Słuchaj. Nie rób tego, co ja zeszłej nocy we wtorek. Nie stój w ciemności, bujając wrzeszczące niemowlę, uświadamiając sobie, że znasz tylko refren piosenki z tej kreskówki o żabie, i nie próbuj szukać tekstu „hello my baby hello my honey” w telefonie jednym kciukiem. Nieuchronnie klikniesz w jakiś link do historycznego archiwum, dowiesz się o XIX-wiecznej Ameryce rzeczy, których wcale nie chciałaś wiedzieć, i upuścisz swój ciężki telefon prosto na czoło własnego dziecka. Po prostu śpiewaj refren i udawaj, że znasz resztę. To moja jedyna prawdziwa rada dla ciebie na dziś.

Kiedy masz do czynienia z noworodkiem, który traktuje sen jako osobistą obelgę, twój mózg automatycznie przywołuje dziwne fragmenty popkultury. Kiedy pracowałam na oddziale pediatrycznym, miałyśmy taki żart o „godzinie duchów” o 3 w nocy. Można było iść korytarzem i usłyszeć pięcioro różnych rodziców śpiewających swoim dzieciom pięć zupełnie innych, totalnie nieodpowiednich piosenek. Jeden facet śpiewał wolną, akustyczną wersję utworu Metalliki. Inna mama po prostu cichym, melodyjnym głosem recytowała menu ze swojej ulubionej tajskiej restauracji. O 4 nad ranem w zasadzie każda z nas prowadzi jednoosobowy ostry dyżur – sprawdzamy drogi oddechowe, kontrolujemy pieluchy i desperacko próbujemy odwrócić uwagę małego człowieka, który właśnie traci zmysły. Panuje chaos, a ty chwytasz się pierwszego lepszego sposobu, jaki masz pod ręką.

Moim sprawdzonym sposobem na odwracanie uwagi jest bujanie malucha i śpiewanie właśnie tego ragtime'owego kawałka. Tego z kreskówki Warner Bros. Wiesz, o którym mówię. Zawsze myślałam, że to po prostu urocza rymowanka, którą w jakiś sposób przywłaszczył sobie płaz w cylindrze, tańczący tylko wtedy, gdy nikt nie patrzy.

A potem poznałam jej prawdziwą historię i szczerze mówiąc, całkowicie zmieniłam perspektywę.

Mała dygresja o randkowaniu przez telefon w epoce pozłacanej

Muszę o tym opowiedzieć, bo od tygodni nie daje mi to spokoju. Ta piosenka została napisana w 1899 roku przez Josepha Howarda i Idę Emerson. Jest dosłownie o facecie, który podrywa dziewczynę, której nigdy nie spotkał w prawdziwym życiu. Po prostu rozmawia z nią przez telefon. To książkowy „catfishing” z 1899 roku, a my na ślepo śpiewamy to w ciemnościach naszym niemowlakom.

W tamtych czasach mało kto w ogóle miał telefon. Był to towar luksusowy dla najbogatszych lub dla firm z centrum miasta. Więc ten facet dzwoni do centrali i błaga operatorkę, żeby połączyła go z jego ukochaną. Nie wie, jak ona wygląda. Podoba mu się tylko jej głos. To XIX-wieczny odpowiednik przesunięcia w prawo na Tinderze przy jednoczesnej stanowczej odmowie pójścia na kawę na żywo. Totalne dziwactwo.

Priya holding her fussy infant while attempting to sing a ragtime song in the dark nursery

Słowo „hello” nie było wtedy nawet standardowym powitaniem. Thomas Edison musiał dosłownie przekonywać ludzi, by używali go zamiast żeglarskiego „ahoy”, gdy odbierali telefon. Alexander Graham Bell chciał, by wszyscy mówili „ahoy”, co jest zresztą bardzo zabawne. Wyobraź sobie, że odbierasz komórkę słowami „ahoj, przygodo”. Więc kiedy śpiewamy naszym dzieciom „hello my baby”, w gruncie rzeczy śpiewamy archaiczną pieśń jakiegoś ówczesnego nerda o telekomunikacyjnym romansie na odległość. Świętujemy zwycięstwo ulubionego powitania Edisona nad żeglarskimi zapędami Bella.

Mel Brooks sparodiował to wszystko w „Kosmicznych jajach” z wyskakującym z klatki piersiowej obcym, co jest właściwie jedynym powodem, dla którego większość milenialsów w ogóle wie dziś o istnieniu tej melodii.

Ciemna strona starych nut

Pozwólcie, że oszczędzę wam trudu szukania oryginalnych zwrotek. Kochani, trzymajcie się tylko refrenu, bo reszta nut z 1899 roku jest pełna rasistowskich, wodewilowych karykatur, które powinny wylądować w piecu.

