Siedziałem na podłodze w korytarzu o 3:14 nad ranem, trzymając przy czole plastikową torebkę z mrożonym groszkiem, obserwując, jak nasz Jack Russell terrier metodycznie zlizuje z listwy przypodłogowej resztki gwałtownie wyplutego wafla ryżowego. Gdzieś na piętrze jedno z bliźniąt odbywało właśnie rozgrzewkę wokalną, brzmiącą podejrzanie jak zepsuty alarm samochodowy, podczas gdy drugie było zaangażowane w coś, co mogłem uznać jedynie za zapasy w łóżeczku z własnym śpiworkiem. To właśnie w tym niezwykle specyficznym, tragicznie mało efektownym momencie uświadomiłem sobie największe kłamstwo, jakie kiedykolwiek wciśnięto mojemu pokoleniu: pomysł, że utrzymanie przy życiu umiarkowanie znerwicowanego zwierzaka domowego jest w jakikolwiek sposób sensowną próbą generalną przed posiadaniem ludzkiego potomstwa.
Zanim dziewczynki pojawiły się na świecie, byliśmy nie do zniesienia. Naprawdę nazywaliśmy naszego psa włochatym pierworodnym. Myśleliśmy, że skoro udało nam się z sukcesem podawać mu comiesięczne preparaty na pchły i od czasu do czasu pamiętaliśmy o kupieniu drogiej karmy, po której nie miał wzdęć, mamy wysokie kwalifikacje do wychowywania ludzi. Bardzo, ale to bardzo się myliliśmy.
Różnica między opieką nad psim podopiecznym a opieką nad ludzkimi niemowlętami to nie jest wejście na wyższy poziom; to zupełnie inna dyscyplina sportu, uprawiana w innym wymiarze, zazwyczaj gdy jest się pokrytym czyimiś płynami ustrojowymi. Jeśli jesteś teraz w ciąży i patrzysz na swojego drzemiącego golden retrievera, myśląc, że masz to całe bycie opiekunem w małym palcu, mówię to z największą czułością: nic nie wiesz, a prawdziwy sprawdzian dopiero nadejdzie.
Sztuczka ze szpitalnym kocykiem i inne umiarkowane porażki
Kiedy moja żona była w zaawansowanej ciąży, przeczytaliśmy wszystkie rozsądne rady dotyczące przygotowania psa na tę inwazję. Książki każą odtwarzać nagrania płaczących noworodków, aby znieczulić psa, co też zrobiliśmy. Pies po prostu spojrzał na głośnik Bluetooth z łagodną pogardą i poszedł spać do toalety na parterze. Myśleliśmy, że mamy do czynienia z psim geniuszem. (Nie mieliśmy. On po prostu ma wybiórczy słuch, chyba że w grę wchodzi dźwięk otwieranej szuflady z serem).
Potem przyszła kolej na słynną sztuczkę ze szpitalnym kocykiem. Teoria głosi, że przynosi się do domu kocyk owinięty wcześniej wokół noworodka, aby pies mógł przyzwyczaić się do jego zapachu, zanim ten wrzeszczący ziemniaczek faktycznie przekroczy próg. Ponieważ mieliśmy bliźniaczki, przynieśliśmy dwa kocyki. Pamiętam, jak wszedłem do domu, całkowicie wyzuty z sił przez szpitalną kawę i czystą panikę, i wręczyłem te maleńkie muślinowe kwadraty terierowi, jakbym składał kadzidło w ofierze pomniejszemu bóstwu. Powąchał je pobieżnie, agresywnie kichnął, a następnie zwymiotował na dywan. Lubię myśleć, że był to jego sposób na wyrażenie głębokiego ideologicznego sprzeciwu wobec konieczności dzielenia się naszą uwagą, chociaż weterynarz zasugerował później, że pies prawdopodobnie zjadł po prostu w ogrodzie lisią kupę.
