Była 3:14 nad ranem. Trzymałam mojego najstarszego syna, Cartera. Był całkowicie upity mlekiem, wiotki jak ugotowany makaron i spał jak suseł na moim ramieniu. A ja, całkowicie rozbudzona, rytmicznie poklepywałam jego malutkie plecki, jakbym próbowała wybić rytm w piosence reggae. Siedziałam w tym ciemnym pokoiku przez równe dwadzieścia minut, przerażona, że jeśli odłożę go do łóżeczka, nie usłyszawszy wcześniej odbicia, to on albo samoistnie spłonie, albo obudzi się dziesięć minut później, wrzeszcząc wniebogłosy z bólu.

Myślałam, że odbicie to obowiązkowa opłata, którą trzeba uiścić, aby móc ponownie wejść do krainy snu. Nie ma odbicia – nie ma zamykania oczu. Kropka.

Teraz mam już trzecie dziecko i będę z wami szczera – jeśli mały Beau nie odbeknie w ciągu około sześćdziesięciu sekund mojego leniwego poklepywania go po plecach, po prostu odkładam go do kołyski i wskakuję pod kołdrę. Zwyczajnie nie mam już na to czasu ani wytrzymałości w nadgarstkach. Pomiędzy ogarnianiem dwójki maluchów, prowadzeniem sklepu na Etsy z garażu i próbami powstrzymania domu przed zamienieniem się w wysypisko śmieci, moja cierpliwość do arbitralnych rodzicielskich zasad wynosi równe zero.

Jeśli jesteś właśnie uwięziona w środku nocy, trzymając śpiące niemowlę jako zakładnika do momentu, aż mu się odbije, pozwól, że cię przed samą sobą uratuję. Nie musisz tego robić w nieskończoność i prawdopodobnie wcale nie musisz się tak bardzo starać, jak robisz to teraz.

Magiczne okienko, kiedy ich małe brzuszki zaczynają ogarniać

Moja mama wciąż nas odwiedza i – niech ją Bóg błogosławi – upiera się, żeby odbijać swojego najmłodszego wnusia przez bite pół godziny po skończeniu butelki. I to mimo że ma on już prawie pięć miesięcy i robi niemowlęce brzuszki na dywanie w salonie! Uważa, że karmienie nie jest oficjalnie zakończone, dopóki z jego ust nie wydobędzie się beknięcie przypominające dorosłego faceta wychodzącego z baru sportowego. Pozwalam jej na to, bo to oznacza, że ona go trzyma, a ja mogę pójść i przełożyć pranie, ale szczerze mówiąc, na tym etapie jest to już całkowicie zbędne.

Z tego, co wyjaśnił mi lekarz na ostatniej wizycie patronażowej, dzieci zazwyczaj wyrastają z potrzeby "wyklepywania" z nich powietrza w okolicach od czwartego do szóstego miesiąca życia. To nie tak, że przekraczają jakąś magiczną datę w kalendarzu, po prostu ich ciała wreszcie zaczynają odwalać najcięższą robotę.

Z tego co zrozumiałam, w momencie narodzin ich układ pokarmowy jest jeszcze niesamowicie niedojrzały. Połykają mnóstwo powietrza, które po prostu zostaje w nim uwięzione, przez co czują się okropnie. Ale gdy osiągają cztery, pięć lub sześć miesięcy, mięśnie tułowia stają się silniejsze. Zaczynają się wiercić, próbować siadać i przewracać na boki. Cała ta gimnastyka fizyczna w naturalny sposób uciska ich brzuszek, zmuszając uwięzione powietrze do wydostania się w górę lub w dół, bez naszej ingerencji. Kiedy zyskują trochę samodzielnej mobilności, w zasadzie odbijają się same, po prostu wiercąc się na swojej macie edukacyjnej.

Przestań wstrząsać butelką, jakbyś była Tomem Cruise'em w "Koktajlu"

Zanim w ogóle zaczniemy rozmawiać o tym, kiedy zrezygnować z rutynowego odbijania, musimy powiedzieć o tym, dlaczego dzieci w ogóle połykają tyle powietrza. W przypadku mojego pierwszego dziecka sama byłam swoim największym wrogiem. Kiedy Carter był noworodkiem, wsypywałam mleko modyfikowane w proszku do wody i trzęsłam tą plastikową butelką tak gwałtownie, jak to tylko ludzko możliwe, żeby upewnić się, że nie ma w nim żadnych grudek. Chciałam, żeby było idealnie gładkie.

