Zanim w zeszły weekend spakowaliśmy naszego minivana, by odwiedzić safari park z opcją drive-through tuż za autostradą, zdążyłam usłyszeć trzy całkowicie sprzeczne rady na temat strusi.

Moja mama, kochana kobieta, powiedziała mi przez telefon, żebym po prostu pozwoliła dzieciom karmić je z ręki, bo to właściwie tylko gigantyczne kurczaki, a mały struś to najsłodsza rzecz na ziemi. Sąsiadka z końca ulicy, która hoduje kozy i uważa się za wielką farmerkę, kazała mi szczelnie zamknąć szyby, ponieważ dorosłe strusie to agresywne welociraptory, które potrafią ściągnąć okulary prosto z nosa. Z kolei dziewczyna z mojej lokalnej grupy dla mam na Facebooku dorzuciła, że powinnam wręcz kupić pisklę do naszego ogródka, bo zjadają wszystkie robaki i są super dla środowiska.

Będę z wami szczera. Siedząc w lepkim minivanie z trójką dzieci poniżej piątego roku życia, które krzyczały o owocowe żelki, i gapiąc się na ponad dwumetrowego ptaka, który wyglądał, jakby chciał pobić mnie za moją mrożoną kawę, dotarło do mnie, że absolutnie żadna z tych rad nie pomoże mi przetrwać tego popołudnia.

W czym moja mama myliła się co do ptaków hodowlanych

Tak to już jest z tymi wiejskimi safari w Teksasie. Zawsze jest milion stopni, klimatyzacja walczy o życie, a ty jesteś uwięziona w samochodzie z maluchami, które mają zerowy instynkt przetrwania. Zapłaciliśmy trzydzieści dolców na bramce, dostaliśmy wiaderko karmy, która pachniała trochę jak zakurzona karma dla psów, i wjechaliśmy na wybieg.

Prawie od razu zobaczyliśmy maluchy. Podobno pisklę strusia to największe ptasie dziecko na całym świecie – przeczytałam to na jakiejś tabliczce informacyjnej, próbując jednocześnie rozdzielić bijące się na tylnym siedzeniu dzieci. Podobno po wykluciu ważą ponad kilogram, czyli tyle co ludzki wcześniak, z tą różnicą, że są pokryte sterczącym puchem i od razu potrafią biegać. Dziewczyna w kasie powiedziała nam, że rosną o całe 30 centymetrów w ciągu zaledwie miesiąca.

Nie wiem, czy to biologicznie możliwe, czy ktoś po prostu przesadził w ulotce, ale biorąc pod uwagę, że moje najstarsze dziecko wyrasta z butów co trzy tygodnie i doprowadza mnie do bankructwa, absolutnie w to wierzę. Są masywne, szybkie i całkowicie pozbawione strachu.

Ponieważ był potworny upał, ubrałam mojego najmłodszego synka w Niemowlęce body bez rękawów z bawełny organicznej. Szczerze mówiąc, to teraz mój ulubiony ciuszek, bo nie kosztuje majątku, a kiedy moje średnie dziecko przypadkowo wysypało garść zakurzonej karmy prosto na brzuszek młodszego brata, elastyczne zakładki na ramionach pozwoliły mi zdjąć wszystko w dół przez nóżki, zamiast przeciągać ten cały kurz ze stodoły przez jego spoconą, małą buzię. Poza tym, bawełna organiczna naprawdę oddycha, co jest cudem, gdy utkniesz w gorącym samochodzie, obserwując gigantyczne ptaki krążące wokół twojego auta niczym w scenie z Parku Jurajskiego.

Dlaczego tak bardzo zazdroszczę ptakom ich systemu opieki nad dziećmi

Podczas gdy powoli posuwaliśmy się polną drogą, zauważyłam coś niesamowitego. Jeden gigantyczny, dorosły struś stał na straży nad może czterdziestoma małymi pisklętami. Po prostu ogromne morze puszystych, długonogich kurczaków rojących się wokół jednego, wyglądającego na wykończonego, rodzica.

Wyguglowałam to na telefonie, podczas gdy mój mąż prowadził, ignorując trzy wiadomości od klientów na Etsy, na które naprawdę musiałam odpisać. Okazuje się, że te ptaki używają systemu „żłobkowego”. W zasadzie wszyscy rodzice z okolicy wrzucają swoje dzieci do jednej wielkiej grupy przedszkolnej, a jeden lub dwa dorosłe osobniki pilnują całej tej bandy, podczas gdy reszta idzie sobie jeść trawę, czy co tam strusie robią dla rozrywki.

