Siedzę na podłodze w naszym salonie. Jest wtorek pod koniec 2021 roku, a ja mam na sobie czarne legginsy z zaschniętą, tajemniczą plamą po jogurcie na lewym kolanie. Mój trzynastomiesięczny syn, Leo, jest zupełnie nagi, jeśli nie liczyć bardzo pełnej i mocno zwisającej pieluchy. Trzyma się kurczowo krawędzi naszego stolika kawowego w stylu mid-century, jakby to była jedyna rzecz, która chroni go przed spadnięciem z powierzchni ziemi. Chwieje się. Wciągam gwałtownie powietrze. Mój mąż, Greg, w kuchni agresywnie otwiera szafki, krzycząc coś o tym, czy mamy jakieś czyste łyżeczki, zupełnie nieświadomy faktu, że nasz syn za chwilę zmieni bieg historii ludzkości.
Albo, no wiecie, zrobi pierwszy krok.
Wstrzymuję oddech. Moja kawa stoi na kominku, zupełnie zimna, bo boję się oderwać wzrok od tego maleńkiego, chwiejącego się człowieka. Puszcza stół jedną ręką. Potem drugą. Stoi tak przez jedną wspaniałą, przerażającą sekundę, kołysząc się jak mały pijany marynarz, po czym natychmiast składa się w pół i ląduje miękko na swojej opieluchowanej pupie.
Mało spektakularne.
Ale szczerze mówiąc, cała ta przygoda z nauką chodzenia to jedno długie pasmo mało spektakularnych, niemal-udanych prób, owiniętych w potężny rodzicielski niepokój. Prawda jest taka, że całe to przejście od raczkowania, przez chodzenie przy meblach, aż do samodzielnego chodzenia to wcale nie jest linia prosta – to chaotyczny zygzak, który wiąże się z wieloma stłuczonymi czołami i mną, unoszącą się dwa centymetry za nim niczym mocno zestresowany, przepity kawą ochroniarz.
Nocne wpadnięcie w internetową czarną dziurę
Przy moim pierwszym dziecku, Mai (która ma teraz siedem lat i biega szybciej ode mnie), miałam absolutną obsesję na punkcie tabelek i wykresów. Miałam w telefonie aplikacje, które wysyłały mi te pasywno-agresywne powiadomienia o tym, na jakim etapie rozwoju „powinna” być. Myślałam, że te „pierwsze kroczki” to taki liniowy, idealnie zaplanowany w czasie proces, który dzieje się dokładnie o północy w pierwsze urodziny, bo tak sugerowały te wszystkie nieskazitelne poradniki dla rodziców.
Pamiętam, jak leżałam w łóżku, gdy Maya miała jedenaście miesięcy, agresywnie googlując różne rzeczy o trzeciej nad ranem, bo wciąż nie chodziła, a moja teściowa rzuciła przy kolacji jakąś niejasną, aż nazbyt uprzejmą uwagę na ten temat. Szukałam tylko prostej tabeli z kamieniami milowymi.
Ale internet to dziwne miejsce, kochani. Wpisuję słowa w pasek wyszukiwania, a moja przeglądarka nagle serwuje mi wyniki dla metody małych kroków Dave'a Ramseya, bo najwyraźniej algorytm wiedział, że ja i Greg nie mamy absolutnie żadnej poduszki finansowej i właśnie do nas dociera, że wychowanie człowieka przeraża finansowo. A potem – ponieważ internet jest głęboko przeklęty, gdy brakuje ci snu – zaczynam dostawać te dziwaczne podpowiedzi dla gry baby steps. Siedzę w ciemności, pieką mnie oczy, a ja czytam o jakiejś nadchodzącej, satyrycznej grze wideo, w której dorosły mężczyzna uczy się chodzić, i do tego te kompletnie odklejone powiązane wyszukiwania jak osioł z baby steps i, mówię całkiem serio, nagość w baby steps. No po prostu, o co chodzi? Chciałam tylko wiedzieć, czy to normalne, że kostki mojego dziecka wyginają się do wewnątrz w ten sposób. Nie potrzebowałam informacji o jakiejś dziwnej, nagiej postaci z gry.
