Istnieje ten ogromny, całkowicie oderwany od rzeczywistości mit w świecie rodzicielstwa, że w tej samej sekundzie, w której przynosisz noworodka ze szpitala do domu, twój smartfon nagle staje się nieskazitelnym, edukacyjnym narzędziem używanym wyłącznie do śledzenia mililitrów wypitego mleka i odtwarzania białego szumu, który brzmi jak odkurzacz uwięziony w tunelu aerodynamicznym.
Uważam, że to totalna bzdura.
Bo doskonale pamiętam, jak we wtorek o 3:14 rano, ubrana w szare dresy z sieciówki, które miały na lewym kolanie tajemniczą, lekko zaschniętą plamę z wybielacza, bujałam w ciemnościach mojego synka Leo. Byłam wyczerpana. Dosłownie wibrowałam od kofeiny, którą wypiłam o 16:00 poprzedniego dnia, co było ogromnym błędem. I wcale nie czytałam blogów parentingowych o cyklach snu niemowląt.
Agresywnie stukałam w ekran telefonu, próbując wymyślić, jak skontrować Beczkę z Goblinami w Clash Royale.
Gry mobilne to mroczny, lepki sekret współczesnego macierzyństwa. Wszystkie ukrywamy się w łazienkach, siedzimy w samochodzie czekając na odbiór Mai ze szkoły, albo jesteśmy uwięzione pod śpiącym niemowlakiem, grając w absurdalnie szybkie gry mobilne tylko po to, by poczuć mały przypływ dopaminy, który nie wiąże się z udanym zblendowaniem marchewki. Dlatego muszę pomówić o czymś, co ostatnio absolutnie przejęło mój dom – i nie, nie jest to kolejny dziwny wirus oddechowy z przedszkola, chociaż to też przerabiamy.
To ta absurdalna, latająca, zielona, cyfrowa jaszczurka.
Wielkie kłamstwo o mamach i czasie przed ekranem
Więc, dla niewtajemniczonych, Clash Royale to gra, którą mój mąż Dave pobrał lata temu, a potem ja ją pobrałam, żeby się z niego ponabijać, a teraz mam wyższy poziom niż on, co on udaje, że go nie rusza, ale całkowicie niszczy to jego kruche męskie ego. W każdym razie, w grze wprowadzono właśnie nową mechanikę, gdzie niektóre postacie „ewoluują” podczas meczu. A najnowszą z nich jest mały smok (baby dragon).
W naszym domu nazywamy go po prostu "baby d", co brzmi trochę jak pseudonim jakiegoś beznadziejnego rapera, ale nieważne.
Ewoluowana wersja tego czegoś wykonuje dziwny ruch zwany „Friendly Drag”, w którym w zasadzie wykichuje z siebie gigantyczny podmuch wiatru, co sprawia, że wszystkie twoje inne jednostki biegną o 50% szybciej. To absolutny chaos. Szczerze mówiąc, idealnie naśladuje to, co się dzieje, gdy mój czteroletni Leo zje loda na patyku z czerwonym barwnikiem na imprezie urodzinowej – nagły, przerażający wybuch chaotycznej prędkości, który niszczy wszystko na swojej drodze.
Mogłoby się wydawać, że mama dwójki dzieci nie będzie przejmować się znalezieniem solidnej talii z ewoluowanym małym smokiem, ale kiedy masz tylko trzy i pół minuty spokoju, podczas gdy dzieci zajmują się kartonowym pudłem, potrzebujesz strategii, która pozwala szybko wygrać. Nie masz czasu na ceregiele. Musisz rzucić swoje wojsko, zniszczyć wieżę i zablokować telefon, zanim ktoś zacznie krzyczeć, bo siostra krzywo na niego spojrzała.
Dlaczego moja siedmiolatka jest w tym lepsza ode mnie
A oto ta naprawdę przygnębiająca część. Maja, która ma siedem lat, a zachowuje się jakby miała dwadzieścia pięć, pewnego popołudnia patrzyła, jak gram, podczas gdy ja ignorowałam górę prania na kanapie. Zapytała, czy może spróbować. Pomyślałam: jasne, pewnie po prostu będzie losowo pukać w ekran i przegra.

Dziesięć minut później całkowicie przebudowała mój układ kart. Mózgi dzieci są po prostu do tego stworzone. Nie analizują wszystkiego tak jak my. Ja siedzę i przeliczam koszty eliksiru, zastanawiając się, czy powinnam zachować swoje zaklęcia, a ona na to: KULA OGNIA. TERAZ.
