Właśnie wpatruję się w wielki, czerwony, plastikowy pojemnik na igły medyczne, który stoi zdecydowanie zbyt blisko mojego w połowie pustego, lodowatego kubka z kawą na łazienkowym blacie. Jest sześć miesięcy temu, a moja najlepsza przyjaciółka Rachel szlocha przez telefon, ponieważ jej transfer zarodka w końcu, tak naprawdę, się udał. Spodziewa się swojego pierwszego dziecka z in vitro. Jest przerażona. I kiedy tak próbuję odciągnąć ją od krawędzi jej własnego niepokoju, uświadamiam sobie, że mówię dokładnie to, co sama chciałabym usłyszeć. Chciałabym, żeby ktoś złapał mnie za ramiona i wykrzyczał mi to prosto w twarz siedem i pół roku temu, kiedy byłam w ciąży z Mayą.

Więc potraktuj to jako list do ciebie, do Rachel, albo – szczerze mówiąc – jako list do mnie samej z przeszłości. Bo kiedy w końcu widzisz ten pozytywny test po latach tych negatywnych, po siniakach, inwazyjnych badaniach USG i tym absolutnym finansowym piekle, nie czujesz się od razu szczęśliwa. Czujesz się, jakbyś niosła bezcenne, kruche jajko Fabergé i jeśli kichniesz zbyt mocno, wszechświat po prostu ci je zabierze.

Pożegnanie z kliniką jest tak naprawdę przerażające

Nikt cię nie ostrzega, jakim absolutnym szokiem dla psychiki jest „wypisanie” z kliniki leczenia niepłodności. Przez tygodnie — a nawet miesiące — jesteś traktowana jak bardzo drogi eksperyment naukowy. Pobierają ci krew chyba co trzy minuty. Ciągle masz robione USG. Znasz swoje dokładne poziomy estrogenu i progesteronu. Masz cały zespół pielęgniarek, które rozpoznają twój głos przez telefon. A potem, w ósmym czy dziesiątym tygodniu, dają ci małą torbę upominków, gratulują i odsyłają do zwykłego ginekologa.

A zwykły ginekolog po prostu mówi... widzimy się za cztery tygodnie! Miłego miesiąca!

Pamiętam, jak siedziałam w samochodzie na parkingu przed kliniką, ubrana w te okropne szare dresy poplamione Bóg wie czym, i totalnie panikowałam. Jak to mam tak po prostu chodzić po świecie przez cały miesiąc bez nikogo, kto sprawdziłby, czy serce nadal bije? Mój mąż, Mark, który radzi sobie ze stresem, analizując wyniki testów zderzeniowych fotelików samochodowych, próbował mi wmówić, że to dobra wiadomość. Że to oznaczało, że jesteśmy teraz normalni. Ale ja nie czułam się normalnie. Czułam się, jakbym kogoś oszukiwała. Jakbym wkradła się do klubu „zwykłych ciężarnych” i w końcu ochrona miała klepnąć mnie w ramię i wyrzucić.

W końcu pomalowaliśmy pokój dziecięcy na beżowo i kupiliśmy łóżeczko, ale szczerze mówiąc, było mi wszystko jedno.

Co dr Miller powiedział o tych naukowych sprawach

Kiedy przechodzisz przez proces wspomaganego rozrodu, kończysz z głową pełną medycznych ciekawostek, do których interpretacji nie masz absolutnie żadnych kwalifikacji. Spędziłam godziny — dosłownie godziny — na nocnym wertowaniu Reddita, czytając o tym, że dzieci poczęte dzięki in vitro są rzekomo inne.

Przeczytałam gdzieś — a może po prostu miałam halucynacje z powodu hormonów ciążowych — że dzieci z zamrożonych zarodków rodzą się czasami nieco większe niż przeciętnie? A może to przy świeżych transferach są mniejsze? Sama już nie wiem. Poszłam do gabinetu mojego lekarza z dosłownym notatnikiem pełnym szalonych pytań. Dr Miller, który jest aniołem, ale zawsze wygląda, jakby desperacko potrzebował drzemki, tylko zamrugał, patrząc na mnie znad okularów. Zasadniczo powiedział, że kiedy już pojawią się na świecie, są po prostu niemowlakami. Rosną tak samo. Robią takie same kupki. Krzyczą o 3 w nocy w dokładnie ten sam sposób.

