Wczoraj stałam przy kuchennej wyspie, próbując zjeść zimnego tosta i pakując stos zamówień z mojego sklepu na Etsy, kiedy moja babcia rzuciła ten klasyczny tekst, który zawsze rezerwuje na chwile największego chaosu. Moja dziewięciomiesięczna córka była dosłownie przyklejona do mojej łydki, krzycząc, jakby podłoga zamieniła się w lawę, tylko dlatego, że odeszłam na pół metra, żeby sięgnąć po taśmę do pakowania. Moja babcia wzięła łyk słodkiej herbaty i powiedziała: "Wiesz, jeśli będziesz ją brać na ręce za każdym razem, gdy jęczy, to tylko ją przyzwyczaisz do wymuszania, kochaniutka."
Nie miałam nawet siły się kłócić. Po prostu wzięłam córkę na biodro, zaczęłam się bujać i nucić tę piosenkę ROSÉ i Bruno Marsa, która od października gra mi w głowie na zapętleniu. Spojrzałam w dół na moją zalaną łzami córkę i dosłownie zaśpiewałam jej na głos ten tekst: don't you want me like i want you baby? Bo szczerze mówiąc, powiem wam wprost — dokładnie to oznaczają teraz te jej małe, dramatyczne krzyki.
Jeśli właśnie tkwicie w samym środku tego etapu bycia "przylepą", doskonale wiecie, o czym mówię. Nie możecie w spokoju pójść do toalety, nie możecie ugotować ani jednego posiłku używając obu rąk, a w minucie, w której znikacie im z pola widzenia, następuje absolutny koniec świata. To wyczerpujące, głośne i wbrew temu, co uwielbia nam powtarzać starsze pokolenie, całkowicie poza naszą kontrolą.
Ku przestrodze: historia mojego najstarszego syna
Chciałabym móc powiedzieć, że zawsze z takim luzem ignorowałam rady o "twardej miłości", ale mój najstarszy syn, Liam, jest moją chodzącą przestrogą na to, że nie warto ich słuchać. Kiedy pięć lat temu wszedł w ten etap, byłam zdenerwowaną, debiutującą mamą, która słuchała wszystkiego, co mówili starsi krewni. Zarzekali się na wszystko, że muszę pozwolić mu wypłakać się na podłodze, żeby nauczył się niezależności, przez co czułam się jak absolutna porażka tylko dlatego, że chciałam pocieszyć własne dziecko.
Więc spróbowałam. Odkładałam go, szłam do drugiego pokoju i słuchałam, jak hiperwentyluje, podczas gdy mój żołądek zwijał się z nerwów w supeł. Dziewczyny, to była katastrofa. Wcale nie stał się przez to niezależny, po prostu zmienił się w kłębek nerwów i panikował dwa razy bardziej w sekundzie, w której choćby spojrzałam na drzwi wyjściowe. Skończyło się tak, że lęk separacyjny trwał u niego o wiele dłużej niż u mojego średniego dziecka, które po prostu nosiłam w nosidle przez cały dzień. Przekonałam się na własnej skórze, że ignorowanie paniki u niemowlaka nie buduje charakteru, a jedynie sprawia, że dziecko myśli, iż jego mama może w każdej chwili uciec.
Olśnienie, czyli "stałość obiektu"
Na naszej ostatniej wizycie kontrolnej nasz pediatra, dr Miller, wyjaśnił mi trochę medycznych faktów o tym, co tak naprawdę dzieje się w ich mięciutkich, małych mózgach około ósmego czy dziewiątego miesiąca, i to nagle nabrało wielkiego sensu. Przed tym okresem, jeśli wychodzicie z pokoju, w zasadzie przestajecie dla nich istnieć — co z oczu, to dosłownie z głowy i z serca.

Ale nagle przełącza się jakiś rozwojowy pstryczek i odkrywają koncepcję zwaną stałością obiektu. Uświadamiają sobie, że mama jest osobną istotą ludzką, która właśnie wyszła za drzwi. Problem w tym, że mają absolutnie zerowe poczucie czasu i nie wiedzą, czy pobiegłaś do pralni wrzucić ręczniki do pralki, czy może właśnie wsiadłaś do samolotu, by rozpocząć nowe życie na Florydzie. Dla nich pięć sekund trwa dokładnie tyle samo, co pięć godzin, stąd ta totalna histeria, gdy tylko odwrócicie się plecami.
Gdzieś przeczytałam, że kiedy znikamy, ich małe hormony stresu — to chyba nazywa się kortyzol? — gwałtownie wzrastają i wymykają się spod kontroli, a jeśli szybko wrócimy i je pocieszymy, to stres znika, co rzekomo chroni rozwój ich mózgu. Przynajmniej tak zrozumiałam ten medyczny żargon.
Muszę ponarzekać na mit "rozpieszczonego dziecka"
Muszę poświęcić chwilę, by wyrazić swoje zdenerwowanie na tę absurdalną presję społeczną, by mieć idealnie zajmujące się same sobą, niezależne niemowlęta. Logujesz się na Instagrama i zawsze widzisz jakąś ubraną w beże influencerkę, publikującą estetyczne filmiki, na których jej niemowlę siedzi cichutko w kojcu w neutralnych barwach przez trzy godziny, podczas gdy ona pije gorącą matchę. Super dla niej, naprawdę, ale to nie jest rzeczywistość dla 99 procent z nas.
