Zanim w sobotnie popołudnie wcisnąłem „play”, usłyszałem trzy skrajnie różne opinie o tym filmie. Moja szwagierka, która układa drewniane zabawki swoich dzieci kolorami, ostrzegła mnie, że to korporacyjna propaganda stworzona, by zlasować rozwijającą się korę przedczołową. Pewna mama z naszego klubu malucha w Londynie powiedziała mi, że to tak naprawdę głęboko poruszające studium wyobcowanych relacji między rodzeństwem. Z kolei mój skrajnie niewyspany kumpel Dave po prostu zapatrzył się w swoją letnią kawę i wyszeptał: „To dokładnie sto siedem minut, podczas których nikt nie poprosi cię o podtarcie tyłka”.
Oczywiście to rekomendacja Dave'a przeważyła szalę. Kiedy masz dwuletnie bliźniaczki, które właśnie odkryły, że wrzeszczenie z częstotliwością rozbijającą szkło to świetna zabawa w domu, darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda, nawet jeśli tym koniem jest animowany niemowlak w garniturze.
Zasłoniliśmy więc okna, zignorowaliśmy górę prania, która w kącie groziła zyskaniem własnej świadomości, i zasiedliśmy do filmu Dzieciak rządzi: Rodzinka rządzi. Jeśli stoisz właśnie w salonie z w połowie zjedzonym waflem ryżowym w ręku i zastanawiasz się, na co zamierzasz narazić swoją rodzinę, pozwól, że zostanę twoim wysoce niekompetentnym przewodnikiem po świecie kina.
Dziwaczne mechanizmy niemowlęcego szpiegostwa
Jeśli jakimś cudem ominęła cię pierwsza część filmu, pozwól, że spróbuję wyjaśnić jego założenia tak, by nie brzmieć, jakbym był na mocnych lekach. Tajna korporacja wiecznych niemowląt zarządza globalnym przydziałem rodzicielskiej miłości, rywalizując o uczucia ze szczeniaczkami i kociętami. Chyba. Szczerze mówiąc, facet, z którym rozmawiałem w przychodni, mruknął coś o tym, że brak snu wywołuje łagodne halucynacje, co mogłoby tłumaczyć, dlaczego początkowo myślałem, że ta fabuła to tylko mój majak, którego doświadczyłem, wyparzając butelki o trzeciej nad ranem.
W filmie Dzieciak rządzi 2, pierwotni bohaterowie – bracia Tim i Ted – dorastają i ich drogi się rozchodzą. Ted jest dyrektorem funduszu hedgingowego (rzecz jasna), a Tim to tata na pełen etat, z nadaktywną wyobraźnią i paraliżującym strachem, że zawodzi swoje córki. Zupełnie nie potrafię sobie wyobrazić, dlaczego ten konkretny wątek aż tak do mnie przemówił, gdy siedziałem we wczorajszych dresach, zdrapując z kolana zaschnięty hummus.
Za sprawą wysoce wątpliwej nauki i magicznej formuły, dorośli bracia znów stają się dziećmi na czterdzieści osiem godzin. Muszą zinfiltrować szkołę dla wybitnie uzdolnionych dzieci, by powstrzymać megalomańskiego dyrektora przed wypuszczeniem aplikacji, która ma przejąć kontrolę nad umysłami rodziców. Kiedy bezmyślnie wygooglowałem na telefonie hasło obsada dzieciak rządzi 2, podczas gdy bliźniaczki walczyły o poduszkę, byłem lekko zaskoczony, widząc, że Alec Baldwin powraca jako tytułowy bobas, u boku Jamesa Marsdena, a Jeff Goldblum jako nikczemny dr Armstrong absolutnie kradnie każdą animowaną scenę.
Dlaczego szkoła czarnego charakteru obudziła moje londyńskie lęki rodzicielskie
Muszę przez chwilę pomówić o Centrum Zaawansowanego Dzieciństwa „Żołądź”. Głównym miejscem akcji filmu jest ta ultrakonkurencyjna, głęboko przerażająca placówka edukacyjna, w której maluchy uczą się teorii strun, programowania i gry na pianinie klasycznym zamiast, wiecie, jeść ziemię i płakać, bo tost został pokrojony w zły kształt.
