Klęczałam na środku salonu, cała spocona, w moim trzecim już dzisiaj niedbałym matczynym koczku, trzymając na wpół zjedzony paluszek serowy niczym marchewkę przed bardzo upartym czternastomiesięcznym maluchem. Mój najstarszy syn, Jackson, siedział płasko na pupie, piorunując mnie wzrokiem, jakbym głęboko uraziła wszystkich jego przodków. Właśnie skończyłam pakować cztery zamówienia do mojego sklepu na Etsy, najmłodsze dziecko spało, a ja uznałam, że to właśnie dziś Jackson zacznie chodzić. Próbowałam go podnieść. Przelewał mi się przez ręce. Próbowałam go przekupić. Rzucił paluszkiem serowym, który uderzył w mój świeżo pomalowany kubek na stoliku kawowym, rozbijając go w drobny mak. Po prostu usiadłam na dywanie i zaczęłam płakać.
Kiedy rozmawiasz z innymi mamami, każda z nich ma swoją historię o "pierwszych krokach", w której przewija się lekka histeria. Rzadko słyszy się o magicznych, filmowych momentach, w których dziecko po prostu wstaje i sunie przez pokój prosto w ramiona płaczącej ze wzruszenia matki. Moja historia to epopeja o tym, jak sama musiałam stawiać metaforyczne pierwsze kroki w rodzicielstwie, czekając na jego dosłowne – głównie dlatego, że zamęczałam się porównywaniem go z niesamowicie sprawnym dziesięciomiesięcznym synkiem mojej kuzynki, który dosłownie uprawiał parkour na kanapie.
Będę z wami szczera: presja, jaką wywieramy na siebie przy tym jednym, konkretnym kroku milowym, jest po prostu chora. Jeśli właśnie siedzisz na podłodze i płaczesz nad dzieckiem, które woli szurać pupą jak pies po dywanie, zrób sobie kawę i pogadajmy o tym, co tak naprawdę ma znaczenie.
Co tak naprawdę powiedział lekarz o ramach czasowych
Po wielkiej aferze z paluszkiem serowym z 2020 roku, zaprowadziłam Jacksona do lekarki, będąc absolutnie przekonaną, że z jego nogami jest coś fundamentalnie nie tak. Babcia przez cały tydzień suszyła mi głowę, mówiąc, że założyła mojemu tacie sztywne buciki, gdy miał sześć miesięcy, a jak miał dziewięć, to już chodził. Wynikało z tego, że moje upieranie się przy bieganiu boso z pewnością rujnowało mu życie. Niech Bóg ją błogosławi, ma dobre intencje, ale jej rady medyczne zazwyczaj sprowadzają się do nacierania dziąseł whisky albo smarowania oparzeń masłem.
Doktor Miller spojrzała na moją spanikowaną twarz, popatrzyła, jak Jackson radośnie pełza po podłodze w gabinecie, próbując zjeść magazyn z poczekalni, i właściwie mnie wyśmiała. Powiedziała mi, że okno na normalne, samodzielne chodzenie wynosi od 10 do 18 miesięcy. To była dla mnie szokująca informacja, bo różnica w rozwoju między 10-miesięcznym a 18-miesięcznym dzieckiem to mniej więcej taka sama różnica, jak między ziemniakiem a małym, uciążliwym studentem po imprezie. Myślisz, że twoje dziecko jest w tyle, ale najwyraźniej jego mózg jest po prostu zajęty tworzeniem innych połączeń – na przykład kombinowaniem, jak rozwinąć całą rolkę papieru toaletowego w mniej niż dziesięć sekund.
Wręczyła mi również ulotkę z informacjami od fizjoterapeutów, która zupełnie otworzyła mi oczy, bo okazało się, że robiłam wszystko źle. Za każdym razem, gdy próbowałam pomóc Jacksonowi chodzić, łapałam go za małe rączki, ciągnąc wysoko nad jego głową i prowadząc go po kuchni jak marionetkę. Zgodnie z radami osób, które faktycznie to badają, powinno się trzymać dłonie malucha na wysokości jego ramion, aby mógł poczuć naturalne przeniesienie ciężaru ciała do przodu, którego potrzebuje do samodzielnego chodzenia. Ups.
