Stałam w kolejce do kasy w supermarkecie w 2019 roku, balansując mrożoną pizzą na biodrze, bo nie wzięłam wózka, kiedy zaczęły spływać do mnie sprzeczne rady. Maya miała około pięciu miesięcy i miała na sobie musztardowe body, które było całkowicie, ale to całkowicie przesiąknięte śliną. Poważnie, wyglądała, jakby dopiero co wyszła z basenu. Kasjerka, przemiła starsza pani, pochyliła się i powiedziała: „Och, biedactwo ząbkuje, proszę jej po prostu wetrzeć odrobinę burbona w dziąsła przed snem”. Eeee, no nie. Chwilę później zabrzęczał mój telefon – to był SMS od teściowej, która stwierdziła, że stan podgorączkowy Mayi to „tylko wyrzynające się ząbki” i żebym kupiła naszyjnik z bursztynu. A potem podszedł mój mąż, Dave, wręczył mi moją trzecią mrożoną kawę tego ranka, spojrzał na nasze marudzące, zaślinione dziecko i z przekonaniem oznajmił: „Myślę, że to po prostu skok rozwojowy”.
Troje ludzi. Trzy zupełnie różne opinie na temat tego, co działo się w buzi mojego dziecka. Pamiętam, jak wyszłam do naszej Hondy CR-V, usiadłam na fotelu pasażera z wyblakłymi, czarnymi legginsami do jogi przyklejonymi do nóg i po prostu tępo zapatrzyłam się w przestrzeń.
Bo tak właściwie, to kiedy dzieci ząbkują? Nie miałam zielonego pojęcia. Myślałam, że to się dzieje, no wiecie, koło trzeciego miesiąca. A może dziewiątego? O 3 w nocy Dave dosłownie wpisał w telefon „jak ulżyć ząbkującemu dzuecku”, bo jego kciuki były tak zmęczone, że zapomniały, jak się pisze, a internet w zasadzie po prostu wrzasnął na nas dwudziestoma różnymi harmonogramami. Mam nawet desperackiego SMS-a do mojej siostry z tamtego okresu, w którym pytam „kiedy kończą sie ząbki”, ponieważ byłam tak niewyspana, że traciłam zdolność poprawnego posługiwania się ojczystym językiem.
W każdym razie chodzi o to, że nikt tak naprawdę nie mówi ci, jak ten cały proces wygląda w praktyce, dopóki nie znajdziesz się w samym jego środku, pokryta śliną i zastanawiająca się, czy jeszcze kiedykolwiek prześpisz całą noc. Masakra.
Zaraz, to kiedy właściwie wyrzyna się ten pierwszy ząb?
Próba dowiedzenia się, kiedy u dzieci pojawiają się zęby, to w zasadzie trening anielskiej cierpliwości. Okazuje się, że nie ma jednego konkretnego dnia, który można by zaznaczyć w kalendarzu. Nasza wspaniała, wiecznie napędzana kofeiną pediatra, dr Miller, powiedziała mi, że to naprawdę bardzo szeroki przedział czasowy.
U Leo, naszego najstarszego, dwie dolne jedynki – podobno nazywają się dolnymi siekaczami przyśrodkowymi, co brzmi dla mnie jak zęby dinozaura – przebiły się, gdy miał ledwie cztery miesiące. Był maleńkim, łysym ziemniaczkiem i nagle w jego buzi pojawiły się te dwa ostre jak brzytwa, białe odłamki. To było przerażające. Za każdym razem, gdy się uśmiechał, wyglądał jak mała, agresywna halloweenowa dynia.
