„Odłóż tego ziemniaka, Florence” – powiedziałem, ledwie odrywając wzrok od letniej herbaty. Byliśmy w połowie dwutygodniowych letnich wakacji u rodziców mojej żony w północnej części stanu Nowy Jork, a moim głównym celem na to popołudnie było siedzenie na leżaku tak, by nikt się po mnie nie wspinał.
Sęk w tym, że to wcale nie był ziemniak. Ziemniaki zazwyczaj nie pulsują, ani nie wydają z siebie piskliwych, skrzeczących dźwięków, gdy są ściskane przez dwulatkę. Upuściłem kubek na patio, rozlewając wszędzie herbatę, i pobiegłem przez trawnik dokładnie w momencie, gdy Matylda próbowała cofnąć swoim plastikowym autkiem prosto na ten sam kawałek trawy, na którym jej siostra przeprowadzała tę niezapowiedzianą inspekcję dzikiej przyrody.
Rozchyliłem ubłocone paluszki Florence, by moim oczom ukazało się coś, co wyglądało jak w głębokiej depresji, zakurzona ćma. Miało to krótki czubek na głowie, ciemny dziób, który wydawał się o wiele za duży jak na tę drobną buźkę, i ogólną aurę świętego oburzenia. Okazało się, że ta wściekła mała kłębuszka kurzu to w rzeczywistości pisklę kardynała, choć w niczym nie przypominało majestatycznego, jaskrawoczerwonego ptaka namalowanego na froncie kartki z okazji narodzin, którą przysłała nam moja amerykańska teściowa, gdy dziewczynki przyszły na świat.
Dlaczego natura ciągle nas okłamuje
Jeśli tak jak ja zakładaliście, że mały kardynał wykluwa się z jajka wyglądając jak maleńki, błyszczący rubin, to grubo się mylicie. Podobno samce zyskują swoje charakterystyczne czerwone pióra dopiero podczas pierwszego jesiennego pierzenia, co – jeśli mnie pytacie – wydaje się sporym niedopatrzeniem ze strony Matki Natury. Przez pierwsze kilka tygodni życia są stworzone wyłącznie do kamuflażu, co w praktyce oznacza, że wyglądają jak kupa uschniętych liści albo zbłąkany kłaczek kurzu.
I tak staliśmy w południowym upale, zablokowani w tym absurdalnym impasie. Florence, cała w ziemi, wskazywała na ptaka, domagając się, bym pozwolił jej go zjeść. Matylda krzyczała, ponieważ skonfiskowałem jej pojazd, aby zapobiec incydentowi drogowemu ze skutkiem śmiertelnym. A ja stałem, trzymając coś, co w dotyku przypominało delikatne, oddychające żółtko, i próbowałem sobie przypomnieć, czy ludzki dotyk faktycznie zamienia ptaki w wyrzutków stada.
Miałem mniej więcej trzydzieści sekund na wymyślenie kolejnego ruchu, zanim bliźniaczki podniosą bunt. Florence spędziła cały ranek, czołgając się jak komandos przez ukochane petunie babci, mając na sobie body niemowlęce z bawełny organicznej od Kianao. W tym miejscu na chwilę przerwę moją pełną paniki opowieść, by przyznać, że to body jest po prostu genialne. Większość ubranek dla dzieci po kilku praniach wydaje się zrobiona z papieru ściernego z recyklingu, ale ta rzecz składa się w dziewięćdziesięciu pięciu procentach z bawełny organicznej i ma takie sprytne, zakładkowe wykończenie na ramionach, które sprawia, że ściągnięcie go z wierzgającego malucha jest dziecinnie proste. Przetrwało już potężną awarię pieluchy podczas lotu z Heathrow, a teraz dzielnie opierało się gęstej paście z błota z Ohio i ptasiego kurzu, nie tracąc przy tym swojego kształtu. Doceniam wszystko, co pracuje ciężej ode mnie, a to body zdecydowanie spełnia ten warunek.
Ale wracając do ptaka. Trzymając stworzenie z dala od moich dzieci, kciukiem gorączkowo wpisałem w telefonie „co zrobić z brązowym ptakiem wielkości ziemniaka”.
Gorączkowy telefon do pani od dzikich zwierząt
Internet, w swej nieskończonej mądrości, zaoferował mi mnóstwo sprzecznych rad, z których większość zdawała się wymagać zbudowania inkubatora z pudełka po butach i lampki na biurko. Uznając, że absolutnie nie mam kwalifikacji do prowadzenia oddziału intensywnej terapii noworodków dla drobiu, zadzwoniłem do lokalnego ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt, którego numer znalazłem na przerażająco przestarzałej stronie miejskiej.

Kobieta, która odebrała, brzmiała, jakby paliła trzy papierosy naraz i nie miała za grosz cierpliwości dla spanikowanego brytyjskiego ojca. Powiedziała mi, bez owijania w bawełnę, że to, co trzymam, to podlot, co oznacza, że to zupełnie normalne, że siedzi na ziemi i zachowuje się jak idiota.
