To był wtorek. Dokładnie 16:15, a popołudniowe światło w naszym salonie dawało ten dziwny, agresywny blask, w którym drobinki kurzu wyglądają jak małe wróżki osądzające moje macierzyństwo. Miałam na sobie legginsy, których nie prałam chyba od czasów prezydentury Obamy, i top do karmienia, który pachniał lekko kwaśnym mlekiem i desperacją. Stałam nad matą edukacyjną, próbując stepować i jednocześnie trzymając pluszowego borsuka. Mój mąż Mark wszedł z kuchni, rzucił okiem na mnie, spoconą w tej koszulce, podczas gdy nasz czteromiesięczny syn Leo wpatrywał się we mnie tępym, pozbawionym mrugnięć wzrokiem małego rewidenta z urzędu skarbowego. Mark powoli wycofał się z pokoju, nie mówiąc ani słowa.
Tak bardzo się starałam. Aż do przesady, to było wręcz żenujące.
Przeczytałam gdzieś — pewnie o 3 w nocy, podczas panicznego przewijania internetu — że na tym etapie niemowlę powinno już radośnie się śmiać, a ja byłam przekonana, że moje dziecko jest pozbawione radości. Spędziłam więc tygodnie, odstawiając te szalone, przestymulowujące występy komediowe, zbliżając się do jego twarzy, wydając z siebie dwadzieścia różnych odgłosów zwierząt i odbijając go jak piłkę do koszykówki, aż moje ręce były jak z waty. Nie róbcie tego. Poważnie, jeśli macie wyciągnąć jedną lekcję z mojego niewyspanego szaleństwa, to taką, że niemowlęta nienawidzą zdesperowanych komików. Jeśli robisz to na siłę, one się tylko stresują, a ty wyglądasz jak wariatka.
To, co w końcu zadziałało, było zupełnie przypadkowe i skrajnie głupie.
Próbowałam wypić moją trzecią filiżankę letniej kawy i kompletnie minęłam się z krawędzią stolika. Kubek się roztrzaskał, brązowa breja ochlapała moją jedyną dobrą parę skarpetek, a ja mimowolnie szepnęłam: „o cholera”.
Leo wydał z siebie ogromny, radosny, głęboki chichot. Totalnie oszalał ze szczęścia. Mój ból okazał się komediowym złotem.
Naukowe podstawy śmiechu
Zapytałam o to mojego pediatrę, dr. Salema, na naszej następnej wizycie kontrolnej, ponieważ byłam lekko zaniepokojona, że wychowuję małego sadystę. Zaśmiał się i powiedział coś o niedopasowaniu, co chyba oznacza, że niemowlęta to w zasadzie tacy mali naukowcy, którzy próbują rozgryźć zasady wszechświata. Kiedy coś łamie zasady – jak to, że mama upuszcza swoją życiodajną kawę zamiast odłożyć ją bezpiecznie na stół – ich rozwijający się mózg reaguje czymś w stylu: BŁĄD, TO JEST PRZEKOMICZNE.
W ten sposób bezpiecznie przetwarzają to, co niespodziewane. I najwyraźniej, kiedy słyszysz śmiech dziecka, uderza to w twój mózg potężną dawką oksytocyny, która dosłownie wyłącza ośrodki strachu i niepokoju w ciele migdałowatym. Co idealnie wyjaśnia, dlaczego całkowicie zapomniałam o odłamkach ceramiki na podłodze i po prostu zaczęłam udawać, że zrzucam sobie książkę na stopę, żeby sprawdzić, czy zaśmieje się znowu. Biologiczna manipulacja to fakt.
W każdym razie chodzi o to, że ich poczucie humoru jest dość specyficzne i nie można go wymusić.
Kiedy to w końcu następuje
Harmonogram tych wszystkich kamieni milowych to czyste szaleństwo i totalnie subiektywna sprawa, bez względu na to, co mówią te mądre tabele. Podczas pierwszych dwóch miesięcy wszyscy ekscytują się: „Ojej, patrz, uśmiech społeczny!”, a ja po prostu siedzę i doskonale wiem, że Maya (która ma teraz 7 lat, Boże, jak to się stało?) po prostu puszczała bąki. To nie uśmiech, to trawienie.

Ale w okolicach trzeciego lub czwartego miesiąca pojawiają się chichoty. Zazwyczaj są przypadkowe. Na przykład parskasz im na szyi, a one po prostu cicho poiskują z radości, bo to łaskocze. W szóstym miesiącu zaczyna się dziać to na poważnie. Głośne, radosne śmiechy z głębi brzuszka, które chcesz nagrywać na telefon i wysyłać dosłownie do wszystkich kontaktów, dopóki twoi znajomi cię nie zablokują.
