Aktualnie kucam za kuchenną wyspą. Jest 6:15 rano. Kurczowo trzymam w dłoni kubek letniej rozpuszczalnej kawy i patrzę, jak moje dwuletnie córki próbują wykonać zsynchronizowany przewrót taktyczny na dywanie w salonie. Jedna z nich trzyma za gardło dość brudnego pluszaka maskotki baby saja z „K-popowych łowców demonów”, podczas gdy druga agresywnie nuci refren „Golden” – oscarowej piosenki, która na stałe przeprogramowała moje obwody mózgowe. Na zewnątrz, tu w Londynie, ledwie świta, po szybach spływa paskudna, szara mżawka, a mimo to moje mieszkanie przypomina nafaszerowane kofeiną kulisy trasy koncertowej w Seulu tuż przed egzorcyzmami.

Jak trafiliśmy do tego rozświetlonego neonami piekła

Sześć miesięcy temu naiwnie wierzyłem, że jesteśmy całkowicie bezpieczni przed medialnymi fenomenami dla nastolatków. Zakładałem, że moje bliźniaczki są po prostu za małe. Myślałem, że mogę im tylko puszczać łagodne, akustyczne covery klasyków rocka, czytać książeczki o powolnych leśnych zwierzątkach i trzymać naszą konsumpcję kultury bezpiecznie zamkniętą w beżowej, minimalistycznej bańce. Naprawdę wierzyłem, że skoro film ma kategorię wiekową PG (za zgodą rodziców) i pokazuje mocno wystylizowanych nastolatków walczących z dosłownymi siłami piekieł, moje maluchy pozostaną w błogiej nieświadomości jego istnienia przynajmniej do czasu, gdy będą wystarczająco duże, by poprosić o własne telefony.

Nie wziąłem jednak pod uwagę czystej, przerażającej mocy kulturowej osmozy. Film zdominował Netflixa, ścieżka dźwiękowa jakimś cudem przeniknęła do naszej playlisty z kołysankami przez zbuntowany algorytm, starsi kuzyni przyszli w gadżetach z filmu, i nagle cała moja rodzicielska rzeczywistość uległa zmianie. Mój salon nie jest już miejscem odpoczynku; to poligon. Obecnie dziewczynki używają naszego golden retrievera, Barnaby'ego, jako zastępstwa dla demonów cienia. Biedny Barnaby chce tylko spać na dywanie, ale ciągle wpada w zasadzki dwóch małych istot ludzkich krzyczących na niego teksty z koreańskiego popu. Znosi to z godnością, głównie dlatego, że podczas tych układów choreograficznych od czasu do czasu spadają im kawałki tostów.

Absolutny stan współczesnej animacji

Porozmawiajmy o absolutnej histerii otaczającej tę franczyzę, ponieważ internet dosłownie oszalał. Spędziłem zawstydzającą ilość czasu na forach dla fanów, ukrywając się w toalecie, próbując zrozumieć, dlaczego ten mały animowany pomocnik ma w sieci więcej fanów niż większość światowych przywódców. Ludzie mają obsesję na punkcie obsady „K-popowych łowców demonów”, traktując ich jak rodzinę królewską, a ja po prostu tego nie kupuję. Złapałem się nawet na wściekłym googlowaniu, kto podkłada głos pod maskotkę baby saja, bo moje dziewczyny nie przestają naśladować tego specyficznego, wysokiego pisku świnki morskiej na helu, który postać wydaje w chwilach stresu.

The absolute state of modern animation — Surviving The Kpop Demon Hunters Baby Phase With Twin Toddlers

Aktor najwyraźniej nagrywał swoje kwestie, robiąc pajacyki, aby uzyskać tę zadyszaną, paniczną intonację, co jest poziomem zaangażowania, który szczerze mówiąc, mnie wyczerpuje. Tymczasem główny wątek filmu dotyczy trzech nastoletnich gwiazd popu, które wyganiają demony cienia za pomocą choreografii tanecznych, co jest całkowicie w porządku, jeśli ktoś lubi takie rzeczy, ale całkowicie pomija fakt, jak skrajnie absurdalne jest to założenie.