Zawsze myślałem, że jeśli mały ptaszek wypadnie z drzewa, powinno się zorganizować dramatyczną akcję ratunkową z użyciem drabin i zakraplaczy pełnych wody. Kobieta zaśmiała się chrapliwym, przerażającym śmiechem, gdy tylko wspomniałem o wodzie. Wyjaśniła, że ptaki mają drogi oddechowe tuż u nasady języka, co oznacza, że mój instynkt, by dać mu maleńki łyk wody, skutecznie zafundowałby biedakowi waterboarding i natychmiast go utopił. Podobno całe swoje nawodnienie czerpią z wnętrzności gąsienic, którymi karmią je rodzice – i to jest szczegół, bez znajomości którego mógłbym szczęśliwie przeżyć resztę życia.
Agresywnie obaliła też mit, że ptasi rodzice porzucą swoje dzieci, jeśli poczują na nich ludzki zapach. Okazuje się, że większość ptaków ma fatalny węch. Możesz je podnieść, odłożyć z powrotem pod krzak, a rodziców w ogóle to nie obejdzie, pod warunkiem, że przy okazji nie zrobisz maluchowi krzywdy.
Wielka barykada z Ohio
Jej instrukcje były irytująco proste, co w zasadzie oznaczało, że nie musiałem robić niczego pożytecznego. Kazano mi delikatnie odłożyć ptaka na ziemię pod najbliższym krzakiem, zaciągnąć dzieci do domu, zamknąć wszystkie okoliczne koty w kuchni i po prostu poczekać, aż rodzice wrócą z polowania.

Położenie ptaka pod krzakiem było łatwe. Przekonanie Florence i Matyldy, że rozrywkowa część popołudnia dobiegła końca, okazało się niemal niemożliwe. W desperackiej próbie utrzymania ich z dala od zarośli, podczas gdy my obserwowaliśmy wszystko z patio, zbudowałem mur obronny z ich Zestawu miękkich klocków dla niemowląt. Będę z wami całkowicie szczery w kwestii tych klocków. Miękka, nietoksyczna guma jest fantastyczna, gdy Matylda postanowi je żuć przez bite czterdzieści pięć minut, i uwielbiam to, że mogę je umyć w zlewie bez obaw, że się rozpadną. Ale jako strukturalna barykada przed dwoma zdeterminowanymi maluchami próbującymi uciec z więzienia, by pogłaskać dzikiego ptaka? Całkowicie bezużyteczne. Po prostu zburzyły pastelowy murek, rzuciły klockiem z cyfrą cztery prosto w moją piszczel i spróbowały znowu pobiec w krzaki.
Skończyło się na tym, że musiałem fizycznie unieruchomić po jednym dziecku pod każdą pachą, pocąc się obficie w tej wilgoci, podczas gdy wszyscy wpatrywaliśmy się w krzak.
W naszym domu w Londynie organizujemy mnóstwo starannie zaplanowanych zabaw. Mamy rozstawiony w salonie Drewniany stojak edukacyjny Tęcza, który jest uroczy. Drewniana rama jest solidna, wiszące zabawki w kształcie zwierzątek są estetyczne i dają dziewczynkom bezpieczne, kontrolowane środowisko do odkrywania tekstur i kształtów, bez obaw, że zarażą się jakąś dziwną ptasią chorobą. To sterylny, piękny mikrokosmos rozwoju.
W przeciwieństwie do tego, podwórko jest przerażającą areną walki na śmierć i życie. Rehabilitantka powiedziała mi, że tylko około połowa z tych podlotów tak naprawdę dożywa dorosłości, co wydaje się fatalną statystyką, dopóki nie uświadomisz sobie, jak bardzo są bezbronne, skacząc w błocie przez tydzień i ucząc się latać.
Jeśli wolicie zapewnić swoim maluchom rozrywkę w pomieszczeniu, gdzie dzika przyroda jest zrobiona wyłącznie z drewna i silikonu spożywczego, gorąco polecam zapoznanie się z kolekcją do pokoju dziecięcego Kianao, zamiast polegać na lokalnej faunie.
Gdy w końcu pojawili się rodzice
Po około dwudziestu bolesnych minutach trzymania dwójki wyrywających się maluchów w uścisku, z dębu sfrunął błysk wspaniałej czerwieni. To był pan kardynał, ojciec ptaszka.
Pani od dzikich zwierząt wspomniała o tym szczególe, a ja, jako ojciec, poczułem z tego powodu niesamowitą satysfakcję. Kiedy dzieciaki wyskakują z gniazda i stają się podlotami, ojciec kardynał przejmuje prawie wszystkie obowiązki związane z karmieniem. Spędza całe dnie latając tam i z powrotem, gorączkowo wpychając rozgniecione owady do rozdziawionych dziobów swojego potomstwa na ziemi, podczas gdy matka odlatuje i zaczyna budować nowe gniazdo dla kolejnej partii jaj. Poczułem natychmiastową, głęboką więź z tym wyczerpanym czerwonym ptakiem. Wymieniliśmy spojrzenia – a przynajmniej przelałem swoje rodzicielskie zmęczenie na jego małe koralikowe oczka – po czym wepchnął zieloną gąsienicę do gardła swojego dziecka i znów odleciał w poszukiwaniu kolejnego posiłku.
