Stałam w kuchni o 6:15 rano, rozumiecie? Miałam na sobie wyblakłą koszulkę Megadeth Dave'a z dosłowną dziurą pod lewą pachą i ślepo gapiłam się w telefon, podczas gdy moja kawa w zastraszającym tempie stawała się lodowata. A to dlatego, że prowadziłam trzy osobne konwersacje na temat naszych wieczornych planów i absolutnie żadna z nich w niczym mi nie pomagała.

Moja teściowa pisała do mnie WIELKIMI LITERAMI, że "dosłownie ogłuszę" jej wnuki i pytała, czy ma przyjechać i zorganizować interwencję. Moja 22-letnia kuzynka Ash, uroczo bezdzietna i posiadająca tyle energii, że jestem o nią chorobliwie zazdrosna, pisała: "Omg, trasa baby metal to totalny sztos, musicie wziąć ich pod scenę do pogo". A do tego dochodziło jeszcze mgliste wspomnienie naszego pediatry, dr. Millera, który posłał mi głęboko zmęczone spojrzenie znad okularów, kiedy mimochodem wspomniałam o tym pomyśle na bilansie czterolatka Leo.

Stałam tam tylko, myśląc: co my do cholery robimy?

Zabranie dzieci na głośny koncert to i tak logistyczny koszmar, a co dopiero na koncert baby metalu? Jeśli nie wiecie, czym jest BABYMETAL, wyobraźcie sobie piskliwy, niesamowicie wpadający w ucho japoński pop brutalnie zderzający się z podwójną stopą perkusyjną, ciężkimi gitarami i strojami gotyckich cheerleaderek. To totalny chaos. I jest niesamowity. Moja siedmioletnia córka, Maya, obejrzała pół roku temu jedno wideo na telefonie Dave'a i uznała, że ta estetyka to teraz cała jej osobowość. A mój mąż Dave, który zazwyczaj słucha tylko zespołów z nieczytelnymi, kolczastymi logo, brzmiących jak wściekłe niedźwiedzie walczące w jaskini, ma na ich punkcie totalnego bzika.

Więc Dave kupił bilety. Dla nas wszystkich. Włączając w to Leo, który ma cztery lata, ale zachowuje się jak dziki szop pracz na cukrowym haju.

Absolutny koszmar maleńkich bębenków usznych

Największym źródłem mojego paraliżującego lęku związanego z całym tym przedsięwzięciem był hałas. Bo koncerty są głośne, ale koncerty metalowe to fizyczny atak na organizm. Przyparłam do muru dr. Millera w tej sprawie, a on zaczął rzucać hasłami typu "trwałe uszkodzenie" i powoływać się na Światową Organizację Zdrowia.

Wydaje mi się, że kanał słuchowy dziecka jest o wiele mniejszy niż nasz, więc dźwięki o wysokiej częstotliwości po prostu odbijają się wewnątrz ich malutkich czaszek i ulegają wzmocnieniu? Nie wiem, ledwo zdałam biologię w liceum, więc moje pojęcie o akustyce jest w najlepszym razie znikome. Rzecz w tym, że koncert heavy metalowy to około 120 decybeli. Co podobno odpowiada staniu bezpośrednio obok silnika odrzutowego. Przy takiej głośności uszkodzenie słuchu następuje w kilka minut.

I nie można po prostu użyć tych miękkich, piankowych zatyczek do uszu, które rozdają na budowach. Kiedyś spróbowałam dać Leo taką piankową zatyczkę podczas głośnej parady z okazji 4 lipca, a on natychmiast wyciągnął ją z ucha, obejrzał i spróbował zjeść. Ogromne ryzyko zadławienia. Musieliśmy więc zainwestować w solidne, nauszne słuchawki z pasywną redukcją hałasu. Wyglądały na jego głowie na gigantyczne. Przypominał niezwykle malutkiego kontrolera ruchu lotniczego. Ale zadziałały.

Nawigacja wśród zagrożeń biologicznych lepkiej podłogi

Kiedy wreszcie dotarliśmy na miejsce, przebodźcowanie uderzyło w nas natychmiast. Światła, bas wibrujący w mojej klatce piersiowej i ta ogromna liczba ludzi w czarnym dżinsie w niewentylowanym pomieszczeniu.

Navigating the sticky floor biohazards — Taking Your Kids On A Baby Metal Tour Without Losing Your Mind

W pewnym momencie Leo, który był przypięty do klatki piersiowej Dave'a w nosidle ergonomicznym (bo wózki w tłumie to jakiś żart), wkurzył się na stroboskopy. Gwałtownie wypluł smoczek. Widziałam, jak leci w powietrzu w zwolnionym tempie.

Wiecie, z czego składa się podłoga w klubie na płycie z miejscami stojącymi? To nie jest beton. To zagrożenie biologiczne złożone z rozlanego piwa IPA, potu, błota i dekad złych decyzji. Jeśli smoczek uderzy w tę podłogę, to dla mnie nie istnieje. Kopiemy grób i organizujemy mu pogrzeb.

