Kochana Sarah sprzed dokładnie sześciu miesięcy,

Siedzisz właśnie za kierownicą Subaru na parkingu przed sklepem rolniczym. Twoja mrożona kawa skrapla się na cały panel środkowy, masz na sobie tę poplamioną szarą bluzę z college'u, którą obiecałaś wyrzucić, a na siedzeniu pasażera stoi kartonowe pudło, które piszczy tak głośno, że ledwie słyszysz własne myśli. Mój mąż Mike patrzy na to pudło, jakby miało zaraz wybuchnąć. Właśnie podjęłaś impulsywną decyzję, że twoja rodzina potrzebuje przydomowego stadka kur, aby nauczyć czteroletniego Leo i siedmioletnią Mayę "odpowiedzialności" i "bliskości z naturą".

Jesteś idiotką.

Mówię to z miłością, ale tak serio – nie masz zielonego pojęcia, co robisz. Utrzymanie przy życiu ludzkiego dziecka jest wyczerpujące, owszem, ale przynajmniej szpital wypuszcza cię do domu z broszurkami i ogólnym zrozumieniem, że mleko ląduje w buzi. Utrzymanie przy życiu małego kurczaczka? To pole minowe wysoce specyficznych rolniczych zagrożeń, przed którymi nikt nie ostrzega na Pintereście. Siedzisz tam i gorączkowo googlujesz przeróżne kombinacje tego, jak karmić te małe puchate dinozaury, i zaraz popełnisz całą masę błędów.

Więc chwyć swoją kawę. Oto brutalna, nieupiększona prawda o tym, co te małe piszczące stworzenia tak naprawdę muszą jeść i jak powstrzymać własne dzieci przed nieumyślnym spowodowaniem drobiowego morderstwa.

Magiczna sprawa z żółtkiem jest totalnie dziwna

Okej, najbardziej oszałamiającą rzeczą, jakiej dowiedziałam się podczas naszych panicznych poszukiwań w Google o drugiej w nocy, jest to, że kiedy je dopiero co dostajesz, mogą wcale nie potrzebować jedzenia. Czekaj, już tłumaczę.

Kiedy dosłownie o 6:15 rano zadzwoniła do mnie poczta, żeby poinformować, że dotarła moja paczka z żywymi zwierzętami – co, swoją drogą, jest dość surrealistycznym telefonem, gdy jeszcze nie wypiłaś porannej kawy – założyłam, że umierają z głodu. Ale okazuje się, że tuż przed wykluciem wciągają resztkę żółtka do swoich małych brzuszków. To jak wbudowana, biologiczna śniadaniówka, która utrzymuje je przy życiu przez pierwsze 48 do 72 godzin. Właśnie dlatego wylęgarnie mogą legalnie wysyłać je pocztą przez cały kraj w kartonowych pudełkach.

Ale sęk w tym, że ponieważ wykluły się w plastikowym inkubatorze, a nie pod kwoką, rodzą się kompletnie zdezorientowane. Nie wiedzą, czym jest jedzenie. Nie wiedzą, czym jest woda. Dosłownie musisz wcielić się w rolę matki-kury. Spędziłam całe pierwsze popołudnie delikatnie łapiąc każdego wyrywającego się, przerażonego pisklaka i fizycznie zanurzając sam koniuszek jego dzioba w miseczce z wodą, a potem stukając paznokciem w ich tackę z jedzeniem, żeby skopiowały ruch dziobania. Maya uważała, że to przekomiczne. Ja myślałam, że zaraz skręcę ich malutkie, delikatne karki. To było niesamowicie stresujące.

Woda to w jakiś sposób ich największy wróg

Zanim w ogóle zaczniemy rozmawiać o prawdziwym jedzeniu, musimy omówić kwestię wody, bo o mój Boże, one aktywnie próbują odebrać sobie w niej życie.

Mogłoby się wydawać, że płytka miseczka z wodą będzie w porządku. Nie będzie. Potrafią zasnąć na stojąco, paść twarzą w centymetr wody i utonąć. Albo po prostu zmoczą się i zamarzną na śmierć, bo nie potrafią jeszcze kontrolować własnej temperatury ciała. Mike musiał pędzić z powrotem do sklepu, by kupić worek szklanych kulek, którymi wypełnił miskę, tak by mogły jedynie siorbać płyn ze szczelin. Możesz też kupić takie wymyślne poidełka smoczkowe dla drobiu, które wyglądają jak poidła dla chomików – co zresztą ostatecznie zrobiliśmy – ale trik ze szklanymi kulkami uratował nas w ten pierwszy, chaotyczny weekend.