W każdym razie chodzi o to, że nocny niepokój o kamienie milowe to bardzo niebezpieczna okolica. Nie zapuszczajcie się tam.
Co mój lekarz tak naprawdę powiedział o terminach
Więc po tym, jak przetrwałam moją nocną internetową halucynację, praktycznie zapędziłam w kozi róg naszego pediatrę, doktora Arisa, na bilansie rocznym Mai. On zawsze wygląda na lekko wyczerpanego i pije kawę z kubka termicznego Yeti, który ma wielkie wgniecenie z boku, co sprawia, że ufam mu bezgranicznie.
Zażądałam odpowiedzi, dlaczego ona jeszcze nie chodzi.
Trochę się zaśmiał i powiedział mi, że normalne okno na naukę samodzielnego chodzenia jest absurdalnie szerokie – od dziesięciu do nawet osiemnastu miesięcy. Osiemnaście miesięcy! To ogromna rozpiętość. Powiedział coś o tym, że układ nerwowy musi dowiedzieć się, jak rozmawiać z układem mięśniowym, a może to był układ kostny? Słuchajcie, nie jestem lekarzem. Wiem tylko, że powiedział, że wymaga to monumentalnego wysiłku mózgu, aby dzieci ogarnęły, jak przenieść ciężar ciała z jednej nogi na drugą, i że musimy po prostu pozwolić jej dojrzewać do tego we własnym tempie.
Powiedział mi też, że to całe boczne przesuwanie się wzdłuż kanapy – czyli „chodzenie przy meblach” – jest najwyraźniej kluczowe dla budowania mięśni bioder. Kto by pomyślał? Na pewno nie ja.
Sytuacja z butami, która całkowicie zrujnowała mi tydzień
Jedną rzeczą, którą kompletnie zawaliłam przy Mai, było jej obuwie. W 2018 roku kupiłam jej te niesamowicie sztywne, ciężkie, absolutnie pancerne botki, bo wyglądały tak uroczo z jej małymi, jesiennymi strojami. Miały grube, gumowe podeszwy i zero elastyczności. Założyłam je jej kiedyś na parkingu pod supermarketem i dosłownie nie mogła zgiąć kolan. Chodziła jak mały, sfrustrowany potwór Frankensteina przez jakieś trzy minuty, po czym rzuciła się na chodnik we wściekłym napadzie histerii.

Z Leo byłam już znacznie mądrzejsza. Zdałam sobie sprawę, że jeśli dziecko ma nauczyć się łapać równowagę, musi autentycznie czuć podłogę pod stopami.
Zanim Leo zaczął podciągać się przy meblach, odkryłam te Buciki Niemowlęce Kianao i całkowicie zmieniły one nasze życie. Kupiłam je w brązowym kolorze, bo wyglądają jak małe, dystyngowane buty dziadka z dawnych lat, a ja mam totalną słabość do takiej estetyki. Ale co ważniejsze, są niesamowicie miękkie. Podeszwa jest całkowicie elastyczna, co oznacza, że kiedy Leo kuca, żeby podnieść chrupka z dywanu, but autentycznie zgina się razem z jego stopą. Mają szerokie noski, więc jego pulchne, małe paluszki mogą naturalnie się rozcapierzać, żeby chwytać podłogę, co według doktora Arisa jest super ważne dla rozwoju łuku stopy.
Szczerze mówiąc, mam na ich punkcie bzika. Trzymają się na jego stopach nawet wtedy, gdy urządza to swoje szaleńcze czołganie w stylu komandosa po kuchennym linoleum, i nie zostawiają tych okropnych, czerwonych śladów na kostkach, jak to robiły te sztywne buciki.
Rzeczy, które zaczęliśmy robić, i które szczerze mówiąc trochę pomogły
Ponieważ nie potrafię po prostu usiąść i nic nie robić, wprowadziliśmy kilka zmian w domu, aby zachęcić Leo do mobilności, nie zmuszając go do niczego. To nie był żaden rygorystyczny system, po prostu chaotyczna próba przetrwania tego etapu. Oto moja wysoce nienaukowa lista rzeczy, które nam pomogły:
- Przestaliśmy dziwnie trzymać go za ręce nad głową. Przy Mai zazwyczaj trzymaliśmy ją za rączki wysoko nad jej głową, jakby była aresztowana, i maszerowaliśmy z nią po kuchni. Doktor Aris delikatnie powiedział nam, że trzymanie ich rączek tak wysoko całkowicie zaburza ich środek ciężkości. Zaczęliśmy trzymać rączki Leo niżej, na wysokości ramion lub bioder, dzięki czemu musiał on używać siły własnych mięśni tułowia, aby utrzymać równowagę.
