Była dokładnie 22:14 we wtorek. Jak dla mnie to już absurdalnie późna pora na bycie na nogach, a co dopiero w normalnych, niewygodnych spodniach. Mój mąż, Mark, i ja właśnie wróciliśmy z naszej pierwszej prawdziwej "randki" od narodzin Mayi i byłam w pełni przygotowana na powrót do ciemnego, cichego domu. Miałam na sobie tę czarną tunikę ciążową, którą próbowałam wciągnąć w dżinsy z wysokim stanem, żeby udawać, że to wcale nie są ubrania ciążowe, a moje stopy po prostu błagały o litość. Jedyne, o czym marzyłam, to zdjęcie stanika i padnięcie na twarz.
Zamiast tego, po otwarciu drzwi wejściowych, zobaczyłam moją 11-miesięczną córkę, która dosłownie wibrowała na dywanie w salonie.
Robiła okrążenia. Szybkie, nieskoordynowane, przerażające okrążenia wokół stolika kawowego, podczas gdy 19-letnia studentka, którą zatrudniliśmy przez internet, siedziała na kanapie z miną, jakby była świadkiem zjawiska paranormalnego. Twarz Mayi była lepka. Jej ręce były lepkie. Pies chował się pod fotelem. Spojrzałam na stolik i zobaczyłam winowajcę: trzy puste papierki po tych "ekologicznych, naturalnie słodzonych" żelkach owocowych i puste opakowanie po soku, które głupio zostawiłam na przodzie spiżarni. Przypadkowo zapłaciłam dwadzieścia dolarów za godzinę za to, żeby ktoś zamienił moje niemowlę w chodzącą bombę cukrową, i mogłam winić tylko siebie.
Mniejsza z tym. Chodzi o to, że poruszanie się po świecie opieki nad dziećmi i żywienia niemowląt to prawdziwe pole minowe.
Dziki zachód internetowych niań
Porozmawiajmy o tych platformach, na których szuka się kogoś do opieki nad dzieckiem. Wiecie, o czym mówię. Te strony zrzeszające opiekunki, które przypominają randkowanie w sieci, ale stawka jest o niebo wyższa. Kiedy w końcu zdecydowałam się, że jestem gotowa zostawić Mayę i jej starszego brata, Leo, z kimś spoza rodziny, całkowicie wpadłam w króliczą norę tych serwisów.
Szczerze mówiąc, to jest przerażające. Przewijasz te profile uśmiechniętych nastolatków i dwudziestoparolatków, którzy piszą rzeczy w stylu: „Studiuję aktorstwo i uwielbiam robótki ręczne!”. Super, Ashley, ale czy wiesz, co zrobić, gdy moje dziecko zadławi się przypadkową borówką? Czy umiesz wykonać chwyt Heimlicha? Czy wiesz, że moje dziecko na pewno spróbuje zjeść ziemię z doniczki, jeśli zostawisz je bez nadzoru na cztery sekundy?
Moja pediatra, dr Miller – która dosłownie trzymała mnie za rękę, gdy płakałam nad dziwnie wyglądającą kupą więcej razy, niż chciałabym przyznać – mimochodem wspomniała na badaniu kontrolnym Mayi, że każda opiekunka musi być bezwzględnie przeszkolona w zakresie bezpiecznego snu. Narzekałam na to, jak trudno jest kogoś znaleźć, a ona tylko spojrzała na mnie znad okularów i powiedziała: „Muszą mieć certyfikat RKO dla niemowląt, Sarah, i muszą wiedzieć, że dzieci śpią na plecach, na twardej powierzchni i w łóżeczku absolutnie nie może być niczego więcej. Żadnych kocyków. Żadnych zabawek”.
Pomyślałam sobie: o Boże. Nie mogę po prostu ufać małej, zielonej plakietce „zweryfikowana” na stronie internetowej. Zasadniczo muszę zmienić się w agenta FBI przesłuchującego tych studentów z ich protokołów na wypadek awarii, zanim będę mogła w spokoju zjeść rolkę sushi.
Mój głęboko paranoiczny proces próbny
Więc teraz robię coś, co Mark nazywa "negocjacjami z porywaczem", ale ja wolę to nazywać "okresem próbnym pomocnika mamy". Nie ma mowy, żebym po prostu zatrudniła kogoś z aplikacji i ot tak wyszła z domu. O nie.

Zamiast tego płacę im za trzy godziny, podczas których są u mnie, a ja wciąż jestem w domu. Mówię im, że „pracuję w biurze”, ale tak naprawdę po prostu chowam się w sypialni, pijąc zimną kawę i agresywnie nasłuchując wszystkiego, co robią. Chcę usłyszeć, jak radzą sobie z Leo, kiedy ten, jak zawsze, odmawia dzielenia się zabawkami, i chcę sprawdzić, czy naprawdę myją ręce po zmianie pieluchy Mayi.
