Stoję na słabo oświetlonym oddziale poporodowym szpitala w centrum Londynu, wpatrując się w coś, co wygląda jak dwa wściekłe, posiniaczone ziemniaki. Moja żona jest całkowicie nieprzytomna, po tym jak właśnie dokonała biologicznego cudu, który wyglądał wypisz wymaluj jak nagły przypadek medyczny, a ja trzymam nasze bliźniaczki. Przez dziewięć miesięcy budujesz w głowie ten filmowy obraz. Oczekujesz, że kiedy podadzą ci twoje dziecko, otrzymasz nieskazitelne, promieniujące niemowlę prosto z reklamy pieluszek premium. Wielkim mitem współczesnego rodzicielstwa jest to, że dostajesz do rąk nieskazitelne stworzenie, gotowe, by pokazać je światu. Zamiast tego wręczają ci wrzeszczącego, pokrytego mazią płodową kosmitę, który pachnie lekko płynem owodniowym, jodyną i absolutną paniką.
Szybko zdajesz sobie sprawę, że piękna, spokojna faza noworodkowa to po prostu bardzo udana kampania marketingowa. Spędziłem pierwsze czterdzieści osiem godzin, sprawdzając, czy nadal oddychają, jednocześnie zastanawiając się, czy ich główki naprawdę powinny być aż tak spiczaste. (Nasz pediatra rzucił mimochodem, że spłaszczają się podczas porodu i z czasem się zaokrąglą, co wydało mi się niezwykle wyluzowanym sposobem na opisanie stożkowatych czaszek moich córek).
Oszustwo Connie Francis
To zabawne, jak kulturowe oczekiwania mieszają ci w głowie, gdy funkcjonujesz na trzech minutach snu. Przez całe życie słyszysz tę jedną piosenkę o słodkim maleństwie w starych stacjach radiowych lub w tle filmów, i przyswajasz sobie to wyobrażenie, że niemowlęta po prostu leżą i wyglądają uroczo. Mniej więcej czwartego dnia w domu byłem tak skrajnie wyczerpany, że złapałem się na tym, jak o trzeciej nad ranem szukałem w telefonie tekstu piosenki „Pretty Little Baby”, przekonany, że jeśli zaśpiewam ją w punkt, dziewczynki natychmiast zapadną w spokojny sen.
Przemierzałem nasze maleńkie mieszkanie, kołysząc się w tę i z powrotem na skrzypiących deskach podłogowych, rozpaczliwie nucąc córce melodię Connie Francis, podczas gdy ona agresywnie ulewała na wpół przetrawione mleko na plecy mojej jedynej czystej koszulki. Nie zadziałało. Okazało się, że cała ta estetyka słodkiego bobasa z połowy XX wieku była mocno zromantyzowana, a moje bardzo głośne, bardzo wściekłe niemowlę było całkowicie odporne na popkulturę vintage. Po prostu patrzyła na mnie niemrugającymi, mętnymi oczami i wrzeszczała dalej z wytrzymałością DJ-a techno.
Co tak naprawdę powiedziała położna środowiskowa
Przydzielona nam położna środowiskowa była przerażająco kompetentną kobietą o imieniu Brenda, która nosiła wygodne buty i nie wykazywała absolutnie żadnego współczucia dla moich podkrążonych oczu. Pojawiła się w naszym mieszkaniu, gdy dziewczynki miały tydzień, spojrzała na moje drżące ręce trzymające kubek zimnej kawy rozpuszczalnej i zaczęła sypać statystykami, które brzmiały na całkowicie wyssane z palca.
Powiedziała mi, że noworodki śpią do szesnastu godzin na dobę. Zaśmiałem się w głos, co sprawiło, że jedna z bliźniaczek znowu zaniosła się płaczem. Według moich dalece nienaukowych obserwacji, zdawały się spać w nieregularnych, 45-minutowych zrywach, i to zazwyczaj tylko wtedy, gdy były fizycznie trzymane przez człowieka kołyszącego się w tempie dokładnie 60 uderzeń na minutę. Jeśli tylko ośmieliłem się opuścić ramiona lub usiąść, włączał się ich wewnętrzny alarm i wrzask zaczynał się od nowa. Nasz lekarz rodzinny mamrotał coś o rozwoju układu nerwowego i odruchu Moro, który powoduje ich wybudzanie, ale szczerze mówiąc, uważam, że miały po prostu głęboką awersję do własnych łóżeczek.
