Była 2:13 w nocy, nosiłam na rękach ledwo śpiące sześciomiesięczne dziecko, a moja bosa stopa znalazła w salonie jedyny przedmiot, który nie tylko piszczy, ale po nadepnięciu wyśpiewuje głośny, obłąkany remiks techno "Stary Donald farmę miał". Stałam tak w ciemności, zamrożona na jednej nodze niczym szalony flaming, z pulsującą z bólu piętą, podczas gdy plastikowe zwierzątko hodowlane wrzeszczało na mnie. Modliłam się tylko, żeby moje średnie dziecko się nie obudziło. To był ten moment, w którym pękłam, chwyciłam trzy mocne worki na śmieci i całkowicie zmieniłam sposób, w jaki kupuję zabawki do mojego domu.
Mój najstarszy syn, kochany chłopiec, posłużył mi za najlepszą przestrogę. Kiedy byłam z nim w ciąży, myślałam, że potrzebuję każdego możliwego gadżetu, świecącego ustrojstwa i edukacyjnego centrum zabaw dostępnego na rynku. Nasz salon wyglądał, jakby eksplodowała w nim fabryka neonowego plastiku. I wiecie, co robił? Chodził dookoła, naciskał przycisk na śpiewającym psie, gapił się na niego przez cztery sekundy, a potem szedł opróżniać moją szufladę z pojemnikami na żywność. Wydawałam fortunę na rzeczy, które przykuwały jego uwagę na krócej, niż zajmuje mi złożenie jednej pary maleńkich spodenek.
Brutalna prawda lekarza o górze zabawek
W końcu poruszyłam ten temat na wizycie kontrolnej. Byłam wykończona, próbując prowadzić mój mały sklepik na Etsy podczas jego drzemek, które stawały się coraz krótsze, i po prostu nie potrafiłam zająć go zabawą. Mój pediatra, doktor Evans, rzucił okiem na ogromną torbę na pieluchy pełną grzechotek, którą ze sobą przytargałam, i delikatnie uświadomił mi, że prawdopodobnie stresuję własne dziecko nadmiarem rzeczy. Najwyraźniej naukowcy zajmujący się edukacją odkryli, że posiadanie w pokoju więcej niż czterech zabawek na raz może dosłownie przebodźcować rozwijający się mózg malucha i skrócić czas skupienia jego uwagi.
Jestem pewna, że szczęka opadła mi do samej ziemi. Cztery zabawki brzmią dla współczesnej mamy jak dosłowne więzienie! Lekarz wyjaśnił mi jednak, że kiedy wszędzie jest pełno rupieci, dzieci po prostu skaczą od jednej rzeczy do drugiej, nigdy nie zagłębiając się w prawdziwą, kreatywną zabawę. Wróciłam więc do domu i wepchnęłam około osiemdziesięciu procent naszych zabawek dla maluchów na samą górę szafy w przedpokoju, poza niczyj zasięg. Planowałam podmieniać kilka rzeczy co parę tygodni, żeby sprawdzić, czy to coś zmieni. Spodziewałam się tygodniowej histerii, która, ku mojemu zaskoczeniu, nigdy nie nadeszła.
Jak przetrwać etap gryzienia przez malucha i nie zbankrutować
Kiedy osiągają wiek od roku do trzech lat, sprawy stają się naprawdę skomplikowane, ponieważ ich głównym celem w życiu jest wkładanie każdego napotkanego przedmiotu prosto do buzi. W ten właśnie sposób odkrywają świat. Wszystko byłoby w porządku, dopóki nie uświadomisz sobie, że połowa tanich, plastikowych rzeczy kupionych w internecie jest prawdopodobnie pokryta toksynami. Kiedyś myślałam, że znak CE oznacza najwyższe bezpieczeństwo, ale z tego, co udało mi się ustalić, to w zasadzie tylko producent przybijający samemu sobie piątkę ze słowami: „wygląda nieźle”. Z kolei znak GS lub normy DIN EN 71 oznaczają, że jakieś prawdziwe, niezależne laboratorium sprawdziło produkt, aby upewnić się, że twoje dziecko nie nałyka się dziwnych ftalanów, żując klocki.

Ale czy widzieliście kiedyś ceny tych wszystkich certyfikowanych, estetycznych zabawek z drewna? Prawie zakrztusiłam się herbatą, kiedy po raz pierwszy poszłam kupić klocki z litego, surowego drewna. Planowanie budżetu na takie rzeczy to nie żarty. Moja babcia zawsze powtarzała, że dzieci nie widzą różnicy między drewnianą tęczą za kilkaset złotych a drewnianą łyżką z kuchni. Kiedyś przewracałam na to oczami, ale w gruncie rzeczy miała rację.
