Stałam w kolejce do kasy w supermarkecie, trzymając w ręku ogromną mrożoną kawę – z tych, co składają się głównie z pełnotłustego mleka i wyrzutów sumienia, szczerze mówiąc – kiedy nagle, ni z tego, ni z owego, napisała do mnie teściowa. Stwierdziła, że absolutnie powinnam obłożyć czteromiesięcznego Leo poduszkami z kanapy, żeby „ćwiczył postawę”. Dwie minuty później kasjerka, cudownie bezpośrednia kobieta o imieniu Brenda, która już zbyt wiele razy widziała mnie kupującą pieluchy na noc w poplamionych dresach, mimochodem wspomniała, że jej dzieci w jego wieku niemalże uprawiały gimnastykę i naprawdę powinnam pomyśleć o zakupie jednego z tych profilowanych, plastikowych siedzisk. Następnie, kiedy szłam do samochodu, zadzwoniła moja najlepsza przyjaciółka, żeby powiedzieć mi, że pod żadnym pozorem nie powinnam zmuszać go do siadania, ponieważ jej kręgarz twierdzi, że to całkowicie rujnuje rozwój kręgosłupa, a tak w ogóle, to czy nie chcę wynająć jej nastoletniej sąsiadki jako opiekunki, żebyśmy z mężem mogli wyjść na randkę?
Mój pozbawiony snu mózg dosłownie zaliczył zwarcie, tam, na środku parkingu.
Zmierzam do tego, że kiedy jesteś świeżo upieczonym rodzicem, temat „siedzenia” działa na ciebie jak płachta na byka. Oznacza to dwie zupełnie inne, ale równie stresujące kwestie. Po pierwsze, mamy kamień milowy w rozwoju fizycznym, czyli moment, w którym dziecko uczy się samodzielnie siedzieć – i każdy ma na ten temat bardzo stanowczą opinię. A po drugie, przerażający aspekt opieki nad dzieckiem, czyli moment, w którym ktoś ma „posiedzieć” z maluchem w domu. To cały ten proces szukania kogoś, kto zajmie się twoją najcenniejszą, delikatną istotą, żebyś mogła zjeść ciepły posiłek z mężem bez konieczności negocjowania z dwulatkiem.
Musimy porozmawiać o obu tych sprawach, bo szczerze mówiąc, spędziłam całą końcówkę moich lat dwudziestych absolutnie przerażona obiema z nich, a nikt nie mówi głośno o tym, jakie to wszystko bywa poplątane.
Presja, by przyspieszać rozwój, jest absurdalna
Przy moim pierwszym dziecku, Mai, miałam obsesję na punkcie tabelek. O rany, te siatki centylowe i kalendarze rozwoju. Jeśli aplikacja mówiła mi, że powinna coś robić do 24. tygodnia, a był już 25., byłam przekonana, że zawiodłam jako matka, a ona nie dostanie się na studia. Kiedy miała około pięciu miesięcy, wpadłam w panikę, bo po prostu turlała się po podłodze jak wesoły, mały ziemniaczek, podczas gdy dzieci na Instagramie siedziały prosto jak miniaturowi dyrektorzy z korporacji.
Poruszyłam ten temat u mojej pediatry, dr Miller, niesamowicie spokojnej kobiety, która zawsze wygląda, jakby dopiero co wyszła z zajęć jogi. Łagodnie wyjaśniła mi, że niemowlęta zazwyczaj zaczynają siadać z podparciem około piątego lub szóstego miesiąca życia, ale tak naprawdę opanowują samodzielne siedzenie dopiero w okolicach dziewiątego miesiąca. Opowiedziała o tak zwanym „siadzie trójnogim”, w którym pochylają się do przodu, opierając się na swoich pulchnych rączkach, by uniknąć upadku, i że jest to całkowicie normalny etap budowania siły mięśni tułowia.
W skrócie powiedziała mi, że dzieci nie należy poganiać, a siła głowy, szyi i tułowia, której potrzebują, bierze się niemal w całości z samego faktu... spędzania czasu na podłodze. Z nieskrępowanego ruchu. A nie z wciskania ich w kąt kanapy i obkładania poduszkami dekoracyjnymi, w które i tak w końcu zanurkują twarzą.