- Stworzyliśmy „przestrzeń na tak”. W zasadzie usunęliśmy z salonu wszystko, co kochaliśmy. Ten fajny szklany stolik kawowy? Zniknął. Dekoracyjna lampa podłogowa? Ukryta w pokoju gościnnym. Zrobiliśmy bezpieczną strefę, w której nie musiałam krzyczeć „NIE” co pięć sekund, żeby mógł sobie swobodnie wędrować.
- Ulepszyliśmy jego spodnie. Poważnie, kiedy dzieci są w tym dziwnym zawieszeniu między raczkowaniem a chodzeniem, nieustannie się rozciągają i kucają. Greg ciągle próbował wcisnąć Leo w te sztywne, dżinsowe spodnie, przez co biedne dziecko nie mogło nawet zgiąć kolan. Przestawiliśmy się prawie całkowicie na Dresy Niemowlęce w Stylu Retro z Bawełny Organicznej. Mają ten niesamowity krój z obniżonym krokiem, który z łatwością mieści pękatą pieluszkę wielorazową bez robienia z niego kowboja na rodeo, a organiczna bawełna jest na tyle elastyczna, że może on przejść od siadania do stania bez zsuwania się spodni z pupy.
Jeśli jesteście teraz głęboko w okopach prób odpowiedniego ubrania chwiejnego, nieprzewidywalnego małego człowieka, może zechcecie poważnie przemyśleć jego garderobę. Możecie przejrzeć kolekcję ubranek niemowlęcych z bawełny organicznej Kianao, bo szczerze mówiąc, elastyczne, oddychające materiały to w tej chwili jedyne, co zdaje egzamin.
Odpuszczenie idealnego harmonogramu
Metaforyczne małe kroczki w rodzicielstwie są szczerze mówiąc trudniejsze niż te fizyczne. Za każdym razem, gdy dziecko osiąga nowy kamień milowy, nagle musisz zaadaptować się do jego zupełnie nowej wersji.

Weźmy na przykład jedzenie. Mniej więcej w tym samym czasie, gdy Leo zaczął stawiać kroki, uznał też, że jest zdecydowanie zbyt niezależny, by pozwolić mi się karmić. Kupiliśmy Zestaw Bambusowych Łyżeczek i Widelców dla Dzieci, bo przeczytałam gdzieś, że praca nad małą motoryką przy krzesełku do karmienia bardzo pomaga w dużej motoryce na podłodze. A może to zmyśliłam? W mojej głowie brzmi to sensownie.
Szczerze mówiąc, sztućce sprawdzają się u nas po prostu w miarę. Nie zrozumcie mnie źle, są pięknie wykonane, a silikonowe końcówki są super delikatne, ale Leo nie do końca jeszcze chwyta sam koncept nabierania jedzenia. Przeważnie używa bambusowej łyżki do agresywnego bębnienia w tackę, domagając się więcej sera. Wyglądają przepięknie w mojej kuchennej szufladzie, ale na ten moment jego ulubionym sztućcem wciąż jest jego własna pięść. Kiedyś do tego dojdziemy.
A, i chodziki? Całkowicie zrezygnowaliśmy z tych tradycyjnych chodzików dla dzieci na kółkach, ponieważ Amerykańska Akademia Pediatrii twierdzi, że stanowią one w zasadzie zagrożenie dla bezpieczeństwa, a szczerze mówiąc, i tak nie mieliśmy na nie miejsca w korytarzu.
Przejście na drugą stronę
Rodzicielstwo to po prostu jedna długa, przerażająca sekwencja odpuszczania. Spędzasz ich pierwszy rok, trzymając je tak mocno, spowijając, nosząc, przewidując każdy ich ruch. A potem pewnego dnia podciągają się przy stoliku kawowym, puszczają go i odchodzą od ciebie.
