Siedzę właśnie skulony za kierownicą mojego Opla Astry, z wyłączonym silnikiem, zaparkowany dokładnie trzy domy dalej od własnego. Siedzę tu w ciemności już od czternastu minut. Powinienem znajdować się w nastrojowo oświetlonej włoskiej restauracji i świętować fakt, że moja żona i ja przetrwaliśmy kolejny rok małżeństwa bez sprzedawania się nawzajem do objazdowego cyrku, ale zamiast tego gapię się w ekran telefonu. Nerwowo wpatruję się w ziarnisty obraz z elektronicznej niani, na którym dziewiętnastoletnia studentka o imieniu Chloe próbuje negocjować z dwiema niewiarygodnie upartymi dwulatkami.
Moim pierwszym błędem, popełnionym około miesiąc temu, kiedy próbowaliśmy tego po raz pierwszy, była próba odgrywania roli „wyluzowanego taty”. Nie przekazałem naszej poprzedniej ofierze żadnych instrukcji, tylko machnąłem niedbale ręką w stronę kuchni, wymamrotałem coś niezrozumiałego o tym, gdzie mieszkają przekąski, i wybiegłem przez frontowe drzwi niczym człowiek uciekający z miejsca zbrodni. Przez całą kolację pociłem się jak mysz, będąc święcie przekonanym, że moje dzieci w jakiś sposób zdążyły już zdemontować piec centralnego ogrzewania.
Tym razem postanowiłem sobie to zrekompensować. Skrajnie przesadziłem w drugą stronę, niemal domagając się od biednej Chloe przysięgi krwi, zanim w ogóle pozwoliłem jej przekroczyć próg naszego domu.
Czarna magia znajdowania kogoś, kto w ogóle chce to robić
Dorastałem w mglistym przekonaniu, że szukanie opieki nad dziećmi będzie w magiczny sposób przypominać fabułę Klubu Babysitters, gdzie wysoce zorganizowany syndykat trzynastolatek po prostu przyjeżdża na rowerach, ogarnia wszystko z przerażającą kompetencją i znika, zanim w ogóle zorientujesz się, co się stało. Rzeczywistość współczesnej pracy jako opiekunka wygląda tak, że w zasadzie próbujesz zatrudnić młodszego dyplomatę, który będzie skłonny pracować za zimną pizzę i stawkę godzinową, przez którą cicho płaczesz, logując się do aplikacji bankowej.
Kilka tygodni temu złapałem się na tym, że gorączkowo wpisuję w telefon opiekunka do dziecka blisko mnie, stojąc w środku alejki z płatkami w supermarkecie. Nagle dotarło do mnie, że od ponad pół roku moja żona i ja nie odbyliśmy ani jednej rozmowy, która nie dotyczyłaby konsystencji czyichś odchodów. Proces poszukiwań niepokojąco przypomina korzystanie z aplikacji randkowej, z tą różnicą, że zamiast kogoś z ładnym uśmiechem i przelotnym zainteresowaniem kinem niezależnym, szukasz kogoś, kto nie pozwoli twojemu potomstwu przypadkowo wypić płynu do mycia podłóg.
Kończy się na tym, że przewijasz profile miejscowych studentek, próbując rozszyfrować, czy informacja „kocham zwierzęta” przekłada się na „potrafię ubrać w piżamę wierzgającego malucha”. Wysyłasz im wiadomości, umawiasz się na całkowicie niezręczne spotkanie próbne, a potem spędzasz czterdzieści minut udając, że wycierasz idealnie czysty blat kuchenny, jednocześnie słuchając, jak próbują wytłumaczyć drewniane puzzle dziecku, które właśnie aktywnie próbuje zjeść świecową kredkę.
Przebieranki, żeby wyglądały jak aniołki
Jedną z moich głównych strategii wychodzenia z domu bez paraliżującego poczucia winy jest celowe oszustwo. Jeśli zostawisz opiekunkę z dziećmi, które wyglądają jak dzikie uliczne łobuzy całe w zaschniętej owsiance, od razu założy najgorsze. Ja staram się wmówić każdemu, kto ich pilnuje, że moje bliźniaczki to urocze, posłuszne małe aniołki.

Celowo ubieram je w Niemowlęce Body z Falbankami i Krótkim Rękawem z Bawełny Organicznej tuż przed przyjazdem Chloe. Robię to głównie dlatego, że w tych małych falbankach wyglądają jak niewinne wiktoriańskie dzieci, a nie jak chaotyczne gobliny, którymi są w rzeczywistości. Szczerze mówiąc, bawełna organiczna jest niesamowicie miękka (co zapobiega standardowym nawrotom egzemy, które pojawiają się, gdy przypadkowo kupię jakieś tanie poliestrowe śmieci z sieciówki), ale największą zaletą dla mnie jest dekolt z zakładkami na ramionach. Oznacza to, że kiedy bliźniaczka B nieuchronnie zaliczy wybuchową awarię pieluchy dokładnie w momencie, gdy zakładam płaszcz, mogę ściągnąć całe ubranko w dół przez jej ciało, zamiast przeciągać ten absolutny horror przez jej głowę.
