Jest wtorek, 6:15 rano, a ja wciąż mam na sobie wczorajsze legginsy do jogi i trzymam kubek z kawą, którą podgrzewałam w mikrofali już dwa razy. Leoś ma dziesięć miesięcy i siedzi na dywanie w salonie. Właśnie zbudowałam wspaniałą, stabilną architektonicznie wieżę z pięknych, estetycznych drewnianych klocków. Czekam na ten wielki krok w jego rozwoju. Na ten magiczny, idealny na Instagrama moment, w którym moje genialne dziecko kładzie ostatni klocek na samym szczycie i patrzy na mnie nagłym, pełnym intelektualnej jasności wzrokiem.

Zamiast tego mały chwyta najcięższy kwadratowy klocek, patrzy mi prosto w oczy i z pełnym rozmachem rzuca nim przez cały pokój, aż klocek z hukiem uderza w listwę przypodłogową.

Bach. Kot w panice chowa się pod kanapę. Mój mąż Dave, który właśnie nalewa sobie kawę w kuchni, krzyczy: „Czy to telewizor?!”.

Nie, Dave. To tylko brutalna rzeczywistość zabawy klockami.

Kupujesz te wspaniałe zestawy, myśląc, że urodziłaś małego architekta, ale szczerze? Przed pierwszymi urodzinami dzieci to po prostu mali eksperci od demolki. Nie chcą budować. Chcą chaosu. Przy moim pierwszym dziecku, Mai, strasznie się tym stresowałam – o 2:00 w nocy googlowałam, czy aby na pewno nie ma opóźnień w rozwoju motorycznym, bo traktowała klocki jak piłki do baseballa. Zmierzam do tego, że z twoim dzieckiem jest wszystko w porządku, nawet jeśli za nic w świecie nie chce układać klocków jeden na drugim.

Dlaczego one po prostu chcą wszystkim rzucać?

Na bilansie rocznym Leosia, kiedy narzekałam na to ciągłe rzucanie, nasza pediatrka powiedziała mi coś, co kompletnie zwaliło mnie z nóg. Wyjaśniła, że burzenie i rzucanie to tak naprawdę nauka fizyki. Grawitacja. Związek przyczynowo-skutkowy. Możesz wziąć to do siebie, kiedy mały ciska drewnianą kostką prosto w twoje kolano, ale to nie złośliwość – to czysta nauka.

O rany, i jeszcze faza pojemników. Macie już za sobą fazę pojemników? To absolutnie najdłuższy i najbardziej obciążający psychicznie etap wczesnego rozwoju. Leoś ma teraz obsesję na punkcie wkładania klocków do metalowej miski, a następnie wysypywania ich na drewnianą podłogę. W kółko. W kółko. I w kółko. Hałas jest ogłuszający. Czasem czuję się, jakbym mieszkała w dzwonnicy. Najpierw ostrożnie wkłada jeden klocek do miski, zagląda do środka, jakby sprawdzał, czy zniknął w innym wymiarze, a potem wywraca całość do góry nogami. Potrafi to robić przez pełne dwadzieścia minut, podczas gdy ja próbuję napisać maila na telefonie. Nasza pediatrka twierdzi, że to wysypywanie i napełnianie to ich sposób na opanowanie wyobraźni przestrzennej i pojęcia objętości, co w sumie jest super, ale wytrzymanie tego hałasu wymaga cierpliwości anioła.

W końcu, w okolicach 14. miesiąca, dzieci wpadają na to, jak położyć jeden klocek na drugim, ale w sumie – nieważne.

A kiedy biorą dwa klocki i bez przerwy uderzają nimi o siebie tuż przy twoim uchu? W ten sposób ćwiczą koordynację obustronną i przetwarzanie słuchowe. Dla mnie to przyprawiający o ból głowy koszmar, ale najwyraźniej oznacza to, że ich mózg pracuje idealnie.