Jedyną rzeczą, którą przez mgłę pamiętam z jego wyjaśnień, było coś o ICSI — tej procedurze, w której wstrzykują plemnik bezpośrednio do komórki jajowej, ponieważ pływacy Marka byli, powiedzmy, mało entuzjastyczni. Podobno jeśli urodzisz chłopca poczętego przez ICSI, w późniejszym życiu może on odziedziczyć tych samych wolnych pływaków? Szczerze mówiąc, wyłączyłam się w połowie, bo Maya jest dziewczynką, a ja byłam po prostu tak wyczerpana z powodu nadmiernego analizowania każdego pojedynczego podziału komórkowego.

Dlaczego mamy obsesję na punkcie każdej najmniejszej chemii

Oto głęboko irytująca prawda o zostaniu rodzicem po okresie niepłodności: stajesz się absolutnie znerwicowana na punkcie tego, co ma kontakt z twoim dzieckiem. Właśnie wydałaś małą fortunę — dosłownie równowartość wkładu własnego na dom — i nafaszerowałaś swoje ciało syntetycznymi hormonami, żeby sprowadzić to dziecko na świat. Myśl o ubraniu go w tani poliester lub narażeniu na kontakt z dziwnymi toksynami z plastiku wydaje się osobistą porażką.

Why we obsess over every single chemical — A letter to my past self about having a first IVF baby

Stałam się pod tym względem absolutnym koszmarem. Jeśli ktoś z rodziny przynosił coś neonowego i plastikowego, co pachniało jak fabryka chemikaliów, uśmiechałam się, dziękowałam i natychmiast chowałam to w bagażniku samochodu. Chciałam, żeby wszystko było czyste i bezpieczne. Praktycznie żyliśmy w Niemowlęcym Body Bez Rękawów z Bawełny Organicznej od Kianao. W 95% to bawełna organiczna, niebarwiona i nie ma w niej żadnych dziwnych syntetycznych domieszek chemicznych. Skóra noworodkowa Mayi była tak niesamowicie wrażliwa, że gdy tylko ubrałam ją w coś innego, od razu dostawała małych, czerwonych plamek. Uwielbiałam to, że body było na tyle elastyczne, by przełożyć je przez jej wielką, chwiejącą się noworodkową główkę, bez poczucia, że zaraz ją zepsuję – co było moim stałym, nadrzędnym lękiem.

Rzeczy, które kupił mój mąż i które okazały się po prostu okej

Ponieważ ja miałam obsesję na punkcie bawełny organicznej, Mark uznał, że jego mechanizmem radzenia sobie ze stresem będą estetyczne drewniane zabawki. Przeczytał jakiegoś bloga o europejskim wychowaniu i nagle uznał, że nasz dom musi wyglądać jak minimalistyczna leśna oaza.

Zamówił ten Drewniany Stojak Edukacyjny ze Zwierzątkami - Słoń i Ptaszek. Słuchajcie, to jest obiektywnie przepiękne. Jest wyrzeźbione ze zrównoważonego drewna liściastego, nie ma ani grama plastiku, a mały drewniany stojak sprawił, że nasz salon wyglądał jak eleganckie skandynawskie przedszkole. Ale jeśli mam być z wami brutalnie szczera? Maya popatrzyła na drewnianego ptaszka przez równe pięć sekund, rzuciła mu spojrzenie łagodnego obrzydzenia i wróciła do żucia szmatki do ulewania. Po prostu zupełnie jej to nie obchodziło. Wyglądało to jednak niesamowicie na wszystkich moich zdesperowanych zdjęciach na Instagramie pod tytułem: „Patrzcie, jestem prawdziwą mamą!”. W każdym razie, chodzi o to, że nie musisz się stresować, jeśli maluchy nie od razu docenią piękne, zrównoważone przedmioty przekazywane z pokolenia na pokolenie. Przez pierwsze trzy miesiące są w zasadzie tylko wściekłymi ziemniaczkami.