Brenda również spojrzała mi prosto w oczy i napędziła takiego stracha, że upewniałem się, by dziewczynki zawsze, ale to zawsze, były kładzione do snu wyłącznie na plecach, w całkowicie pustym łóżeczku. Żadnych kocyków, pluszaków ani ochraniaczy na szczebelki. Wyglądały przez to jak maleńkie więźniarki w poważnie niedofinansowanym zakładzie karnym, ale najwyraźniej to znacznie obniża ryzyko tego, że nagle przestaną oddychać, co w zupełności wystarczyło, bym wyczyścił ich miejsce do spania do zera.
Podczas tej samej wizyty mimochodem wspomniała, że będziemy zmieniać od dziesięciu do dwunastu pieluch dziennie na jedno dziecko. Mój mózg, jadący już na oparach, spróbował to policzyć. To ponad 160 pieluch tygodniowo. Nasz przedpokój w szybkim tempie zamienił się w punkt utylizacji odpadów biologicznych, a sama liczba chusteczek, które zużywaliśmy, kazała mi zakwestionować moją dbałość o środowisko.
Sytuacje, które uważałem za nagłe (a wcale nimi nie były)
Kiedy masz zerowe doświadczenie w utrzymywaniu człowieka przy życiu, wszystko wygląda jak awaria krytyczna. Internet wcale nie pomaga, bo wpisanie jakiegokolwiek objawu do wyszukiwarki natychmiast sugeruje, że twoje dziecko cierpi na rzadką, XIX-wieczną chorobę. Oto zaledwie kilka rzeczy, przez które moje ciśnienie krwi szybowało w kosmos, zanim dotarło do mnie, że to po prostu część standardowego systemu operacyjnego niemowlaka:

- Odgłosy oddychania: Nikt ci nie mówi, że dzieci podczas snu brzmią jak zepsuty ekspres do kawy. Poękują, sapią, wstrzymują oddech na tyle długo, byś zdążył rzucić się do łóżeczka, a potem zaczynają dyszeć jak golden retriever.
- Pierwsza kupka: Medyczny termin to smółka, ale wygląda dokładnie jak lepik do dachu. Jest lepka, ciemnozielona, całkowicie odporna na standardowe chusteczki nawilżane i przeraziła mnie tak bardzo, że prawie wezwałem karetkę.
- Niespodziewane wysypki: Jednego dnia ich skóra jest gładka, a następnego wyglądają jak pizza pepperoni. Podobno wystawienie na działanie prawdziwego powietrza po dziewięciu miesiącach w płynie sprawia, że ich skóra wariuje.
- Eksplodujące kichanie: Kichają gwałtownie i raz za razem, nie dlatego, że są przeziębione, ale dlatego, że nie potrafią wydmuchać nosa i to ich jedyny sposób na pozbycie się zanieczyszczeń.
Jeśli próbujesz dojść do tego, jak ubierać te maleńkie, nieprzewidywalne stworzenia i przy tym nie stracić zmysłów, może zechcesz przejrzeć nasze ekologiczne ubranka dla niemowląt, dzięki którym niekończące się przebieranki staną się chociaż trochę bardziej znośne.
Kwestia ubranek i incydent w Costa Coffee
Porozmawiajmy o ubrankach, ponieważ ilość prania generowana przez coś, co waży mniej niż worek ziemniaków, jest oszałamiająca. Dostajesz w prezencie te wszystkie wymyślne stroje z guzikami na plecach i sztywnymi dżinsowymi kołnierzykami, które są absolutnie bezużyteczne. Szybko uczysz się, że wszystko, co wymaga od ciebie wyginania kończyn dziecka pod dziwnymi kątami, ląduje prosto w pojemniku na odzież używaną.
I to prowadzi mnie do body niemowlęcego z bawełny organicznej, które początkowo spisałem na straty jako kolejne zwykłe białe śpioszki, aż do pewnego bardzo konkretnego incydentu w Costa Coffee w Clapham. Jedna z bliźniaczek zafundowała nam to, co my w rodzicielskich okopach nazywamy „wielkim wybuchem”. Kupa w jakiś sposób oparła się grawitacji, wędrując w górę jej pleców i zatrzymując się groźnie tuż pod linią dekoltu. Gapiłem się na to w toalecie dla niepełnosprawnych, całkowicie sparaliżowany, zdając sobie sprawę, że aby zdjąć z niej to body, musiałbym przeciągnąć je przez głowę, tym samym malując jej włosy jej własnymi wydzielinami.