A Maya? Maya dostała swojego pierwszego zęba dopiero, gdy miała prawie jedenaście miesięcy. W panice niemal zaciągnęłam ją do dentysty, przekonana, że już na zawsze zostanie bezzębnym dziąślakiem. Dr Miller tylko wzruszyła ramionami i powiedziała, że to absolutnie normalne, że niektóre dzieci po prostu się nie spieszą, i że powinnam się martwić lub szukać pomocy dentysty dziecięcego dopiero, gdy skończy 15-18 miesięcy bez ani jednego ząbka. Więc wiecie, kiedy w końcu dzieciom wyrastają te zęby? Zazwyczaj gdzieś między czwartym a dwunastym miesiącem. Najczęściej najpierw dwie dolne jedynki, potem dwie górne, a potem jakoś tak zaczynają wypełniać luki parami, aż do momentu, gdy w wieku trzech lat mają pełny zestaw 20 zębów. Co wydaje się dość agresywną liczbą zębów jak na malucha, no ale co ja tam wiem.
Cały ten mit z gorączką (na który totalnie dałam się nabrać)
Zatrzymam się przy tym na chwilę, bo byłam tak potwornie wprowadzona w błąd. Byłam święcie przekonana – bo tak mówiła moja mama, a jej mama mówiła to jej – że ząbkowanie wywołuje gorączkę.

Kiedy Leo miał około siedmiu miesięcy, obudził się gorący jak mały kaloryfer. Zmierzyłam mu temperaturę, miał 38,4°C i agresywnie gryzł swoją pięść. Po prostu założyłam: o, okej, idą kolejne zęby, musimy to po prostu przetrwać. Przez dwa dni nawet nie zadzwoniłam do lekarza. Kiedy w końcu zaciągnęłam spoconego, nieszczęśliwego Leo do przychodni, mając na sobie piżamę o 14:00, dr Miller spojrzała na mnie z bardzo łagodnym, pełnym litości wyrazem twarzy.
Powiedziała mi, że ząbkowanie nie wywołuje prawdziwej gorączki. Temperatura powyżej 38°C nie bierze się od zębów przebijających się przez dziąsła. Wyjaśniła, że dokładnie w czasie, gdy dzieci zaczynają ząbkować, słabnie ich odporność przekazana przez matkę, a one same jednocześnie wpychają do buzi absolutnie każdy pokryty zarazkami przedmiot, jaki tylko znajdą, by ukoić swędzące dziąsła. Nie są chore *z powodu* ząbkowania, są chore, bo właśnie polizały podłogę w poczekalni, próbując podrapać sobie dziąsła. Leo miał infekcję ucha. Poczułam się jak najgorsza matka na świecie. O rany.
Więc tak, wzmożone ślinienie? Owszem. Gryzienie psiego ogona? Tak. Lekkie marudzenie i kompletnie zrujnowany sen? Absolutnie. Ale prawdziwa gorączka oznacza, że złapały jakiegoś wirusa lub bakterię. Aha, ludzie mówią też, że od ząbkowania dostaje się biegunki, co według dr Miller również jest nieprawdą, więc wiecie, tyle w temacie.
Co tak naprawdę wciskaliśmy im do buzi
Kiedy ślina leje się strumieniami, a dziecko krzyczy, zaczynasz być zdesperowana. I szczerze mówiąc, gryzak gryzakowi nierówny. Kupiliśmy tyle plastikowego chłamu w wielkich marketach, zanim naprawdę zaczęłam zwracać uwagę na to, co moje dzieci wkładają sobie do buzi na wiele godzin każdego dnia.
Moim absolutnym Świętym Graalem i kołem ratunkowym, bez którego nie mogłabym żyć przy Mayi, był Gryzak Wiewiórka. Doskonale pamiętam jazdę do teściów na święta – padało, korki były koszmarne, a Maya w foteliku samochodowym odchodziła od zmysłów. Sięgnęłam na oślep do torby z pieluchami, wyciągnęłam tę miętową silikonową wiewiórkę i podałam jej do tyłu. Natychmiastowa cisza. Kształt pierścienia ma po prostu idealny rozmiar, więc mogła go spokojnie trzymać sama, nie upuszczając go co cztery sekundy, i żuła ten mały detal w kształcie żołędzia, jakby to była jej praca. Uwielbiam to, że to po prostu jeden lity kawałek silikonu spożywczego, żadnych dziwnych szczelin, w których mogłaby rosnąć pleśń, i mogłam go dosłownie wrzucić do zmywarki. Gdybym miała kupić prezent na baby shower dla świeżo upieczonej mamy, to właśnie to włożyłabym do koszyka.