Czasami, gdy są naprawdę malutkie, wcale nie potrzebują dedykowanej „zabawki”, a jedynie bezpiecznych faktur. Mamy na przykład ten Gładki bambusowy kocyk dla niemowląt, który kupiłam, bo mieszanka organicznego bambusa i bawełny podobno świetnie reguluje temperaturę. Będę z wami szczera: to całkiem fajny, podstawowy kocyk, który spełnia swoje zadanie, ale raczej nie zdobędzie nagród za porywający design. Używam tego ciemnoszarego głównie do zarzucenia na fotelik samochodowy w głośnej restauracji, albo zwijam go na podłodze, żeby maluch miał coś miękkiego do łapania. Znosi nawet pięćdziesiąt prań bez zmieniania się w drapiącą ścierkę, ale ostatecznie jest to po prostu bardzo praktyczny kawałek materiału.
Dlaczego oficjalnie wypowiedziałam wojnę zabawkom na baterie
Gdybym mogła wykrzyczeć jedną rzecz z dachów prowincjonalnego Teksasu, byłoby to to, że interaktywne zabawki to jeden wielki i drogi przekręt. Wiecie, o czym mówię – lalki, które mówią, że są głodne, elektroniczne tablety, które wykrzykują do dziecka literki, małe samochodziki, które same jeżdżą, migając policyjnymi światłami. Rodzice kupują je myśląc, że są niezwykle edukacyjne, bo mówią, ale w rzeczywistości jest zupełnie na odwrót.
Doktor Evans powiedział mi coś, co zapamiętam na zawsze: jeśli zabawka wykonuje całą pracę, dziecko staje się tylko biernym obserwatorem. Kiedy plastikowy pies szczeka za każdym razem, gdy dotykasz jego nosa, dziecko nie musi używać wyobraźni, żeby wymyślić szczekanie czy stworzyć scenariusz. Staje się po prostu małym zombie naciskającym guziki, które czeka, aż maszyna je zabawi. Byłam w szoku, kiedy dowiedziałam się, że te wszystkie błyszczące zabawki mogą wręcz opóźniać rozwój mowy! Dziecko słucha tylko nagranego głosu robota, zamiast gaworzyć i układać własne małe dialogi z milczącym, drewnianym klockiem.
Więc teraz aktywnie unikam wszystkiego, co ma komorę na baterie. Szukam zabawek otwartych. Dajcie mi proste klocki, masywny sorter kształtów, który zmusza dziecko do ćwiczenia chwytu pęsetowego kciukiem i palcem wskazującym, albo po prostu naprawdę solidne kartonowe pudło.
Jeśli próbujesz zrewolucjonizować swój pokój zabaw i chcesz pozbyć się plastikowego śmiecia, możesz rozejrzeć się za lepszymi zabawkami dla niemowląt, przez które nie będziesz chciała rwać włosów z głowy za każdym razem, gdy wejdziesz do pokoju.
Pułapka chodzików i dążenie do samodzielności
Kolejną rzeczą, jakiej nauczyłam się na własnych błędach przy najstarszym synu, była kwestia tradycyjnych chodzików. Kupiłam jeden, myśląc, że to pomoże mu szybciej nauczyć się chodzić, a ja wreszcie będę mogła go odłożyć na chwilę i zająć się pakowaniem zamówień z Etsy. Z dumą wspomniałam o tym lekarzowi, który natychmiast obdarzył mnie surowym spojrzeniem, zwykle zarezerwowanym dla osób próbujących karmić niemowlęta surowym stekiem.

Jak się okazało, te siedzące chodziki absolutnie w niczym nie pomagają w nauce chodzenia. Właściwie są to wysoce skuteczne narzędzia do generowania urazów głowy i upadków ze schodów. Lekarz kazał mi go natychmiast wyrzucić i zamiast tego sprawić dziecku solidny drewniany pchacz, który faktycznie zmusza je do używania własnej równowagi i siły mięśni głębokich, aby się podciągnąć i pchać. Znaleźliśmy na wyprzedaży garażowej świetny, ciężki, drewniany model i był to prawdziwy strzał w dziesiątkę. Głównie dlatego, że mój średni syn przez cały rok używał go do transportowania po domu moich skradzionych butów.
Wykorzystanie przedmiotów codziennego użytku do kreatywnej zabawy
Kiedy stają się trochę starsze, powiedzmy koło czwartego lub piątego roku życia, ich małe rączki w końcu dowiadują się, jak robić coś więcej niż tylko uderzać o siebie przedmiotami (zakładam, że to ich mózgi przygotowują się do ostatecznego trzymania ołówka). To właśnie wtedy wchodzimy w fazę gier planszowych, co jest zupełnie innym rodzajem koszmaru, ponieważ nikt nie ostrzega o tym, jak ogromny brak tolerancji na frustrację wykazuje czterolatek spadający na dół w grze Węże i drabiny.