Ale dzięki Bogu, przypięłam go do jego kurtki za pomocą zawieszki do smoczka od Kianao. Szczerze mówiąc, kupiłam akurat tę, bo drewniane koraliki pasowały do jego małego grungowego stroju, ale ten metalowy klips trzyma jak drzwi do sejfu. Zacisnął się na jego kołnierzyku i za nic nie chciał puścić, ratując smoka przed lądowaniem w toksycznym szlamie w dole. Smoczek dyndający centymetr nad podłogą był moim największym sukcesem w tamtym tygodniu. Gorąco polecam.

Wzięłam też gryzak Pandę, żeby zająć czymś jego rączki. Leo technicznie rzecz biorąc wyrósł już z fazy niemowlęcej, ale nadal agresywnie żuje swoje palce, gdy jest przebodźcowany. Kiedy piszę o nim do znajomych, mam ochotę nazywać go "małym potworem", ale tak naprawdę Leo sam nazywa swoje ulubione głośne piosenki "baby m", ponieważ nie potrafi jeszcze do końca wymówić słowa "muzyka". Tak czy inaczej, silikonowa panda uratowała nam życie. Kiedy Dave nieuchronnie upuścił ją do uchwytu na kubek w naszym samochodzie (który jest obecnie pokryty tajemniczą lepką substancją), przed wejściem do środka mogłam po prostu przetrzeć ją chusteczką nawilżaną. Leo żuł ją przez cały support.

Miękkie, estetyczne zabawki kontra rzeczywistość

Stojąc z tyłu sali i trzymając te spocone dzieci, śmiałam się sama do siebie, myśląc o tym, jak bardzo zdegenerował się mój styl rodzicielstwa. Kiedy Leo był noworodkiem, miałam ogromne złudzenie, że wychowam spokojne, "estetyczne" dziecko otoczone neutralnymi kolorami, które bawi się wyłącznie bezgłośnymi, organicznymi materiałami.

Kupiłam nawet drewniany stojak edukacyjny (Baby Gym) od Kianao. Posłuchajcie, on wygląda po prostu olśniewająco. Został zrobiony z przepięknego, zrównoważonego drewna i przypomina dzieło sztuki nowoczesnej w salonie. Mały rzeźbiony słonik jest uroczy. Ale szczerze? W naszym przypadku sprawdził się tylko na chwilę, bo Leo bawił się nim przez dokładnie trzy tygodnie, zanim zdecydował, że woli chaos, hałas i destrukcję. Stojak jest piękny i być może Wasze dziecko to pogodny, mały aniołek, który godzinami będzie wpatrywał się w drewnianego ptaszka. Mój jednak wyrósł ze spokojnego klimatu w sekundę, kiedy zorientował się, że może dla zabawy wrzeszczeć. Pogodne drewniane zabawki naprawdę nie przygotowały go na pirotechniczny pokaz świateł.

Jeśli zmagacie się ze światem zewnętrznym z małym człowiekiem u boku i chcecie zaopatrzyć się w sprzęt, który faktycznie przetrwa rzeczywistość rodzicielstwa, sprawdźcie organiczne kolekcje i produkty dla dzieci od Kianao. Robią piękne rzeczy, które są w stanie przetrwać starcie z dzikimi maluchami.

Gdzie staliśmy, żeby nikt nas nie zmiażdżył

No to tak – logistyka fizycznego przetrwania w metalowym tłumie z dziećmi. Tłum na koncercie BABYMETAL jest dziki. Macie tam nastolatki w pełnym cosplayu z anime stojące obok dwumetrowych dryblasów o imieniu Greg, którzy pracują w IT, ale w weekendy noszą nabijane ćwiekami kamizelki. To piękne, ale intensywne doświadczenie.

Where we stood so nobody got crushed — Taking Your Kids On A Baby Metal Tour Without Losing Your Mind

Musieliśmy bardzo strategicznie podejść do naszej lokalizacji. Jeśli kiedykolwiek zdecydujecie się na coś takiego, oto hierarchia miejsc, w których powinniście się ustawić:

  • Pod sceną (The Pit): Absolutnie nie. Nigdy. To tu odbywa się "ściana śmierci", a ludzie dla zabawy rzucają się na siebie ciałami (pogo). Jeśli przyprowadzicie tu dziecko, znaczy to, że postradaliście zmysły.
  • Przy reżyserce dźwięku: Zazwyczaj solidny wybór. Stoją tam inżynierowie dźwięku, więc nagłośnienie jest najlepsze, a ludzie w tylnej i środkowej części sali bywają trochę spokojniejsi. Ale nadal bywa tam tłoczno.
  • Miejsca VIP: Jeśli na trasie są dostępne balkony z miejscami siedzącymi, wydajcie dodatkowe pieniądze. Po prostu to zróbcie. Stanie przez trzy godziny z 15-kilogramowym dzieckiem przypiętym do klatki piersiowej i tak zniszczy wasz odcinek lędźwiowy.
  • Tyły na obrzeżach obok stoiska z preclami: Tam właśnie zamieszkaliśmy. Ziemia obiecana. Blisko toalet, blisko wyjść ewakuacyjnych, mnóstwo przestrzeni do oddychania.