Dla Leo mieliśmy też Grzechotkę Gryzak Króliczek. I słuchajcie, to jest nieziemsko urocze. Te małe szydełkowe uszy królika wyglądają uroczo na zdjęciach, a twardy drewniany pierścień wyraźnie mu odpowiadał, bo łagodził ucisk na dziąsła. Ale tak szczerze? Część z włóczki błyskawicznie nasiąka śliną. Po prostu w mgnieniu oka. Złapałam się na tym, że ciągle musiałam ręcznie prać szydełkową część, a czekanie, aż wyschnie na powietrzu, kiedy twoje dziecko właśnie o nią wrzeszczy, to średnia zabawa. Jest to piękne jako dodatek do pokoiku, ale może nie być tym niezawodnym ratunkiem do zadań specjalnych, którego potrzebujesz podczas kryzysu ząbkowego o trzeciej w nocy.
A ponieważ niemowlęta uwielbiają rzucać to, co przynosi im największą ulgę, prosto na brudną podłogę, ostatecznie zainwestowaliśmy w Drewniano-Silikonowe Zawieszki do Smoczka. Kiedyś pozwalałam gryzakowi upaść na ziemię, wycierałam go o dżinsy i oddawałam – co prawdopodobnie tłumaczy, dlaczego tak często łapali przeziębienia. Te zawieszki wystarczy przypiąć do ubranka, dzięki czemu wiewiórka naprawdę nie ląduje w brudzie. W dodatku silikonowe koraliki na samym klipsie stały się dodatkową zabawką do gryzienia. Wybawienie.
Jeśli jesteś właśnie na froncie śliniących się dni, zrób sobie przysługę i przejrzyj ekologiczną kolekcję na ząbkowanie – znalezienie czegoś bezpiecznego i łatwego w czyszczeniu to połowa sukcesu.
Rzeczy, które naprawdę mnie przerażają
W każdym razie, kiedy dr Miller uświadomiła mi całą sprawę z gorączką, kazała mi również obiecać, że wyrzucę żele znieczulające, które kupiliśmy w aptece, i abym nawet nie patrzyła na te plastikowe pierścienie wypełnione płynem, czy te przerażające bursztynowe naszyjniki, które najwyraźniej nie robią nic poza stwarzaniem ryzyka uduszenia.

Podobno istnieją poważne ostrzeżenia przed żelami na ząbkowanie z benzokainą lub belladonną, ponieważ mogą one powodować bardzo rzadkie, ale śmiertelne skutki uboczne u niemowląt? To przerażające, że nadal sprzedają je na półkach zaraz obok szamponu dla dzieci. A te pierścienie z płynem – jeśli u twojego dziecka naprawdę wyrośnie mały, ostry ząbek, może ono przebić plastik i wypić tę dziwną, niebieską, chemiczną wodę, która jest w środku. Po prostu... nie. Zostaliśmy przy litym silikonie, zimnych myjkach z lodówki i czasami przy odpowiedniej do wagi dawce paracetamolu dla niemowląt, kiedy w środku nocy było już naprawdę, ale to naprawdę źle.
Ten moment, kiedy próbowałam umyć jeden jedyny ząbek
Mogłoby się wydawać, że kiedy ząb już się wyrznie, to najgorsze minęło. Ha. Wtedy trzeba zacząć go szczotkować. Nasz dentysta dziecięcy powiedział nam, że musimy zacząć myć zęby w momencie, gdy pierwsza mała biała czapeczka przebije linię dziąseł, używając odrobiny pasty z fluorem, wielkości ziarenka ryżu.
