Był wtorek, 2018 rok, godzina 11:14, a ja miałam na sobie parę ciążowych legginsów, które powinnam była legalnie spalić jakieś trzy miesiące wcześniej. Maya miała dziewięć miesięcy i wydawała z siebie ten piskliwy, związany z ząbkowaniem krzyk, od którego wibruje ci czaszka. Trzymałam w dłoni kubek letniej kawy z zaparzacza, wpatrując się w dywan w salonie, gdzie Barnaby, nasz przygarnięty, swobodnie kicający królik, siedział w kącie i rytmicznie żuł coś miętowego. Chwila. Miętowego? Króliki nie jedzą miętowych rzeczy. Króliki jedzą siano. I czasem listwy przypodłogowe.
Upuściłam kawę – dosłownie pozwoliłam jej spaść na dywan, powiększając kolekcję plam po jogurcie – i rzuciłam się w jego stronę. Barnaby ukradł silikonowy gryzak Mayi. Mówiąc dokładniej, odgryzł ucho jej ulubionego małego silikonowego króliczka z przerażającą skutecznością miniaturowej, puszystej niszczarki do papieru.
Absolutna panika.
Zanim zostałam jednocześnie mamą i właścicielką królika domowego, myślałam, że króliczy gryzak to po prostu... urocze hasło w wyszukiwarce. Wiecie, wpisujesz to w Google, bo szukasz dla dziecka zabawki w kształcie leśnego zwierzątka. Nie zdawałam sobie sprawy, że algorytmy internetowe tak brutalnie zacierają granice między „uroczymi gadżetami dla ludzkich niemowląt” a „prawdziwymi klockami do żucia dla małych ssaków”. Co, jak się domyślacie, jest ogromnym, przerażającym problemem, kiedy funkcjonujecie na czterech godzinach snu, a wasz dom to pole minowe rzeczy, które lądują w buzi.
Chwila, czy króliki w ogóle ząbkują? (Czyli jak nakrzyczał na mnie weterynarz)
Więc Dave, mój mąż, gorączkowo dzwoni na ostry dyżur weterynaryjny, trzymając ten zmasakrowany kawałek miętowego silikonu, ja trzymam wrzeszczącą Mayę, a weterynarz w zasadzie robi Dave'owi wykład przez telefon. Bo najwyraźniej całkowicie się myliłam co do tego, jak działają zęby.
Myślałam, że ludzkie dzieci i zwierzęta przechodzą przez to w miarę podobnie. Ale nie. Mój pediatra, dr Aris – który widział, jak płaczę więcej razy niż moja własna matka – powiedział mi, że ludzkie dzieci ząbkują tymczasowo. Dzieje się to gdzieś między czwartym a dwudziestym czwartym miesiącem życia, dziąsła puchną, zęby się przebijają i dzieci po prostu desperacko potrzebują silnego ucisku, żeby złagodzić ból. Dlatego maluchy gryzą dosłownie wszystko, co wpadnie im w rączki, łącznie z twoim obojczykiem.
Ale króliki? Króliki nie „ząbkują”. Nie mają tego uroczego etapu, w którym wypadają im mleczaki. Według bardzo głośnego weterynarza na trybie głośnomówiącym, króliki rodzą się z zębami, które po prostu... rosną. W sensie, cały czas. Podobno rosną w jakimś obłąkanym tempie, od ośmiu do trzynastu centymetrów rocznie? Coś koło tego. Więc to ich ciągłe przeżuwanie nie ma nic wspólnego z kojeniem opuchniętych dziąseł, to desperacki biologiczny mechanizm przetrwania. Muszą ścierać zęby, żeby te nie wbiły im się w czaszkę. Przerażające. Matka natura to jakiś horror.
W każdym razie chodzi o to, że Barnaby połykający kawałek miękkiego, niemowlęcego silikonu to dla niego w zasadzie wyrok śmierci, bo jego mały organizm nie potrafi tego strawić, co powoduje tzw. zastój w układzie pokarmowym i cały proces trawienny po prostu wysiada. Tymczasem ja tutaj uświadamiam sobie, że utrzymanie zwierzaka i niemowlaka w jednym ekosystemie wymaga precyzji logistycznej godnej operacji wojskowej.
Incydent z wiklinową kulą z 2019 roku
Można by pomyśleć, że wyciągnęliśmy z tego lekcję, ale niebezpieczeństwo pomyłki działa w obie strony. Około dwa miesiące po incydencie u weterynarza, Dave znalazł pod kanapą plecioną, wiklinową kulkę. Była zrobiona z naturalnego drewna jabłoni i trawy morskiej – kupiona specjalnie dla Barnaby'ego, by mógł ścierać te swoje koszmarne, wiecznie rosnące zęby.