Potem idziesz do sklepu w spodniach do jogi ze śladami ulewania na ramieniu, a jakiś "boomer" w dziale z warzywami czuje potrzebę skomentowania, że twoje dziecko nie płakałoby tak bardzo w wózku sklepowym, gdybyś go nie "rozpieszczała" ciągłym tuleniem w domu. Aż krew mnie zalewa. Nie da się rozpieścić niemowlaka, który dosłownie polega na tobie, by przeżyć, a pomysł, że dziewięciomiesięczne dziecko ma wystarczające zdolności poznawcze, by ukartować manipulacyjny spisek mający na celu zrujnowanie twoich zakupów, jest po prostu absurdalny.
Niemowlęta są dosłownie stworzone do tego, by nas potrzebować, więc każda rada mówiąca, aby sztucznie wymuszać na nich niezależność, nadaje się prosto do kosza.
Rzeczy, które naprawdę pomagają (i takie, które nie pomagają wcale)
Ponieważ nie potrafię się sklonować, musiałam wymyślić kilka patentów, by przetrwać dni, w których moje dziecko absolutnie nie potrafi się beze mnie obejść. Dr Miller zasugerował wypróbowanie obiektu przejściowego (ang. transitional object), co jest po prostu mądrym medycznym terminem na zabawkę lub kocyk, który pachnie mamą i daje dziecku trochę ukojenia, kiedy musisz odejść.

Powiem Wam wprost: byłam tak zdesperowana, by móc ją odłożyć chociaż na czas wyjścia do toalety, że kupiłam ten Szydełkowany gryzak z grzechotką - Jelonek i przez dwie noce spałam z nim wciśniętym w górę od piżamy. Wyglądałam absurdalnie, ale przesiąkł moim zapachem. Teraz, kiedy muszę wejść do spiżarni, wręczam jej to małe drewniane kółko. Główka jelonka z organicznej bawełny jest super delikatna dla jej dziąseł, a dźwięk grzechotki odwraca jej uwagę na dokładnie 14 sekund, co wystarczy mi, żeby zgarnąć potrzebne przekąski bez wywoływania pełnoobjawowej histerii. Biorąc pod uwagę cenę, zdecydowanie warto dorzucić go do koszyka, ponieważ drewniane kółko nie ma żadnych z tych dziwnych chemicznych powłok, o które tak się martwię.
Jeśli macie dość przewijania stron z produktami dla niemowląt, które wyglądają jak plastikowe śmieci, i chcecie znaleźć coś, co jest naprawdę bezpieczne dla waszego portfela i buzi waszego malucha, możecie przejrzeć kolekcje drewnianych i organicznych gryzaków Kianao, kiedy tylko znajdziecie chwilę dla siebie.
Skoro już jesteśmy w temacie rzeczy, które odwracają ich uwagę, gdy wy wychodzicie z pokoju, pomówmy o posiłkach. Kupiłam również Wodoodporny tęczowy śliniak dla niemowląt, myśląc, że jasny silikonowy design i kieszonka na okruszki magicznie sprawią, że córka będzie radośnie zajęta w swoim krzesełku do karmienia, podczas gdy ja będę ładować zmywarkę. Jest po prostu w porządku. To znaczy, w pełni spełnia swoje zadanie — łapie wszystkie rozmiękłe krakersy, które upuszcza, a jego wytarcie zajmuje mi dwie sekundy — ale nie udawajmy, że kawałek silikonu wolny od BPA powstrzyma łzy związane z lękiem separacyjnym, kiedy odwrócisz się plecami, żeby wyszorować garnek. To świetny śliniak, ale nie zastąpi niani.
Ostatecznie, około 12 do 14 miesiąca, dzieci wchodzą w zabawny etap, kiedy same aktywnie chcą odchodzić od ciebie, żeby eksplorować, ale nadal panikują, jeśli to ty odchodzisz od nich. Kiedy moja najmłodsza zaczęła próbować podciągać się na meblach i krążyć po salonie, by za mną podążać, zorientowałam się, że jej śliskie, małe skarpetki wywołują u niej frustrację. Kupiliśmy jej parę Niemowlęcych butów antypoślizgowych z miękką podeszwą - pierwsze kroki, ponieważ nie zamierzam płacić kilkuset złotych za sztywne buty dla niemowląt, z których wyrosną po sześciu tygodniach. Te mają fajną, elastyczną podeszwę, która zgina się, gdy mała próbuje iść, i naprawdę trzymają się na jej stópkach, dzięki czemu może pewnie wejść za mną do łazienki, zamiast płakać na dywanie.
Jak przetrwać codzienne bycie z "przylepą"
Poza poleganiem na kilku pomocnych produktach, musicie po prostu wypracować sobie rutynę, która pozwoli Wam zachować zdrowe zmysły, jednocześnie akceptując to, że wasze dziecko i tak będzie na was lekko wkurzone, bez względu na wszystko.