Panika o to, co tak naprawdę ląduje w ich buziach

Kiedyś myślałam, że „drewniane” automatycznie znaczy „bezpieczne”. Byłam tak boleśnie naiwna, kiedy urodziła się Maya. Kupiłam tani zestaw klocków na jakiejś przypadkowej stronie z wyprzedażami, bo na zdjęciach wyglądały uroczo. Tydzień później zorientowałam się, że pachną jak dosłowna fabryka chemiczna. Jak dziwna mieszanka benzyny i tanich perfum. Mimochodem wspomniałam o tym mojej pediatrce (która znosi wszystkie moje neurozy z niesamowitą gracją), a ona powiedziała mi, że w wielu tanich płytach wiórowych używa się klejów formaldehydowych. Formaldehyd! Dokładnie to, czego na lekcjach biologii używa się do konserwowania martwych żab.

The panic over what's actually in their mouths — The Great Baby Block Myth (Why Your Kid Only Throws Things)

Więc tak, naprawdę musicie szukać nietoksycznych klocków dla niemowląt wykonanych z prawdziwego, litego drewna – na przykład klonu, buku czy drewna kauczukowego. Wykończenie ma też ogromne znaczenie, ponieważ każdy, dosłownie każdy klocek trafi prosto do buzi w ciągu pięciu sekund od dotknięcia. Szukajcie barwników na bazie wody albo naturalnych substancji, takich jak wosk pszczeli czy oleje dopuszczone do kontaktu z żywnością. Jeśli nie potrafisz wymówić nazwy powłoki, albo jeśli strona internetowa nie podaje wprost, co to jest – nie pozwól dziecku tego gryźć.

Ale dobra, muszę wam się do czegoś przyznać. Chociaż uwielbiam piękną estetykę naturalnych drewnianych klocków, mój absolutnie ulubiony zestaw w tej chwili wcale nie jest z drewna.

To Zestaw Miękkich Klocków dla Niemowląt od Kianao. Są zrobione z miękkiej gumy. Kupiłam je na początku, bo Leoś rzucał ciężkimi drewnianymi klockami w kota, a ja miałam już dość przepraszania naszego zwierzaka. Te są miękkie, więc kiedy mały nieuchronnie ciska jednym prosto w moją głowę, po prostu się odbijają. Nie robią też wgnieceń w podłodze podczas jego rytuału z metalową miską. I, o kurczę, unoszą się na wodzie w wannie! Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że świetnie sprawdzają się w kąpieli, dopóki Dave przypadkiem nie wrzucił jednego do wody podczas sprzątania łazienki. Są wolne od BPA i formaldehydu, co całkowicie uspokaja moje chemiczne lęki, a do tego mają małe, wypukłe cyferki i zwierzaki, więc służą jako gryzaki, gdy Leosiowi dają się we znaki swędzące dziąsła.

Poza tym mają stonowane, pastelowe kolory makaroników zamiast jaskrawych, plastikowych neonów, więc wcale mi nie przeszkadza, kiedy są rozsypane na dywanie w moim salonie.

Pozwólcie wieżom upadać

Kiedyś coś o tym czytałam – może to był artykuł psychiatry dziecięcego z NYU, a może TikTok jakiegoś terapeuty, nie do końca pamiętam źródło. Ale całe sedno dotyczyło regulacji emocjonalnej. Kiedy maluch w końcu zdoła zbudować małą wieżę z trzech klocków, a ona zaczyna się chwiać i ostatecznie z hukiem upada na ziemię – dziecko się frustruje. To oczywiste. A moim pierwszym matczynym instynktem jest wyciągnięcie ręki i złapanie jej. „Oj nie, kochanie, mama to naprawi!”.

Let the towers fall down — The Great Baby Block Myth (Why Your Kid Only Throws Things)

Nie róbcie tego. Pozwólcie jej upaść.

