Byłem dosłownie po łokcie w srebrnych cekinach i nietoksycznym kleju do tkanin o za kwadrans jedenasta we wtorkowy wieczór, kiedy moja żona jak gdyby nigdy nic rzuciła magazyn na kuchenną wyspę. Nagłówek krzyczał o najnowszych plotkach na temat dziecka Travisa Kelce i Taylor Swift, co wydało mi się głęboko obraźliwe, biorąc pod uwagę, że właśnie próbowałem wyprodukować miniaturowy strój gwiazdy pop dla Bliźniaczki A, podczas gdy Bliźniaczka B metodycznie próbowała odgryźć nakrętkę zabezpieczającą z butelki syropu Calpol.
Moja żona zauważyła trend w mediach społecznościowych, w którym rodzice przebierają swoje dzieci, by reprezentowały dwanaście różnych er muzycznych na pamiątkowych zdjęciach z pierwszego roku życia. Ponieważ z powodu poważnego braku snu i lekkich halucynacji przegapiliśmy pierwsze dwanaście miesięcy, postanowiła, że zrobimy to z okazji ich drugich urodzin. I tak oto znalazłem się w sytuacji, w której przyklejałem frędzle do idealnie dobrego ubranka, podczas gdy tabloid drwił ze mnie efektowną perspektywą rozmnażania się celebrytów.
Kulturowa obsesja na punkcie potomstwa celebrytów to nic nowego, ale kiedy w grę wchodzi wielka gwiazda popu, mamy do czynienia z bardzo specyficznym rodzajem szaleństwa. Widać to na każdym kroku w lokalnej sali zabaw. Nie wychowujemy już po prostu dzieci; tworzymy miniaturowe fandomy.
Imiona w stylu cottagecore i presja, by być poetyckim
Jeśli spędzisz teraz więcej niż cztery minuty na jakichkolwiek zajęciach dla maluchów na południu Londynu, na pewno usłyszysz, jak ktoś krzyczy do Inez, August czy Willow, żeby przestali jeść wspólną ciastolinę. Renesans tradycyjnych imion wymknął się spod kontroli i jest napędzany niemal w całości odniesieniami do tekstów piosenek. Rodzice już nie tylko nadają dzieciom imiona; oni przypisują im całą leśną estetykę, zanim te zdążą w ogóle ząbkować. Poważnie zastanawialiśmy się nad nazwaniem jednej z bliźniaczek Betty, tylko dlatego, że brzmiało to tak, jakby miała dorastać piekąc chleb na zakwasie i nosząc grube wełniane swetry, zamiast robić to, co robi w rzeczywistości, czyli wycierać nos w moje dżinsy.
Presja, by nadać dziecku imię z wbudowaną nostalgiczną historią, jest wyczerpująca. Mam wrażenie, że za każdym razem, gdy spotykamy na huśtawkach nowych rodziców, mają oni głęboko poetyckie wyjaśnienie, dlaczego zdecydowali się nazwać swoją córkę Marjorie. Mówią o folklorze, mchu i gitarach akustycznych, całkowicie ignorując fakt, że wszyscy mieszkamy w wilgotnych, skandalicznie drogich szeregówkach w dużej metropolii, gdzie najbliżej do mistycznego lasu jest zarośniętemu chwastami skwerkowi za lokalnym marketem.
Tworzy to dziwaczne oczekiwanie, że twoje dziecko będzie kapryśnym, delikatnym stworzeniem, które bawi się cicho drewnianymi szpulkami, podczas gdy w rzeczywistości moje bliźniaczki obecnie komunikują się głównie za pomocą krzyków dinozaurów i przemocy fizycznej. Możesz nazwać dziecko Dorothea, ale ono i tak rzuci paluszkiem rybnym przez cały pokój i zacznie wrzeszczeć, kiedy pokroisz mu tosta w niewłaściwy kształt.
Tymczasem mój kumpel Dave właśnie dał swojemu nowo narodzonemu synowi na imię Dave, co szczerze mówiąc, wydaje się teraz dość rewolucyjne.