Mój lekarz powiedział mi, że zabawa w akuku w absurdalnych ilościach pomaga udowodnić im, że zawsze wracacie. I chociaż czuję się jak kompletna idiotka, chowając się za kuchenną ścierką po pięćdziesiąt razy w ciągu jednego poranka, to naprawdę zdaje się łagodzić jej panikę. Zdecydowanie chcielibyście uniknąć wymykania się cichaczem lub wychodzenia z pokoju na paluszkach, gdy nie patrzą. To tylko wpędza je w paranoję, że możecie zniknąć w dowolnej sekundzie. Zamiast tego staram się mocno ją przytulić i z przekonaniem powiedzieć: "Mamusia zaraz wraca", nawet jeśli ona od razu zaczyna wylewać morze łez.
Jest bałagan, jest głośno, a niektóre dni kończą się na tym, że po prostu noszę ją na plecach podczas odkurzania dywanów, bo to łatwiejsze niż ciągła walka.
Jeśli właśnie teraz chowacie się w spiżarni, jedząc czerstwe krakersy, żeby zyskać minutę świętego spokoju od małej przylepy, idźcie zróbcie sobie gorącą kawę (nawet jeśli będziecie musiały ją podgrzać w mikrofalówce już trzeci raz tego dnia) i rzućcie okiem na zrównoważone produkty dla niemowląt od Kianao, by znaleźć kilka delikatnych, ekologicznych drobiazgów, które mogą sprawić, że ten wyczerpujący etap będzie dla was obojga trochę łagodniejszy.
Często zadawane pytania (od jednej zmęczonej mamy do drugiej)
Jak długo tak szczerze trwa ten etap bycia "przylepą"?
Jeśli wierzyć podręcznikom, jego szczyt przypada zazwyczaj między 14 a 18 miesiącem życia, ale bądźmy szczere, każde dziecko jest inne. Mój najstarszy syn przylgnął do mnie jak rzep do psiego ogona aż do momentu, gdy skończył grubo ponad dwa lata, podczas gdy moje średnie dziecko jakoś z tego wyrosło w wieku 15 miesięcy. Ten etap powoli mija, gdy uświadamiają sobie, że zawsze wracacie, ale zdecydowanie musicie się przygotować na kilka miesięcy z małym cieniem chodzącym za wami krok w krok.
Czy to normalne, że dziecko chce tylko Mamy i krzyczy, gdy Tata bierze je na ręce?
Oj tak, w 100 procentach. Zawsze sprawiało to, że mojemu mężowi było bardzo smutno, a mnie szczerze doprowadzało do szału, bo po prostu chciałam odpocząć, ale to całkowicie normalne. Niemowlęta zazwyczaj wybierają sobie jednego głównego opiekuna jako "bezpieczną przystań" podczas tego skoku rozwojowego. Trzeba po prostu zacisnąć zęby, zignorować poczucie winy i tak czy siak przekazać je partnerowi, żeby móc wziąć prysznic. Ich więź nigdy się nie rozwinie, jeśli tata nie dostanie szansy, by je uspokoić.
Czy powinnam pozwolić dziecku płakać, jeśli rozpaczliwie potrzebuję wziąć prysznic?
Tak, błagam, idź wziąć prysznic. Jest ogromna różnica między zamykaniem dziecka w ciemnym pokoju, by się wypłakało przez godzinę, a włożeniem go bezpiecznie do łóżeczka na dziesięć minut, żebyś mogła umyć włosy i zadbać o swoje zdrowie psychiczne. Mogą krzyczeć przez cały czas, kiedy ty wcierasz szampon, ale są bezpieczne, a ty potrzebujesz być czysta, by normalnie funkcjonować.
Czym dokładnie jest "obiekt przejściowy" i czy naprawdę go potrzebuję?
To po prostu przedmiot dający ukojenie — jak mały kocyk, miękka przytulanka czy bezpieczny, drewniany gryzak — który kojarzy im się z wami i z poczuciem bezpieczeństwa. Teoretycznie nie musisz go mieć, ale posiadanie wyznaczonego przedmiotu, który pachnie tobą i który możesz przekazać, gdy odprowadzasz dziecko do żłobka lub zostawiasz z babcią, sprawia, że cały proces jest o wiele mniej traumatyczny dla wszystkich zaangażowanych stron.
Czy pójście do żłobka potęguje lęk separacyjny?
Na początku zdecydowanie można odnieść wrażenie, że tak, ponieważ rozstania są zazwyczaj brutalne i pełne łez. Ale z mojego doświadczenia wynika, że gdy tylko przyzwyczają się do rutyny, w której wychodzisz, a kilka godzin później zawsze po nie wracasz, to naprawdę pomaga im to dużo szybciej zrozumieć całą koncepcję stałości obiektu. Po prostu trzymajcie się szybkiego, radosnego rytuału pożegnania i nie przedłużajcie go!





Udostępnij:
Czego Drake i Sophie nauczyli mnie o wspólnym wychowywaniu malucha
Czy Simone Biles urodziła dziecko? Fake newsy i wścibskie pytania