Wielkie kłamstwo o pierwszych bucikach
Porozmawiajmy chwilę o obuwiu, bo to oszustwo, na które dałam się złapać jak dziecko. Branża doradcza dla rodziców naprawdę chce, abyś wierzyła, że do postawienia pierwszych kroków twoje dziecko potrzebuje usztywnianych skórzanych butów do nauki chodzenia za grube pieniądze.

Samo dobranie rozmiaru wymaga doktoratu z matematyki, bo trójka jednej marki jest wielkości stopy lalki, a trójka innej marki pasowałaby na drobną osobę dorosłą. Odrysowujesz stopę dziecka na kartce papieru niczym obrys zwłok na miejscu zbrodni, zamawiasz buty przez internet, żeby odrobinę zaoszczędzić, a zanim dotrą trzy dni później, noga twojego dziecka urosła o pół rozmiaru i jego pulchna, mała stópka nie jest w stanie nawet wsunąć się za język buta.
A do tego dochodzi sztywność. Założyłam te malutkie, drogie skórzane buciki Jacksonowi, a on wstał, wyglądając jak potwór Frankensteina, całkowicie niezdolny do zgięcia kostek, po czym natychmiast poleciał na twarz prosto w legowisko psa. Wydajesz niemałe pieniądze na coś, co będą nosić przez trzy tygodnie i czego szczerze nienawidzą.
I nawet nie zaczynajcie tematu tych plastikowych chodzików na kółkach, które są w zasadzie tylko szybkimi autodromami do rozbijania twoich ścian.
Prawda, której nauczyłam się na własnych błędach, jest taka, że w domu najlepiej sprawdza się chodzenie boso, by dzieci mogły używać paluszków u stóp do „chwytania” podłogi. Jeśli już musisz założyć im buty na zewnątrz, potrzebujesz czegoś z niesamowicie elastyczną podeszwą i szerokim noskiem, żeby nie zgniatać tych maleńkich paluszków. Dziewczyny, oszczędźcie te pieniądze na pieluchy.
Odpuszczenie i tworzenie pokoju, który nie mówi „nie”
Kiedy już zaczną się podciągać i przemieszczać przy meblach, cały twój dom nagle staje się śmiertelną pułapką. Spędziłam jakieś dwa tygodnie, po prostu chodząc za Jacksonem i krzycząc „nie” co pięć sekund, bo próbował ściągnąć sobie na głowę telewizor albo zjeść ziemię z doniczki z paprotką. To było potwornie wyczerpujące dla mnie i prawdopodobnie super irytujące dla niego.
Moja lekarka zasugerowała stworzenie „przestrzeni na tak”, co brzmi jak coś, co powiedziałaby influencerka z Instagrama podczas palenia białej szałwii, ale to naprawdę uratowało moje zdrowie psychiczne. Jeśli uda ci się opróżnić jeden pokój lub wydzielić wielki, ogrodzony obszar, gdzie absolutnie nic nie jest zakazane ani niebezpieczne, po prostu upychasz wszystkie swoje ładne rzeczy w szafie, przytwierdzasz ciężkie meble do ściany i pozwalasz im biegać zupełnie swobodnie, bez konieczności mikrozarządzania każdym ich potknięciem.
Skończyło się na tym, że wyłożyłam całą podłogę w salonie miękkimi matami i przykleiłam karteczki samoprzylepne do ścian, bo podobno sięganie po post-ity pomaga im budować siłę bioder potrzebną do chodzenia. Mój dom wyglądał jak scenografia z filmu o wariatach, ale to zadziałało.
Rodzicielstwo to głównie potykanie się o własne nogi
Najdziwniejszą rzeczą w tej całej fazie pierwszych kroków było uświadomienie sobie, że to ja byłam osobą, która musiała nauczyć się chodzić zupełnie inaczej. Dr Miller dała mi materiały z uczelni UC Davis o czymś, co nazywa się systemem PRIDE dla pozytywnego rodzicielstwa, który ma pomóc w rozwoju ich emocjonalnego mózgu, podczas gdy oni rozpracowują ten fizyczny.