Podczas tych dni próbnych zawsze zostawiam na wierzchu Zestaw miękkich klocków dla niemowląt. To takie gumowe, miękkie klocki, co jest kluczowe, bo Leo przechodzi akurat fazę wyrażania emocji poprzez rzucanie przedmiotami. Jeśli niania potrafi usiąść na podłodze i zająć ich tymi klockami – układając je, wskazując małe symbole zwierząt, pozwalając Mayi bezpiecznie je gryźć bez ryzyka oberwania ciężkim drewnianym rogiem – zdaje etap pierwszy. Plus, nie są pokryte tą dziwną, tanią farbą, która łuszczy się i ląduje w buzi dziecka. Uwielbiam je. Klocki, nie nianie. No, może nianie też, jeśli wykonują dobrą robotę.
Jeśli zastanawiasz się, jak przygotować dom, by nowa niania przypadkiem nie zrujnowała ci życia, możesz przejrzeć ekologiczne ubranka i akcesoria dla niemowląt marki Kianao, żeby chociaż załatwić kwestię bezpiecznych zabawek i oddychających ubranek. To usuwa przynajmniej jedną zmienną z tego równania.
Przypadkowy cukrowy haj
Ale wracając do wtorkowej katastrofy. Prawdziwym problemem wcale nie była niania, szczerze mówiąc. Problemem było to, że nie prześwietliłam własnej spiżarni i założyłam, że 19-latka odróżni przekąskę dla niemowlaka od smakołyków dla czterolatka.

Kiedy zatrudniasz nianię, musisz przygotować jakieś przekąski. I tutaj współczesny przemysł spożywczy całkowicie nas robi w konia. Myślałam, że świetnie sobie radzę, bo na wszystkim, co kupiłam, widniał napis „ekologiczne”, „naturalnie słodzone agawą” albo „wyprodukowane z dodatkiem prawdziwego soku owocowego”.
Doktor Miller autentycznie zaśmiała się ze mnie – w miły sposób, ale jednak – kiedy o tym później wspomniałam. Powiedziała mi, że według Amerykańskiej Akademii Pediatrii dzieci poniżej drugiego roku życia nie powinny spożywać absolutnie żadnych dodanych cukrów. ZERO. Co brzmi bardzo racjonalnie, dopóki nie zdasz sobie sprawy, że firmy produkujące żywność dla dzieci przemycają zamaskowany cukier dosłownie do wszystkiego. Słód jęczmienny. Nektar z agawy. Syrop glukozowo-fruktozowy udający "koncentrat owocowy".
Podobno – a mocno tu parafrazuję, bo na studiach wzięłam geologię specjalnie po to, żeby uniknąć biologii – sok owocowy podnosi poziom cukru we krwi dziecka dokładnie tak samo jak puszka napoju gazowanego. Ma to coś wspólnego z faktem, że kiedy usuniesz z owocu błonnik, ich malutkie ciałka po prostu natychmiast wchłaniają cukier? Nie znam dokładnego mechanizmu komórkowego, ale wiem jedno: podanie 11-miesięcznemu dziecku musu z ekologicznego soku jabłkowego o 20:00 to w zasadzie to samo, co podanie mu szota espresso.
Więc moja biedna niania po prostu wciskała Mayi te lepkie, słodkie żelki owocowe, żeby ją uspokoić, zupełnie nieświadoma, że właśnie napędza toksyczne rave party małego dziecka w moim salonie.
Jak teraz udaje nam się przetrwać przekazywanie warty
Teraz niczego nie zostawiam przypadkowi. Fizycznie chowam owocowe przekąski w wysokiej szafce, jakby były nielegalną kontrabandą. Zostawiam na wierzchu tylko to, co dzieciom wolno jeść: pokrojony ser, prawdziwe, całe owoce (bo wciąż mają błonnik!) i zwykłą wodę.
Szczerze? Jeśli niania musi włączyć "Vaianę" na czterdzieści minut, żeby móc zjeść własny obiad bez wpatrzonych w nią oczu, w ogóle mnie to nie rusza. Czas przed ekranem czasem się zdarza. Ale stawiam wyraźną granicę przy podstępnych cukrach.
Dbami również o to, by niania była uzbrojona w odpowiednie narzędzia, zwłaszcza jeśli chodzi o ząbkowanie, ponieważ ząbkujące dziecko to marudne dziecko, a marudne dziecko to takie, które niania spróbuje ułagodzić jedzeniem. Kiedy Mayi wychodziły pierwsze zęby, zamieniła się w dzikiego miodożera. Kupiliśmy Gryzak w kształcie pandy od Kianao w zasadzie z czystej desperacji, którejś nocy o trzeciej nad ranem. Byłam bardzo sceptyczna, ponieważ mój dom był już cmentarzyskiem odrzuconych zabawek na ząbkowanie, ale ta jedna naprawdę uratowała moje zdrowie psychiczne. Ma takie małe wypustki w kształcie bambusa, które Maya zawzięcie żuła, a ponieważ jest to silikon spożywczy, mogłam go po prostu wrzucić do lodówki. Teraz, zanim wyjdziemy na randkę, upewniam się, że panda jest lodowata i czeka na blacie. Niania wie: jeśli dziecko marudzi, daj mu zimną pandę, a nie ciastko.
