać żywe dżdżownice ze sklepu wędkarskiego. Próbuję prowadzić mały biznes na Etsy, utrzymać przy życiu trójkę ludzkich dzieci i robić pranie za praniem; nie mam zamiaru zarządzać farmą żywych robali na blacie w mojej kuchni.

Co kupiliśmy zamiast wodnego potwora

Kiedy oficjalnie zawetowałam płaza, musiałam wykonać gwałtowny zwrot akcji, żeby zatrzymać zbliżającą się histerię. Zamiast bankrutować na chłodziarkach i martwić się, że mój maluch złapie wiktoriańsko brzmiącą chorobę żołądka, po prostu przekierowałam całą jego obsesję na budowanie.

Zamówiłam zestaw miękkich klocków konstrukcyjnych dla dzieci. Mówię wam, to najlepiej wydane pieniądze w tym miesiącu. Jackson używa teraz tych miękkich klocków do budowania „akwariów” i światów z Minecrafta na dywanie w salonie. Uwielbiam w nich to, że są z miękkiej gumy. Kiedy Jackson niechybnie sfrustruje się tym, że siostra przewróciła jego budowlę, i rzuci klockiem przez cały pokój, nikt nie wyląduje ze wstrząśnieniem mózgu. Są całkowicie mięciutkie, nie zawierają formaldehydu, a kiedy się lepią, mogę je po prostu wrzucić do wanny. Kryzys zażegnany.

Podczas gdy Jackson urządzał swoją pierwszą epicką awanturę o to, że nie kupię mu mięsożernej jaszczurki wodnej, najmłodsza córka zaczęła ząbkować i krzyczeć, żeby tylko dodać nastroju do całej tej sytuacji. Odkopałam gryzak Panda, który kupiłam jakiś czas temu. Jest świetny. To tylko kawałek silikonu spożywczego w kształcie pandy, ale robi dokładnie to, co do niego należy: daje jej coś bezpiecznego do gryzienia, co nie jest moim obojczykiem. Można go wrzucić do zmywarki, a to mój główny wymóg dla wszystkiego, co ląduje w tym domu.

Jeśli właśnie zmagasz się z własnym maluchem błagającym o egzotyczne zwierzątka, oszczędź swoje zdrowie psychiczne i przejrzyj zamiast tego kolekcję miękkich zabawek edukacyjnych, bo drewniane klocki nie wymagają codziennego testowania parametrów wody.

Piętnaście lat bycia zakładnikiem

Jeśli jakimś cudem przetrwasz to całe chłodzenie wody, siekanie robaków i ryzyko zakażenia salmonellą, jest jeszcze jeden haczyk: te zwierzęta żyją nawet piętnaście lat.

A fifteen year hostage situation — The Messy, Honest Truth About Getting a Baby Axolotl

Piętnaście. Lat.

Jackson ma cztery lata. Gdybyśmy kupili dzisiaj takiego małego aksolotla, teoretycznie rozmrażałabym dla niego ochotki i sprawdzała poziom amoniaku w akwarium w tym samym czasie, gdy wypełniałabym dla syna papiery o dofinansowanie na studia. Słuchajcie, ja nawet nie wiem, co dzisiaj zrobię na obiad. Nie mogę się zadeklarować na półtorej dekady hodowli płazów.

Ponadto dowiedziałam się, że w kilku stanach, takich jak Kalifornia, Maine i New Jersey, ich posiadanie, kupowanie i sprzedawanie jest wręcz nielegalne, bo jeśli komuś się znudzą i wrzuci je do lokalnego stawu, mogą zniszczyć rodzimy ekosystem. W ich prawdziwym domu w Meksyku są krytycznie zagrożone wyginięciem, więc cała ta sytuacja wydaje się po prostu ogromnym, etycznym obciążeniem jak na wtorkową, poranną prośbę o domowe zwierzątko.

Utrzymanie rozejmu z maluchem

Przez cały ten czas moich gorączkowych, internetowych poszukiwań i dramatycznych zawodzeń Jacksona nad utraconym marzeniem o wodnym smoku, najmłodsza córka była w błogiej nieświadomości. Położyłam ją pod drewnianym stojakiem edukacyjnym w rogu pokoju. Uwielbiam tę rzecz, bo naprawdę pasuje do wystroju mojego domu i nie gra piskliwej, elektronicznej muzyki z wesołego miasteczka. Córcia radośnie uderzała rączkami małego drewnianego słonika, zupełnie niewzruszona faktem, że nasze gospodarstwo domowe pozostanie zdominowane tylko przez jeden gatunek – ssaków.

Wiem, że to trudne, kiedy twoje dziecko chce jakiejś modnej rzeczy, którą widziało w internecie. Ale daję ci pełne prawo powiedzieć kategoryczne „nie”. Nie musisz być zabawną, wyluzowaną mamą, która zakłada w domu egzotyczne środowisko wodne. Możesz być zmęczoną mamą, która mówi „nie, mowy nie ma” i zamiast tego kupuje pluszaka.

Zanim wpadniesz w czarną dziurę prób zdobycia żywych solowców dla zwierzaka, którego nawet nie chciałaś, może lepiej spraw swojemu dziecku zabawki rozwojowe od Kianao – wymagają zero podmian wody, nie odgryzą sobie nawzajem nóg i nie zarażą całej twojej rodziny salmonellą.

Brudna rzeczywistość – FAQ

Czy są wszędzie legalne?
Zdecydowanie nie. Zanim w ogóle pozwolisz dziecku na takiego spojrzeć, sprawdź przepisy w swoim regionie. W takich miejscach jak Kalifornia, Maine, New Jersey czy Wirginia są one całkowicie nielegalne, ponieważ obrońcy środowiska obawiają się, że ludzie zaczną je wyrzucać do rzek i niszczyć lokalną przyrodę.

Czy można trzymać dwa w jednym akwarium?
Tylko jeśli masz ochotę streszczać maluchowi horror. Młode są absolutnymi kanibalami. Bez chwili wahania zjedzą skrzela i kończyny swojego rodzeństwa. Musisz trzymać je oddzielnie, dopóki nie będą w pełni dorosłymi osobnikami dokładnie tej samej wielkości, a i wtedy jest to bardzo ryzykowne.

Czy naprawdę potrzebują zimnej wody?
Tak, co wciąż wydaje mi się kompletnym szaleństwem. Potrzebują wody o temperaturze poniżej 18 stopni. Jeśli mieszkasz gdziekolwiek, gdzie występuje prawdziwe lato, nie wystarczy po prostu zamontować wentylatora nad akwarium. Musisz kupić mechaniczną chłodziarkę, która kosztuje krocie, tylko po to, by zapobiec u nich stresowi cieplnemu i infekcjom grzybiczym.

Czy moje dziecko może go głaskać?
Absolutnie nie. Nie mają łusek jak normalne ryby czy gady. Mają przepuszczalną warstwę śluzu, a sebum i ciepło ludzkich rąk dosłownie parzą i niszczą ich skórę. To zwierzęta z kategorii „patrz, ale nie dotykaj”, co dla trzylatka jest w zasadzie prawdziwą torturą.

Czym się żywią?
Niczym prostym, to na pewno. Są wyłącznie mięsożerne. Zapomnij o płatkach dla ryb. Młode potrzebują żywego, ruszającego się pokarmu, np. nicieni lub małych solowców, a dorosłe jedzą tonący granulat dla mięsożerców i posiekane, żywe dżdżownice. To obrzydliwe, brudzące i zgadnij, mamo, na czyjej głowie to wszystko spocznie.