To łamie serce. To jest magiczne.
Maya zaczęła chodzić, gdy miała czternaście miesięcy. Leo w końcu postawił swoje pierwsze prawdziwe, niezaprzeczalne kroki przez salon kilka tygodni po tym incydencie na golasa przy stoliku, w okolicach piętnastego miesiąca. Żadne z nich nie przejmowało się wykresami. Żadne nie dbało o moje lęki. Zrobili to po prostu, gdy ich małe ciała były na to gotowe.
Zanim zanurzycie się w chaotycznej rzeczywistości wychowywania małego dziecka i spędzicie godziny, ganiając po domu za świeżo upieczonym, mobilnym maluchem, upewnijcie się, że jego garderoba autentycznie pomaga mu w ruchu, a go nie ogranicza. Kupcie parę tych bucików z miękką podeszwą i elastyczne spodnie z bawełny organicznej w Kianao już dziś, bo uwierzcie mi, będą wam bardzo potrzebne, kiedy na dobre zacznie się bieganie.
Kilka bardzo chaotycznych i osobistych odpowiedzi na najczęstsze pytania
Kiedy powinnam naprawdę zacząć panikować, jeśli moje dziecko nie chodzi?
Jeśli jesteście tacy jak ja, panikujecie już w 11. miesiącu, ale doktor Aris kazał mi wziąć głęboki oddech i nawet się nie stresować, dopóki dziecko nie skończy 18 miesięcy. Tak długo, jak maluchy się podciągają, chodzą przy meblach i ogólnie opierają ciężar na nóżkach, robią dokładnie to, co powinny. Jeśli minie ten próg półtora roku, a one wciąż nie stawiają samodzielnych kroków, po prostu poruszcie ten temat na następnej wizycie u lekarza. Nie pozwólcie, by pasywno-agresywne komentarze teściowej dyktowały wam poziom lęku.
Czy dzieci naprawdę muszą być boso przez cały czas w domu?
Szczerze mówiąc, tak. Kiedyś myślałam, że zmarzną im stopy, więc przez całą zimę trzymałam Maję w grubych skarpetkach, a ona ciągle się ślizgała. Chodzenie boso jest dla nich najlepsze dla rozwoju łuków stopy i mięśni. Kiedy jest lodowato albo wychodzimy na zewnątrz, wtedy zakładam im te miękkie buciki Kianao, ponieważ naśladują one chodzenie na bosaka, jednocześnie chroniąc ich małe paluszki przed wszelkimi okruszkami i niebezpieczeństwami na mojej kuchennej podłodze.
Jak radzisz sobie z ciągłymi upadkami, żeby nie zwariować?
Pijesz dużo kawy i starasz się nie wzdychać głośno z przerażenia za każdym razem, gdy upadają, co jest w zasadzie niemożliwe. Przysięgam, niemowlaki są z gumy. Ich środek ciężkości znajduje się obecnie w ich gigantycznych głowach, więc będą się bardzo często przewracać. O ile zabezpieczyliście ostre rogi i przenieśliście w bezpieczne miejsce szklane stoły, musicie po prostu pozwolić im upadać na te opieluchowane pupy. Zazwyczaj płaczą tylko dlatego, że widzą na waszej twarzy absolutne przerażenie.
Dlaczego moje dziecko chodzi na palcach?
Maya robiła to przez bity miesiąc, a ja byłam przekonana, że to coś z jej układem nerwowym, bo – powtórzę – jestem znerwicowaną obserwatorką Google'a. Okazało się, że to tylko dziwny etap, przez który przechodzi wiele zaczynających chodzić dzieci, gdy eksperymentują z równowagą. Oczywiście, jeśli nigdy nie opuszczają stopy płasko na ziemię, porozmawiajcie z lekarzem, ale w naszym przypadku to była tylko dziwna imprezowa sztuczka, z której ostatecznie wyrosła.





Udostępnij:
Mój chaotyczny poradnik: co zrobić z małą wiewiórką znalezioną w ogrodzie
List do dawnego mnie o iluzji idealnej huśtawki dla niemowlaka