To turkusowe piankowe wiaderko było błędem
Tak więc, ponieważ jestem wysoce podatna na presję otoczenia i ukierunkowane reklamy na Instagramie, zignorowałam połowę tego, co powiedziała, i kupiłam krzesełko do siadania dla dzieci. Wiecie o czym mówię. Te profilowane piankowe wiaderka, w które wpychasz pulchne uda niemowlaka, żeby utrzymać go w pionie. Kupiłam turkusowe. Było drogie, gryzło się z całym wystrojem mojego salonu i zajmowało mnóstwo miejsca.
Myślałam, że pomagam mu ćwiczyć. Ale kiedy następnym razem zobaczyłam dr Miller, w zasadzie spojrzała na mnie z politowaniem i wyjaśniła, że blokowanie chwiejnego niemowlaka w ograniczającym ruchy piankowym siedzisku tak naprawdę powstrzymuje go przed używaniem własnych mięśni tułowia. Dzieci po prostu osuwają się na plastik, co oznacza, że wcale nie rozwijają aktywnie zmysłu równowagi. Poza tym przerażała mnie historiami o rodzicach stawiających te krzesełka na kuchennych blatach i o niemowlakach przewracających się do tyłu. To ogromne ryzyko upadku. Wróciłam do domu i rzuciłam turkusowe wiaderko do garażu.
Szczerze mówiąc, najlepszą rzeczą, jaką możecie dla nich zrobić, kiedy uczą się siadać, jest po prostu położenie ich płasko na podłodze w ubranku, które pozwala na swobodę ruchów. Kiedy Leo był w swojej szczytowej epoce podłogowej, ciągle dostawał okropnych potówek od tanich poliestrowych pajacyków, które kupiłam na wyprzedaży. W końcu zmieniłam je na Dziecięce body z bawełny organicznej od Kianao. Kiedyś myślałam, że „bawełna organiczna” to tylko modne hasło używane do wyciągania kasy od milenialsów, ale różnica na jego skórze była kolosalna. To 95% bawełny organicznej, jest niewiarygodnie miękkie, a co najważniejsze, nie ma rękawków. Dosłownie żył w nim przez trzy miesiące, bo materiał nie podwijał się pod samą szyję, gdy ćwiczył swój trójnogi siad i nieuchronnie przewracał się na dywan. Body po prostu poruszało się razem z nim.
Ach, i jeśli ktoś wam powie, żebyście używali rogala do karmienia jako poduszki powietrznej dla siedzącego dziecka, po prostu to zignorujcie – dzieci tylko pod nią wjeżdżają i utykają.
Chwila, skoro już mowa o siedzeniu i poruszaniu się – kiedy Leo w końcu zaczął podciągać się z pozycji siedzącej, by spacerować wzdłuż stolika kawowego, moja mama upierała się, że natychmiast potrzebuje butów, żeby nie opadły mu łuki stóp. Kupiliśmy Pierwsze buty sportowe dla dzieci z miękką antypoślizgową podeszwą. Będę z wami całkowicie szczera: czy oni naprawdę potrzebują butów w domu, kiedy tylko siedzą i raczkują? Nie. Najlepiej na boso. Ale do wyjścia do parku sprawdzają się wręcz idealnie. Mają miękkie podeszwy, więc maluchy nie tupią jak małe Frankensteiny ze sztywnymi nogami, a do tego są obłędnie urocze.
Odetchnij głęboko i sprawdź pełną kolekcję organicznych ubranek i akcesoriów od Kianao, by zapewnić swojemu maluchowi komfort podczas zabawy na podłodze.
Czyste przerażenie na myśl o obcych w twoim domu
Okej, to był aspekt fizyczny. Ale jest jeszcze ten drugi. Ten moment, w którym musisz zostawić swoje bezcenne, delikatne dziecko z innym człowiekiem, który nie jest tobą.

Mój mąż Dave słynie z tego, że do wszystkiego podchodzi na luzie – ten człowiek przespał kiedyś niewielkie trzęsienie ziemi – ale gdy po raz pierwszy rozmawialiśmy o zatrudnieniu kogoś do opieki nad Mają, wyglądał, jakby miał dostać hiperwentylacji. Proces poszukiwania opiekunki jest po prostu przerażający i ma mnóstwo wad.