Wielka zdrada „tatusiowego brzuszka”

Do tego dochodzi jeszcze przesłanie. W filmie pojawiają się postacie poboczne z boysbandu, z których wszyscy wydają się mieć procentową zawartość tkanki tłuszczowej profesjonalnego triathlonisty. W pewnym momencie główne postacie wzdychają do absurdalnie wyrzeźbionego kaloryfera jednego z chłopaków. Moje dwulatki może nie ogarniają jeszcze koncepcji sześciopaka, ale absolutnie opanowały sztukę wytykania palcem mojego dość miękkiego, napędzanego herbatnikami tatusiowego brzuszka i wydawania mlaskającego dźwięku, który z grubsza oznacza głębokie rozczarowanie.

Spędziłem swoje dwudzieste lata na recenzowaniu koncertów indie rockowych w podrzędnych barach, emanując aurą niewymuszonego luzu, a teraz jestem krytykowany za mój wygląd we własnej kuchni przez maluchy, które niedawno próbowały zjeść garść wilgotnej ziemi. Całe to doświadczenie jest niesamowicie destrukcyjne dla mojego kruchego ego. Spróbujcie zachować godność, gdy dwulatka klepie was po brzuchu i smutno kręci głową, bo nie wyglądacie jak animowany pogromca demonów.

Próba odłączenia machiny szumu

Kiedy neonowe światła i chwytliwe linie basu stają się już nie do zniesienia, musisz wymusić twardy reset ich małych układów nerwowych. Zwykle robisz to, desperacko rzucając iPada poza zasięg ich wzroku, wciskając im w ręce coś z prawdziwego drewna i modląc się, by to analogowe, namacalne doświadczenie powstrzymało je przed próbą wysokiego kopnięcia z kanapy. Właśnie w takich chwilach Drewniany Stojak Edukacyjny | Zestaw Panda Play Gym z Gwiazdką i Namiotem Tipi dosłownie ratuje moje zszargane nerwy.

Trying to unplug the hype machine — Surviving The Kpop Demon Hunters Baby Phase With Twin Toddlers

Kupiliśmy go, bo nasz salon zaczął wyglądać, jakby w szkolnej pracowni plastycznej wybuchła fabryka plastiku. To absolutna oaza spokoju. Minimalistyczna drewniana rama w kształcie litery A stanowi eleganckie tło, a dziewczynki ku mojemu zaskoczeniu uwielbiają uroczą, szydełkowaną pandę. Czasami używają małego drewnianego tipi jako „bezpiecznej strefy” przed wyimaginowanymi demonami cienia, czego wprawdzie nie było w broszurze producenta, ale działa to rewelacyjnie. Stojak jest pięknie wykonany, działa bez żadnych baterii i jest na tyle wytrzymały, by znieść agresywne przypływy czułości ze strony maluchów. A co najważniejsze, nie śpiewa mi piosenek.

Z drugiej strony, mamy też Zestaw Miękkich Klocków Edukacyjnych. No i one są w porządku. Są wykonane z bezpiecznej, nietoksycznej, miękkiej gumy i rzekomo uczą prostych pojęć matematycznych oraz logicznego myślenia. W rzeczywistości, w naszym domu służą wyłącznie jako pastelowe pociski. Dziewczynki je uwielbiają, ale głównie dlatego, że całkiem fajnie odbijają się od mojego czoła, gdy jedna z nich wykrzykuje okrzyk bojowy zasłyszany w filmie. Przypuszczam, że materiał wolny od BPA spełnia swoje zadanie, nie powodując u mnie wstrząśnienia mózgu, ale nie powiedziałbym, że na razie kształtują one u nich jakiś głęboki geniusz matematyczny. Są po prostu okej.

Odkryj naszą kolekcję cudownie cichych, działających bez baterii drewnianich stojaków edukacyjnych, jeśli desperacko potrzebujesz zresetować atmosferę w swoim salonie.

Sen, a raczej jego brak

Oczywiście prawdziwy problem z wystawianiem maluchów na nadprzyrodzoną popową ekstrawagancję dla starszych dzieci (PG) pojawia się, gdy zachodzi słońce. Nasz pediatra uprzejmie wymamrotał coś o tym, że mózgi małych dzieci to w zasadzie chaotyczne małe gąbki, które chłoną wszelkie wizualne śmieci, na jakie je narazimy. Oznacza to, że kiedy widzą na ekranie animowanego demona ze świecącymi na czerwono oczami, nie do końca rozumieją, że ten sam demon nie pójdzie za nimi do łazienki.