Słuchajcie, kocham moje dzieci, ale pomysł wrzucenia moich trzech gremlinów do stada czterdziestu innych dzieciaków i zostawienia jednej wyznaczonej mamy w okolicy, żeby ogarnęła ten chaos, podczas gdy ja pójdę na spokojną kawę, brzmi jak absolutne marzenie. Natura naprawdę rozwiązała kryzys opieki nad dziećmi, podczas gdy my płacimy tu stawki przypominające ratę kredytu hipotecznego za dwa dni przedszkola w tygodniu.

Tegoroczna wielka katastrofa z błyszczącym przedmiotem

The great shiny object disaster of this year — Surviving a Baby Ostrich Encounter With Your Sanity Intact

Porozmawiajmy o prawdziwym niebezpieczeństwie, bo to nie to, o czym myślicie.

Strusie mają oczy, które są dosłownie większe niż ich mózgi, i dokładnie tak się zachowują. Zobaczą absolutnie wszystko, co błyszczy w słońcu, a ich natychmiastowym, bezwarunkowym instynktem jest połknięcie tego w całości. Nie wąchają tego. Nie gryzą. Po prostu chwytają to jak maluch kradnący bezpańskiego cukierka z podłogi w supermarkecie.

Moje najstarsze dziecko to chodząca przestroga. Pomyślał, że będzie przezabawnie przyłożyć błyszczący papierek po gumie do szyby, akurat gdy przechodził obok dorosły ptak. Struś uderzył swoim potężnym, prehistorycznym dziobem w szybę tak mocno, że myślałam, że dusza opuści moje ciało, a mąż rozlał połowę swojego napoju na deskę rozdzielczą.

Jeśli macie w samochodzie malucha, wiecie, że jest on w zasadzie cały czas obwieszony błyszczącymi, niebezpiecznymi przedmiotami. Małe metalowe zawieszki do smoczków, błyszczące kokardki do włosów, te irytujące, świecące buty. Po prostu zasłońcie szyby na tyle wysoko, żeby dziób dinozaura nie mógł dostać się do środka, zdejmijcie swoje błyszczące kolczyki i schowajcie kluczyki, zanim ptak uzna, że pilot od waszej Toyoty to świetna popołudniowa przekąska.

A kiedy w końcu wyjedziecie z farmy, wyszorujcie ręce każdego dziecka prawdziwym mydłem i wodą, tak jakby właśnie dotknęły podłogi w publicznej toalecie, bo nikt nie ma czasu użerać się z jakimś dziwnym ptasim wirusem żołądkowym we wtorek.

Jak uciszyć ząbkujące dziecko, gdy ptak atakuje wasz samochód

Podczas gdy mój najstarszy dochodził do siebie po incydencie z pukaniem w szybę, a średnie dziecko płakało, bo nie pozwoliliśmy mu pogłaskać „wielkiego kurczaka”, najmłodszy wrzeszczał, bo wyrzynają mu się górne ząbki. Kompletny chaos. Przeszukałam torbę na pieluchy i wręczyłam mu Gryzak z motywem Pandy, który kupiliśmy kilka tygodni temu.

Będę z wami szczera. Jest po prostu w porządku. Silikon jest przyjemny i miękki, łatwo go wrzucić do zmywarki, ale jest zupełnie płaski. To oznacza, że mój niezdarny sześciomiesięczniak co trzy minuty upuszcza go w mroczną, pełną okruszków po krakersach otchłań obok swojego fotelika samochodowego. Spełnia swoje zadanie, jeśli siedzę tuż obok i mogę mu go podać, ale nie nazwałabym go cudotwórcą. Mimo to, dał nam jakieś cztery minuty świętego spokoju, podczas gdy przejeżdżaliśmy obok zebr.

Szczerze mówiąc, ubranko mojej córki trzymało się lepiej niż moje nerwy. Miała na sobie Niemowlęce body z bawełny organicznej z motylkowymi rękawkami. Zazwyczaj nie znoszę kupować ubrań z falbankami, bo wydają się tak niepraktyczne dla dziecka, które traktuje każdą powierzchnię na zewnątrz jak osobiste błotne bajorko. Ale to body jest na tyle grube, że kiedy w końcu raczkowała po strefie piknikowej przed sklepem z pamiątkami, materiał nie zaciągnął się natychmiast ani nie wyglądał na zniszczony.

Co ludzkie niemowlęta i pisklęta z farmy mają ze sobą wspólnego

W końcu zaparkowaliśmy i porozmawialiśmy z jedną z przewodniczek po farmie, która tak naprawdę zajmuje się wychowywaniem małych strusi. Powiedziała nam, że jeśli trzyma się te maluchy na śliskim betonie lub gazetach, ich nogi po prostu rozjeżdżają się na boki i ulegają trwałym urazom. Potrzebują specjalistycznych, antypoślizgowych mat gumowych oraz odpowiedniej stymulacji wzrokowej, by zachować spokój.