Ale szczerze mówiąc, moją ulubioną rzeczą do zabawy wcale nie jest coś z pudełka z zabawkami. To Ekologiczny kocyk dla niemowląt z bawełny organicznej w fioletowe jelenie. Ludzie, ten kocyk to w naszym domu czysta magia! I owszem, wzór w fioletowe jelenie jest dziwnie specyficzny, ale dwuwarstwowa organiczna bawełna jest na tyle ciężka i trwała, że przetrwała lata czystego chaosu urządzanego przez moje dzieci. Mój najstarszy używa go jako peleryny superbohatera, którą wiąże wokół szyi, średni przerzuca przez dwa krzesła w jadalni, robiąc dach do swojego fortu z klocków, a niemowlak po prostu się na nim tarza, bo certyfikowana bawełna GOTS jest nieprzyzwoicie wręcz miękka dla jego wrażliwej skóry.
Jeśli chcecie przedmiotu dającego prawdziwie otwarte możliwości, pobudzającego wyobraźnię, dajcie maluchowi duży, trwały kawałek materiału. Zobaczycie, jak zamienia go w namiot, koc piknikowy lub kostium ducha. To zmusza dziecko do podjęcia całego tego kreatywnego, ciężkiego wysiłku. Doskonale się pierze, a krawędzie się nie strzępią, co jest po prostu koniecznością, gdy spędza połowę swojego życia ciągnąc się po podłodze w kuchni.
Spędzamy również dużo czasu na zewnątrz na rowerkach biegowych. Z tego co wywnioskowałam (pomiędzy rzutami mojego dziecka płatkami Cheerios o ścianę), koordynacja fizyczna jest w jakiś sposób powiązana z funkcjami poznawczymi. Oznacza to, że jeśli wymyślą, jak utrzymać równowagę na dwóch kółkach bez łamania sobie nosów, mogą w przyszłości lepiej radzić sobie z wczesną matematyką.
I tak przy okazji: jeśli wasz syn desperacko pragnie błyszczącej różdżki księżniczki, a wasza córka jest absolutnie zafascynowana ciężką betoniarką, po prostu pozwólcie im się bawić. Oszczędzajcie swój niepokój na rzeczy, które naprawdę mają znaczenie.
Sprawdźcie te ekologiczne niezbędniki dla niemowląt, jeśli szukacie punktu wyjścia do stworzenia zdrowszego otoczenia dla swojego dziecka, zanim stracicie zmysły w dziale z zabawkami w wielkim markecie.
Niewygodne pytania, które wszyscy zadajemy
Jak często powinnam podmieniać te zabawki, by nie stracić nad nimi kontroli?
Celuję w zmianę co dwa lub trzy tygodnie, ale w rzeczywistości robię to wtedy, gdy potknę się o stertę klocków i zdenerwuję na tyle, by wyciągnąć pudło z szafy. Wystarczy podmienić kilka rzeczy, gdy dzieci zaczynają ignorować to, co leży na podłodze. Nagle ten stary, drewniany pociąg staje się najbardziej ekscytującą rzeczą, jaką widziały w swoim krótkim życiu.
Czy naprawdę muszę wyrzucać wszystkie głośne, plastikowe prezenty, które kupują dziadkowie?
O rany, nie. Przecież nie chcecie wywoływać wojny w rodzinie! Ja po prostu po cichu wyjmuję baterie z tych najbardziej irytujących i mówię dzieciom, że zabawki „poszły spać”. Ewentualnie trzymam te najgłośniejsze wynalazki tylko u babci, żeby sama mogła cieszyć się muzycznymi owocami swojej pracy.
A co, jeśli mój maluch nie chce bawić się nudnymi, drewnianymi zabawkami?
Dajcie im chwilę. Jeśli są przyzwyczajeni do tabletu lub śpiewającego, świecącego robota, który odwala za nich całą robotę, na początku będą wyglądać na znudzonych, gdy dacie im do ręki zwykły klocek. Dosłownie muszą przejść detoks i na nowo nauczyć się korzystać z własnej wyobraźni. Pozwólcie im więc się ponudzić przez kilka dni, aż wymyślą, jak zrobić z klocka samochód.
Czy to źle, jeśli moje dziecko chce się bawić tylko garnkami i patelniami?
Bądźmy szczerzy – to spełnienie marzeń. Moje średnie dziecko przez bitych sześć miesięcy ignorowało edukacyjny zestaw zabawek za kilkadziesiąt dolarów na rzecz silikonowej łopatki i pustego pudełka po płatkach owsianych. Pozwólcie im uderzać w garnki. To tanie, bezpieczne i oszczędza wam konieczności zgłębiania norm dotyczących toksycznych farb.





Udostępnij:
Dlaczego porwałem się na dzierganie kocyka dla dziecka (i o mało nie zwariowałem)
Pieluchowy armagedon o 3 rano: jak znaleźć pajacyk niemowlęcy, który naprawdę działa