Był też krótki, histeryczny okres, w którym brak snu całkowicie zrujnował moją zdolność do komunikowania się ze światem zewnętrznym. Moja teściowa wysyłała zaniepokojone SMS-y o 4 rano z pytaniem jak tam dzici (ona również w tym kryzysie straciła panowanie nad ortografią), a ja rutynowo odpisywałem, że jedno dzicko odmawia ssania piersi, a drugie jakoś utknęło ramieniem w pasku mojego zegarka, podczas gdy pies krąży po półpiętrze niczym wiktoriański duch. To był absolutny dom wariatów. Nie da się przygotować psa na taki chaos. Można tylko mieć nadzieję, że się to przetrwa.
Filtrowanie medycznej paniki przez pozbawiony snu mózg
Oczywiście w minucie, w której ogłaszasz, że sprowadzasz dzieci do domu ze zwierzęciem, każdy napotkany specjalista natychmiast zamienia się w panikarza z sanepidu. Nasza położna środowiskowa usiadła na kanapie, spojrzała na psa (który nieodpowiednio lizał poduszkę) i wygłosiła monolog na temat higieny, po którym, szczerze mówiąc, bałem się oddychać we własnym domu.
Mruczała z przejęciem o chorobach odzwierzęcych, układach odpornościowych i surowych wytycznych medycznych dotyczących śliny zwierząt domowych, co w moim zamglonym mózgu przetłumaczyłem sobie swobodnie jako informację, że jeśli pies choćby chuchnie na dziewczynki, natychmiast zarazimy się czymś średniowiecznym. Słuchajcie, nie jestem lekarzem, a ogarnięcie dokładnych wskaźników przenoszenia toksoplazmozy lub salmonelli, gdy funkcjonuję na trzech godzinach przerywanego snu, znacznie przekracza moje możliwości poznawcze. Nasz lekarz w zasadzie zasugerował, że powinniśmy trzymać psa i dzieci w zupełnie innych warunkach atmosferycznych, dopóki dziewczynki nie skończą osiemnastu lat.
Rzeczywistość jest o wiele bardziej chaotyczna. Nie da się prowadzić sterylnego laboratorium, gdy ma się teriera, który traktuje upuszczonego tosta jako sport wyczynowy, i dwójkę pełzających po podłodze maluchów, które doświadczają świata wyłącznie poprzez wkładanie wszystkiego do buzi. Kończy się więc na kompromisach. Myjesz ręce do krwi, gorączkowo przecierasz maty edukacyjne ekologicznym sprayem i po cichu modlisz się, by odrobina psiego łupieżu robiła coś w miarę pożytecznego dla ich rozwijającego się układu odpornościowego, ponieważ w przeciwnym razie całkowicie oszalejesz, próbując strzec niewidzialnej granicy między psimi zarazkami a paluszkami dziecka.
Obrona powierzchni podłogowej
Prawdziwym polem bitwy w przejściu od bycia psim rodzicem do bycia prawdziwym rodzicem jest podłoga. Przez lata podłoga należała do psa. Była jego królestwem, usianym na wpół przeżutymi piłkami tenisowymi i tajemniczymi wilgotnymi plamami. Nagle musisz oczyścić sterylną strefę na czas leżenia na brzuszku (tzw. tummy time), co pies odbiera jako bezpośrednie rzucenie wyzwania jego autorytetowi.

Potrzebowaliśmy sposobu, aby zagarnąć kawałek dywanu, który dawałby poczucie jakiejś ochrony, ale nie wyglądał tak, jakbyśmy wychowywali córki w więzieniu o średnim rygorze. I tu właśnie drewniane stojaki edukacyjne stały się naszą pierwszą linią obrony. Postawiliśmy Zestaw edukacyjny Liść i Kaktus na samym środku salonu. Szczerze mówiąc, to był taktyczny majstersztyk.
