Patrzę właśnie na górę prania na mojej kanapie w salonie, a na samej górze leży cmentarzysko tych sztywnych, podbitych plastikiem śliniaków, które kupiłam dla mojego najstarszego syna pięć lat temu. Biedactwo, był moim królikiem doświadczalnym przy absolutnie każdym nietrafionym zakupie rodzicielskim. Doskonale pamiętam dzień, w którym wyciągnęłam jeden z tych tanich śliniaków z suszarki, a plastikowy spód popękał i stopił się tak bardzo, że wyglądał jak zrzucający skórę wąż. Zakładałam ten łuszczący się, chrupiący plastik tuż pod jego brodę podczas jedzenia, aż w końcu przyłapałam go, jak żuł jeden z tych płatków, czekając na swoje purée z batatów. Nigdy więcej. Będę z tobą szczera – całą szufladę tych śliniaków wyrzuciłam prosto do kosza w kuchni.
Przy pierwszym dziecku myślisz, że śliniak to po prostu szmatka do łapania ulewającego się mleka, więc kupujesz najtańszy dziesięciopak w hipermarkecie. Ale przy drugim lub trzecim dziecku dociera do ciebie, że ten kawałek materiału przylega bezpośrednio do szyi i ust twojego malucha przez jakieś dziesięć godzin dziennie. To praktycznie jego druga skóra. Wtedy właśnie wpadasz w spiralę poszukiwań i próbujesz znaleźć ekologiczne ubranka, które nie wywołają wysypki, nie rozpadną się w praniu i przez które nie będziesz musiała brać drugiej hipoteki.
Rzepy to wcielone zło
Zanim w ogóle przejdziemy do materiałów, musimy bardzo poważnie porozmawiać o zapięciach. Kompletnie nie rozumiem, dlaczego marki dziecięce nadal produkują śliniaki na rzepy. Przecież to wróg numer jeden każdej mamy.
Jeśli zapomnisz idealnie złączyć ze sobą rzepy przed wrzuceniem śliniaka do pralki, zachowa się on jak rakieta samonaprowadzająca na twój ulubiony stanik do karmienia. Znajdzie najdelikatniejszą koronkę albo najmiększy sweter w całym praniu i poszarpie je na strzępy. Następnie zbiera gigantyczną, obrzydliwą kulę kłaków z suszarki, co oznacza, że w trzecim miesiącu rzep w ogóle już nie trzyma. Po prostu słabo się czepia materiału, aż twoje starsze niemowlę zorientuje się, że może go zerwać jednym dramatycznym szarpnięciem i rzucić śliniak cały w spaghetti prosto na psa.
Nie wspominając już o tym, że rogi tanich rzepów zawsze zdają się wywijać na zewnątrz i drapać kark dziecka, aż stanie się czerwony i podrażniony. Spędziłam wystarczająco dużo czasu na rozplątywaniu zniszczonego prania, by wiedzieć, że powinno się kupować wyłącznie śliniaki na bezniklowe zatrzaski, najlepiej takie z kilkoma napami, aby otwór na szyję mógł rosnąć razem z dzieckiem.
Szyjne fałdki i wizyta u pediatry
Gdzieś w okolicach czwartego miesiąca obaj moi chłopcy zamienili się w absolutnie nieszczelne krany. Ślinili się bez przerwy. Mój średni syn był zbudowany jak mały zapaśnik z głębokimi, uroczymi fałdkami na szyi, a cała ta ślina po prostu w nich spływała i się gromadziła. W ciągu tygodnia pod jego brodą pojawiła się paskudna, czerwona i sącząca się wysypka.

Moja babcia poradziła mi, żebym wklepywała w jego fałdki mąkę kukurydzianą, co było najgorszą z możliwych rad, ponieważ zmieszanie mąki kukurydzianej ze śliną niemowlaka tworzy dziwną, kleistą papkę, która tylko pogarsza sprawę. Kiedy w końcu zabrałam go do naszego pediatry, doktor Evans tylko na niego spojrzał i od razu zapytał, w jakich śliniakach zostawiam go na cały dzień.
Z tego, co zrozumiałam z jego naukowego wyjaśnienia, standardowa, tania bawełna jest traktowana podczas produkcji wszelkiego rodzaju pestycydami i chemikaliami. Kiedy połączysz taki materiał z tanim, poliuretanowym spodem, zatrzymujesz ciepło ciała i wilgoć tuż przy delikatnej skórze dziecka. Materiał staje się mokry, pozostaje mokry i w zasadzie hoduje na szyi infekcję grzybiczą. Zasugerował, abyśmy przeszli na ekologiczne śliniaki dla niemowląt, które mają płaski splot zamiast tych pętelek z tkaniny frotte, które tylko rozsmarowują bałagan, i żeby upewnić się, że spód jest z czegoś oddychającego, jak wysokiej jakości polar.