To ona zauważyła, że ewoluowany mały smok kosztuje tylko jeden cykl do aktywacji, co oznacza, że można nim grać super agresywnie. Ja próbowałam grać defensywnie i asekuracyjnie, zupełnie jak w moim prawdziwym stylu rodzicielskim, w którym krążę nad nimi na placu zabaw, czekając na wstrząśnienie mózgu, ale Maja po prostu rzucała się w wir walki. I wygrywała.
To jakoś uświadomiło mi, że czasem po prostu trzeba pozwolić chaotycznej, latającej jaszczurce robić swoje, wiecie? W każdym razie, ona i Dave od tygodni kłócą się o to, jaka jest absolutnie najlepsza talia z evo baby dragon, a ja znalazłam się w samym środku tego ognia krzyżowego.
Co tak naprawdę sprawdza się teraz na arenie
Okej, więc jeśli naprawdę próbujecie wygrać kilka meczów ukrywając się w spiżarni i jedząc czerstwe krakersy, jest kilka strategii, które obecnie dominują. I mam w stosunku do nich bardzo mieszane uczucia.
Po pierwsze, jest ustawienie LumberLoon Aggro. O rany, mam z nim relację typu love-hate. Polega to w skrócie na połączeniu ewoluowanego smoka z Balonem i Drwalem. Drwal ginie i rzuca Zaklęcie Szału, a potem podmuch smoka uderza w Balon, i nagle ten gigantyczny, wybuchowy sterowiec pędzi z prędkością światła w stronę wieży wroga. To jest TAKIE STRESUJĄCE. Próbowałam grać tą talią czekając w poczekalni u dentysty i przysięgam, że moje tętno podskoczyło do 140. Mój Apple Watch dosłownie zapytał mnie, czy ćwiczę na orbitreku. Jest niezwykle dobra – podobno ma prawie 57% wskaźnika zwycięstw – ale wymaga takiego poziomu maniakalnego stukania w ekran, którego po prostu w sobie nie mam przed wypiciem trzeciej kawy. Zbyt dużo wizualnego bałaganu.
Następnie mamy strategię Golem Beatdown, która polega na wypuszczeniu ogromnego, niesamowicie powolnego kamiennego potwora i ustawieniu za nim małego smoka. Przygotowanie tego trwa wieki. Mam w suszarce pranie pełne ręczników, które pogniotą się, jeśli będę tu siedzieć i czekać, aż Golem przejdzie przez cyfrowy most. NASTĘPNY.
Na koniec jest Miner Fast Cycle, czyli obecna obsesja Dave'a. Zasadniczo używasz bardzo taniej, szybkiej rotacji kart, żeby powoli wykańczać przeciwnika. Potrafi siedzieć w toalecie przez czterdzieści pięć minut, grając tą talią. Pukam do drzwi, trzymając malucha, który aktywnie wyciera mi gile w ramię, a Dave krzyczy: "Jeszcze chwilka, muszę ściągnąć ich wojska zaklęciem Tornado!". W zeszłym tygodniu naprawdę rozważałam zmianę hasła do Wi-Fi.
Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o tym, jak przetrwać ten piękny chaos życia rodzinnego, niezależnie od tego, czy walczycie z cyfrowymi goblinami, czy z prawdziwymi napadami złości, zdecydowanie powinniście sprawdzić ubranka dla dzieci z bawełny organicznej od Kianao, które naprawdę sprawiają, że te brudne chwile są trochę łatwiejsze do ogarnięcia.
Co doktor Miller naprawdę powiedział o naszym nałogu iPadowym
Oczywiście, jako że jestem nowoczesną matką duszącą się pod kocem ciągłego poczucia winy, w końcu zaczęłam panikować, że wszyscy spędzamy zbyt dużo czasu gapiąc się w świecące prostokąty.

W zeszłym miesiącu mieliśmy bilans czterolatka z Leo. Doktor Miller to cudownie wyczerpany na twarzy mężczyzna, który zawsze ma delikatną plamę na krawacie – co sprawia, że ufam mu bezgranicznie. Siedziałam na szeleszczącym papierze stołu do badań, patrzyłam, jak Leo aktywnie próbuje polizać kosz na odpady medyczne, i po prostu wszystko wyznałam. Powiedziałam mu, że Maja gra w gry mobilne. Powiedziałam, że ja gram w gry mobilne, żeby poradzić sobie z hałasem. Zapytałam, czy fundamentalnie niszczę ich rozwijające się kory przedczołowe.