Ponieważ ma on prostą konstrukcję w kształcie litery A, wykonaną z surowego drewna, działa jak łagodna fizyczna barykada. Pies, który jest głęboko podejrzliwy wobec wszystkiego z drewna, na co nie wolno mu sikać, omijał go szerokim łukiem. Tymczasem bliźniaczki były absolutnie zahipnotyzowane surowymi, drewnianymi zabawkami w kształcie lamy i kaktusa. Zabawki te mają urocze szydełkowe tekstury i silikonowe koraliki wolne od BPA, a do tego wydają bardzo cichy dźwięk grzechotania, który jest nieskończenie lepszy od zasilanych na baterie plastikowych koszmarków, które moi krewni wciąż próbowali przemycić do domu. Jest to sprzęt wolny od chemikaliów, gładki jak jedwab i naprawdę wygląda jak stylowy mebel, a nie jak eksplozja barw podstawowych. Uratował nasze zdrowie psychiczne i zapewnił dziewczynkom bezpieczne zajęcie, podczas gdy pies patrzył na to wszystko z urazą z kanapy.
Jeśli właśnie próbujesz odzyskać podłogę w swoim salonie z rąk piszczących pluszowych wiewiórek i zwariowanej sierści, gorąco polecam zapoznać się z naszą kolekcją stojaków edukacyjnych, aby wyznaczyć nieco stylowe i odstraszające psy granice.
Wielkie zamieszanie z zabawkami
Ponieważ mieliśmy dwoje dzieci, naiwnie myśleliśmy, że potrzebujemy kilku stanowisk na podłodze, aby zapobiec ich kłótniom (żartuję, i tak się biją, zazwyczaj o jedną wilgotną chusteczkę). Kupiliśmy również Zestaw edukacyjny Miś, do którego mam nieco mieszane uczucia.
Nie zrozumcie mnie źle, materiały są fantastyczne — solidne drewniane zawieszki, neutralne kolory z odrobiną pasteli i łatwo się go składa, gdy trzeba go upchnąć w kącie przed przybyciem gości. Ale drewniane misie są trochę masywne. Bliźniaczka A odkryła, że potrafi pacnąć misia z zaskakującą siłą, posyłając go ruchem wahadłowym, niczym malutką, estetyczną kulę do burzenia budynków, prosto w czoło Bliźniaczki B. (I tu wkracza krzyk). Poza tym z jakiegoś powodu pies uznał, że ich kształt wygląda dokładnie jak jego ulubione zabawki do gryzienia. Przez trzy tygodnie w kółko wyciągałem zaślinionego drewnianego misia z pyska psa, zanim się poddałem i zacząłem używać Zestawu edukacyjnego Koala i Gwiazdka, który wydawał się być o wiele mniej atrakcyjny dla psów.
Chodzi o to, że dzięki łatwej w demontażu konstrukcji tych stojaków możesz wymieniać zabawki, gdy twój zwierzak nieuchronnie spróbuje je ukraść, bez potrzeby posiadania skrzynki z narzędziami i dyplomu inżyniera. Po prostu odwiązujesz linkę mocującą, zsuwasz ośliniony element i go myjesz. To ten rodzaj praktycznego designu, który doceniasz dopiero wtedy, gdy funkcjonujesz na poważnym deficycie snu i próbujesz odseparować terytorialnego teriera od dziecięcego gryzaka.
Absolutna bezcelowość uczenia „delikatnych rączek”
Z czasem niemowlęta stają się małymi dziećmi, a dynamika zmienia się od tego, że pies jest łagodnym zagrożeniem dla dzieci, do tego, że dzieci stają się aktywnym, przerażającym zagrożeniem dla psa. Blogi dla rodziców radzą, by uczyć dzieci pokazywania „delikatnych rączek” podczas interakcji ze zwierzakiem. Brzmi to u nich jak spokojne, medytacyjne ćwiczenie polegające na budowaniu międzygatunkowej więzi.