Czy wiecie, co się dzieje, kiedy agresywnie wstrząsacie mlekiem modyfikowanym? Tworzycie w nim jakieś dziesięć milionów mikroskopijnych pęcherzyków powietrza. A potem pakujecie te dziesięć milionów pęcherzyków prosto do malutkiego, wrażliwego brzuszka waszego dziecka.

Przeczytałam gdzieś, przewijając telefon w rozmytym, pozbawionym snu zamgleniu połogu, że agresywne odbijanie niemowlaka wcale nie zapobiega kolce. Co więcej, jeśli klepiesz dziecko po plecach zaraz po tym, jak wypiło butelkę pełną mikrobąbelków, dosłownie wytrząsasz to mleko z powrotem w górę jego przełyku i sprawiasz, że ulewa prosto na ciebie. Szok i niedowierzanie. Te wszystkie zrujnowane koszulki, zupełnie na nic. Zamiast energicznie potrząsać butelką, po prostu wymieszaj proszek długą łyżką lub delikatnie nim zakręć. Dzięki temu nie zaserwujesz dziecku piana-party, co na wstępie drastycznie zmniejsza ilość połykanego przez nie powietrza.

Kiedy kończy się ulewanie, a zaczyna się ślinowe tsunami

Około piątego miesiąca pojawia się dziwny, bałaganiarski okres przejściowy. Wreszcie możesz przestać odbijać dziecko i myślisz sobie: "Wow, moje ubrania w końcu pozostaną czyste!". A potem zaczyna się ząbkowanie, a ulewanie natychmiast zostaje zastąpione nieustanną, nieubłaganą rzeką śliny.

When spit-up ends and the drool tsunami begins — When Can You Finally Stop Burping Your Baby?

Właśnie dlatego przestałam kupować te tanie, sztywne ubranka z domieszką poliestru z wielkich sieciowek. To tylko pozorna oszczędność, dziewczyny. Nic nie chłoną, więc ślina po prostu spływa po brodzie dziecka na szyję i gromadzi się w jej pulchnych fałdkach, dopóki nie wywoła wysypki. Zaczęłam ubierać Beau prawie wyłącznie w body z bawełny organicznej z rękawkami typu motylek, ponieważ bawełna organiczna faktycznie wchłania wilgoć, a nie tylko rozmazuje ją dookoła.

Wiem, że wiele osób uważa bawełnę organiczną za modne hasło, które ma skłonić matki do wydawania większej ilości pieniędzy. Ja jednak bardzo pilnuję budżetu i obiecuję wam, że to się o wiele lepiej sprawdza. Ten materiał naprawdę oddycha, więc nawet jeśli dziecko jest wilgotne od żucia własnych piąstek przez całe popołudnie, nie nabawi się okropnych potówek na klatce piersiowej. Poza tym, zatrzaski w tym konkretnym body autentycznie wytrzymują szarpanie i rozpinanie pięć razy dziennie, podczas gdy te tańsze zawsze pękają na szwach po zaledwie trzech praniach.

Jeśli masz już dość wyrzucania ubranek zniszczonych nieskończonymi praniami, możesz sprawdzić pełną kolekcję niemowlęcych ubrań z bawełny organicznej marki Kianao, aby znaleźć rzeczy, które naprawdę przetrwają najbardziej bałaganiarskie etapy w życiu niemowlaka.

Faza wiercenia się zmienia wszystko

Kiedy twoje dziecko zaczyna spędzać czas czuwania, próbując wystrzelić się na drugi koniec pokoju, problem uwięzionych gazów w dużej mierze rozwiązuje się sam. Zauważyłam u całej trójki moich dzieci, że potrzeba odbijania ich drastycznie spadała w sekundzie, w której dostawały obsesji na punkcie chwytania zabawek i wierzgania nóżkami w powietrzu.