Zwyczajnie nie wykształciły jeszcze w sobie niezbędnego systemu segregowania informacji, by oddzielić fikcyjny problem gwiazdy popu od realnego zagrożenia ukrywającego się rzekomo w szafce na pościel. Strona 47 mojego mocno pogniecionego poradnika dla rodziców sugeruje, by zachować spokój i racjonalnie wyjaśnić im pojęcie fikcji, co okazało się głęboko bezużyteczne o 3 nad ranem, gdy jedna z bliźniaczek gwałtownie wskazywała na cień na ścianie. Zasadniczo musisz je po prostu tulić w ciemności i brnąć na oślep przez ten płacz, dopóki znowu nie padną z wyczerpania.

Kiedy nieuchronnie budzą się z krzykiem z powodu tych nocnych lęków, zazwyczaj są mocno spocone. To absolutny koszmar, gdy próbuje się w ciemności zdjąć wilgotnego, syntetycznego pajacyka z rzucającego się malucha. Właśnie dlatego całkowicie przerzuciliśmy się na Body Niemowlęce z Bawełny Organicznej. Ten materiał pięknie oddycha. Dzięki 95% bawełny organicznej jest niezwykle miękki dla ich wrażliwej skóry, a kopertowe zakładki na ramionach pozwalają mi zsunąć całe ubranko w dół, przez nóżki, gdy o 3 w nocy wydarzy się pieluszkowa katastrofa, zamiast przeciągać zabrudzone ciuszki przez ich małe główki. Domieszka elastanu to absolutne wybawienie, gdy siłujesz się z maluchem, któremu wydaje się, że kosz na pranie patrzy na niego dziwnym wzrokiem. To tylko drobne ułatwienie, ale gdy jesteś pokryty śliną i skrajnie niewyspany, bierzesz każde małe zwycięstwo.

Ponieważ ostatecznie ten szał i tak minie. Zapomną teksty piosenek, pluszaki na stałe zgubią się gdzieś pod kanapą, a my przejdziemy do kolejnego głęboko irytującego zjawiska kulturowego. Ale do tego czasu będę po prostu tu siedział, chowając się za kuchenną wyspą, pijąc zimną kawę i próbując przypomnieć sobie, jak leciał bridge w „Golden”.

Gotowi odzyskać pokój dziecka z neonowych szponów animowanych supergwiazd? Odkryjcie pełną kolekcję wyciszających, organicznych niezbędników dla niemowląt od Kianao, zanim pojawi się nieunikniony sequel i będziemy musieli przechodzić przez to wszystko od nowa.

Często Zadawane Pytania

  1. Czy dwulatki naprawdę są wystarczająco duże, by oglądać ten film?
    Absolutnie nie, chociaż życzymy powodzenia w całkowitym trzymaniu ich z dala od niego, jeśli mają starsze kuzynostwo lub chodzą do żłobka, gdzie ścieżka dźwiękowa jest puszczana w kółko. Film ma oficjalną kategorię wiekową PG (za zgodą rodziców), co oznacza, że mroczne i demoniczne obrazy są zdecydowanie zbyt intensywne dla dzieci, które wciąż boją się dźwięku wyskakujących z tostera grzanek.
  2. Jak pozbyć się ścieżki dźwiękowej z głowy?
    Jeśli znajdziesz na to jakieś lekarstwo, koniecznie daj mi znać, bo od trzech tygodni nucę bridge z „Golden”, stojąc w kolejce do kasy w Tesco.
  3. Dlaczego ekologiczne zabawki są lepsze dla przebodźcowanych maluchów?
    Kiedy ich małe układy nerwowe są całkowicie wyczerpane oglądaniem jaskrawych pikseli migających na ekranie, podarowanie im czegoś w pełni ugruntowanego w rzeczywistości — jak gładki kawałek naturalnego drewna — pomaga im zejść z powrotem na ziemię, a przynajmniej powstrzymuje je od kręcenia się w kółko aż do zwymiotowania.
  4. Czy maskotka Baby Saja jest chociaż urocza?
    Można by polemizować, bo wszystko zależy od tego, czy po trzech godzinach snu uznasz nadpobudliwą latającą kulkę futra o niepokojąco piskliwym głosie za uroczą, czy też za dogłębnie irytującą.