Zmieniliśmy śliniaki na te z bawełny organicznej i wysypka zniknęła w trzy dni. Podobno organiczne włókna naturalnie odprowadzają wilgoć, nie zatrzymując ciepła, a brak tych chemicznych stabilizatorów w materiale robi ogromną różnicę w przypadku kontaktowego zapalenia skóry. Nie do końca ogarniam całą tę chemię, ale wiem, co działa.
Zanim wyszliśmy z gabinetu, doktor Evans też nieźle mnie nastraszył, przypominając, żebym zdejmowała śliniak za każdym razem, gdy dziecko kładzie się na drzemkę. Okazuje się, że spanie z czymkolwiek wokół szyi stanowi ogromne zagrożenie uduszeniem, co ma całkowity sens, ale kiedy w końcu uda ci się uśpić ząbkujące niemowlę, ostatnią rzeczą, jakiej pragniesz, jest obudzenie go przez odpinanie zatrzasku tuż przy uchu. Musisz po prostu zacisnąć zęby i i tak to zrobić dla ich bezpieczeństwa.
Przetrwać fazę krzesełka do karmienia
Kiedy w końcu dotarliśmy do etapu pokarmów stałych, cała moja strategia musiała ulec zmianie. Zwykłe śliniaki na ślinę są w porządku przy papkach, ale kiedy zaczynasz rozszerzanie diety metodą BLW i dajesz ośmiomiesięcznemu dziecku garść awokado, maleńki śliniaczek w formie apaszki na pewno nie da rady. Potrzebujesz pełnej ochrony. Ręczę za gęsto tkane organiczne fartuszki, jeśli chodzi o samą ochronę ubrań, ale potrzebujesz też czegoś, co złapie jedzenie, zanim uderzy w podłogę.

Fartuszki organiczne łączę z Silikonową miseczką dla niemowląt z przyssawką i nie przesadzam, mówiąc, że to uratowało moje zdrowie psychiczne. Mój średni syn traktował rzucanie miskami jak sport olimpijski. Kupiłam tę zwykłą silikonową miseczkę z nadzieją, że chociaż trochę go spowolni, ale przyssawka w niej jest naprawdę bezlitosna. Trzyma się mojego mocno porysowanego, nierównego drewnianego stołu tak mocno, że za pierwszym razem przypadkowo uniosłam całą tacę od krzesełka, próbując ją zdjąć. Jest całkowicie wolna od BPA i PVC, co daje mi spokój ducha po mojej traumie z topiącym się plastikiem. Uwielbiam to, że jej brzegi są idealnie zaokrąglone, więc mój maluch może sam nabierać owsiankę, nie zrzucając jej przy tym na boki.
Jeśli chodzi o sztućce, początkowo kupiłam Bambusowy zestaw sztućców dla niemowląt. Słuchaj, są absolutnie wspaniałe. Mają piękne uchwyty z naturalnego drewna i miękkie silikonowe końcówki, a w tle zdjęć, które robię dla mojego sklepu na Etsy, wyglądają po prostu idealnie. Ale powiem ci wprost – wymagają mycia ręcznego. A ja nie jestem mamą, która myje ręcznie. Przypadkowo zostawiłam bambusową łyżeczkę na dwa dni w zlewie pełnym wody z płynem, przez co drewno stało się dziwne i wyschnięte. Jeśli jesteś odpowiedzialnym dorosłym, który zmywa naczynia po każdym posiłku, będą one przepiękne i całkowicie nietoksyczne. Jeśli jednak toniesz w praniu i chaosie jak ja, lepiej zachować je na specjalne okazje lub kontrolowane wyjścia do restauracji.
W naszym codziennym przetrwaniu polegam wyłącznie na Silikonowym zestawie łyżeczki i widelca. Możesz po prostu wrzucić je prosto do zmywarki na cykl z mocnym wyparzaniem i całkowicie o nich zapomnieć. Są na tyle miękkie, że mój najmłodszy może agresywnie żuć widelec podczas ząbkowania, ale na tyle solidne, że spokojnie potrafi nabić na niego kawałek pieczonej marchewki. Uchwyt jest masywny i krótki, co znacznie ułatwia chwytanie tym małym, nieskoordynowanym rączkom.
Jak prać te rzeczy i nie zwariować
Nawet nie zaczynaj mi mówić o tych estetycznych, lnianych śliniakach za stówę, które wyglądają jak kostium średniowiecznego chłopa. Przecież absolutnie nikt nie ma czasu na prasowanie szmatki, na którą ulewa dziecko.