Podobno doświadczanie tego lekkiego rozczarowania, kiedy wieża upada w bezpiecznym otoczeniu własnego domu, buduje u dzieci odporność emocjonalną. Jeśli bez przerwy będziemy wkraczać, żeby naprawiać ich małe błędy inżynieryjne, nigdy nie nauczą się radzić sobie z porażką. Nie nauczą się próbować od nowa. Teraz więc po prostu siedzę, popijam letnią kawę i entuzjastycznie krzyczę „Bach!”, kiedy wieża się wali. Sprawiamy, że niszczenie staje się częścią zabawy. To całkowicie zmienia klimat – od nadciągającej histerii do radosnej komedii.

A skoro już mowa o rzeczach, które dzieci niszczą, tarzając się po podłodze – porozmawiajmy o tym, co mają na sobie. Kiedy Leoś jest w fazie intensywnej destrukcji i czołga się po dywanie, żeby zburzyć moje starannie wybudowane wieże, prawie zawsze ma na sobie Body Niemowlęce z Bawełny Organicznej. To naprawdę po prostu solidne, niezwykle elastyczne ubranko. Czasami ma dziwne nawroty egzemy pod kolanami i na brzuszku, a zauważyłam, że przez materiały syntetyczne tylko bardziej swędzi go skóra i robi się marudny. Bawełna organiczna faktycznie pozwala jego skórze oddychać. Poza tym to body przetrwało pranie w wysokiej temperaturze chyba z czterdzieści razy z powodu plam po przekąskach i w ogóle nie straciło swojego fasonu. To ubranko odwala naprawdę kawał dobrej roboty.

Rzeczy, które chciałabym wiedzieć, zanim kupiłam miliard zabawek

Kiedy Maya była noworodkiem, zanim jeszcze w ogóle zaczęły ją interesować klocki, dostaliśmy Stojak Gimnastyczny z Jednorożcami. Jest po prostu przepiękny. Drewniany stelaż świetnie wygląda, a te małe zabawki zrobione na szydełku są przeurocze. Prawdę mówiąc, wyrosła z niego, kiedy zaczęła tak na poważnie raczkować w wieku sześciu czy siedmiu miesięcy, więc posłużył krócej niż klocki. Jednak przez to pierwsze półrocze był to jedyny sposób, żeby położyć ją na plecach na tyle długo, bym mogła wziąć szybki, trzyminutowy prysznic bez jej płaczu. Nauczyło ją to wyciągania rączek i chwytania, co pewnie było niezbędnym wstępem do późniejszego rzucania we mnie różnymi przedmiotami.

Ale kiedy przechodzicie na klocki, musicie bardzo uważać na ich rozmiar. Czytałam taki artykuł od specjalistów ds. bezpieczeństwa produktów o cylindrze do testowania ryzyka zadławienia. Ogólnie zasada jest taka: jeśli jakiś przedmiot w całości mieści się w takiej specjalnej rurce testowej, stanowi zagrożenie. Moja pediatrka powiedziała mi, że standardowa rolka po papierze toaletowym to całkiem niezły domowy odpowiednik, ale powiem wam, że ten oficjalny cylinder jest chyba odrobinę mniejszy, ma może z trzy centymetry średnicy? Nie cytujcie mnie, jeśli chodzi o dokładne wymiary, ale chodzi o to, że bezpieczne klocki dla maluchów powinny być mega masywne. Najlepiej takie o grubości co najmniej 4 centymetrów z każdej strony, tak żeby fizycznie nie dało się ich połknąć, bez względu na to, jak bardzo będą próbować.

Bardzo chciałabym też wcześniej wiedzieć, że wysypanie pięćdziesięciu klocków na podłogę naraz powoduje całkowite zwarcie w mózgu dziecka i je przytłacza. Tak naprawdę wystarczy, że dacie im trzy lub cztery klocki do zabawy, a resztę schowacie gdzieś do szafy.

Jeśli próbujecie przeorganizować przestrzeń do zabawy waszego dziecka bez dorzucania kolejnego podejrzanego plastiku na wysypiska śmieci, sprawdźcie kolekcję zabawek edukacyjnych marki Kianao. Mają tam rzeczy, które naprawdę ładnie wyglądają w domu i na pewno nie zatrują waszego dziecka.