Spędziliśmy godziny siedząc na zimnej podłodze w garażu, po prostu gapiąc się do odchowalnika, by upewnić się, że nikt nie tonie. Maya trzęsła się z zimna, więc ostatecznie owinęłam ją w nasz bambusowy kocyk niemowlęcy. Pierwotnie kupiłam ten kocyk dla Leo, bo organiczny bambus świetnie termoreguluje, a wzór w akwarelowe listki jest naprawdę piękny, ale szczerze mówiąc, podczas „kurczakowej warty 2023” służył głównie jako bariera między moją córką a zakurzoną, pokrytą wiórami podłogą w garażu. Swoją drogą, świetnie się spiera.

Proszę, odłóż tę karmę dla dorosłych kur

To jest ta część, która o mało nie doprowadziła do wielkiej katastrofy. Pomyślałam sobie, że karma dla kur to po prostu karma dla kur, prawda? Po prostu bierzesz worek z tym ładnym kogutem. Otóż nie.

Please put down the adult chicken food — What I Wish I Knew Before Feeding Our Backyard Baby Chicks

Jeśli nakarmisz małego kurczaczka paszą dla dorosłych niosek, wapń dosłownie zniszczy ich nerki. Tak śmiertelnie. Dorosłe kury potrzebują ogromnych ilości wapnia – około 3 do 5 procent ich diety – by codziennie produkować skorupki jajek. Maluchy nie. Podawanie pisklęciu karmy dla niosek to w zasadzie fundowanie im kamieni nerkowych. One potrzebują specjalnej karmy „Starter dla piskląt”, która jest bardzo drobno zmielona dla ich malutkich dziobów i ma około 18 do 20 procent białka, by wspierać fakt, że rosną w przerażającym, wybuchowym tempie. W pierwszym tygodniu podwajają swoją wagę. To nienaturalne.

Potem wchodzisz do sklepu paszowego, a nastoletni pracownik pyta, czy chcesz starter z lekiem, czy bez, a ty po prostu gapisz się na niego tępym wzrokiem, podczas gdy twój czterolatek próbuje polizać lizawkę solną w następnej alejce.

Oto moje wysoce nienaukowe zrozumienie sytuacji z lekami: kurczaki dużo robią kupy i w niej stoją, a w tych odchodach żyje mikroskopijny pasożyt powodujący kokcydiozę, który uwielbia ciepłe i wilgotne odchowalniki. Wybije ci całe stado w jeden dzień. Pasza z lekiem zawiera w sobie niską dawkę leku zapobiegawczego. Facet w sklepie z paszami powiedział, że musimy jej użyć, chyba że kurczaki były już zaszczepione w wylęgarni, o czym nie wiedziałam, bo kupiłam je z korytka koło kas. Wybraliśmy więc tę z lekiem. Lepiej dmuchać na zimne, niż mieć płaczące dzieci.

Mycie rąk, aż zacznie schodzić skóra

Porozmawiajmy o salmonelli. Bo chociaż rolki na Instagramie z maluchami całującymi żółte kurczaczki są urocze, nasz pediatra spojrzał mi prosto w oczy podczas bilansu Leo i powiedział, że przydomowy drób jest ogromnym wektorem salmonelli u dzieci.

Ptaki przenoszą ją naturalnie. Jest na ich piórach, jest w ich odchodach, na karmniku, w sosnowych wiórach. Za każdym razem, gdy dzieci dotknęły ptaka, pudełka, albo nawet zbyt blisko spojrzały na odchowalnik, maszerowałam z nimi do zlewu i szorowałam im ręce agresywną ilością mydła.