Nie jestem w stanie wystarczająco mocno podkreślić, jak wielkim to jest żartem w odniesieniu do dwuletnich bliźniąt. Dla dwulatka słowo „delikatnie” to koncepcja, która absolutnie nie istnieje w jego strukturach neurologicznych. Kiedy biorę pulchną, lepką rączkę mojej córki i łagodnie gładzę psa po grzbiecie, gruchając: „delikatnie, delikatnie”, ona utrzymuje ze mną intensywny kontakt wzrokowy, uśmiecha się anielsko, a potem nagle zaciska pięść na sierści psa, jakby próbowała wyrwać chwast z suchej gleby. Pies skomle, ja panikuję, druga bliźniaczka próbuje ujeżdżać psa jak kucyka z Szetlandów, a cała sytuacja przeradza się w chaotyczny konkurs krzyków, z którego nikt nie wyciąga żadnej lekcji.
Nie da się przemówić do rozsądku małemu dziecku, które myśli, że ogon psa to linka do odpalania kosiarki. Możesz tylko wisieć nad nim jak zdenerwowany sędzia na meczu bokserskim, nieustannie interweniując, zanim niewinne pacnięcie zamieni się w ugryzienie. Spędzamy dni na odwracaniu uwagi, starając się zapewnić psu drogę ucieczki, jednocześnie odciągając siłą dziewczynki od psiej miski z wodą, którą traktują jako domowy brodzik. Zapomnijcie o sielankowych zdjęciach z Instagrama, na których golden retriever opiera głowę na śpiącym niemowlęciu; moja rzeczywistość to wyciąganie mokrego kawałka psiej karmy z ust córki, podczas gdy ona z całej siły kopie mnie po piszczelach.
Zamontowaliśmy bramkę zabezpieczającą; pies ją przeskoczył, maluchy nauczyły się nią grzechotać jak więźniowie za kratami, więc natychmiast ją usunęliśmy. Idziemy dalej.
Przetrwanie tego etapu przejściowego
Prawdziwa lekcja jest taka, że posiadanie zwierzaka przed pojawieniem się dzieci nie przygotowuje cię na ten ogrom pracy, ale w bardzo małym stopniu przygotowuje na emocjonalny rollercoaster. Wiesz już, jak to jest kochać coś, co rutynowo niszczy ci dywany i rujnuje sen. Musisz tylko pomnożyć to uczucie przez tysiąc, zlikwidować cały swój wolny czas i dodać wręcz oszałamiającą ilość prania.
Uczysz się balansować między potrzebami futrzastego podopiecznego, który kiedyś był pępkiem twojego świata, a przerażająco kruchymi ludźmi, którzy teraz faktycznie nim są. To bywa brudne, głośne i całkowicie pozbawione gracji. Ale od czasu do czasu przyłapujesz psa śpiącego w nogach ich maty edukacyjnej, stojącego na straży w swój własny, dziwny, śmierdzący sposób i uświadamiasz sobie, że mimo iż nie był dla was żadnym treningiem przed posiadaniem dzieci, nadal jest lojalną częścią stada.
Zanim całkowicie stracisz zmysły, próbując odgonić psa od maty do leżenia na brzuszku, spójrz na nasze stojaki edukacyjne Kianao, aby zapewnić małym ludziom rozrywkę w bezpiecznej przestrzeni, podczas gdy twój pies będzie mógł wreszcie odzyskać kanapę.
Chaotyczne, lecz szczere FAQ
Czy to normalne, że po narodzinach dziecka mój zwierzak potwornie mnie irytuje?
Och, absolutnie tak. To wielki, niewypowiedziany sekret początków rodzicielstwa. Zanim pojawiły się bliźniaczki, przyjąłbym za tego teriera kulkę. Dwa tygodnie po porodzie od samego dźwięku wylizywania przez niego łap miałem ochotę złożyć pozew o rozwód i przeprowadzić się na bezludną wyspę. Twoja cierpliwość jest całkowicie wyczerpana przez ludzkie niemowlęta; masz zerową rezerwę emocjonalną dla psa skomlącego z powodu spóźnionego o cztery minuty obiadu. Zazwyczaj mija to po kilku miesiącach, ale proszę, nie miej poczucia winy, że patrzysz wilkiem na swojego psa czy kota.