Wtedy przed oczami stanęło mi wspomnienie z nocnego przeglądania wątków na Reddicie. Te małe, kopertowe zakładki na ramionach body? Wcale nie są ozdobne. Są zaprojektowane tak, abyś mógł ściągnąć całe ubranko w dół przez ramiona i nogi, całkowicie omijając głowę. Wykonałem ten manewr, wyrzuciłem zrujnowane body do kosza i w duchu wychwalałem tego, kto wymyślił bawełnę organiczną z domieszką stretchu. Materiał ten jest również niesamowicie miękki i rewelacyjnie się pierze, co jest absolutnie niezbędne, ponieważ zużywamy ich około sześciu dziennie. Następnego ranka kupiliśmy kolejne dziesięć sztuk.
Czysty terror kąpieli
Nie wiem, kto zdecydował, że wsadzanie wiotkiego, bardzo delikatnego człowieka do wanienki z mydlinami to dobry pomysł, ale nasz lekarz pierwszego kontaktu rzucił od niechcenia, że wystarczy to robić dwa lub trzy razy w tygodniu. Szczerze mówiąc, wolałbym raz na rok przestępny. Gdy po raz pierwszy spróbowaliśmy, wymagało to dwojga dorosłych, trzech ręczników i mnóstwa krzyku. Sądząc po zawodzeniu dziecka, które było temu poddawane, woda była albo rozgrzaną lawą, albo arktycznym lodem.

Mokre niemowlęta przeczą wszystkim znanym prawom fizyki. Charakteryzują się całkowitym brakiem tarcia. Trzymasz je pewnie, i nagle wcale ich nie trzymasz, a potem musisz wykonać cudowny chwyt w locie tuż nad łazienkowymi płytkami. Ze zwykłego stresu, gdy starałem się podtrzymać tę śliską szyjkę, tak bardzo się pociłem, że stworzyłem w łazience własny mikroklimat, co całkowicie niwelowało u mnie potrzebę brania kąpieli.
Potem nadchodzi faza suszenia, w której musisz delikatnie osuszać wszystkie te małe wałeczki tłuszczu rodem z ludzika Michelin, zanim rozwinie się w nich jakaś sytuacja grzybicza. Próbujesz wmanewrować ręcznik w załamania szyi, podczas gdy one aktywnie kopią cię w gardło, a ty gorączkowo masz nadzieję, że nie zdecydują się wysikać jak uszkodzona fontanna prosto na czystą matę łazienkową, którą właśnie położyłeś.
Zresztą leżenie na brzuszku to też podobno coś, czego potrzebują dla swoich mięśni szyi, ale w większości przypadków po prostu lądują twarzą w dywanie i płaczą, dopóki ich nie podniesiesz.
Oszustwo estetycznych drewnianych zabawek
W końcu pojawiają się zęby. Myślisz, że wreszcie ogarnąłeś spanie i karmienie, a nagle zaczynają ślinić się jak mastify i próbują odgryźć sobie własne pięści. Pielęgniarka pediatryczna mruknęła coś o daniu im do gryzienia zimnej myjki, co brzmiało nieco przygnębiającą, więc skończyliśmy z małą górą gryzaków.
Moja żona kupiła grzechotkę z gryzakiem z motywem misia, ponieważ idealnie pasowała do pomalowanego farbami Farrow & Ball pokoiku dziecięcego, w którym i tak nigdy nie spędzaliśmy czasu. Jest niezaprzeczalnie urocza. Wykonana z surowego drewna bukowego i jasnoniebieskiej dzianiny bawełnianej sprawiała, że gdy ją trzymałem, czułem się jak wielce wybitny, świadomy ekologicznie londyński rodzic.
Ale tak brutalnie szczerze? Dziewczynki na nią spojrzały, grzecznie, z poczucia obowiązku pogryzły drewniane kółko, i wróciły prosto do agresywnego przeżuwania nogi od naszego stolika z Ikei albo mojego lewego kciuka. To naprawdę piękny przedmiot i wygląda genialnie, gdy leży na półce obok nieprzeczytanych poradników dla rodziców, ale nie okazał się magicznym wyłącznikiem płaczu przy ząbkowaniu, na co rozpaczliwie liczyłem. Z czasem rozpracowały, że trzeba nią potrząsać, by wydała dźwięk, co zajmowało je na jakieś cztery minuty jednorazowo.