Wyglądają uroczo, czują się komfortowo i przez całe pięć minut Chloe wierzy, że czeka ją spokojny wieczór czytania im łagodnych bajek na dobranoc. To genialne, chociaż niestety tymczasowe, kłamstwo.
Odprawa medyczna, z której sam niewiele rozumiem
Nie jestem lekarzem, o czym zresztą mój pediatra lubi mi przypominać za każdym razem, gdy przyciągam dziewczynki z podejrzeniem zapalenia ucha, które okazuje się łagodnym katarem. Ale kiedy zostawiasz dziecko z obcą osobą, nagle czujesz się w obowiązku zachowywać jak Główny Inspektor Sanitarny z ramienia NFZ.
Nasza pielęgniarka środowiskowa (kobieta z podejściem do pacjenta przypominającym bardzo zmęczonego strażnika więziennego) wspomniała kiedyś mimochodem, że małe dzieci w zasadzie aktywnie szukają sposobów, żeby przestać oddychać. Mówiła coś o tym, że winogrona działają jak idealnie dopasowane zatyczki do ludzkich dróg oddechowych. Ponieważ nie potrafię normalnie przetwarzać porad medycznych, mam teraz intensywną fobię na punkcie okrągłego jedzenia.
Spędziłem wyczerpujące piętnaście minut na fizycznym demonstrowaniu Chloe, jak agresywnie pokroić winogrono na ćwiartki, aż stanie się wręcz mikroskopijne. Kazałem jej to powtórzyć. Pokazałem, gdzie stoi Nurofen, gdzie jest zapasowy Nurofen i gdzie ukryta jest tajna, trzecia butelka Nurofenu za puszkami z kawą. Jeśli któraś z dziewczynek wyda się gorętsza niż świeżo zagotowany czajnik – co mój wysoce nienaukowy mózg zakłada jako mniej więcej 38 stopni – kazałem jej natychmiast wysłać SMS-a, żebym mógł porzucić moje przepłacone risotto i wpaść w panikę osobiście.
Jeśli nadal jesteś na etapie prób wymyślenia, jak ubrać te małe potwory, żeby wyglądały reprezentacyjnie przed obcymi, koniecznie zerknij na naszą kolekcję ubranek, zanim ta nastolatka stanie w Twoim progu.
Strategiczne rozmieszczenie rozpraszaczy uwagi
Nie możesz tak po prostu zostawić nastolatki w pokoju z dwiema dwulatkami i liczyć na najlepsze. Musisz zastawić pułapki. Musisz zapewnić narzędzia, które na chwilę sparaliżują dzieci zainteresowaniem, podczas gdy opiekunka zrobi sobie herbatę lub spróbuje napisać do znajomych.

Moim absolutnym wybawieniem jest teraz Miękki Zestaw Klocków dla Niemowląt. Zostawiam je ułożone w wysoką stertę na środku dywanu w salonie niczym ofiarę dla rozgniewanego bóstwa. Te klocki są wykonane z miękkiej gumy, co szczerze mówiąc jest funkcją zaprojektowaną wyłącznie dla ochrony opiekunki. Kiedy bliźniaczka A frustruje się, że jej wieża się przewróciła, i postanawia rzucić klockiem w głowę Chloe, ten po prostu niegroźnie się odbija. Mają na sobie cyferki i zwierzątka, ale prawdę mówiąc, dziewczynki najbardziej lubią je zgniatać i żuć ich rogi. Zajmują dzieci na okrągłe dwadzieścia minut, czyli dokładnie tyle, ile potrzebuję, żeby ewakuować się podjazdem.
Rozrzucam też kilka gryzaków po podłodze niczym okruszki chleba. Kupiłem ten Silikonowo-Bambusowy Gryzak Panda kilka miesięcy temu. Jest w porządku. To w końcu gryzak, wiadomo. Silikonowa głowa pandy robi dokładnie to, co do niej należy, czyli odwraca uwagę marudzącego dziecka od faktu, że jego dziąsła dosłownie płoną. Wrzucam go do lodówki na dziesięć minut przed przyjazdem Chloe, żeby był przyjemnie zimny. Zajmuje bliźniaczkę B na kilka minut, chociaż podejrzewam, że głównie podoba jej się rzucanie go na podłogę, tylko po to, żeby patrzeć, jak Chloe go podnosi. Czyści się na tyle łatwo, gdy następnego ranka wrzucam go do zmywarki, że naprawdę nie mogę narzekać.
Tradycyjne Wielkie Sprzątanie Przed Opiekunką
Istnieje specyficzna choroba, która dotyka chyba wszystkich rodziców: odczuwamy głęboką, palącą potrzebę posprzątania domu, zanim zapłacimy komuś, żeby w nim posiedział. Spędziłem dzisiaj po południu dwie godziny na agresywnym odkurzaniu schodów i upychaniu przypadkowych stosów poczty w kuchennej szufladzie, tylko po to, żeby wyczerpana studentka nie oceniała moich życiowych wyborów.