Próbuję też tak zaaranżować przestrzeń do zabawy, żeby zachęcała, ale raz się wygrywa, a raz przegrywa. Mamy Drewniany stojak edukacyjny Baby Gym, bo zobaczyłam go na Instagramie i chciałam być jedną z tych "estetycznych" mam z perfekcyjnie urządzonym salonem w stonowanych kolorach. I nie zrozumcie mnie źle, jest przepiękny. Drewno jest super gładkie, a małe wiszące zwierzaczki są urocze. Ale bądźmy szczerzy? Przez połowę czasu Leo po prostu próbuje go zdemontować, żeby używać nóg jako mieczy, a Maya traci zainteresowanie po jakichś dziesięciu minutach, by poszukać i spróbować zjeść przypadkowego chrupka z podłogi. To pięknie wykonany produkt, ale niemowlaki są dziwne i nigdy nie przewidzisz, co tak naprawdę na dłużej je zajmie.
Prawda jest taka, że zostawianie dzieci z kimś innym to zawsze ćwiczenie z odpuszczania kontroli. Możesz całymi dniami prześwietlać portale z opiekunkami, możesz napisać trzystronicowy manifest o bezpiecznym śnie i możesz wygnać cały syrop z agawy do garażu. Ale w końcu musisz po prostu wyjść za drzwi i mieć nadzieję na najlepsze.
Jeśli chcesz zaopatrzyć się w tych kilka rzeczy, które naprawdę sprawiają, że przekazanie opieki niani jest nieco mniej chaotyczne, odwiedź sklep Kianao zanim zaplanujesz kolejne wieczorne wyjście. Poważnie, weź miękkie klocki. Podziękujesz mi, gdy nikt nie straci oka.
Moje wysoce nienaukowe FAQ o nianiach i cukrze
Jak naprawdę rzetelnie sprawdzić kogoś ze strony dla opiekunek?
Nie polegaj wyłącznie na aplikacji! Ja dosłownie traktuję to tak, jakbym rekrutowała dyrektora korporacji. Piszę do nich, proszę o dwa prawdziwe numery telefonu do rodziców, u których wcześniej pracowali, i do nich dzwonię. Następnie płacę niani, by przyszła na dwugodzinną zmianę jako "pomocnica mamy", podczas gdy ja wciąż jestem w domu. Jeśli wydają się przerażeni moim psem lub nie potrafią zmienić pieluchy bez paniki, nie idziemy z tym dalej. To trochę niezręczne, ale zdecydowanie lepsze niż powrót do domu pełnego katastrof.
Jakie przekąski naprawdę bezpiecznie jest zostawić z nianią?
Prawdziwe jedzenie. Kroję truskawki, banany oraz serowe paluszki i wkładam je do bardzo rzucającego się w oczy pojemnika na samym przodzie lodówki, naklejając karteczkę z napisem "JEDZENIE MAYI". Nie zostawiajcie na wierzchu musów w tubkach ani "przekąsek dla maluchów". Nianie po prostu będą je rozdawać, żeby kupić sobie ciszę i spokój, a twoje dziecko nagle przed snem pochłonie 30 gramów ukrytego cukru.
Czy soki owocowe są naprawdę aż tak złe dla niemowląt?
Zgodnie z opinią dr Miller – tak. Zszokowało mnie to, bo sama dorastałam pijąc galony soku jabłkowego. Ale wygląda na to, że bez błonnika znajdującego się w prawdziwych owocach, sok po prostu ładuje cukier prosto do ich malutkiego krwiobiegu. Powoduje to ogromne skoki energii (stąd moje wibrujące na dywanie dziecko), a potem straszne zjazdy. Teraz trzymamy się wyłącznie wody, mleka z piersi lub mleka modyfikowanego.
Czy powinnam zapłacić niani za dzień próbny?
Zdecydowanie tak. Zawsze płać ludziom za ich czas. Nawet jeśli siedzisz w pokoju obok i słuchasz podcastu, podczas gdy oni układają klocki z twoim dzieckiem – oni przecież pracują. Płać pełną stawkę godzinową.
Co, jeśli niania zignoruje moje zasady bezpiecznego snu?
Zwolnij ją. Mówię zupełnie poważnie. Jeśli wrócę do domu i zobaczę kocyk w łóżeczku albo dowiem się, że pozwoliła dziecku spać w bujaczku, "bo tak spokojnie wyglądało", już nigdy więcej nie przekroczy progu mojego domu. Bezpieczeństwo snu to jedyna rzecz, w której nie idę na absolutnie żadne kompromisy. Ryzyko SIDS jest zbyt przerażające, żeby przymykać na to oko przez uprzejmość.





Udostępnij:
Znalazłam mod Sugar Baby w The Sims 4 na komputerze mojej siostrzenicy
Dlaczego strony typu sugar baby to najgorszy koszmar każdego rodzica