Dave, w całej swojej ojcowskiej mądrości zaburzonej brakiem snu, patrzy na tę kulkę z patyków, myśli sobie: O proszę, ekologiczna zabawka sensoryczna Montessori! i podaje ją Mayi. Weszłam do pokoju w momencie, gdy właśnie próbowała wepchnąć tę pełną drzazg, pokrytą sianem i bakteriami zabawkę dla zwierząt do swojej buzi.
Prawie zażądałam rozwodu na miejscu.
Ludzkie dzieci nie mogą gryźć zabawek dla zwierząt. Brzmi to niezwykle banalnie, kiedy teraz o tym piszę, ale kiedy twoje życie przypomina mgłę z brudnych pieluch i zimnej kawy, drewniana kulka to po prostu drewniana kulka. Ale zabawki dla zwierząt mogą zostawiać drzazgi. Łamią się w ostre, małe sztylety. Są pokryte odzwierzęcymi bakteriami, bo walały się po podłodze tuż obok kuwety.
Co ostatecznie dajemy im do gryzienia
Po tym, jak przeżyliśmy Wielki Strach Przed Połkniętym Silikonem (dzięki Bogu Barnaby go wydalił, a my przez trzy dni wpatrywaliśmy się w kuwetę), stałam się absolutnie bezlitosna w kwestii segregowania zabawek. I zaczęłam bardzo rygorystycznie podchodzić do tego, co faktycznie daję do rączek Mayi, a później również mojemu synowi, Leo.

Moim absolutnym Świętym Graalem – rzeczą, która przetrwała oboje moich dzieci – była Grzechotka Gryzak Króliczek od Kianao. Jestem dziwnie emocjonalnie przywiązana do tego przedmiotu. Ma gładkie, nielakierowane kółko z drewna bukowego i małą, szydełkową główkę królika z oklapniętymi uszkami, wykonaną z bawełnianej włóczki. Kiedy Mayi zaczęły wyrzynać się przednie ząbki, mogła wściekle gryźć drewniane kółko, ponieważ drewno to jest naprawdę na tyle twarde, by zapewnić ten mocny ucisk, o którym mówił dr Aris, ale nie zostawia drzazg jak zabawki dla zwierzaków. Ssała bawełniane uszy, aż stawały się obrzydliwe i przemoczone od śliny, ale mogłam je po prostu uprać. Poza tym, Barnaby w ogóle się nim nie interesował, bo nie był zrobiony z gąbczastego silikonu.
W tamtym czasie mieliśmy też Silikonowy Gryzak Wiewiórka. Szczerze? Był w porządku. Świetnie się sprawdził, gdy Leo miał sześć miesięcy i po prostu potrzebował pogryźć coś płaskiego. To w 100% silikon spożywczy, całkowicie nietoksyczny, same dobre rzeczy. Ale będę z wami całkowicie szczera – zawsze miałam trochę wrażenie, jakby gryzł psie frisbee. Sama nie wiem, może stałam się snobką, jeśli chodzi o naturalne materiały, ale te wykonane w całości z silikonu wydają mi się po prostu... skrzypiące w dotyku. Ale hej, niesamowicie łatwo było wrzucić go do zmywarki, więc naprawdę nie mogę narzekać.
Zanim u Leo zaczął się ten koszmarny etap z wyrzynaniem trzonowców, żyliśmy już w domu w pełni podzielonym na strefy. Rzeczy dla zwierząt w kącie, rzeczy dla dzieci ułożone odpowiednio wysoko. Jeśli chcecie uniknąć mojego specyficznego rodzaju paniki i po prostu zaopatrzyć się w bezpieczne rzeczy, które autentycznie przynoszą ulgę na opuchnięte dziąsła, sprawdźcie dedykowaną kolekcję gryzaków od marki, która poważnie podchodzi do pozyskiwania materiałów.
Bo aukcje na Amazonie generowane przez algorytm? One nie przejmują się tym, czy przypadkiem nie kupujecie niemowlakowi zabawki dla szynszyli.
Brudna rzeczywistość utrzymywania wszystkich przy życiu
Zwykłam czytać te wszystkie blogi parentingowe ze ścisłymi, wypunktowanymi listami jak zarządzać domem, przez co zawsze czułam się jak kompletne dno. Nie będę tu siedzieć i prawić morałów o tym, że powinniście dezynfekować listwy przypodłogowe albo budować strefę kwarantanny dla zabawek waszego dziecka.
Jeśli macie z moich wywodów zapamiętać chociaż jedną rzecz, na litość boską, trzymajcie silikonowe rzeczy dziecka w koszyku z solidną pokrywką, żeby zwierzaki nie miały do nich dostępu, a jeśli kiedykolwiek podniesiecie gryzak i zauważycie na nim ślady po malutkich, ostrych jak brzytwa ugryzieniach, wrzućcie go od razu do zewnętrznego kosza, zanim wasze dziecko połknie poluzowany kawałek tworzywa.