Próba umycia jednego zęba u półrocznego dziecka przypomina próbę umycia zębów wściekłemu, śliskiemu borsukowi. Gryzą szczoteczkę. Próbują wyssać z niej pastę. Rzucają się we wszystkie strony. W zasadzie musisz położyć je na podłodze, wytrzeć mokrą od śliny brodę miękką szmatką, żeby zapobiec nieuchronnej wysypce, wkroczyć do akcji na pięć sekund miękką silikonową szczoteczką na palec i modlić się, że zrobiłaś wystarczająco dużo, żeby powstrzymać próchnicę butelkową.
To jest brudna robota, wyczerpująca i masz wrażenie, że trwa w nieskończoność. Ale potem, pewnego dnia, mają cztery lata, wcinają jabłka, jak gdyby nigdy nic, a ty jakoś tak zapominasz, jak ciężkie tak naprawdę były te zaślinione, nieprzespane miesiące.
Zanim zagłębisz się w dziwne pytania, które zwykle zadają mi koleżanki spodziewające się pierwszego dziecka, weź głęboki oddech. Przejdziesz przez to. Sprawdź bezpieczne, nietoksyczne akcesoria do ząbkowania od Kianao, żeby trochę ułatwić tę podróż i sobie, i maluchowi.
Chaotyczne FAQ, na które zawsze w końcu odpowiadam
Czy dzieci dużo śpią podczas ząbkowania?
O rany, bardzo bym chciała. Z mojego doświadczenia wynika, że śpią znacznie mniej. Albo raczej śpią w okropnych, poszarpanych fragmentach, bo pulsuje im w buzi. Ciśnienie rośnie dokładnie w momencie, gdy leżą płasko w łóżeczku. Więc jeśli twoje dziecko nagle budzi się z krzykiem o 2 w nocy, mimo że od miesięcy przesypiało całe noce, to tak, sprawdź mu dziąsła.
Czy mogę wkładać silikonowe gryzaki do zamrażarki?
Nie, nie wkładaj ich do zamrażarki! Zrobiłam to przy Leo i lekarka mnie zganiła. Jeśli silikon albo myjka zamarznie na kość, może to naprawdę poobijać ich i tak już opuchnięte, wrażliwe dziąsła. Po prostu włóż je do zwykłej lodówki na jakieś 20 minut. Będą wystarczająco zimne, by znieczulić ból bez wyrządzania szkody.
Jak długo trwa marudzenie przy jednym zębie?
Zazwyczaj to tylko kilka dni zanim ząb przebije skórę i może jeden dzień po. Kiedy ta mała ostra krawędź przeciśnie się przez linię dziąseł, silny nacisk odpuszcza i dzieci wracają do swojego normalnego, radosnego usposobienia. Oczywiście do czasu, aż kolejny zacznie się ruszać.
Czy to normalne, że dziecko mało je podczas ząbkowania?
Całkowicie. Maya w zasadzie strajkowała i odmawiała piersi za każdym razem, gdy szedł nowy ząb, ponieważ ssanie podrażniało jej dziąsła. Czasami jadła tylko chłodne rzeczy, jak schłodzony mus jabłkowy albo zimne mleko. Dopóki są nawodnione i mają mokre pieluchy, musisz po prostu przetrwać ten kapryśny etap przez te parę dni.
Co to jest wysypka od ślinienia i jak jej zapobiec?
To dokładnie to, na co wskazuje nazwa – czerwona, zaogniona, grudkowata wysypka wokół ust, brody i szyi od ciągłej wilgoci ze śliny. Musisz po prostu trzymać w pobliżu supermiękką szmatkę z bawełny organicznej i delikatnie osuszać (nie pocierać!) ich buzię przez cały dzień. Ja przed drzemkami smarowałam też brodę Mayi odrobiną kremu barierowego, żeby chronić jej skórę.





Udostępnij:
Cała prawda o tym, kiedy Twoje dziecko w końcu zaczyna siadać
Kiedy dzieci zaczynają raczkować? List do mojego naiwnego ja z przeszłości