W wieku ośmiu miesięcy to i tak już małe zgrywusy, które wiedzą, jak zdobyć publiczność, więc o tym etapie w ogóle nie musimy rozmawiać.
Moje ulubione rekwizyty komediowe
Nie potrzebujesz mnóstwa rzeczy, żeby wywołać uśmiech, ale odpowiednie otoczenie na pewno pomaga. Kiedy Maya była niemowlakiem, mieliśmy to irytująco głośne plastikowe centrum aktywności, które fałszowało piosenki z farmy. To w ogóle jej nie rozśmieszało, a mnie przyprawiało tylko o migrenę. Przy Leo całkowicie zmieniłam podejście i kupiłam Tęczowy drewniany stojak edukacyjny marki Kianao.
Naprawdę uwielbiam tę rzecz. Właściwie to mój ulubiony element naszej wyprawki, głównie dlatego, że jest drewniany, piękny i nie wymaga baterii. Historia drugiego prawdziwego śmiechu Leo wiąże się właśnie z tym stojakiem. Wisi na nim mały, drewniany słonik, a pewnego dnia Leo po prostu wyciągnął rączkę, pacnął słonia prosto w jego drewnianą trąbę, a słoń odchylił się i delikatnie stuknął go w czoło. Zrobił przerwę, spojrzał na mnie, a potem wybuchnął ogromnym, bezzębnym uśmiechem. Siedzieliśmy tak przez dwadzieścia minut, a on tylko tłukł tego biednego słonia, śmiejąc się za każdym razem, gdy ten uderzał z powrotem. To idealne rozwiązanie, ponieważ pozwala maluchom na własnych warunkach odkrywać, co ich śmieszy na zasadzie przyczyny i skutku, bez ekranów czy robotycznego głosu mówiącego im, co mają robić.
Jeśli desperacko szukasz spokojnej przestrzeni do zabawy, która nie sprawi, że twój salon będzie przypominał eksplozję plastiku w podstawowych kolorach, piękną kolekcję niemowlęcą Kianao możesz przejrzeć właśnie tutaj.
Czas na fizyczną bliskość
Przez większość czasu wywołanie chichotu wiąże się po prostu z fizycznym kontaktem. Wystarczy zejść do nich na podłogę i odkryć, która dziwna, sensoryczna rzecz działa na ich czułe punkty.

Łaskotanie jest oczywiście absolutnym hitem, ale musisz naprawdę zwracać uwagę na twarz dziecka podczas tej zabawy. Bo jeśli zaczyna odwracać wzrok, sztywnieć lub wydaje się przytłoczone, natychmiast odpuść i pozwól mu odetchnąć, zamiast przyszpilać je do ziemi jak agresywnie wesoły zapaśnik. Ludzie, nauka o wyrażaniu zgody zaczyna się wcześnie.
Do łaskotania po brzuszku zwykle ubierałam Leo w to Body bez rękawów z bawełny organicznej. Szczerze mówiąc, jest po prostu okej — to znaczy, organiczna bawełna jest naprawdę świetna, bo nie wywoływała u niego tych dziwnych, czerwonych, swędzących wysypek, które miał po sztucznych materiałach, a poza tym dobrze znosi pranie. Używałam go jednak głównie dlatego, że krój bez rękawów i wygodne zatrzaski w kroku dawały mi super szybki dostęp do jego brzuszka, żeby puszczać mu "bączki". Właściwie potrzebujesz tylko niezawodnej, podstawowej warstwy ubranek, która nie przeszkadza w ataku łaskotek, a to body spełniało swoje zadanie bez zbędnego zamieszania.
Faza rzucania przedmiotami
Kiedy maluchy odkryją istnienie grawitacji, upuszczanie rzeczy staje się szczytem komedii. Dla nas to wyczerpujące, ale dla nich - prześmieszne.
Mieliśmy w domu Zestaw miękkich klocków dla niemowląt. To w zasadzie zwykłe gumowe klocki, nic rewelacyjnego, ale sprawdziły się absolutnie najlepiej do zabawy w zrzucanie. Kładłam jeden z nich na głowie, wydawałam dziwny dźwięk „łup!” i pozwalałam mu spaść na podłogę. Leo wręcz zanosił się śmiechem. Podnosiłam klocek, kładłam go znowu na głowie i powtarzałam. Robiliśmy to przez coś, co w pewną deszczową niedzielę wydawało się trwać chyba ze cztery lata. Miękka guma sprawiała, że kiedy niechybnie nie udawało mi się go złapać w locie i odbijał się od mojej goleni, nic nie bolało. A to miłe, bo i tak poświęcam już wystarczająco dużo własnego ciała dla tych dzieci.