Szczerze mówiąc, właśnie dlatego Leo praktycznie przez bite dwa miesiące mieszkał w swoim niemowlęcym body z bawełny organicznej. Uwielbiam to body. Mam na jego punkcie obsesję. Jest bez rękawów, co oznaczało, że kiedy siłowałam się z wierzgającym maluchem nad łazienkową umywalką, szorując jego przedramiona gorącą wodą z antybakteryjnym mydłem, nie moczyłam mu ciągle rękawków. W 95% składa się z organicznej bawełny, więc nie podrażniało jego egzemy i przetrwało pranie w cyklu „dezynfekcja” około czterysta razy podczas kurczakowej fazy. Poza tym zakładki na ramionach oznaczały, że jeśli udało mu się ubrudzić kurzym pyłem, mogłam ściągnąć całość przez jego nóżki, zamiast przeciągać przez twarz. Absolutne wybawienie.

Dzieci chcące karmić je resztkami ze stołu

Około trzeciego dnia tego eksperymentu Maya uznała, że kurczaki wyglądają na znudzone swoim beżowym granulatem i chciała podać im sałatkę. Przyszła do garażu, trzymając w garści porwaną sałatę rzymską i połówkę truskawki.

Kids wanting to feed them table scraps — What I Wish I Knew Before Feeding Our Backyard Baby Chicks

Musiałam gorączkowo googlować "czy kury mogą jeść truskawki", jednocześnie fizycznie odgradzając ją od odchowalnika. Okazuje się, że większość ludzi mających bzika na punkcie kur w internecie – i jak się okazuje również ptasi eksperci – twierdzi, że nie powinno się dawać im ŻADNYCH przysmaków ani resztek przez pierwsze dwa do czterech tygodni. Ich układy pokarmowe są po prostu zbyt niedojrzałe. Kiedy będą już wystarczająco dorosłe, możesz dać im rozgniecione jajko na twardo (co trąci kanibalizmem, ale one za tym szaleją), truskawki i płatki owsiane, ale może to stanowić tylko około 10 procent ich diety.

Poza tym istnieje cała lista toksycznych rzeczy. Nigdy nie karm ich surową fasolą, czekoladą, cebulą, skórką z awokado ani liśćmi z krzaków ziemniaków. Oczywista sprawa.

Ale uwaga, najlepsze: kury nie mają zębów. Jeśli zjedzą dosłownie cokolwiek innego niż ich komercyjny starter, który rozpuszcza się w ślinie, nie są w stanie tego przetrawić. Mają taki narząd, który nazywa się żołądkiem mięśniowym i chyba pełni rolę zębów? Ale żeby działał, muszą połykać kamienie. Serio. Musisz kupić worek tzw. grysiku dla piskląt – co w sumie jest po prostu gruboziarnistym piaskiem – i posypywać nim jedzenie, żeby te małe kamyczki mogły zmielić kawałki truskawek w ich brzuchach. Natura jest dzika. Uwaga: upewnij się, że to grysik dla piskląt, a nie grys ze skorupek ostryg, co znowu prowadzi nas do tematu wapnia-dla-dorosłych i niewydolności nerek.

(A skoro już mowa o wkładaniu rzeczy do buzi – jeśli potrzebujesz jakiejś rozrywki dla swojego prawdziwego ludzkiego dziecka, podczas gdy ty ogarniasz zwierzęta gospodarskie, sprawdź organiczne zabawki sensoryczne i gryzaki Kianao, zamiast pozwalać im żuć szufelkę do paszy).

Incydent z gryzakiem

Ponieważ nigdy nie potrafię robić tylko jednej rzeczy naraz, zazwyczaj próbowałam monitorować ból ząbkowania u Leo, jednocześnie sprawdzając temperaturę w odchowalniku. Miał ten Gryzak Wiewiórkę od Kianao. Jest w porządku. Tak szczerze mówiąc, to jest po prostu w porządku. Miętowy, żołędziowy design jest uroczy, a silikon przyjemny i miękki, ale pewnego popołudnia, stojąc na palcach i zaglądając do odchowalnika, upuścił całą wiewiórkę prosto do miski z kurzą wodą.

Do miski z wodą, która była pełna sosnowych wiórów i bez wątpienia kupy.

Zapiszczałam. On zaczął płakać. Kurczaki się rozpierzchły. Musiałam zabrać gryzak do domu i wygotować go do cna. Silikon świetnie zniósł gotowanie, co doceniam, ale szczerze mówiąc, Leo i tak woli wibrujące gryzaki. Cała ta sytuacja uświadomiła mi głównie, że łączenie zwierząt hodowlanych z ząbkującymi maluchami to po prostu trening ekstremalnych matczynych lęków.