W zamyśle to pewnie dystopijny żart, ale szczerze? Oglądało się to jak dokument o rekrutacji do żłobków w wielkim mieście. Spotkałem kiedyś w sali zabaw faceta, który jak gdyby nigdy nic zapytał, czy zacząłem już uczyć Lottie i Mayę mandaryńskiego. Miały wtedy czternaście miesięcy. Maya w tym właśnie momencie aktywnie próbowała pożreć zużytą nawilżaną chusteczkę. Po prostu zamrugałem i powiedziałem, że na razie skupiamy się na tym, by nie rzucać własnymi butami w kota.
Film faktycznie trafnie punktuje pułapkę współczesnego rodzicielstwa, polegającą na wywieraniu na dzieciach zbyt dużej presji, zbyt wcześnie. Jesteśmy nieustannie bombardowani myślą, że jeśli nasze maluchy przed śniadaniem nie rozwiązują edukacyjnych kart obrazkowych, skończą w nędzy. Ale pewna psycholożka dziecięca, którą śledzę na Instagramie – gdzieś między postami o zakwasie na chleb a nastrojowym oświetleniem – zdawała się sugerować, że niestrukturyzowana, całkowicie pozbawiona celu zabawa to tak naprawdę moment, w którym mózg rozwija się najlepiej. Mogłem ją jednak źle zrozumieć, bo Maya używała akurat mojego ucha jako zestawu perkusyjnego.
To w dużej mierze powód, dla którego całkowicie odrzucam ten przemysł kart edukacyjnych. I to też dlatego moją absolutnie ulubioną rzeczą w naszym domu są teraz Miękkie Klocki do Budowania dla Niemowląt. Kupiłem je, bo nie wymagają dokładnie żadnego rygoru akademickiego. To po prostu miękkie, ściskane klocki. Bliźniaczki mogą je układać, burzyć, gryźć na rogach albo rzucać mi nimi w głowę bez ryzyka wstrząśnienia mózgu. Nie ma tu żadnej aplikacji, baterii, ani głosu mówiącego, że odpowiedź jest błędna. To po prostu czysta, analogowa destrukcja, na której, mówiąc szczerze, powinien skupiać się każdy dwulatek.
Kwestia płynów ustrojowych
Pojawia się tam powracający żart z agresywnym wykręcaniem sutków między braćmi. Po prostu przechodzę nad tym do porządku dziennego, ponieważ to kreskówka, a oni nie mają prawdziwych sutków, i roztrząsanie tego wprawia mnie w głęboki dyskomfort. Idziemy dalej.

Próba rozszyfrowania rywalizacji między rodzeństwem przez pryzmat kreskówki
Prawdziwe serce tego filmu – ukryte pod eksplozjami, niemowlakami-ninja i nieco niepokojącą postacią kucyka – tak naprawdę opowiada o wyobcowaniu rodzeństwa. Tim i Ted dorastali, oddalili się od siebie i zapomnieli, jak ze sobą rozmawiać bez rywalizacji.
Nasza położna środowiskowa, podczas jednej z tych wizyt, kiedy entuzjastycznie przytakujesz, choć w środku krzyczysz, wspomniała od niechcenia, że rywalizacja między rodzeństwem zaczyna się w zasadzie już w łonie matki. Miało to doskonały sens, zważywszy na to, że Maya spędziła cały trzeci trymestr ciąży mojej żony rytmicznie kopiąc Lottie po nerkach. Teraz, gdy mają dwa lata, ich dynamika szaleńczo waha się od zaciekłego chronienia się nawzajem przed odkurzaczem do absolutnych zapasów o dokładnie ten sam niebieski plastikowy kubek, mimo że mamy sześć identycznych niebieskich plastikowych kubków.