Kiedy inwestujesz w prawdziwe, ekologiczne produkty dla dzieci, musisz zaakceptować to, że w praniu zachowają się one nieco inaczej niż syntetyczne mieszanki plastiku. Ponieważ wysokiej jakości bawełna organiczna nie jest naszpikowana chemią przeciw kurczeniu się na bazie formaldehydu (co jest zdecydowanie dobrą rzeczą, prawda?), skurczy się trochę po pierwszym praniu. Krawędzie mogą się lekko podwijać. To normalne. Wystarczy, że trochę ją rozciągniesz, póki jest jeszcze wilgotna.
Przekonałam się na własnej skórze, że wrzucenie organicznych śliniaków z ukrytą wodoodporną warstwą do gorącej jak piekło suszarki zniekształci materiał i stopi wewnętrzną barierę. Dlatego najlepiej prać je w zimnej wodzie z delikatnym detergentem, a następnie suszyć w suszarce na niskich obrotach lub po prostu powiesić na oparciu krzesła.
Brzmi jak dużo zachodu dla kawałka materiału przeznaczonego do łapania rozgniecionego groszku, ale kiedy policzysz, ile pieniędzy wyrzucasz w błoto, wymieniając co trzy miesiące tanie, łuszczące się, plastikowe śliniaki, wydanie nieco więcej z góry na bawełnę organiczną i bezpieczny dla żywności silikon ma idealny sens finansowy. Kupujesz je raz, przetrwają niejedno pranie i bez problemu będziesz mogła przekazać je kolejnemu dziecku.
Często zadawane pytania
Czy śliniaki z bawełny organicznej naprawdę aż tak bardzo kurczą się w praniu?
Kurczą się odrobinę, zazwyczaj około pięciu do dziesięciu procent po pierwszym praniu, ponieważ nie mają w materiale syntetycznych stabilizatorów chemicznych. Zazwyczaj od razu po wyjęciu z pralki, gdy są jeszcze wilgotne, po prostu mocno je pociągam, żeby nadać im pierwotny kształt, i wciąż pasują idealnie.
Dlaczego śliniaki mojego dziecka pachną kwaśnym mlekiem, nawet po praniu?
Och, zapach kwaśnego mleka jest absolutnie najgorszy. Zazwyczaj dzieje się tak, gdy białka z mleka matki lub modyfikowanego utkną we włóknach materiału i nie spiorą się do końca. Raz w miesiącu zazwyczaj "odkwaszam" moje najstarsze śliniaki, namaczając je w zlewie w ciepłej wodzie z odrobiną sody oczyszczonej, a następnie wrzucam je na standardowe pranie w zimnej wodzie. To doskonale wyciąga z nich ten smrodek.
Czy mogę pozwolić dziecku spać w śliniaku, jeśli obserwuję je na niani elektronicznej?
Doktor Evans powiedział mi, że to absolutnie wykluczone, co szczerze mówiąc, bardzo mnie przeraziło. Nawet jeśli gapisz się w ekran niani, śliniak w zaledwie kilka sekund może przesunąć się w górę i zablokować drogi oddechowe albo zahaczyć o coś w łóżeczku. Wiem, że perspektywa obudzenia malucha przy odpinaniu śliniaka jest marna, ale musisz go zdejmować przed każdym zaśnięciem.
Jak pozbyć się z ekologicznego materiału jaskrawopomarańczowych plam z batatów czy awokado?
Słońce to w tym przypadku twój najlepszy przyjaciel. Nie lubię używać żrących, chemicznych wybielaczy na rzeczach, które lądują w buzi mojego dziecka, więc piorę śliniaki w zimnej wodzie w moim zwykłym, hipoalergicznym proszku, a potem po prostu rozkładam je mokre na tarasie w bezpośrednim, teksańskim słońcu na całe popołudnie. Promienie UV całkowicie wywabiają plamy z batatów i awokado. Babcia mnie tego nauczyła i jest to jej jedna rada pralnicza, która naprawdę się sprawdza.
Czy śliniaki silikonowe są lepsze do posiłków niż te z bawełny organicznej?
Wszystko zależy od dziecka. W przypadku maluchów, które bardzo mocno się ślinią i mają wrażliwą skórę, bawełna organiczna to zdecydowanie najlepszy wybór, ponieważ pozwala skórze oddychać. Jeśli jednak zjadacie brudzące rzeczy, jak spaghetti, silikonowy śliniak spożywczy z dużą kieszenią jest znacznie łatwiejszy do umycia pod zlewem. Osobiście zazwyczaj nakładam bawełniany fartuszek, żeby chronić ich ubranka, a na to narzucam silikonowy śliniak z kieszonką, żeby wyłapać największe resztki.





Udostępnij:
Kocyki w liski: Rozszyfrowujemy zasady bezpiecznego snu i przegrzewanie w wózku
Jak zwykły kocyk z pingwinem uratował resztki mojego rozsądku i moje małżeństwo