Pamiętam, jak siedziałam na kanapie o 23:00, gorączkowo wpisując „opiekunka do dziecka w okolicy” w wyszukiwarce na Facebooku i lokalnych grupach sąsiedzkich. Miałam po prostu nadzieję, że znajdę jakąś magiczną postać w stylu Mary Poppins, która weźmie niewielkie pieniądze za godzinę i będzie wrodzonym instynktem wiedziała, jak prawidłowo przekroić winogrona wzdłuż. To naprawdę niesamowite, jak słabo weryfikujemy ludzi, z którymi zostawiamy nasze dzieci. Robimy dokładniejszy research sprawdzając, którą frytkownicę beztłuszczową kupić, niż analizując nastolatki opiekujące się naszymi maluchami.
Ostatecznie dr Miller (która na tym etapie jest już w zasadzie moją terapeutką) powiedziała mi, żebym przestała szukać po omacku na Facebooku. Podała mi pewne konkretne kryteria. Stwierdziła, że każdy, kogo zatrudniamy, musi mieć zaktualizowany certyfikat Czerwonego Krzyża z pierwszej pomocy niemowlętom (RKO). Nie dorosłym. Niemowlętom. Ponieważ sposób, w jaki ratuje się dławiące dziecko, jest zupełnie inny niż ten, w jaki ratuje się dławiącego dorosłego. Spróbujcie to sobie przez chwilę przyswoić.
Mój bardzo nienaukowy proces rekrutacyjny
Kiedy wreszcie zaczęliśmy przeprowadzać rozmowy z lokalnymi studentami szukającymi pracy w charakterze niani, przestałam zadawać sztampowe pytania. Przestałam pytać: „Czy lubisz dzieci?”, bo wiadomo, że odpowiedzą twierdząco. Zamiast tego zaczęłam zadawać szalone, bardzo specyficzne, hipotetyczne pytania.
Dosłownie patrzyłam tym dziewiętnastolatkom w oczy i mówiłam: „Dobra, Maja właśnie zalicza wrzeszczącą histerię, bo pokroiłam jej kanapkę w trójkąty zamiast w kwadraty, a pies w tym samym czasie wymiotuje na dywan. Co robisz?”. Jeśli wyglądali na przerażonych, nie zatrudniałam ich. Jeśli się śmiali i dawali mi praktyczną odpowiedź, trafiali na szczyt listy.
Musisz też przeprowadzać okresy próbne. Nie zatrudniaj kogoś, wręczając mu dziecko i wychodząc z domu prosto do restauracji. Ja płacę im za godzinę, żeby przyszli, kiedy wciąż jestem w domu. Składam pranie w sypialni, podczas gdy oni bawią się z dziećmi w salonie. Jest to trochę dziwne i niezręczne, ale dzięki temu możesz usłyszeć, jak rozmawiają z twoim dzieckiem, gdy myślą, że nikt nie patrzy im na ręce.
Zostaw im instrukcję, a nie tylko „dobre wibracje”
Nie możesz zakładać, że nastolatek, czy nawet babcia, zna zasady panujące w waszym domu. Dave, ilekroć gdzieś wychodzimy, zawsze drukuje ten niemal psychopatyczny arkusz w Excelu. Zawiera nasze numery komórkowe, numer do pediatry, numery sąsiadów i numer do informacji toksykologicznej, wszystko wydrukowane gigantyczną, pogrubioną czcionką.

Mam też surową zasadę dotyczącą torebek. Dzieci to w zasadzie małe szopy pracze i przetrząsną torebkę opiekunki w ułamku sekundy, gdy tylko ta odwróci wzrok. Zawsze trochę niezręcznie proszę, aby niania powiesiła swoją torbę na wysokim wieszaku w przedpokoju. Nigdy nie wiesz, kto ma w torebce luzem wrzucony ibuprofen, małe baterie guzikowe czy dziwnie pachnący żel antybakteryjny, a ja nie mam najmniejszego zamiaru kończyć randki na ostrym dyżurze.
A kiedy w końcu je zostawiasz, musisz przyszykować zabawki, które nie wymagają baterii, składania czy dyplomu inżyniera. My mamy Miękki zestaw klocków dla dzieci. Czy zmieniają życie? To znaczy... to są po prostu miękkie, gumowe klocki. Robią dokładnie to, co klocki powinny robić. Maja układała z nich wieże i je burzyła, a Leo głównie zaciekle gryzł kształty małych zwierzątek, gdy ząbkował. Są absolutnie w porządku, bezpieczne i można je łatwo umyć w kuchennym zlewie, kiedy twoje dziecko nieuchronnie zrzuci je na podłogę. Ale mówiąc szczerze, zajmują opiekunkę i malucha na co najmniej dwadzieścia bitych minut, a to w zasadzie jedyne, na czym mi zależy.