Jak utrzymać sierść z dala od rzeczy dziecka?
Nie da się. Możesz wykupić wszystkie rolki do kłaczków z całej półkuli północnej, a i tak znajdziesz psi włos wpleciony w rzekomo czystą pieluchę. My się po prostu poddaliśmy. Trzymaj zwierzaka z dala od bezpośredniego otoczenia, w którym dziecko śpi (nasz lekarz bardzo stanowczo podkreślał, że łóżeczko musi być strefą z bezwzględnym zakazem wstępu dla psa, aby zapobiec ryzyku uduszenia), ale poza tym po prostu zaakceptuj fakt, że twoje dziecko i tak połknie pewną ilość kłaczków. To buduje charakter, albo odporność, czy jakiekolwiek inne kłamstwo, które powtarzamy sobie w głowie, żeby poczuć się lepiej.
Czy powinienem pozwalać psu lizać dziecko po twarzy?
Internet powie ci, że pysk psa jest czystszy niż usta człowieka, co jest gigantycznym kłamstwem propagowanym przez ludzi, którzy najwyraźniej nigdy nie widzieli, jak ich pies zjada martwego gołębia na spacerze. Nasz lekarz rodzinny wygłosił nam bardzo surowy wykład na temat unikania przenoszenia śliny ze względu na wciąż rozwijający się układ odpornościowy malucha. Staramy się jak możemy, aby bezwzględnie egzekwować ścisłą zasadę „żadnego lizania niemowląt”, choć przyznaję, że czasami byłem po prostu zbyt wyczerpany, by zainterweniować, zanim zbłąkany jęzor przejechał po policzku córki. Po prostu miej pod ręką chusteczki nawilżane i postaraj się przy tym nie panikować.
Co jeśli zwierzak będzie zazdrosny?
Będzie zazdrosny. Nasz pies przez dobre sześć tygodni zachowywał się tak, jakby wszechświat aktywnie go zdradził. Siadał do nas tyłem i bardzo ciężko wzdychał. Próbowaliśmy utrzymać jego normalny harmonogram spacerów, ale szczerze mówiąc, tryb przetrwania oznaczał, że były one znacznie krótsze i mniej ekscytujące. Dawaj mu naprawdę wartościowe przysmaki, kiedy dziecko krzyczy, aby skojarzył te trudne hałasy z fajnymi przekąskami, a w końcu jego łakomstwo weźmie górę nad całą tą urazą.
Czy drewniane stojaki edukacyjne są faktycznie bezpieczne w towarzystwie psów?
Tak, ale z pewnymi zastrzeżeniami. Surowe drewno na naszych stelażach Kianao jest całkowicie bezpieczne dla niemowląt i na tyle wytrzymałe, że pies przeciskający się obok z pewnością go nie przewróci. Jeśli jednak twój pies ma w zwyczaju zawzięcie wszystko gryźć, to absolutnie nie możesz zostawiać zdejmowanych drewnianych zawieszek leżących luzem na podłodze. Pies z pewnością nie odróżnia organicznej, pięknie i estetycznie wykonanej drewnianej lamy od zwykłego patyka przyniesionego z parku. Gdy czas leżenia na brzuszku dobiegnie końca, pozbieraj zabawki z podłogi, chyba że naprawdę chcesz mieć ślady psich zębów na pięknych pastelowych koralikach.





Udostępnij:
Specyfikacja systemu a rzeczywistość: Jak przetrwać z 11-miesięcznym komikiem
Cała prawda o kroplach na wzdęcia u niemowląt (i co naprawdę nam pomogło)