Jeśli właśnie teraz, o drugiej w nocy, scrollujesz w stresie internet, próbując wymyślić, co tak naprawdę musisz kupić, możesz sprawdzić kolekcje organicznych ubranek i kocyków dla niemowląt Kianao — tylko, wiesz, nie śpiesz się i może napij się trochę wody.

Dziwne poczucie winy związane z narzekaniem

Nikt nie mówi o poczuciu winy. Och Boże, poczucie winy jest przytłaczające. Kiedy masz dziecko z in vitro, czujesz, że absolutnie nigdy nie wolno ci narzekać. Spędziłaś lata, płacząc w łazienkach na baby shower u innych ludzi. Modliłaś się o to. Błagałaś o to wszechświat.

The weird guilt of complaining — A letter to my past self about having a first IVF baby

Więc kiedy w 8. tygodniu ciąży wypluwasz swoją duszę do kosza na śmieci, zmuszasz się do uśmiechu i mówisz: „Jestem po prostu taka wdzięczna!”. Kiedy dziecko w końcu się pojawia, a ty nie spałaś od 72 godzin, twoje sutki krwawią i płaczesz nad zimną kawą, cienki głosik w twojej głowie mówi: Sama o to prosiłaś. Zapłaciłaś za to. Nie masz prawa czuć się nieszczęśliwa.

To bzdura. Kompletna bzdura. Bycie wdzięczną za to, że nauka działa, nie oznacza, że musisz cieszyć się ząbkowaniem. Kiedy trzy lata później pojawił się Leo, byłam o wiele bardziej wyluzowana, ale przy Mayi każdy kamień milowy wydawał się tak bardzo przytłaczający.

Kiedy zaczęły jej wychodzić pierwsze zęby, zamieniła się w absolutnie dziką bestię. Czułam się tak winna, że irytowały mnie jej ciągłe piski. Ostatecznie kupiłam jej Silikonowo-Bambusowy Gryzak dla Niemowląt Panda, ponieważ wciąż byłam w swojej nietoksycznej erze, ale szczerze mówiąc, to uratowało moje zdrowie psychiczne. To silikon spożywczy, całkowicie wolny od BPA, a co najważniejsze – możesz go po prostu wrzucić do zmywarki. Zmywarka stała się moim najbardziej intymnym związkiem podczas tego pierwszego roku. Godzinami gryzła uszy tej małej pandy, a ja siedziałam na kanapie i po prostu próbowałam wybaczyć sobie, że macierzyństwo mnie wyczerpuje.

Wymyślanie, jak im to później powiedzieć

Maya ma teraz siedem lat, aż trudno w to uwierzyć. Zawsze wiedzieliśmy, że chcemy być z nią szczerzy na temat tego, jak została poczęta, głównie dlatego, że nigdy nie chciałam, aby wydawało się to jakimś brudnym sekretem. Ale próba wyjaśnienia endokrynologii rozrodu kilkulatce jest... dziwna.

Mark i ja całkowicie to przekombinowaliśmy. Kupiliśmy książeczki z rysunkowymi probówkami i zarodkami. Ale kiedy miała około cztery lata, zapytała, dlaczego nie ma jeszcze młodszej siostry, a ja po prostu wypaliłam: „Cóż, mama i tata potrzebowali pomocy specjalnego lekarza, żeby sprowadzić cię na świat, i bardzo długo zajęło nam ułożenie naszych malutkich puzzli”.

Po prostu spojrzała na mnie, zamrugała, powiedziała „Okej” i poprosiła o przekąskę. Dosłownie. To było tyle. Pociłam się na samą myśl o tej rozmowie od lat, a dla niej ważniejsze było zdobycie garści krakersów rybek. Dzieci są niesamowicie dosłowne i odporne. Nie niosą naszego bagażu, dopóki sami im go nie wciśniemy.