Nie wiem, dlaczego to robimy. Chloe w ogóle nie obchodzi, że nasze listwy przypodłogowe są zakurzone. Obchodzi ją hasło do Wi-Fi i to, czy kupiłem dobre chipsy (tak, kupiłem, są w szafce, pokazałem jej je trzy razy). A mimo to łapiesz się na tym, że gorączkowo przecierasz sedes na dole, podczas gdy twoja partnerka siłuje się z płaczącym maluchem, próbując ubrać mu czystą pieluchę.
Samo przekazanie opieki to zawsze katastrofa. Kończy się na tym, że piszesz w panice listę dziwacznie precyzyjnych zasad na odwrocie starego rachunku za prąd, jednocześnie próbując wcisnąć stoper do drzwi w przedpokoju i wykrzykując ostatnie, fałszywie radosne pożegnanie do dzieci, które nagle przylgnęły ci do nóg, jakbyś wyruszał w dziesięcioletni rejs po oceanie.
A potem jesteś w samochodzie. Siedzisz w ciemności. I gapisz się w ekran.
W końcu odkładam telefon. Wrzucam bieg. U Chloe wszystko gra. Dziewczynki są bezpieczne. Z domem też pewnie będzie wszystko dobrze. Jeśli nie pojadę teraz do tej restauracji, będę zmuszony zjeść zimne resztki paluszków rybnych leżących na kuchennym blacie, a po prostu nie jestem w stanie tego zrobić.
Zanim kompletnie stracisz rezon, odwołasz rezerwację na kolację i pogodzisz się z oglądaniem Świnki Peppy do końca życia, przejrzyj pełną ofertę Kianao, w której znajdziesz rzeczy dające ci chociaż dziesięć minut świętego spokoju, a potem wyjdź przez te frontowe drzwi. Zasługujesz na kieliszek wina, do którego nikt wcześniej nie wrzucił plastikowego dinozaura.
Pytania, które gorączkowo wpisywałem w Google o 2 w nocy (FAQ)
Czy muszę jej zapłacić, jeśli dzieci po prostu prześpią cały ten czas?
Tak, oczywiście, coś ty sobie wyobrażał? Płacisz za to, że siedzi w twoim ciemnym domu, słucha dziwnych dźwięków wydawanych przez twoją lodówkę i jest wyznaczonym dorosłym na wypadek, gdyby dom stanął w płomieniach. Daj jej te pieniądze i bądź wdzięczny, że twoje dzieci chociaż raz naprawdę zostały w łóżkach.
Czy powinienem pisać do opiekunki co dziesięć minut, żeby sprawdzić, jak leci?
Sam jestem temu niesamowicie winny, ale nie. Chyba że chcesz, aby ta nastolatka cię znienawidziła i zablokowała twój numer w sekundę po twoim powrocie. Ogranicz się do jednego SMS-a w połowie wieczoru. Jeśli poleje się krew albo wybuchnie pożar, obiecuję ci, że użyje telefonu, by do ciebie zadzwonić. W przeciwnym razie załóż po prostu, że brak wiadomości to dobra, nudna wiadomość.
Ile jedzenia powinienem jej zostawić?
Traktuję opiekunki, jakbym karmił zakładnika, którego jest mi trochę żal. Zostawiam mrożoną pizzę, dokładnie wskazuję, gdzie są ukryte te lepsze przekąski (z dala od dzieci) i mówię, żeby częstowała się w lodówce wszystkim, co aktywnie nie świeci w ciemności. Zazwyczaj zjadają pół paczki ciastek, a resztę zostawiają.
A co, jeśli moje dziecko krzyczy przez cały czas, kiedy zakładam buty?
Będzie krzyczeć. To biologiczny imperatyw małych dzieci, by sprawić, że poczujesz się jak potwór tylko dlatego, że próbujesz wyjść zjeść miskę makaronu ze swoim małżonkiem. Pocałuj je, powiedz pewnym głosem do opiekunki, że zobaczycie się później, i po prostu wyjdź przez drzwi. Dziewięć na dziesięć razy przestają płakać po trzydziestu sekundach, kiedy tylko znikasz z ich pola widzenia. A ten dziesiąty raz... cóż, właśnie za to płacisz stawkę godzinową.
Czy to dziwne prosić o pokazanie certyfikatu pierwszej pomocy?
Moja żona twierdzi, że tak, moje stany lękowe mówią mi, że nie. Poprosiłem Chloe, żeby podczas pierwszego spotkania pokazała mi swój certyfikat na telefonie. Spojrzała na mnie wzrokiem, który wyraźnie sugerował, że jestem zupełnie z innej epoki – co jest absolutnie zgodne z prawdą – ale tamtej nocy spałem trochę spokojniej wiedząc, że ma chociaż mgliste pojęcie, co zrobić, gdyby ktoś połknął dwuzłotówkę.





Udostępnij:
Brutalna prawda o menu dla kobiet w zaawansowanej ciąży
Kiedy mój maluch próbował pogłaskać małego skunksa w ogrodzie