Podobno te maluchy przybierają na wadze około trzech gramów każdego dnia. Nie mam pojęcia, jak naukowcom udało się to ustalić i nie dostać za to gigantycznej kary, ponieważ przetrzymywanie takiego ptaka jest w Stanach Zjednoczonych naruszeniem federalnej ustawy o ptakach wędrownych i można za to dostać grzywnę do piętnastu tysięcy dolarów. Co wydaje się niewiarygodnie wysoką kwotą za stworzenie, które wygląda jak spleśniałe jajko po szkocku i nieustannie krzyczy.
Ostatecznie upał i brak interaktywnych zabawek złamały upór bliźniaczek. Zostawiliśmy ptaka pod opieką jego taty i weszliśmy do środka, aby umyć ręce taką ilością mydła antybakteryjnego, która wystarczyłaby do wysterylizowania sali operacyjnej.
Cała ta męka była totalnie wyczerpująca, ale nauczyła mnie kilku rzeczy. Głównie tego, że natura jest niezwykle odporna, ludzka interwencja to prawie zawsze zły pomysł, a moje dzieciaki z pewnością spróbują zjeść wszystko, co znajdą w ziemi. Szczerze mówiąc, to cud, że ktokolwiek z nas dożywa dorosłości.
Jeśli chcecie ubrać własne chaotyczne małe pisklęta w ubrania, które naprawdę są w stanie wytrzymać błoto, pot i nagłe spotkania z dziką przyrodą, zdecydowanie powinniście sprawdzić ofertę ubranek z bawełny organicznej w Kianao. Nie powstrzyma ich to przed podnoszeniem obcych zwierząt, ale znacznie ułatwi późniejsze doczyszczenie maluchów.
Pytania, które gorączkowo wpisywałem w Google podczas tej próby
Skąd mam naprawdę wiedzieć, czy ptak potrzebuje mojej pomocy?
O ile ptak widocznie nie krwawi, nie ma ewidentnie złamanego skrzydła albo nie jest całkowicie łysy i nie trzęsie się na betonie z dala od jakiegokolwiek gniazda, absolutnie nic nie powinieneś robić. Jeśli ma pióra i kica w kółko wyglądając na zrzędliwego, to podlot. Rodzice obserwują go z drzewa, prawdopodobnie oceniając twoje umiejętności wychowawcze równie surowo, jak ty oceniasz ich.
Czy mój maluch może złapać straszną chorobę od dotykania dzikiego ptaka?
Krótka odpowiedź brzmi: być może, ale raczej nie po dwusekundowym spotkaniu. Ptaki mogą przenosić salmonellę i różne roztocza, dlatego szorowałem ręce Florence, dopóki nie zaczęła narzekać. Po prostu natychmiast dokładnie umyjcie im ręce ciepłą wodą z mydłem. Jeśli próbowały zjeść ptaka lub oblizały ręce, zanim zdążyliście je umyć, dla własnego spokoju możecie zadzwonić do lekarza (przy okazji fundując mu niezły ubaw).
Czy powinienem wystawić mleko lub chleb dla ptaszka?
Absolutnie nie, pod żadnym pozorem. Według bardzo wściekłej kobiety w słuchawce telefonu, chleb ma zerową wartość odżywczą i może naprawdę zablokować ich maleńkie przewody pokarmowe, a krowie mleko wywoła u nich silną biegunkę, ponieważ ptaki mają całkowitą nietolerancję laktozy. One jedzą owady. Jeśli nie jesteś gotów przeżuć żywej gąsienicy i wypluć jej prosto do ich dziobów, odsuń się od ptaka.
Co zrobić, jeśli mój kot już go zaatakował?
Jeśli twój kot lub pies miał ptaka w pysku, ptak musi natychmiast trafić do ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt, nawet jeśli nie widać krwi. Ślina kota zawiera bakterie, które są wysoce toksyczne dla ptaków i zabiją je w ciągu kilku dni, o ile nie dostaną antybiotyków. Włóż ptaka do ciemnego, cichego kartonu na ręczniku (bez wody, bez jedzenia) i zacznij obdzwaniać lokalne ośrodki ratunkowe.
Dlaczego mały kardynał jest brązowy, a nie czerwony?
Ponieważ natura lubi rozczarowywać maluchy. Jasnoczerwone upierzenie jest zarezerwowane wyłącznie dla dorosłych samców, by mogli się popisywać. Młode i samice pozostają w płowo-brązowym kolorze, dzięki czemu wtapiają się w uschnięte liście i ziemię, co chroni je przed natychmiastowym pożarciem przez jastrzębie, podczas gdy one spędzają tydzień na ziemi, próbując rozgryźć, jak działają ich skrzydła.





Udostępnij:
Mit grubej kurtki i prawda o otulaczach do fotelika
Wycofanie minimarchewek z 2024 roku: jak przetrwać w jetlagowym amoku