Spodziewałam się, że zacznie mi cytować wytyczne Amerykańskiej Akademii Pediatrii. Zapewne znacie te zalecenia. Mówią, że dzieci poniżej 18. miesiąca życia w ogóle nie powinny mieć styczności z ekranami, a starsze dzieci mogą dostać może godzinę super edukacyjnych, organicznych, bezglutenowych programów dziennie. Przygotowywałam się na wykład.
Zamiast tego, doktor Miller jakoś tak westchnął, potarł oczy i powiedział mi, że ścisła zasada jednej godziny jest urocza w warunkach laboratoryjnych, ale w prawdziwym świecie rodzice muszą czasem ugotować obiad, nie pozwalając nikomu podpalić psa. Nie powiedział, że to super pomysł włączać im sprzęt 24/7, rzecz jasna, ale ujął to zupełnie inaczej niż siejące strach blogi dla mam.
W zasadzie stwierdził, że same gry, zwłaszcza te szybkie, dostarczające strzałów dopaminy, jak Clash Royale, to nie jest wcielone zło, ale całkowicie smażą dziecięcy zakres uwagi, jeśli się ich nie przerwie. Zasugerował, abyśmy spróbowali egzekwować tzw. zasadę 20-20-20: co dwadzieścia minut każesz dziecku popatrzeć na coś w odległości dwudziestu stóp (około 6 metrów) przez dwadzieścia sekund. Jestem pewna, że powiedział to w kontekście zapobiegania zmęczeniu oczu, ale ja głównie używam tego jako wymówki, żeby losowo krzyczeć "PATRZCIE NA DRZEWA", gdy Dave jest w środku meczu.
Powiedział też, że prawdziwym niebezpieczeństwem nie jest sam ekran, ale to, co on zastępuje. Jeśli dzieciom umyka fizyczna, namacalna zabawa, bo są zbyt zajęte levelowaniem małego smoka – wtedy zaczyna się problem.
Utrzymanie kontaktu z rzeczywistością, gdy ekrany gasną
To był dla mnie ogromny sygnał alarmowy. Zdałam sobie sprawę, że kiedy Maja była mniejsza, ciągle podtykałam jej drewniane zabawki i różne dziwne, fakturowane przedmioty do dotykania. Ale z Leo, ponieważ jest drugim dzieckiem i jestem już tak po prostu fundamentalnie bardziej zmęczona, zdecydowanie mocniej polegałam na iPadzie.
Zaczęłam więc próbować przywracać fizyczne przedmioty dające komfort. Rzeczy, które uziemiają ich w prawdziwym świecie, gdy ekrany w końcu gasną.
Moją absolutnie ulubioną rzeczą w tym momencie, i jedyną, która jakoś przetrwała czystą destrukcyjną siłę moich dzieci, jest Kocyk dla dziecka z bawełny organicznej we wzór z wiewiórkami od Kianao. Nie przesadzam mówiąc, że ten kocyk widział wiele. Gdy Leo miał około pół roku, złapał potwornego wirusa żołądkowego. Nie będę wdawać się w drastyczne szczegóły, ale powiem, że w jeden weekend prałam ten kocyk co najmniej dwanaście razy. I jakimś cudem? Nadal jest niesamowicie miękki. Ma podwójną warstwę organicznej bawełny, która jest na tyle ciężka, by dawać ukojenie – trochę jak delikatny uścisk – ale na tyle przewiewna, że dziecko nie budzi się zlane potem. Poza tym, małe, leśne wiewiórki na nim są naprawdę słodkie, w przeciwieństwie do przerażających, neonowych postaci na jego tablecie.
Kiedy dzieci mają popołudnie bez ekranów i zwykle biegają po podwórku jak dzikie szopy, Leo w zasadzie mieszka w swoim Niemowlęcym body bez rękawów z bawełny organicznej. Jest tak rozciągliwe, że nie krępuje go, gdy próbuje wspiąć się na płot, i nie powoduje tych dziwnych, czerwonych otarć, co ubrania syntetyczne.
Muszę przyznać, że mamy też Bambusowy kocyk dla dziecka ze wzorem w łabędzie. Jest w porządku. Tkanina bambusowa ma zdecydowanie właściwości chłodzące, co jest świetne, jeśli wasze dziecko poci się w nocy, ale Dave uważa, że te różowe łabędzie to "zbyt wiele" (cokolwiek to znaczy, gość dosłownie gra w grę z różową latającą jaszczurką). Mój główny problem polega na tym, że jeśli zostawisz go w suszarce na dłużej niż pięć minut po skończeniu cyklu, to zgniecie się w sposób, który sprawia, że czuję się głęboko niekompetentna jako pani domu. Ale jest miękki, to mu trzeba przyznać.