I to jest właśnie to w rodzicielstwie. Myślisz, że przekazujesz dziecku nieszkodliwy kawałek amerykańskiej tradycji, a potem zrywasz tapetę i znajdujesz pod nią toksyczną farbę. Nie odkopujcie XIX-wiecznych nut z nadzieją na urocze rymowanki, bo znajdziecie tam tylko egzystencjalny lęk i obraźliwe stereotypy. Po prostu trzymajcie się tej skocznej części o ukochanej, a zignorujcie cały ten historyczny bagaż.

Co tak naprawdę powiedział lekarz o rytmie

Dlaczego więc akurat ta konkretna melodia działa tak dobrze, gdy moje dziecko urządza potężną awanturę przy zakładaniu sweterka?

What the doctor actually said about rhythm — Why we sing hello my baby hello my honey at 3 AM to survive

Zapytałam o to moją lekarkę podczas naszej ostatniej wizyty kontrolnej. Byłam w pełni przygotowana na to, że mnie zbędzie, ale powiedziała, że bardzo rytmiczne, synkopowane dźwięki robią dziwnie pożyteczne rzeczy dla rozwijającej się kory słuchowej. Zabrzmiało to tak, jakby podskakiwanie do ragtime'owego bitu pomagało okablować te małe mózgi pod kątem rozpoznawania fonetycznego.

Oczywiście, weźcie to z ogromnym przymrużeniem oka. Czasami mam wrażenie, że w kwestii rozwoju mózgu niemowląt środowisko medyczne i tak głównie zgaduje. Jednego roku mówią, że muzyka klasyczna robi z dzieci absolutnych geniuszy, a w kolejnym, że nic to nie daje i powinno się do nich po prostu normalnie mówić. Ale z tego, co mój niewyspany mózg zdołał przyswoić, zróżnicowane tempo w pewnym sensie pobudza ich ośrodki językowe.

Poza tym, kiedy to śpiewam, mój głos staje się niesamowicie teatralny. Robię głupie miny. Brwi podjeżdżają mi aż pod linię włosów. To jest właśnie ten sposób mówienia do niemowląt, o którym wszyscy trąbią. Podobno pomaga to w budowaniu więzi, chociaż jestem niemal pewna, że mój maluch wpatruje się we mnie tylko dlatego, że wyglądam jak kompletna wariatka. Ale hej, wpatrujące się dziecko to ciche dziecko. Biorę to w ciemno.

Sprzęt, który naprawdę odwraca ich uwagę

Jeśli śpiewanie 125-letniej piosenki o telefonie nie działa, ostatecznie trzeba zacząć rzucać w problem produktami. Staram się ograniczać plastikowe graty do minimum, ale wszyscy mamy swoje granice wytrzymałości, gdy płacz po prostu nie ustaje.

Moim absolutnym kołem ratunkowym w tej chwili jest Silikonowo-Bambusowy Gryzak dla Niemowląt Panda. Kiedy te pierwsze zęby zaczęły się ruszać, moje dziecko gryzło mój obojczyk jak dzikie zwierzę. Nie żartuję. Miałam na ramieniu maleńkie siniaki. Kupiłam to z czystej desperacji, bo sztuczka z mokrą myjką, którą zasugerowała moja teściowa, robiła tylko ogromny bałagan na dywanie w salonie. Ten gryzak jest naprawdę świetny. Bambusowe elementy nadają mu przyjemny ciężar, a płaski kształt sprawia, że maluch może go trzymać bez upuszczania co dziesięć sekund. Jeden trzymam w lodówce, a drugi w torbie na pieluchy. To jedyny powód, dla którego przetrwaliśmy szósty miesiąc i nie oszalałam do reszty.

Z drugiej strony, kupiliśmy też Drewniany Stojak Edukacyjny | Tęczowy Zestaw Gimnastyczny dla Niemowląt. Wygląda pięknie w salonie. Jest bardzo estetyczny, ekologiczny i wpisuje się we wszystkie modne hasła nowoczesnego rodzicielstwa. Moje dziecko uderzało małego drewnianego słonia przez dokładnie cztery minuty, po czym uznało, że metka na dywanie jest o wiele bardziej fascynująca. Jest w porządku, ale nie oczekujcie, że kupi wam to wystarczająco dużo czasu na wypicie gorącej kawy.

Jeśli chcecie czegoś, czego naprawdę będziecie używać każdego dnia, po prostu zaopatrzcie się w Body Niemowlęce z Bawełny Organicznej. Mają w sobie elastan. Oznacza to, że gdy twoje dziecko zdecyduje się zesztywnieć jak deska podczas wybuchowej zmiany pieluchy, nadal zdołasz przeciągnąć body przez jego ramiona bez uszkodzenia czegokolwiek. Organiczna bawełna jest miękka, w praniu nie kurczy się do kształtu dziwnego kwadratu i wystarczająco dobrze maskuje ulewki, by przy słabym świetle uchodzić za czystą.