Martwiłam się, że w klubie będzie za gorąco, ale szczerze mówiąc, po prostu co dwadzieścia minut podawaliśmy dzieciom plastikowy kubek z wodą i wszystko było w porządku. Nie roztopiły się.

Spadek adrenaliny

Zanim nadszedł czas na bisy, Maya stała na butach Dave'a, ubrana w koszulkę z trasy koncertowej, która sięgała jej do kolan, i na całe gardło wykrzykiwała tekst "Gimme Chocolate!!". A Leo? Leo dosłownie zasnął w nosidle. Tak, zasnął. Podczas gdy podwójna stopa perkusyjna sprawiała, że zęby dzwoniły mi w czaszce. Maluchy są kompletnie pozbawione logiki.

I wiecie co? Społeczność metalowa była dla nich niesamowicie urocza. Gigantyczni, przerażająco wyglądający faceci z tatuażami na szyi rozstępowali się jak Morze Czerwone, żebyśmy mogli przejść do toalety. Kobieta z różowymi włosami kupiła Mayi lemoniadę. To nie był ten przerażający koszmar, który przewidywała moja teściowa.

Czy to było wyczerpujące? Tak. Następnego ranka czułam się, jakby potrąciła mnie ciężarówka. Czy zrobię to ponownie? Prawdopodobnie tak, jak tylko odzyskam zdrowe zmysły. Ale następnym razem na pewno pamiętam o zabraniu zatyczek do uszu dla siebie, bo w uszach dzwoniło mi aż do wtorku.

Zanim zaciągniecie własne potomstwo w głośne miejsce i zaryzykujecie totalną histerię na parkingu, upewnijcie się, że macie sprzęt, który utrzyma ich smoczki z dala od podłogi i zajmie czymś ich rączki. Gryzaki i zawieszki od Kianao złapiecie dokładnie tutaj.

Pytania, które ciągle zadawali mi o to moi krewni

Czy dzieci mogą tak szczerze pójść na koncert metalowy i nie nabawić się traumy?

Słuchajcie, każde dziecko jest inne. Maya uwielbiała ten teatralny aspekt. Leo był po prostu szczęśliwy, że może patrzeć na światła, dopóki nie odleciał. Ale jeśli macie dziecko, które jest bardzo wrażliwe na nagłe dźwięki, stroboskopy lub wpadających na nie obcych ludzi, koncert metalowy prawdopodobnie nie będzie dobrym pomysłem. Musicie znać próg przebodźcowania swojego dziecka. Poszliśmy tam w pełni przygotowani na wyjście po dwóch piosenkach, gdyby im się nie spodobało. Musicie być gotowi na stratę pieniędzy za bilety, jeśli coś pójdzie nie tak.

Jaka ochrona słuchu autentycznie sprawdza się u dzieci?

Nie zawracajcie sobie głowy piankowymi zatyczkami do uszu. Nie mieszczą się w malutkich kanałach słuchowych, ciągle wypadają i stwarzają ogromne ryzyko zadławienia, jeśli Wasze dziecko postanowi sprawdzić, jak smakują. Potrzebujecie nausznych słuchawek z pasywną redukcją hałasu, przeznaczonych specjalnie dla niemowląt i małych dzieci. Niech ponoszą je po domu przez kilka dni przed koncertem, żeby przyzwyczaić się do tego uczucia, inaczej po prostu zerwą je z głowy w sekundę po tym, jak zespół zacznie grać.

Jak poradzić sobie ze zmianą pieluchy w klubie?

Z wielkim trudem i przy bardzo niskich standardach. Większość undergroundowych klubów czy starszych sal koncertowych nie ma w toaletach nieskazitelnie czystych przewijaków. Zrobiliśmy taktyczną zmianę pieluchy w bagażniku naszego SUV-a na parkingu tuż przed wejściem i modliliśmy się, żeby wytrzymała. Gdybyśmy musieli przebierać go w środku po jakiejś "awarii", Dave prawdopodobnie musiałby trzymać Leo unoszącego się w powietrzu, podczas gdy ja agresywnie bym go wycierała. Ubierzcie ich w coś, co w nagłym wypadku bardzo łatwo ściągnąć.

Czy muszę brać wózek?

Boże, nie. Wózek w tłumie z miejscami stojącymi to broń i obciążenie. Nie dacie rady przepchnąć go przez morze ciasno stłoczonych ciał, ludzie będą potykać się o kółka w ciemności i utkniecie na dobre. Chustonoszenie i nosidła to jedyne słuszne wyjście. Umieśćcie dziecko w porządnym nosidle ergonomicznym na klatce piersiowej lub plecach. Trzyma to malucha wysoko z dala od rozlanych drinków, zapobiega przypadkowemu kopnięciu i utrzymuje go w bezpiecznej pozycji, gdy tłum nagle napiera.