Oglądanie animowanych braci, którzy w końcu uświadamiają sobie, że grają w jednej drużynie, sprawiło, że poczułem się irracjonalnie wzruszony, choć obwiniam za to skrajne wyczerpanie rodzicielstwem bliźniąt. Kiedy wieczór filmowy nieuchronnie przeradza się w próbę zdominowania jednej z bliźniaczek przez drugą poprzez ugryzienie, zazwyczaj po prostu wciskamy się między nie i stosujemy element rozpraszający. Obecnie tą przynętą jest Gryzak Panda. Jest... w porządku. Z grubsza przypomina pandę, powstrzymuje je przed obgryzaniem szafki pod telewizor i cudownym zrządzeniem losu potrafi przetrwać mycie w zmywarce. Czy używają go do uważnego samouspokajania? Nie. Maya zazwyczaj po prostu trzyma go jak maleńki kastet, by zastraszyć siostrę, ale zajmuje ich buzie na dziesięć minut, więc traktuję to jako zwycięstwo.
(Jeśli ty również przedzierasz się właśnie przez chaotyczne okopy bycia rodzicem malucha i potrzebujesz rzeczy, które po prostu przetrwają rzucanie, żucie czy przeciąganie przez rozlane mleko, być może zechcesz przejrzeć kolekcję zabawek Kianao, zanim całkowicie stracisz zmysły).
Logistyka taktyczna udanego seansu
Jeśli planujesz autentycznie obejrzeć Dzieciak rządzi 2 ze swoimi latoroślami, a nie tylko włączyć go jako tło do nerwowego sprzątania kuchni, potrzebujesz strategii. Nie możesz tak po prostu usiąść na kanapie i oczekiwać spokoju.

Zamiast próbować zaaranżować idealny, rodzinny wieczór filmowy, po prostu wbij je w coś wygodnego, rozsyp akceptowalną ilość suchych przekąsek na podłodze, jakbyś karmił gołębie na rynku, i pogódź się z faktem, że w dowolnym momencie będą patrzeć na zaledwie czterdzieści procent ekranu.
Zazwyczaj wciskam dziewczynki w ich Niemowlęce Body z Bawełny Organicznej zanim nacisnę "play". Nie dlatego, że próbuję stworzyć estetykę pod Instagrama, ale dlatego, że zatrzaski z powodzeniem powstrzymują szkody uboczne spowodowane przez ekologiczne chrupki, które akurat zgniatają na drobny, beżowy pył. Materiał rozciąga się na tyle dobrze, że kiedy Lottie nieuchronnie, niczym alpinistka, spróbuje wspiąć się na oparcie kanapy w połowie drugiego aktu, jej ubranie rusza się razem z nią, a nie wywołuje załamania nerwowego. Co więcej, wyjątkowo dobrze wchłania ślinę, co jest cechą, której nie reklamują, a absolutnie powinni.
Niespodziewana zasadzka emocjonalna
Rzecz, o której ci nie mówią przed posiadaniem dzieci: całkowicie tracisz zdolność do oglądania jakichkolwiek treści o rodzicach i dzieciach bez projektowania na nie swoich własnych, głębokich neuroz.
Pojawia się wątek poboczny, w którym Tim, uwięziony w ciele z czasów dzieciństwa, w końcu odkrywa, jak rozmawiać ze swoją zestresowaną, ambitną siedmioletnią córką, Tabithą. Zdaje sobie sprawę, że tak bardzo starał się być „wyluzowanym tatą”, że w ogóle nie słuchał jej prawdziwych obaw związanych z dorastaniem.
Siedząc tak w półmroku salonu, patrząc, jak bliźniaczki metodycznie niszczą wafla ryżowego, uderzyło to we mnie jak tona cegieł. Spędzamy tak wiele czasu w tych pierwszych latach, po prostu utrzymując je przy życiu – podcierając, karmiąc, goniąc i powstrzymując je przed wkładaniem widelców do kontaktów – że aż przerażające jest uświadomić sobie, że to tak naprawdę mali ludzie, którzy będą mieli skomplikowane życie wewnętrzne, własne lęki i sekrety, którymi nie zechcą się z nami dzielić.
Zanim się obejrzymy, przestaną być niemowlakami. Staną się dziećmi, a potem nastolatkami, a wreszcie mogą przeprowadzić się do innych miast i pisać do mnie tylko wtedy, gdy będą potrzebowały hasła do Netflixa. Ten film jest absurdalny, to prawda. Mamy tu bobasa obrzucającego problemy plikami banknotów i stado bojowych gołębi. Ale pod całym tym chaosem kryje się dobitne przypomnienie, że dzieciństwo jest boleśnie krótkie, a nam przypada tylko malutkie okienko czasu, by stanowić dla nich cały świat.