Szczerze mówiąc, rozśmieszenie dziecka to mistrzowski kurs z utraty własnej godności. Musisz zapomnieć o tym, jak wyglądasz. Musisz porzucić wyobrażenie, że jesteś fajnym, ogarniętym dorosłym, który pije gorącą kawę i czyta książki. Teraz jesteś komediantem. Jesteś klaunem, którego jedynym zadaniem jest rzucanie sobie klocków na głowę i udawanie, że kicha z taką siłą, aż włosy opadają mu na oczy.
I jest to bez wątpienia najpiękniejszy dźwięk na całym świecie. Kiedy go słyszysz, te wszystkie pobudki o 3 nad ranem, pieluchowe eksplozje, niekończące się góry prania... nic z tego nie ma znaczenia. Po prostu pragniesz usłyszeć ten dźwięk znowu.
A teraz wybaczcie, ale muszę iść podgrzać moją kawę w mikrofali po raz piąty w tym dniu. Mark właśnie próbuje rozśmieszyć Leo, zakładając czystą pieluchę na własną głowę, a ja muszę mu pójść powiedzieć, że robi to źle.
Gotowi na zmianę w codziennych zabawach, bez zagracania domu plastikiem? Odkryj zrównoważone, nietoksyczne zabawki dla niemowląt marki Kianao i patrz, jak uśmiechy pojawiają się same.
Kłopotliwe pytania, które zadaje każdy
Czy to normalne, że moje niemowlę śmieje się przez sen?
O Boże, tak. Przebiegły aż dreszcze, prawda? Kiedy Maya zrobiła to po raz pierwszy, miała około miesiąca. Po prostu leżała w swoim koszu Mojżesza w kompletnych ciemnościach i nagle wydała z siebie ten dziwny, cichy dźwięk „he he”. Prawie wezwałam księdza. Ale dr Salem zapewnił mnie, że to całkowicie normalne. W ich mózgach po prostu pobudzane są neurony i tworzą się nowe połączenia podczas snu. One wcale nie śnią o jakimś żarcie, po prostu ich układ nerwowy robi sobie jazdę próbną.
Co jeśli moje dziecko jeszcze się nie śmieje?
Proszę, nie panikuj. Spędziłam tygodnie na rozmyślaniu i nakręcaniu się, bo Leo był bardzo poważnym noworodkiem. Niektóre dzieci to po prostu obserwatorzy. Siedzą, chłoną wszystko wokół i oceniają twoje modowe wybory. Jeśli nawiązują kontakt wzrokowy, wodzą za tobą oczami i od czasu do czasu obdarzają cię lekkim uśmieszkiem, prawdopodobnie wszystko jest u nich w porządku. Mój pediatra powiedział, że jeśli przed ukończeniem szóstego miesiąca absolutnie nie ma uśmiechu społecznego ani żadnych odgłosów, to wtedy zaczynamy się temu bliżej przyglądać, chociażby po to, aby wykluczyć ewentualne problemy ze słuchem.
Czy mogę łaskotać je za bardzo?
Tak, zdecydowanie tak. Niemowlęta mają naprawdę niedojrzały układ nerwowy, więc to, co zaczyna się jako świetna zabawa, w ciągu trzech sekund może zamienić się w przebodźcowanie. Jeśli maluch zaczyna mieć czkawkę, odwraca głowę albo usztywnia ręce, to znaczy, że ma dość. Musisz po prostu przestać i dać mu chwilę na ochłonięcie. Nie chcesz być tą osobą, która wciąż szturcha dziecko, gdy widać, że ma już ono serdecznie dosyć.
Dlaczego śmieją się tylko do mojego partnera, a do mnie nie?
To jest ostateczna zdrada i nienawidzę tego. Nosisz je przez dziewięć miesięcy, rujnujesz swoje mięśnie dna miednicy, karmisz je własnym ciałem, a potem one obdarzają pierwszym radosnym śmiechem swojego tatę, ponieważ on... śmiesznie mrugnął. Prawda jest taka, że jesteś po prostu ich bezpieczną przystanią. Jesteś ich przedłużeniem. Twój partner to trochę większa nowość, więc to on zbiera chichoty. To niesprawiedliwe, to beznadziejne, ale całkowicie normalne. Po prostu zrzucaj sobie dalej klocki na stopę, w końcu je do siebie przekonasz.





Udostępnij:
Szczery do bólu poradnik o wczesnej nauce i rozwoju mózgu niemowlaka
Noc, kiedy wyszukałem Baby Kxtten i zawiesiłem swój mózg taty-geeka