Żeby do tego zachęcić, w zasadzie wystarczy bezpieczne miejsce na podłodze, gdzie mogą w spokoju machać rękami i nogami. My używamy w naszym salonie zestawu z tęczowym stojakiem edukacyjnym. Uwielbiam tę rzecz, ponieważ nie jest jednym z tych rażących, neonowych, plastikowych potworków, które zajmują pół pokoju i wymagają ośmiu ogromnych baterii, żeby odtwarzać tę samą fałszującą melodyjkę, aż stracisz zmysły. To tylko solidne drewno ze zrównoważonych źródeł z kilkoma naprawdę uroczymi, stonowanymi zabawkami-zwierzakami, które na nim wiszą.

Beau potrafi leżeć pod tym stojakiem przez równe dwadzieścia minut, wyciągając rączki po małego drewnianego słonika, kopiąc nóżkami, skręcając tułów i ogólnie wykonując całą tę fizyczną pracę, by samodzielnie zająć się odbiciem. Daje mi to dokładnie tyle czasu, by spakować w kuchni kilka zamówień z Etsy, podczas gdy on sam się bawi i naturalnie trawi śniadanie.

Oczywiście, ponieważ w tym wieku wszystko wędruje prosto do buzi, potrzebujesz też czegoś, co zajmie ich dziąsła. Po moim domu krążą teraz dwa różne gryzaki. Będę z wami całkowicie szczera: mamy Gryzak Wiewiórkę i jest zupełnie w porządku. Jest uroczy, ma ładny, miętowy kolor, ale przeważnie po prostu zalega na dnie mojej torby z pieluchami jako opcja zapasowa. Ten, który autentycznie jest używany codziennie, to Gryzak Panda.

Ta panda ma po prostu lepszy kształt dla nieskoordynowanych rączek czteromiesięcznego malucha. Jest na tyle płaska i szeroka, że Beau potrafi ją pewnie chwycić i nie upuszczać na legowisko psa co trzy sekundy. W 100% zrobiona jest z silikonu spożywczego, co oznacza, że kiedy w końcu – nieuchronnie – pokryje się psią sierścią, po prostu wrzucam ją prosto do zmywarki na cykl dezynfekcji i nie muszę martwić się, że w środku rozwinie się jakaś pleśń.

Oznaki, że czas pójść dalej i żyć swoim życiem

Skąd więc masz wiedzieć z czystym sumieniem, że już można bezpiecznie przestać klepać dziecko po plecach? Wystarczy po prostu obserwować jego zachowanie, zamiast patrzeć na kalendarz.

The signs it's time to move on with your life — When Can You Finally Stop Burping Your Baby?

Jeśli delikatnie poklepujesz malucha przez minutę i absolutnie nic się nie dzieje, po prostu przestań. Nie musisz niczego robić na siłę. Przy najstarszym synu potrafiłam to robić przez dziesięć minut: przerzucałam go z ramienia na kolano, potem trzymałam pod brodę i wręcz modliłam się o odbicie. Kiedy w końcu mu się odbiło, zdążyłam go już niemal całkowicie wybudzić, a potem musiałam spędzić kolejne czterdzieści minut na ponownym usypianiu.

Jeśli kończą jeść, odrywają się od butelki lub piersi i wyglądają na całkowicie zadowolone, zrelaksowane lub senne, najprawdopodobniej masz zielone światło, żeby po prostu odłożyć je do łóżeczka. Jedynym prawdziwym wyjątkiem, przed którym ostrzegł mnie lekarz, jest sytuacja, w której dziecko ma silny refluks lub chorobę refluksową przełyku (GERD). Z tego, co zrozumiałam, jeśli ta mała klapka w ich gardle nie zdążyła się jeszcze zorientować, że powinna być zamknięta, może być konieczne trzymanie dziecka w pozycji całkowicie pionowej (jak delikatnego, drogiego zegara dziadka) przez dwadzieścia minut po posiłku, aby kwas nie cofał się do przełyku. Ale jeśli masz po prostu przeciętne, w miarę pogodne dziecko, nie musisz tego nadmiernie analizować.