Przetrwanie i matematyka
Pierwsze miesiące to ćwiczenia z matematyki przetrwania. Nieustannie liczysz, kiedy ostatnio jadły, ile mililitrów wypiły, kiedy była ostatnia mokra pielucha i ile minut nieprzerwanego snu udało ci się uzbierać od wtorku. Złapiesz się na tym, że gapisz się w ścianę, całkowicie nie mogąc przypomnieć sobie własnego kodu pocztowego, próbując jednocześnie rozszyfrować, czy płacz, który właśnie usłyszałeś, oznacza „Jestem głodny”, czy „Mam uwięziony bąbelek powietrza, który rujnuje mi życie”.
W końcu dotrze do ciebie, że martwienie się każdym najmniejszym dźwiękiem jest całkowicie bezcelowe, a złapanie dziesięciominutowej drzemki, podczas gdy one tępo gapią się na wentylator sufitowy, to znacznie lepsze wykorzystanie czasu niż próby wyszorowania kuchennej podłogi lub czytania książki o kamieniach milowych w rozwoju. Strona 47 głównej książki, którą kupiliśmy, sugerowała zachowanie spokoju i opanowania podczas nocnych pobudek, co wydało mi się wyjątkowo niepomocne o trzeciej nad ranem, gdy właśnie wdepnąłem w skarpetkach w kałużę tajemniczej cieczy.
Zanim całkowicie zatracisz się w niekończącym się cyklu karmienia, mycia i prób przypomnienia sobie, jaki jest dziś dzień, zgarnij kilka niezbędnych rzeczy, które naprawdę sprawią, że ta robota będzie odrobinę mniej potworna, przeglądając naszą kolekcję dla noworodków, abyś mógł wrócić po prostu do przetrwania.
Najczęściej zadawane pytania z okopów
Kiedy one tak szczerze zaczynają normalnie spać?
Jestem przekonany, że „normalny” sen to mit powielany przez ludzi, którzy próbują wcisnąć ci kursy treningu snu. Nasz lekarz zasugerował, że w okolicach szóstego miesiąca mogą zrezygnować z nocnego karmienia, ale moje bliźniaczki potraktowały to jako wyzwanie. Z czasem robi się nieco mniej makabrycznie, gdy ich żołądki rosną i mogą pomieścić więcej mleka, ale przez pierwszy rok nie planowałbym żadnych porannych maratonów.
Czy to dziwne oddychanie jest normalne?
O ile nie przybierają dziwnego koloru i nie widać, że naprawdę się duszą, to tak. W gruncie rzeczy to zupełnie nowe maszyny, które dopiero uczą się, jak obsługiwać własny układ oddechowy. Poękiwania, sapanie i sporadyczne, dziesięciosekundowe przerwy w oddychaniu sprawiały kiedyś, że wyskakiwałem z łóżka zlany zimnym potem, ale okazuje się, że one w ten sposób po prostu dowiadują się, jak działają płuca.
Ilu body tak realnie potrzebuję?
Weź liczbę, o której teraz myślisz, i pomnóż ją przez trzy. W dobry dzień może zużyjesz dwa. W zły dzień, gdy układ pokarmowy zdecyduje się przypuścić ofensywę, przed obiadem możesz dojść do pięciu. Zawsze kupuj te z kopertowymi ramionami, chyba że lubisz wypłukiwać ludzkie odchody z dziecięcych włosów.
Czy powinienem im śpiewać, nawet jeśli mam okropny głos?
Zdecydowanie tak. Całymi godzinami nuciłem im kompletnie zafałszowane piosenki popowe. One jeszcze nie wiedzą, jak brzmi dobra muzyka, a wibracje w twojej klatce piersiowej, gdy trzymasz je blisko siebie, wydają się w końcu naprawdę je uspokajać. Po prostu nie oczekuj, że będą przejmować się tekstem.
Dlaczego moje dziecko nie wygląda jak te z internetu?
Ponieważ dzieci w internecie są przefiltrowane, wyspane i prawdopodobnie nieźle przekupione. Prawdziwe noworodki mają trądzik niemowlęcy, ciemieniuchę, która wygląda jak stary parmezan, i przerzedzone włosy, które wycierają się z tyłu od pocierania głową o materac. Dla ciebie są piękne, ale obiektywnie rzecz biorąc, przez pierwszych kilka miesięcy to brudzące się, łuszczące się małe stworki.





Udostępnij:
Syndrom nepo baby w rodzicielstwie: dlaczego warto o tym rozmawiać
Prawda o lalkach reborn (i dlaczego ją kupiłam)