Skrót ten oznacza Pochwałę (Praise), Refleksję (Reflection), Naśladowanie (Imitation), Opisywanie (Description) i Radość (Enjoyment). Szczerze mówiąc, na początku wydaje się to cholernie nienaturalne. Masz opowiadać o tym, co robią, jak komentator sportowy, by zwiększyć ich czas skupienia, oraz zauważać, kiedy są grzeczne, zamiast po prostu krzyczeć, gdy robią coś niebezpiecznego. Jestem w tym beznadziejna. Zazwyczaj zauważam, co robią moje dzieci tylko wtedy, gdy w grę wchodzi marker permanentny i moje listwy przypodłogowe. Jednak sedno sprawy – dawanie sobie przyzwolenia na odpuszczenie i branie głębokiego oddechu, gdy zaraz masz ochotę wyjść z siebie – ma wielkie znaczenie.
Nie zmusisz dziecka do chodzenia, zanim nie będzie na to gotowe, i nie zmusisz samej siebie do bycia idealną, cierpliwą matką przez okrągłą dobę. My wszyscy po prostu stawiamy nieporadne, nieskoordynowane kroki i mamy nadzieję, że się nie przewrócimy.
Rzeczy, które przetrwały w moim salonie
Ponieważ spędziłam jakieś osiemdziesiąt procent mojego życia, siedząc na podłodze i namawiając dzieci, żeby stanęły na nogi, zrobiłam się bardzo wybredna w kwestii sprzętu, któremu realnie pozwoliliśmy zajmować miejsce w naszym domu. Jeśli macie ochotę na moje całkowicie nieproszone opinie o tym, co kupić, oto co sprawdziło się przy mojej trójce małych dzikusów.
Moim absolutnym Świętym Graalem jest Bambusowy kocyk niemowlęcy z motywem misia w lesie. Wiem, że to może brzmi komicznie – tak ekscytować się kocykiem – ale każdego dnia rzucałam go na nasze drewniane podłogi jako miękkie lądowisko do ćwiczeń chodzenia. Składa się on w 70% z organicznego bambusa i w 30% z bawełny organicznej, więc jest nieziemsko miękki, jednak jego prawdziwą magią jest termoregulacja. Moje dzieci bardzo szybko się przegrzewają, a ten kocyk nigdy ich nie pocił. Poza tym nadruk w misie jest uroczy i nie wygląda, jakby w moim salonie eksplodowała krzykliwa kreskówka. Zdecydowanie polecam zakup dużego rozmiaru 120x120 cm, aby zapewnić sobie maksymalne pokrycie podłogi przy nieuniknionych upadkach.
Gdy moje najmłodsze dziecko przechodziło przez etap przebywania na podłodze, postanowiłam wypróbować Drewniany stojak edukacyjny w stylu Dzikiego Zachodu. Nie będę kłamać, kupiłam go głównie dlatego, że drewno i neutralne kolory pasowały do mojej rustykalnej estetyki i nie odtwarzał on obrzydliwej muzyki elektronicznej. Drewniany bizon i tipi są przepiękne i świetne do chwytania. Mimo to moje środkowe dziecko dorwało się do niego pewnego popołudnia i omal nie wyrwało szydełkowanego konika z całej ramy. Musicie więc wiedzieć, że choć jest on niezwykle solidny dla niemowlaka, może nie przetrwać spotkania sam na sam ze starszym, dzikim rodzeństwem. Jest prześliczny, wystarczy tylko uważać, jak mocno ciągną zabawki.
Jeśli potrzebujesz czegoś uniwersalnego, co nie kosztuje majątku, świetnym wyborem będzie Bambusowy kocyk niemowlęcy w kolorowe jeżyki. Ma taką samą bambusową oddychalność, ale strukturę siateczki z kratką, co daje małym paluszkom coś interesującego do drapania podczas leżenia na brzuszku lub turlania się. Przetrwał z powodzeniem jakieś milion wizyt w mojej pralce, co zresztą stało się dla mnie jedynym kryterium oceny, które ma jeszcze znaczenie.