What human babies and farm chicks have in common — Surviving a Baby Ostrich Encounter With Your Sanity Intact

Szczerze? Brzmiało to dokładnie jak wykład, który wygłosiła mi nasza lekarka na ostatniej wizycie kontrolnej. Zaczęła bardzo szybko mówić o tym, że moje dziecko potrzebuje antypoślizgowych powierzchni dla wzmocnienia mięśni głębokich i o tym, jak powinnam zapewnić mu konkretne granice wizualne, by budować jego percepcję głębi. Funkcjonowałam na jakichś dwóch godzinach snu i tylko przytakiwałam, jakbym w pełni rozumiała te naukowe wywody.

Ale my naprawdę korzystamy w domu z drewnianego stojaka edukacyjnego (Baby Gym) i teraz to wszystko nabiera trochę sensu. Trzymam go rozstawionego na teksturowanym dywanie, żeby nikt nie ślizgał się po naszych tanich panelach. Mały, drewniany słonik zwisający ze środka daje mojemu maluchowi coś konkretnego, na czym może się skupić i do czego może wyciągać rączki, podczas gdy ja siedzę na kanapie i w panice pakuję zamówienia z Etsy. Naturalne drewno wydaje się o wiele solidniejsze niż te tandetne, plastikowe stojaki, które miałam przy pierwszym dziecku, no i nie odtwarza tej koszmarnej, piskliwej elektronicznej melodyjki, od której drga mi powieka.

Jeśli szukacie wyprawki, która naprawdę dobrze wygląda w salonie i nie zepsuje się po dwóch tygodniach, możecie sprawdzić niezbędne akcesoria dla niemowląt od Kianao właśnie tutaj.

Jak przetrwać drogę do domu

Zanim opuściliśmy safari park, mój minivan pachniał w całości granulatem z lucerny i spoconymi dziećmi. Przetrwaliśmy spotkanie z gigantycznymi ptakami, nikt nie stracił oka, a krzyczeć o trzymaniu rąk wewnątrz pojazdu musiałam zaledwie około czterdziestu siedmiu razy.

Jeśli macie wyciągnąć cokolwiek z mojego chaotycznego weekendu, niech to będzie to: zwierzęta hodowlane to nie postacie z filmów Disneya, a wasze dzieci absolutnie przetestują granice waszej cierpliwości na małej, zamkniętej przestrzeni. Ubierzcie je w ubrania, których nie szkoda zakurzyć, weźcie ze sobą górę przekąsek, które się nie roztapiają, i po prostu śmiejcie się, gdy sprawy całkowicie wymkną się spod kontroli.

Zanim zapakujecie swój własny samochód na weekendową wycieczkę do mini zoo, zaopatrzcie się w kilka przewiewnych, bawełnianych warstw, na których nie będzie widać brudu i które przetrwają gorące popołudnie.

Co może was zastanawiać w związku z wycieczkami na farmy ze zwierzętami

Czy głaskanie małych strusi jest niebezpieczne?
Jeśli widzisz malucha, to znaczy, że gdzieś w pobliżu jest ogromny, wściekły rodzic. Dorosłe osobniki potrafią biegać z prędkością ponad 60 km/h i mają gigantyczne pazury na stopach. Nawet nie próbujcie głaskać piskląt, po prostu zróbcie rozmazane zdjęcie przez szybę samochodu i żyjcie dalej.

Co zrobić, jeśli ptak spróbuje zjeść zabawkę mojego dziecka?
Nie próbujcie przeciągać liny z ważącym 90 kilogramów ptakiem. Po prostu puśćcie zabawkę. Wasze dziecko będzie płakać, ale to lepsze niż wyrwanie ręki ze stawu z powodu kawałka plastiku.

Jak zapobiec przegrzaniu niemowlaka w samochodzie podczas drive-through safari?
Upały w Teksasie to nie przelewki, a klimatyzacja na tylnym siedzeniu nigdy nie chłodzi wystarczająco mocno. Rozbieram maluchy do samych oddychających, bawełnianych body, przypinam wiatraczek na baterie do zagłówka i modlę się, żeby korek szybko się przesuwał.

Czy w mini zoo można się czymś zarazić?
Moja lekarka zawsze jest przewrażliwiona na punkcie bakterii z farmy, a ja szczerze mówiąc, jestem zbyt wyczerpana, by użerać się z chorującym domem. Weźcie ze sobą bezpieczne dla dzieci chusteczki nawilżane do samochodu, ale każcie im umyć ręce prawdziwym mydłem i wodą w sekundę po znalezieniu łazienki.

Jaki jest najlepszy sposób na zajęcie niemowlaka, podczas gdy starsze dzieci oglądają zwierzęta?
Mojego najmłodszego jakaś tam zebra w ogóle nie interesowała. Po prostu trzymam w torbie z pieluchami płaskie silikonowe gryzaki i daję mu przekąski, aż w końcu uśnie. Zniżcie swoje oczekiwania do zera, a będziecie się świetnie bawić.