Ten biologiczny zapach noworodka, o którym wszyscy ciągle wspominają
Wśród tych wszystkich niekończących się spekulacji na temat planowania rodziny przez celebrytów, usłyszałem fragment podcastu, w którym pewien zawodnik futbolu amerykańskiego został zapytany o perspektywę ojcostwa i zaczął rozpływać się nad „zapachem noworodka”. Nazwał to czymś pięknym, co jest dokładnie takim wyidealizowanym sentymentem, jaki masz, zanim faktycznie zabierzesz jedno z tych stworzeń ze szpitala do domu.
Położna środowiskowa – cudownie bezpośrednia pielęgniarka z przychodni, która pojawiła się w naszym domu w czwartym dniu, podczas gdy ja płakałem nad zepsutym czajnikiem – mruknęła coś o naukowych podstawach tego zapachu. Z tego, co mniej więcej zrozumiałem, zapach główki świeżo upieczonego niemowlaka ma wyzwalać w mózgu wyrzut dopaminy, który naśladuje ośrodek nagrody aktywowany zjedzeniem ogromnego kawałka tortu. Najwyraźniej to ewolucyjna sztuczka, która ma sprawić, byś od razu nawiązał z nim więź i po prostu nie zostawił go na przystanku autobusowym, gdy bezustannie krzyczy od północy do świtu.
Zakładam, że jest w tym trochę prawdy, chociaż nauka wydaje się tu nieco naciągana, gdy weźmie się pod uwagę faktyczną higienę. Eksperci zazwyczaj twierdzą, że nie należy od razu używać mocno pachnących balsamów, ponieważ maskuje to feromony i zakłóca proces tworzenia więzi węchowej, ale szczerze mówiąc, moje wspomnienia z tamtego okresu to głównie zapach kwaśnego mleka, chusteczek antybakteryjnych i mojej własnej ogromnej rozpaczy. Jeśli na ich maleńkich główkach był jakiś magiczny zapach dopaminy, byłem zbyt zmęczony, by odpowiednio się nim zaciągnąć.
Jeśli zależy Ci na tym, by skóra Twojego dziecka była czysta bez maskowania jego naturalnego zapachu, kolekcja ubranek dla niemowląt z bawełny organicznej marki Kianao jest po prostu genialna, ponieważ naturalne włókna pozwalają skórze oddychać, zamiast więzić zapach kwaśnego mleka w syntetycznym poliestrze.
Prawdziwa panika związana z samodzielnie robionymi ubrankami dla maluchów
Wróćmy do cekinów. Próba stworzenia dwunastu różnych, odpowiednich dla danej ery strojów dla bliźniaczek była monumentalną logistyczną porażką. Próbowałem przefarbować niemowlęce body z bawełny organicznej na jasnoniebieski kolor, by pasowało do okładki konkretnego albumu. Efekt farbowania był potworny – ubranko wyglądało, jakby zostało przeciągnięte przez kałużę z toksycznymi odpadami – ale muszę przyznać, że samo body jest praktycznie niezniszczalne.

Początkowo kupiliśmy te body Kianao, ponieważ bliźniaczki mają absurdalnie wrażliwą skórę i dostają wściekle czerwonych plam, jeśli w ogóle pomyślisz o założeniu im poliestru. Bawełna organiczna jest nieprzyzwoicie miękka, ale prawdziwym wybawieniem jest te 5% elastanu. Wydawałoby się, że 5% nie robi różnicy, ale kiedy próbujesz wcisnąć wijącego się, wściekłego malucha w ubranie, podczas gdy on całkowicie usztywnia swoje ciało, ta elastyczność jest jedyną rzeczą, która stoi między tobą a zwichniętym barkiem. Zrujnowałem estetykę body swoimi kiepskimi umiejętnościami w zakresie rękodzieła, ale ubranko przetrwało trzy prania w wysokiej temperaturze nie tracąc swojego kształtu, a to więcej niż mogę powiedzieć o sobie samym.
Furia ząbkowania i poszukiwanie ulgi
Jeśli pierwszy rok rodzicielstwa upływa pod znakiem uroczych kamieni milowych i estetycznych zdjęć, drugi rok naznaczony jest brutalną rzeczywistością zębów trzonowych. Kiedy te tylne zęby zaczęły się wyrzynać, obie dziewczynki weszły w coś, co pieszczotliwie nazywamy erą zemsty. To był po prostu czysty jad, we dnie i w nocy.