Jeśli jesteś po uszy w etapie zabaw podłogowych i potrzebujesz kilku miękkich lądowisk dla pociechy, możesz poszperać w ofercie organicznych akcesoriów Kianao, bez obaw, że będziesz musiała sprzedać nerkę. Naprawdę warto mieć przedmioty, na które patrzenie nie przyprawia cię o mdłości.
No dobra, muszę lecieć, żeby odkleić psu naklejkę z sierści, zanim mój najmłodszy spróbuje ją zjeść. Sprawdźcie pełną kolekcję kocyków dla niemowląt Kianao, by uchronić swoje podłogi i kolana, zanim wasze dziecko zacznie chodzić i już nigdy więcej sobie nie usiądziecie.
Pytania, na które prawdopodobnie jesteś zbyt zmęczona, żeby poszukać odpowiedzi w Google
Kiedy powinnam zacząć autentycznie panikować, jeśli moje dziecko nie chodzi?
Według mojej lekarki 18 miesięcy to magiczna granica, kiedy być może będą chcieli przeprowadzić szybką ocenę tylko po to, by sprawdzić napięcie mięśniowe. Jeśli twoje dziecko ma 14 czy 15 miesięcy i woli po prostu wszędzie raczkować jak moje, głęboko odetchnij. Zazwyczaj opanowują tę sztukę dokładnie wtedy, gdy w końcu wydasz pieniądze na te drogie ochraniacze na kolana do raczkowania.
Jak sprawić, by przestały chodzić na paluszkach?
Po pierwsze – zdejmij im buty. Wszystkie moje dzieci na początku robiły dziwne małe baletowe kroczki na palcach, gdy biegały boso po zimnych kafelkach, ale jeśli robią to bezustannie, koniecznie powiedz o tym swojemu lekarzowi. Czasem to po prostu zabawna faza, a czasami oznacza to, że ich ścięgna Achillesa są napięte. Ale zazwyczaj po prostu wydaje im się to przezabawne.
Czy te jeździki-pchacze na kółkach są naprawdę bezpieczne?
Te ciężkie, drewniane, w których dziecko pcha mały wózek z klockami, zazwyczaj są w porządku – pod warunkiem, że nadzorujesz zabawę i nie masz w domu schodów. Ale te leciutkie, plastikowe? Całkowita katastrofa. Wyślizgują się spod niemowlęcia tak szybko, że kończą płasko na twarzy. Jeśli już z nich korzystasz, włóż na przód trochę ciężkich książek, żeby to ustrojstwo spowolnić.
Moje dziecko ciągle upada i uderza się w głowę. Czy powinnam kupić mu kask do nauki chodzenia?
Słuchaj, sama kiedyś analizowałam ten temat do 2 w nocy. O ile twój lekarz nie zaleci ci tego konkretnie z powodów medycznych, te miękkie piankowe kaski, które widzisz w sieci, to w głównej mierze sposób na to, jak wyciągnąć kasę od znerwicowanych rodziców. Niemowlęta są wręcz skonstruowane tak, aby być "sprężystymi". Po prostu zabezpiecz ostre rogi stolika i pozwól im poznać własny środek ciężkości.
Jak mogę pomóc mu łapać równowagę bez ciągłego trzymania go za ręce?
Wypróbuj sztuczkę z koszem na pranie. Dałam Jacksonowi mały, pusty, plastikowy kosz na pranie do pchania po dywanie. Dało mu to coś do opierania się, co nie było mną, a że znajdował się na dywanie – nie uciekał mu zbyt szybko spod rąk. Co więcej, zapewniło mu to zajęcie na dwadzieścia minut, co w przeliczeniu na „czas dla mamy” oznacza ni mniej, ni więcej, jak wczasy.





Udostępnij:
Ranking pierwszych kroczków: przestań traktować chodzenie jak grę
Cała prawda o koszulkach dla niemowląt i wrażliwej skórze