Znaleźć rytm, który działa

Ostatecznie próbujecie miliona rzeczy, by uspokoić marudzące dziecko. Bujacie, kołyszecie, szumicie i śpiewacie piosenkę z żabą, dopóki nie zedrzecie sobie gardła.

Finding the rhythm that works — Why we sing hello my baby hello my honey at 3 AM to survive

Sprawdźcie niezbędniki dla niemowląt od Kianao, jeśli musicie ulepszyć swój arsenał odwracania uwagi. Większość rodzicielstwa to tak naprawdę po prostu znalezienie rutyny, która nie sprawi, że będziecie chcieli wyjść drzwiami frontowymi i nigdy nie oglądać się za siebie.

Kiedyś próbowałam puszczać klasyczne kołysanki z idealnie wyselekcjonowanej playlisty. Myślałam, że będę tą mamą, która puszcza Mozarta. Próbowałam maszyn z białym szumem, które brzmiały jak odgłosy z łona matki. Próbowałam absolutnej, mrocznej ciszy. Nic nie działało tak niezawodnie, jak moje niezgrabne tańce w korytarzu o północy, kiedy to z całych sił zdzierałam gardło, śpiewając „hello my baby, hello my honey”.

W pewnym momencie przestajecie się martwić o to, czy piosenka jest doskonała pod kątem rozwojowym, czy historycznie problematyczna. Po prostu robicie to, co działa. Podskakujecie, śpiewacie refren i modlicie się, by w końcu zamknęły oczy, żebyście wreszcie mogli pójść spać.

Kupcie całą kolekcję Kianao tutaj, zanim wasze dziecko obudzi się z drzemki i zrujnuje wasz popołudniowy spokój.

Chaotyczne odpowiedzi na wasze nocne wyszukiwania

Czy to w porządku śpiewać dzieciom piosenki ragtime?

Słuchajcie, jeśli to powstrzymuje ich płacz, moglibyście im śpiewać nawet regulamin aktualizacji systemu od Apple. Moja lekarka twierdzi, że skoczny rytm dobrze wpływa na ich mózgi, ale przede wszystkim jest zbawienny dla mojego zdrowia psychicznego. Podoba im się tempo. Wyrywa ich to z napadu histerii. Nie rozmyślajcie za dużo o gatunku muzycznym, kiedy po prostu próbujecie przetrwać noc.

Dlaczego moje dziecko przestaje płakać tylko wtedy, gdy wstaję i się bujam?

Współpracowałam z wystarczającą liczbą pediatrów fizjoterapeutów, aby wiedzieć, że ma to coś wspólnego z układem przedsionkowym i ewolucyjnymi cechami przetrwania. Ale mówiąc czysto praktycznie: one po prostu wiedzą, kiedy próbujecie usiąść i odpocząć. Wyczuwają wasz komfort i szczerze go nienawidzą. Rytmiczne bujanie w połączeniu z energiczną piosenką oszukuje je, dając wrażenie, że jesteście zaangażowani, podczas gdy tak naprawdę tylko czekacie, aż w końcu padną ze zmęczenia.

Jak brzmi reszta tekstu „hello my baby, hello my honey”?

Naprawdę nie chcecie tego wiedzieć. Sprawdziłam to, żebyście wy nie musieli. Oryginalna wersja z 1899 roku jest pełna rasistowskich, wodewilowych bzdur, od których przewraca się w żołądku. Trzymajcie się żabiego refrenu. Wasze dziecko i tak nie przejmuje się zwrotkami, podoba mu się tylko ten moment, w którym wymawiacie słowo „honey” niesamowicie piszczącym głosem.

Czy przemawianie „po dziecięcemu” naprawdę coś daje?

Według każdej tabeli rozwoju wywieszonej na ścianach szpitali – owszem. Robienie głupich min i przerysowywanie słów podobno buduje ich ścieżki językowe. Kiedy odbywałam praktyki kliniczne, logopedzi mówili o tym non stop. Twierdzili, że przesadzone tony pomagają dzieciom wyodrębniać słowa z ciągłego strumienia mowy. Z mojego własnego domowego doświadczenia wynika jednak, że maluchy po prostu patrzą na was, jakbyście byli kosmitami, którzy właśnie wylądowali na Ziemi. Ale hej, wpatrujące się dziecko to ciche dziecko, a ciche dziecko jest w każdy dzień tygodnia lepsze od wrzeszczącego.

Czy ta piosenka z żabą ze Zwariowanych Melodii naprawdę jest o telefonie?

Tak, mnie też to zwaliło z nóg. Jest o facecie z końca XIX wieku, który próbuje nakłonić operatorkę centrali do połączenia go z jego dziewczyną. To w zasadzie pierwsza w historii piosenka pop napisana o technologicznym romansie na odległość. Kiedy więc ją śpiewacie, serwujecie swojemu dziecku bardzo dziwną lekcję historii o początkach telekomunikacji.