Więc następnym razem, gdy twoje dziecko ciśnie klockiem przez pokój, zrób unik, weź głęboki oddech i pamiętaj, że one po prostu zajmują się nauką. Głośną, destrukcyjną i odrobinę niebezpieczną nauką.

Szukasz zabawek, które nie wywołają u ciebie ataku paniki, kiedy maluch nieuchronnie włoży je do buzi? Odkryj naszą pełną ofertę bezpiecznych, nietoksycznych akcesoriów dla niemowląt i zachowaj zdrowy rozsądek!

Trudne pytania o klocki – odpowiadamy

Kiedy moje dziecko zacznie coś naprawdę budować, zamiast tylko to niszczyć?

Szczerze? Pewnie dopiero koło półtora roku. Leoś ma 10 miesięcy i sensem jego życia jest obecnie demolka. Około 12-14 miesiąca mogą nieśmiało postawić jeden klocek na drugim i popatrzeć na ciebie ze wzrokiem, jakby właśnie wynaleźli ogień. W wieku 18 miesięcy mogą już ułożyć wieżę z trzech elementów. Faza zniszczenia tak naprawdę nigdy nie mija, po prostu z czasem przyjmują bardziej przemyślane strategie burzenia.

Czy malowane drewniane klocki są bezpieczne dla ząbkujących maluchów?

Na litość boską, nie pozwalajcie im gryźć tych malowanych klocków w stylu vintage, znalezionych na targu staroci. Nie macie pojęcia, czy farba nie zawiera ołowiu. Kupując nowe drewniane klocki, upewnijcie się, że pomalowano je nietoksycznymi farbami na bazie wody. Dzieci eksplorują buzią dosłownie wszystko. Jeśli farba odpryskuje, wyrzućcie zabawkę. Najlepiej trzymać się naturalnego drewna zabezpieczonego olejami dopuszczonymi do kontaktu z żywnością albo silikonowych klocków do żucia, jeśli twoje dziecko namiętnie wszystko gryzie.

Ilu klocków tak naprawdę potrzebuje niemowlak?

Jeśli dasz im stos pięćdziesięciu klocków, zaczną płakać. Kiedyś to zrobiłam, myśląc, że tworzę magiczną krainę zabawy, a Maya po prostu usiadła na środku tej góry klocków i zaczęła krzyczeć – nadmiar bodźców wizualnych ją przytłoczył. Trzy do pięciu sztuk to aż nadto dla niemowlaka. Resztę trzymaj w koszyku poza zasięgiem ich wzroku i podmieniaj je, gdy maluch się znudzi.

Co jeśli rzucają mi nimi w głowę?

Rób uniki. Nie, no serio, to się po prostu zdarza. Kiedy Leosia bierze na rzucanie, zabieram te ciężkie, drewniane klocki i zamieniam je na miękkie gumowe odpowiedniki. Z dziesięciomiesięcznym dzieckiem się nie dogadasz. „Nie rzucamy twardymi rzeczami” nie ma dla nich absolutnie żadnego znaczenia. Po prostu zabierz amunicję i daj im coś miękkiego do rzucania.

Jak myć drewniane zabawki, żeby ich nie zniszczyć?

Kiedyś totalnie zniszczyłam piękny drewniany gryzak, bo zamoczyłam go w misce z wodą i mydłem. Drewno napuchło, zrobiło się dziwne, szorstkie, a na koniec pękło. Nigdy nie zanurzajcie drewna w wodzie! Wystarczy przetrzeć zabawki wilgotną ściereczką z odrobiną delikatnego mydła, a potem zostawić do całkowitego wyschnięcia na powietrzu. Jeśli drewno zacznie wyglądać na suche i matowe, możecie natrzeć je odrobiną oleju kokosowego lub wosku pszczelego, żeby odzyskało swój naturalny urok.