Szczerze, zbalansowanie tego wszystkiego to absolutny bałagan. Próbuję ograniczać ich czas przed ekranem, aktywnie chowając się w kuchni, żeby móc dokończyć szybki mecz na telefonie, zanim woda na makaron zacznie kipieć. To hipokryzja. To chaos. To jest rodzicielstwo.
Wszyscy po prostu próbujemy znaleźć sensowną strategię, która zadziała – niezależnie od tego, czy wypuszczamy cyfrowe jednostki na arenę, czy po prostu próbujemy skłonić czterolatka do zjedzenia kawałka brokuła bez płaczu.
Jeśli też jesteście na polu bitwy, upewnijcie się, że macie odpowiedni sprzęt, by zapewnić swoim maluchom komfort, podczas gdy same będziecie nieuchronnie chować telefon za poduszką na kanapie. Sprawdźcie pełną linię organicznych kocyków dziecięcych Kianao, by znaleźć kolejny, ulubiony i wolny od ekranu pocieszacz waszego dziecka.
FAQ: Granie, poczucie winy i dorastanie
Czy to absolutnie okropne, jeśli pozwolę mojemu maluchowi patrzeć, jak gram w gry mobilne?
O Boże, nie, nie jest okropne. Znaczy, nie podpierajcie mu powiek i nie zmuszajcie go do patrzenia, jak gracie przez sześć godzin z rzędu, ale jeśli akurat zobaczy, jak stukacie w ekran, gdy karmi się piersią albo bawi klockami? Będzie w porządku. Kiedyś po prostu wręczałam iPada i uciekałam składać pranie, ale teraz staram się np. mówić do Leo, kiedy patrzy, jak gram. "Zobacz, jaki wielki zielony smok!". To sprawia, że czuję się nieco mniej wyrodna. Wszystko jest lekcją słownictwa, jeśli się wystarczająco mocno postarasz.
Czym dokładnie jest evo baby dragon i dlaczego moje starsze dziecko ma na jego punkcie obsesję?
To po prostu ulepszona karta w grze Clash Royale, która obecnie rządzi na scenie rywalizacji. Ma niski koszt cyklu, co oznacza, że można grać nią ciągle, a w dodatku przyspiesza wszystkie inne jednostki. Zasadniczo jest to cyfrowy odpowiednik cukrowego haju. Dzieciaki mają na jej punkcie obsesję, bo wygrywanie jest fajne, a ta karta obecnie bardzo to ułatwia.
Jak sprawić, by dzieci faktycznie odłożyły ekrany bez urządzania histerii?
Jeśli wymyślicie idealną metodę bez łez, wyślijcie mi maila w trybie natychmiastowym. U nas dawanie pięciominutowego ostrzeżenia nie bardzo działa, ponieważ czterolatki nie pojmują koncepcji czasu. Zamiast tego próbuję płynnie przenieść ich uwagę na coś wysoce namacalnego. Owijamy się tym kocykiem w wiewiórki, o którym wspominałam, albo wyciągamy trochę zimnej ciastoliny. Trzeba zastąpić intensywną stymulację wzrokową silnym odczuciem fizycznym, w przeciwnym razie po prostu totalnie tracą zmysły.
Czy te okulary blokujące niebieskie światło dla dzieci naprawdę są tego warte?
Doktor Miller po prostu wzruszył ramionami, kiedy o to zapytałam. Nauka na ten temat jest trochę niejednoznaczna. Niektórzy przysięgają, że działają, ale w większości przypadków po prostu wyglądają bardzo uroczo na małych buziach. Znacznie większym problemem jest odległość ekranu od oczu i to, że dzieci zapominają o mruganiu. Mruganie jest darmowe! Przypominajcie im, żeby mrugały. I może wprowadzajcie w życie tę zasadę 20-20-20, jeśli akurat pamiętacie, żeby to robić.
Czy powinnam spróbować zagrać w ulubioną grę mobilną mojego dziecka?
Szczerze? Tak. Daje wam to temat do rozmowy, który nie dotyczy szkoły czy obowiązków. Ponadto istnieje bardzo specyficzna, głęboko satysfakcjonująca radość z całkowitego zmiażdżenia swojej siedmiolatki na cyfrowej arenie i obserwowania, jak dociera do niej, że Mama naprawdę wie, co robi. Bardzo polecam.





Udostępnij:
Moja dziwna internetowa królicza nora: Poszukiwania Beanie Baby na Payhip
Sen noworodka i małżeństwo: jak przetrwać i nie zwariować