Moja lekarka ostrzegała mnie, że ból promieniujący od ząbkowania może sprawiać, że będą ciągnąć się za uszy i odmawiać jedzenia, ale całkowicie zapomniała wspomnieć, że zmieni to moje słodkie córeczki w zdziczałe szopy pracze, które gryzą stolik do kawy. Próbowaliśmy mrozić mokre myjki, które od razu lądowały na psie. Próbowaliśmy różnych drewnianych zabawek, w tym tęczowego drewnianego stojaka edukacyjnego, który dostaliśmy, gdy były mniejsze. To piękny sprzęt, bardzo estetyczny i o skandynawskim wyglądzie w naszym salonie, ale one tylko trochę pacały drewnianego słonika przez kilka tygodni, zanim uznały, że kartonowe pudełko, w którym przyjechał, jest o niebo lepsze. Naprawdę nie da się przewidzieć, czego będą realnie używać.
Tym, co naprawdę uratowało nasze zdrowie psychiczne, był gryzak Panda. Kupiłem dwa takie w akcie czystej desperacji o trzeciej nad ranem. Jest genialny, ponieważ jest płaski, co oznacza, że mogą go naprawdę pewnie chwycić, zamiast upuszczać pod sofę co pięć sekund i wrzeszczeć, abym go odzyskał. Silikon jest na tyle wytrzymały, by znieść szczęki wściekłego malucha, a co ważniejsze, mogę po prostu wrzucić całość do zmywarki, gdy pokryje się tym lepkim, niezidentyfikowanym brudem. Trzymałem jeden w lodówce na zmianę z drugim, co wydawało się łagodnie znieczulać dziąsła na tyle, byśmy mogli zjeść obiad we względnym spokoju.
Przypadkowe wulgaryzmy na autostradzie M25
Najtrudniejszą częścią tego całego popkulturowego crossoveru nie są wcale stroje czy imiona; to świadomość medialna. Millenialsi dorastali przy bardzo niewinnych piosenkach country-pop, ale nowsza muzyka jest wyraźnie skierowana do dorosłych. Przekonałem się o tym na własnej skórze, stojąc w gigantycznym korku na autostradzie M25.

Słuchałem w samochodzie albumu, żeby nie zasnąć. Bliźniaczka A spała, a Bliźniaczka B agresywnie kopała w tył mojego fotela. Piosenka się zmieniła, i zanim zdążyłem sięgnąć do deski rozdzielczej, żeby pominąć utwór, z głośników rozległo się bardzo wyraźne, bardzo dosadne przekleństwo. Bliźniaczka B, która zazwyczaj ignoruje wszystko, co mówię, natychmiast je powtórzyła, z absolutną, krystaliczną wręcz czystością.
Rady ekspertów od rozwoju dziecka sprowadzają się zazwyczaj do jakiejś wariacji na temat tego, by usiąść z dziećmi, wyjaśnić kontekst słów dla dorosłych, filtrować treści medialne, które konsumują i działać jako odpowiedzialny strażnik ich rozwijających się mózgów – co jest cudowną myślą, która całkowicie lega w gruzach, gdy jesteś uwięziony w metalowym pudle poruszającym się z prędkością pięciu kilometrów na godzinę. W zasadzie musisz po prostu tam siedzieć, gorączkowo uderzając w przyciski na kierownicy, żeby zmienić piosenkę, jednocześnie próbując mętnie wyjaśnić maluchowi, dlaczego w grupie zabawowej nie używamy pewnych słów, mając przy tym nadzieję, że jego ścieżki neuronowe nie zostały bezpowrotnie zepsute.
Zaczęłem myśleć o rodzicach-celebrytach, którzy otwarcie martwią się o psychologiczny wpływ gigantycznych obiektywów aparatów wymierzonych w twarze ich dzieci. Oczywiście, nikt nie robi mi zdjęć z ukrycia z kosza na śmieci, ale współczesny niepokój wokół zjawiska „sharentingu” i cyfrowych śladów jest jak najbardziej realny. Przestałem publikować w sieci zdjęcia twarzy dziewczynek, głównie dlatego, że uświadomiłem sobie, że w internecie nic nie ginie, a sam nie chciałbym, żeby moje najbardziej krępujące chwile z dzieciństwa były archiwizowane ku uciesze gawiedzi. Poza tym, obecnie spędzają 80% czasu całe wysmarowane jogurtem, co i tak raczej nie jest materiałem na idealne zdjęcie w sieci.