Wszystko to jest po prostu wielką lekcją odpuszczania. Odpuszczasz lęk przed kamieniami milowymi, kiedy zdajesz sobie sprawę, że twoje dziecko w końcu usiądzie, gdy będzie na to gotowe. I odpuszczasz potrzebę kontroli, kiedy przekazujesz swojego malucha w ręce studentki z certyfikatem pierwszej pomocy, żeby móc w spokoju napić się margarity.
Dave właśnie krzyknął z kuchni, że robi kolejny dzbanek kawy, co oznacza, że mój czas na pisanie tego tekstu oficjalnie dobiegł końca. Bawcie się na podłodze, wyrzućcie turkusowe plastikowe wiaderka i płaćcie swoim opiekunkom uczciwe stawki. Dacie radę.
Gotowi na porzucenie ograniczających gadżetów dla dzieci? Kupcie ultramiękkie ubranka z organicznej bawełny od Kianao, by dać dziecku swobodę naturalnego ruchu, turlania się i siadania!
Prawdy o siadaniu (i o opiekunkach), o których się nie mówi
Kiedy wasze dzieci w końcu zaczęły same siadać?
O rany, Maja miała jakieś siedem miesięcy i zrobiła to bezbłędnie pewnego dnia, kiedy ja byłam w łazience. Leo zabrało to całe wieki. Był pulchnym niemowlakiem i tak naprawdę nie siedział całkowicie bez podparcia, dopóki nie skończył prawie dziewięciu miesięcy. Moja mama panikowała, pediatra – nie. Ufajcie pediatrze.
Jak tak naprawdę szukać kogoś do opieki nad dzieckiem?
Przestałam korzystać z przypadkowych grup na Facebooku. Najlepiej sprawdziło mi się przeglądanie tablic ogłoszeniowych na wydziałach pielęgniarstwa lub pedagogiki na lokalnym uniwersytecie. Studentki pielęgniarstwa są dosłownie najlepsze – są spokojne, znają podstawowe zasady bezpieczeństwa medycznego i zazwyczaj potrzebują dodatkowej gotówki. Drugą świetną opcją są polecenia z ust mam, którym naprawdę ufasz.
O co chodzi z tym czasem na brzuszku jako przygotowaniem do siadania?
To wszystko się łączy, co bywa denerwujące, ale jest prawdą. Maluchy nienawidzą leżenia na brzuszku, krzyczą, a ty czujesz się winna. Ale leżenie na brzuchu zmusza je do podnoszenia swoich ciężkich główek przypominających kule do kręgli, co buduje mięśnie szyi i pleców, których desperacko potrzebują, by docelowo siedzieć prosto i nie przewracać się. Po prostu kładźcie je regularnie na miękkiej macie na podłodze.
Co jest absolutną czerwoną flagą przy nowej opiekunce?
Jeśli napiszę po godzinie, żeby sprawdzić, co słychać, a ona nie odpisze przez kolejne trzy. Odpada. Nie obchodzi mnie, że padł jej telefon, niech znajdzie ładowarkę. Albo, kiedy wracam do domu, a telewizor ryczy na cały głos z włączonym Cocomelonem, moje dziecko ma nieprzytomny wzrok, a niania mówi mi: „Och, były aniołkami!”. To oznacza, że po prostu użyłaś telewizora jako opiekunki. Jesteś zwolniona, Chloe.
Czy krzesełka do siadania dla niemowląt są naprawdę takie złe?
Słuchajcie, nie jestem tu po to, żeby potępiać jakąkolwiek matkę, która używa ich, by móc spokojnie wziąć dwuminutowy prysznic. Rozumiem to. Ale moja lekarka wyrażała się jasno: nie należy ich używać jako „treningu” siadania. Twardy plastik wymusza u dziecka dziwne przechylenie miednicy. Czas spędzony na podłodze jest po prostu naukowo lepszy dla ich małych ciał. Pozwólcie im być chwiejnymi i trochę się pokiwać.





Udostępnij:
Szczera prawda o treningu snu niemowlaka: przed i po
Jak utrzymać niemowlę przy życiu: sen, ząbkowanie i absolutny chaos