Jeśli jesteś teraz w samym środku tego wszystkiego — niezależnie od tego, czy trzymasz w ręku pozytywny test, siedzisz w poczekalni u ginekologa, czując się jak oszustka, czy bujasz maleńkie dziecko, które zostało stworzone przez naukę i czysty upór — wiedz, że niepokój w końcu mija. Z czasem medyczna trauma się zamazuje, wizyty w klinice wydają się być z innej epoki, a ty jesteś po prostu... rodzicem. Bardzo zmęczonym, uzależnionym od kawy rodzicem.

Zanim znów wpadniesz w nocną panikę w Google dotyczącą kamieni milowych czy ulatniających się z materaca chemikaliów, sprawdź organiczne niezbędniki od Kianao. Kup sobie jedną miękką, piękną rzecz, która przyniesie ci spokój, a potem zamknij laptopa i idź spać.

Niewygodne pytania, które wszyscy potajemnie googlujemy

Czy dzieci z in vitro są zazwyczaj mniejsze albo coś w tym stylu?

Przysięgam, że przeczytałam o tym sto sprzecznych badań. Niektóre mówią, że dzieci ze świeżych transferów są mniejsze, z mrożonych większe, ale mój lekarz po prostu się zaśmiał i powiedział, że to nie ma znaczenia. Maya ważyła nieco ponad trzy kilogramy i była całkowicie przeciętna. Szczerze mówiąc, stanowisko nauki zmienia się co pięć minut, ale na dłuższą metę i tak dorastają do genów, które przekazałaś im ty i twój partner. Nie stresuj się wagą urodzeniową, chyba że twój lekarz faktycznie ci to zaleci.

Czy naprawdę muszę kupować wszystko organiczne tylko dlatego, że przeszłam in vitro?

Czy musisz? Nie. Czy prawdopodobnie będziesz chciała? Tak. Kiedy przeszłaś przez wyżymaczkę leczenia niepłodności, stajesz się nadmiernie wyczulona na punkcie swojego otoczenia. Nie mogłam kontrolować moich szwankujących jajników, ale mogłam kontrolować, jaki materiał dotyka skóry mojego dziecka. Kupowanie organicznej bawełny po prostu dało mojemu niespokojnemu umysłowi o jedną rzecz mniej do zmartwień. Wybieraj, o co warto kruszyć kopię — ubranka i gryzaki były moim priorytetem, ale jeśli później obliżą plastikowe krzesło w restauracji, nic im nie będzie.

Dlaczego czuję się tak odłączona od mojej ciąży?

Bo trauma jest prawdziwa! Spędziłaś miesiące lub lata, trenując swój mózg, by spodziewał się złych wiadomości. Każde USG było potencjalną katastrofą. To zupełnie normalne, jeśli twój mózg odmawia natychmiastowego nawiązania więzi z ciążą – to mechanizm obronny. Sama nie pozwoliłam sobie tak naprawdę uwierzyć, że Maya jest prawdziwa, dopóki nie wręczyli mi jej do rąk. Bądź dla siebie wyrozumiała. Ta więź w końcu się pojawi.

Kiedy powinnam powiedzieć mojemu dziecku, że jest z in vitro?

Mark i ja zaczęliśmy używać słów takich jak „pomoc lekarza” i „nauka”, kiedy Maya była malutka, tylko po to, by to słownictwo było w naszym domu zawsze czymś normalnym. Psychologowie dziecięcy radzą, by komunikaty były proste, gdy dzieci są małe, i dodawać faktyczne szczegóły biologiczne, gdy dorastają. Po prostu nie rób z tego dramatycznego, oficjalnego wyznania, kiedy są już nastolatkami. Niech to będzie po prostu część ich nudnej, rodzinnej historii.

Czy to normalne, że nienawidzę etapu noworodkowego po tym, jak tak bardzo się starałam?

Tak. Milion razy tak. Masz prawo być głęboko wdzięczna za swoje dziecko, a jednocześnie nienawidzić funkcjonowania po zaledwie dwóch godzinach snu, z popękanymi sutkami. Niepłodność nie oznacza, że jesteś winna wszechświatowi dług z tytułu toksycznej pozytywności. Jesteś teraz zwykłym rodzicem, co oznacza, że masz prawo narzekać na trudne rzeczy, tak jak wszyscy inni.