Jeśli wydają się trochę niespokojne, ale nie chcą odbić, połóż je na plecach i delikatnie dociskaj ich kolanka do brzuszka ruchem rowerka, żeby pomóc im pozbyć się gazów z tej drugiej strony. Zazwyczaj kończy się to prześmiesznymi, małymi bączkami i robi to o wiele więcej dobrego niż bezustanne obijanie im kręgosłupa.

Za pierwszym razem, gdy odłożysz dziecko do łóżeczka po karmieniu o drugiej w nocy bez uprzedniego odbijania, poczujesz nagły przypływ niepokoju. Prawdopodobnie będziesz gapić się w nianię elektroniczną, czekając, aż zacznie się rzucać. Ale kiedy maluch po prostu smacznie śpi, a ty możesz również wrócić do snu, to uczucie jest niesamowicie wyzwalające.

Jesteś gotowa na odświeżenie pokoiku dziecięcego i ulepszenie wyprawki, skoro wreszcie odzyskałaś wolne ręce? Sprawdź nasze ekologiczne artykuły dla niemowląt w Kianao, aby znaleźć wysokiej jakości, praktyczne produkty, które po prostu ułatwią ci życie.

Brudna prawda o odbijaniu (i nieodbijaniu)

Czy odkładanie do snu dziecka, któremu się nie odbiło, powoduje kolkę?
Nie. Uświadomienie sobie tego oszczędziłoby mi morza wylanych łez przy moim pierwszym dziecku. Kolka to tajemnicza, okropna faza nadmiernego płaczu, której nikt tak naprawdę do końca nie rozumie, ale z badań przywołanych przez mojego lekarza wynika, że brak odbicia po nocnym karmieniu wcale jej nie wywołuje. Jeśli niemowlę wygodnie zasypia bez bekania, po prostu nie budźcie śpiącego lwa.

A co, jeśli moje dziecko obudzi się godzinę później, płacząc przez gazy?
Zdarza się! Czasem powietrze po prostu niefortunnie się ułoży. Jeśli Beau budzi się pojękując i podciągając swoje małe nóżki do klatki piersiowej, nie próbuję go odbijać. Kładę go na pleckach i robię z nim "rowerki", o których wspomniałam wcześniej. Poruszanie ich bioderkami i nóżkami zazwyczaj wyprowadza uwięzione powietrze z dolnych partii jelit znacznie szybciej, niż próba wymuszenia beknięcia z gardła.

Czy dzieci karmione piersią wymagają rzadszego odbijania niż dzieci karmione butelką?
Zazwyczaj tak, co było dla mnie sporym zaskoczeniem. Kiedy karmiłam piersią, zauważyłam, że naturalnie połykały o wiele mniej powietrza, ponieważ lepiej kontrolują przepływ mleka, a samo przyssanie jest zazwyczaj szczelniejsze niż w przypadku smoczka na plastikowej butelce. Ale jeśli masz bardzo silny wypływ pokarmu, maluch może połykać sporo powietrza, próbując nadążyć za mlekiem. Warto więc zwracać uwagę na to, czy dziecko się nie krztusi.

Czy po skończeniu przez nie czterech miesięcy mogę po prostu odstawić odbijanie z dnia na dzień?
Nie rzucałabym tego tak z marszu. Najprostszym sposobem na ocalenie zdrowia psychicznego jest stopniowe wycofywanie się z tego nawyku. Zacznij od pominięcia przerwy na odbijanie w połowie wypijanej przez nie butelki. Jeśli dobrze to znoszą i nie ulewają na wszystko dookoła, spróbuj pominąć odbijanie po tym nocnym karmieniu, przy którym są najbardziej śpiące. Na pewno dadzą ci znać, jeśli będą czuły się niekomfortowo.

A co, jeśli uleje im się przez sen, bo ich nie odbiłam?
To napawało mnie przerażeniem, kiedy byłam mamą po raz pierwszy, ale dzieci naprawdę są tak zbudowane, żeby sobie z tym poradzić. Ich anatomia jest skonstruowana w taki sposób, że jeśli śpią na plecach (a zawsze powinny) i uleje im się trochę mleka, to naturalnie je przełkną albo obrócą główkę, żeby wypłynęło na prześcieradło. Obudzisz się tylko z zaschniętą plamą na ochraniaczu materaca – co jest oczywiście irytujące z punktu widzenia prania, ale to całkowicie normalne.