Faza kurzego nastolatka

Z czasem zaczynają brzydnąć. Tracą swój puszek, wyrastają im takie niejednolite pióra dinozaurów i wchodzą w niezgrabną fazę buntu. W wieku około 8 tygodni musisz przestawić je na paszę "Grower" (na wzrost), w której zawartość białka spada do jakiś 15 procent, żeby nie urosły zbyt ciężkie dla swoich kości. Następnie, około 18. tygodnia, kiedy w końcu któraś zniesie jajko, przechodzisz na paszę dla niosek, o której rozmawialiśmy wcześniej. Jedziemy dalej.

Tak czy inaczej, Sarah-z-przeszłości, weź głęboki oddech. Kup granulat startowy. Wrzuć szklane kulki do wody. Myj wszystkim ręce, aż zaczną piec. Będzie chaotycznie, w garażu będzie potwornie śmierdzieć, a Mike będzie narzekał na kurz miesiącami. Ale kiedy Maya weźmie w swoje małe dłonie to pierwsze jajko, niemal zrekompensuje ci to paraliżujący strach przed kokcydiozą.

Niemal.

Jeśli kompletujesz wyprawkę dla własnego małego stadka ludzkich dzieci na wyprawy w plener (albo po prostu próbujesz utrzymać je w czystości w garażu), odkryj naszą pełną kolekcję zrównoważonych, wyjątkowo łatwych w praniu niezbędników dla niemowląt, zanim rzucisz się w wir farmerskiego życia.

Czekaj, wciąż mam pytania o ich karmienie

Czy małe kurczaczki potrzebują wody od razu po przywiezieniu ich do domu?
Tak, o rany, tak. Mimo że mogą przeżyć dzień lub dwa, odżywiając się z tego dziwnego, wchłoniętego woreczka żółtkowego, podróż całkowicie je odwadnia. Pierwszą rzeczą, jaką robisz po otwarciu pudełka, jest delikatne zanurzenie każdego ich malutkiego dzióbka w misce z wodą, by nauczyły się, gdzie ona jest. Zrób to, zanim w ogóle zaoferujesz im jedzenie.

Czy mogę po prostu nakarmić kurczaczka zwykłym ziarnem dla ptaków z garażu?
Absolutnie nie. Karma dla dzikich ptaków nie ma wystarczającej ilości białka (potrzebują 18-20%), i jest zbyt duża i twarda, by ich delikatne, nieistniejące ząbki sobie z nią poradziły. Potrzebują komercyjnej paszy startowej, inaczej dosłownie przestaną rosnąć i umrą. To nie jest warte ryzyka.

Co, jeśli mój kurczak je wióry sosnowe w odchowalniku?
To mnie niesamowicie przerażało. Czasami są po prostu tak głupiutkie, że dziobią swoją ściółkę zamiast jedzenia. Jeśli zjedzą za dużo drewna, zatykają sobie wola (taki dziwny woreczek w gardle). Przez kilka pierwszych dni wręcz kładłam ręczniki papierowe na wiórach i rozsypywałam karmę bezpośrednio na nich, żeby wyraźnie widziały, co jest jedzeniem, a co podłogą.

Ile one właściwie jedzą każdego dnia?
Na początku nie wydaje się to dużo – może 30 do 60 gramów na ptaka dziennie – ale marnują TEGO MNÓSTWO. Rozkopują to, rozrzucają, robią do tego kupy. Nie odmierzaj im porcji na posiłki jak dla psa; po prostu zostawiasz pełny karmnik 24/7. Same się kontrolują. Przygotuj się tylko na zamiatanie z podłogi garażu mnóstwa zmarnowanej karmy.

Kiedy moje dzieci będą mogły wreszcie dać im resztki z kuchni?
Wstrzymajcie się co najmniej od 2 do 4 tygodni, nieważne jak bardzo dzieci błagają, żeby nakarmić je sałatą. Ich przewody pokarmowe są super wrażliwe. Kiedy w końcu zaczniesz podawać im przysmaki, absolutnie musisz zapewnić im kurzy grysik (gruby piasek) w tym samym czasie, inaczej nie będą w stanie strawić tych resztek. I ogranicz to do mikroskopijnych ilości, np. jednej łyżki stołowej na ptaka!