Rzeczywistość rodzicielskiej pułapki
Szczerze mówiąc, cały ten tabloidowy hałas wokół celebryckich dzieci to tylko odwrócenie uwagi od absolutnego, przytłaczającego, pięknego znoju rzeczywistego rodzicielstwa. Projektujemy całą tę magię na figury popkultury, ponieważ wykonywanie tej prawdziwej pracy wiąże się w dużej mierze z wycieraniem pup i blendowaniem warzyw. Estetyczne kamienie milowe są fajne, ale rzeczywistość polega po prostu na próbie dotrwania do pory snu bez tego, by ktoś doznał urazu głowy.
W końcu poddałem się z tym cekinowym body. Zdjęcia z ich drugich urodzin zrobiliśmy, gdy miały na sobie niedopasowane piżamy i jadły suche płatki z podłogi. To nie było poetyckie, nie pasowało do żadnej konkretnej ery muzycznej i na pewno nie stanie się viralem, ale przynajmniej było cicho. A w tym domu cisza to zdecydowanie największy luksus.
Jesteś gotowy przestać robić wszystko samodzielnie i po prostu kupić coś, co naprawdę przetrwa pranie? Przejrzyj pełną kolekcję Kianao tutaj.
Często zadawane pytania o tym, jak przetrwać z maluchem
Jak sprawić, by maluch trzymał zabawkę na ząbkowanie w buzi?
Tak naprawdę – nie da się. To jest gra w aportowanie, w której to ty jesteś psem. Odkryłem, że podanie im czegoś stosunkowo płaskiego i łatwego do chwycenia pomaga, ale i tak spędzisz znaczną część dnia na wyławianiu upuszczonych przedmiotów spod fotelika samochodowego. Po prostu kup trzy sztuki tego, co się sprawdza i wrzucaj je po kolei do ciągłego mycia.
Czy drogie ekologiczne ubranka są naprawdę warte swojej ceny?
Jeśli twoje dziecko ma skórę, która robi się jaskrawoczerwona w ułamku sekundy, gdy dotknie jej syntetyczna metka – tak. Kiedyś uważałem, że to wszystko to marketingowe bzdury, dopóki nie borykaliśmy się z trzema miesiącami niewyjaśnionych wysypek. Ubrania organiczne i tak lepiej znoszą pranie, a biorąc pod uwagę, jak często musisz prać rzeczy pokryte różnymi wydzielinami ciała, wytrzymałość to podstawa.
Co zrobić, jeśli moje dziecko powtarza przekleństwo, które usłyszało w piosence?
Standardowa rada to po prostu zignorować, by nie wzmacniać takiego zachowania, co jednak jest niesamowicie trudne, gdy twój dwulatek rzuca soczystym przekleństwem w środku cichego supermarketu. Zwykle udaję po prostu, że na głos powiedział coś innego („Tak, ja też kocham CIĘŻARÓWKI!”), a w głębi duszy wpadam w panikę z powodu swoich umiejętności rodzicielskich.
Ile tak szczerze trwają regresy snu?
Moja położna środowiskowa sugerowała, że trwają one po kilka tygodni w okresach większych skoków rozwojowych. Z mojego osobistego doświadczenia wynika jednak, że cały okres od narodzin do trzeciego roku życia to po prostu jeden długi, ciągły regres snu przerywany sporadycznymi nocami, podczas których śpią tak mocno, że musisz ich szturchnąć, żeby upewnić się, że wciąż oddychają.
Czy to normalne, że nienawidzę dziecięcych robótek ręcznych?
Całkowicie. O ile nie czerpiesz prawdziwej przyjemności z faktu posiadania brokatu trwale osadzonego w deskach podłogowych, nie ma absolutnie żadnego wstydu w zakupie gotowego baneru urodzinowego i odpuszczeniu sobie reszty. Dzieci to w ogóle nie obchodzi, one chcą po prostu zjeść tort.





Udostępnij:
Czego dzieci talidomidu nauczyły nas o barierze łożyskowej
Dlaczego taktyczne nosidełko mojego męża doprowadza mnie do szału