Z czasem kupiliśmy Leo Gryzak Panda, ponieważ miał na sobie wypustki w kształcie bambusa, o które on uwielbiał pocierać dziąsłami, i wizualnie różnił się od wszystkiego, co kiedykolwiek dalibyśmy królikowi, więc Dave za nic nie mógłby ich pomylić. Jest płaski, łatwo go chwycić i przez większość lata 2021 roku mieszkał w naszej lodówce.
Ząbkowanie to piekło. Po prostu. Będziecie zmęczeni, dziecko będzie marudne, a wasz mąż prawdopodobnie zrobi coś głupiego z kawałkiem drewna. Ale to mija. W przeciwieństwie do królika, którego zęby nadal rosną, o czym staram się nie myśleć, próbując zasnąć.
Muszę iść podgrzać kawę w mikrofalówce po raz czwarty od rana, ale jeśli siedzicie teraz w okopach ząbkowania, złapcie coś bezpiecznego, naturalnego i po prostu się trzymajcie.
Dokładnie te same drewniane i silikonowe gryzaki, które ratowały humor moim dzieciom (i chroniły moje zwierzaki przed ostrym dyżurem), znajdziecie tutaj w sklepie Kianao.
Pytania, które wściekle wygooglowałam o 3 nad ranem, żebyście wy nie musieli
Czy moje dziecko może używać gryzaka dla zwierząt z naturalnego drewna, jeśli nie jest malowany?
O mój Boże, absolutnie nie. Nie obchodzi mnie, że na metce ze sklepu zoologicznego jest napisane „100% naturalne drewno jabłoni”. Gryzaki dla zwierząt są po to, żeby je niszczyć i rozłupywać, aby zwierzaki mogły na nich piłować zęby. Jeśli wasze dziecko będzie to gryzło, dostanie buzię pełną drzazg i prawdopodobnie zaliczy kontakt z dziwnymi bakteriami z podłogi sklepu zoologicznego. Trzymajcie się drewna bukowego przeznaczonego dla niemowląt, które ma za zadanie pozostać w nienaruszonym stanie.
Co się stanie, jeśli zwierzak pogryzie silikonowy gryzak mojego dziecka?
Natychmiast wyrzucić. Nie zastanawiajcie się ani chwili. Zęby psa lub królika zrobią mikroskopijne (lub bardzo widoczne) nacięcia w silikonie. Nawet jeśli wygląda w miarę w porządku, jego struktura jest naruszona i przy kolejnym gryzieniu, kawałek może się oderwać w buzi dziecka, co grozi zakrztuszeniem. Wyrzućcie to.
Czy drewniane kółka nie są za twarde na opuchnięte dziąsła niemowląt?
Też tak myślałam! Ale doktor Aris powiedział mi, że kiedy dziąsła są naprawdę w stanie zapalnym, dzieci bardzo pragną mocnego, twardego nacisku, który stłumi pulsujący ból. Dlatego potrafią obgryzać dosłownie drewniane szczebelki od łóżeczka. Gładkie, nielakierowane drewniane kółko sprawdza się u nich wprost rewelacyjnie. O wiele lepiej niż bardzo miękki gryzak, który nie stawia wystarczającego oporu.
Jak długo w rzeczywistości trwa ten ząbkujący koszmar?
Słuchajcie, bardzo chciałabym wam powiedzieć, że to taki dwutygodniowy etap, ale to generalnie maraton w kratkę od około czwartego miesiąca, dopóki nie skończą dwóch lat. Mają przerwę, łapiecie trochę snu, a potem nagle zaczynają rosnąć trzonowce i znowu wszyscy płaczą. Po prostu zróbcie zapasy kawy i załatwcie sobie gryzak, który łatwo umyć, bo będziecie go im podawać bez przerwy.
Do ząbkowania lepszy jest silikon czy drewno?
Szczerze powiedziawszy, to wszystko zależy od tygodnia. Kiedy Mayi wychodziły przednie zęby, chciała twardego drewna. Kiedy z kolei dziąsła Leo były ogólnie spuchnięte, oczekiwał zimnego silikonu prosto z lodówki. Zdecydowanie polecam posiadanie obu rodzajów, ponieważ niemowlęta to tacy trochę nieprzewidywalni mali dyktatorzy i to, co ukoi ich we wtorek, obrazi ich w czwartek.





Udostępnij:
Wielki spór o niemowlęce stópki: dlaczego długie skarpetki to jedyny słuszny wybór
Kaszmirowy sweterek dla niemowlaka: Poradnik przetrwania dla taty