Więc, czy to było kinowe arcydzieło? Oczywiście, że nie. Czy zlasowało mózgi moich dzieci? Prawdopodobnie nie bardziej niż ten raz, kiedy znalazły pod fotelem w samochodzie czerstwego frytka i zjadły go, zanim zdążyłem zareagować. Ale przez prawie dwie godziny siedzieliśmy razem na podłodze, one śmiały się z komedii pomyłek, ja śmiałem się z zaskakująco trafnych żartów o bólu pleców u dorosłych i nikt nie płakał. We współczesnym rodzicielstwie nazywamy to oszałamiającym zwycięstwem.
Jeśli jesteś gotów, by zorganizować własny, nieco chaotyczny, pełen przekąsek wieczór filmowy, upewnij się, że maluchy mają na sobie coś na tyle miękkiego, by móc w tym zasnąć, bo jeśli będziesz miał bardzo, bardzo dużo szczęścia, mogą po prostu odpłynąć jeszcze przed napisami końcowymi.
Moje wysoce subiektywne FAQ o tym filmie
Czy ten film autentycznie utrzyma moje dwulatki w jednym miejscu?
Zarządzajmy tu mądrze oczekiwaniami. Nic na ziemi nie utrzyma dwulatka w jednym miejscu, chyba że fizycznie utknie w kartonowym pudle. Moje bliźniaczki oglądały pierwsze dwadzieścia minut w głębokim skupieniu, środkową godzinę spędziły robiąc okrążenia wokół stolika kawowego, od czasu do czasu krzycząc na ekran, po czym wróciły na punkt kulminacyjny, bo wiązał się z głośną muzyką i błyskającymi światłami. Nie kupi ci to świętego spokoju, ale kupi ci chociaż zlokalizowaną strefę bezpieczeństwa.
Czy dzięki niemu moje dzieci będą kłócić się więcej czy mniej?
Szczerze mówiąc, kto to wie? Film promuje pracę zespołową i miłość do rodzeństwa, ale maluchy to agenci chaosu, którzy interpretują bajki zupełnie na odwrót. Lottie obejrzała piękną scenę o godzących się braciach, a jej natychmiastowym wnioskiem była próba zrzucenia siostry z pufy. Nie szukaj w filmach animowanych rozwiązań domowych sporów; po prostu wciąż rozdzielaj je niczym zmęczony sędzia bokserski.
Czy humor jest zbyt nieodpowiedni dla małych dzieci?
Zależy od twojego progu tolerancji na żarty o tyłkach. Jest tam sporo pokazywania rowków i żartów o funkcjach fizjologicznych. Jeśli wychowujesz dzieci w atmosferze wytwornej, klasycznej elegancji, będziesz przerażony. Jeśli, tak jak ja, spędzasz obecnie dni, mówiąc rzeczy w stylu "błagam, nie wkładaj stopy do toalety", to ledwie zauważysz tę prostolinijność.
Dlaczego animacja jest tak agresywnie jaskrawa?
Podejrzewam, że zaprojektowano ją w laboratorium, by sparaliżować nerwy wzrokowe każdego poniżej szóstego roku życia. Jest błyszcząca, ma zawrotne tempo i jest bezlitosna. Łapałem się na tym, że bardzo mrużę oczy i tęsknię za przygaszonymi, przygnębiającymi akwarelami z brytyjskich animacji lat 70., ale po prostu jestem już stary i zmęczony.
Czy muszę obejrzeć pierwszy film o bobasie, by zrozumieć fabułę?
Zapewniam cię, że zrozumienie fabuły nie jest ani wymagane, ani w pełni możliwe. Film i tak streszcza swoje założenia w pierwszych pięciu minutach. Możesz wejść w to zupełnie z marszu, pod warunkiem, że twój mózg jest już wystarczająco otępiały przez rodzicielskie zmęczenie. Po prostu zaakceptuj, że niemowlaki kierują tajnym rządem i płyń z prądem.





Udostępnij:
Jak wybrać nosidełko dla dziecka i nie zwariować
Dlaczego wyszukiwanie obsady „Reniferka” zrujnuje Ci wieczór